Jana. Tym razem mocniej... - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Blogi > kasiotla

Notka

Oceń ten wpis

Jana. Tym razem mocniej...

kasiotla napisał(a) 2014-08-09 19:27
Updated 2014-08-09 at 21:56 by kasiotla

Teraz…

Obudziło ją walenie do drzwi.
-​Otwieraj do cholery.
Roman. Pijany. Siedziała przerażona na łóżku.
-​Otwieraj, bo rozwalę drzwi. Wiedziała, że to zrobi. Pośpiesznie wyskoczyła z łóżka i przekręciła zamek. Roman wtoczył się do środka.
-​Co jest mała? Ile mam czekać pod drzwiami. Stęskniony – beknął i próbował ją objąć.
-​Zostaw, jesteś pijany! – sprytnie wywinęła się z jego objęć.
-​Ej. Jakie zostaw? Wiesz, do kogo mówisz? Wracam z roboty, chujowej roboty a tu takie przywitanie. Bardzo seksownie wyglądasz w tej koszulce. Chce kobiety.
-​To idź do jakiejś innej. Wynoś się śmierdzielu.
Roman brutalnie przycisnął ją do ściany. Jana patrzyła z przerażeniem na szaleństwo w jego oczach.
-​Nie szarp się, bo skręcę ci kark, złamię jak zapałkę suko – jego dłoń powędrowała do jej gardła. Uduszę – wyszeptał jej wprost do ucha. Cuchnął. Cuchnął wódką, papierosami i czymś jeszcze. Czymś ohydnym. Było jej niedobrze.
-​Zostaw mnie.
Roman nagle uderzył ją w twarz.
-​Bądź miła. Wróciłem z pracy do swojej kobiety i chce żebyś mnie przyjęła jak kobieta.
Jednym ruchem rozdarł jej koszulkę. Nagle się zachwiał. Korzystając, że cała jego uwaga była przez chwilę skoncentrowana na utrzymaniu się na nogach, Jana wyrwała się i rzuciła się w kierunku łazienki. Zamknęła drzwi na klucz. Usiadła na brzegu wanny i trzęsła się z nerwów. Było jej zimno. Tak bardzo go kochała.
Nerwowo zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, co mogło jej pomóc. Chociaż, jeśli on tu wejdzie to i tak nie ma szans się obronić. Niczym. Czekała na szturm, niemal widziała rozwalane kopniakiem drzwi. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bała. Przecież on mnie zabije – przerażenie odbierało jej niemal zmysły…
-​Ej kochana, przepraszam. Wyjdź. Nie będziemy robić awantur.
Nie odpowiedziała.
-​Przepraszam powiedziałem.
-​Żesz ☠☠☠☠a!
Przez drzwi słyszała charakterystyczny dźwięk, gdy Roman rzygał na podłogę. Jej też zrobiło się niedobrze. Ryczał jak byk zmagając się z własną fizjologią. Po serii ryków, spluwań i przekleństw nagle znowu się odezwał.
-​Poczekam tu nie będziemy robić awantur, ok.
My - pomyślała – my. Usłyszała jak zwaliste ciało Romana osuwa się na podłogę. Uderzył czymś – chyba głową - w drwi od łazienki. Przez chwile poczuła lęk - może coś mu się stało, zadławił się wymiocinami, może umarł. Szybko się zmitygowała – a niech zdycha. Jednak za chwilę zza drzwi dobiegło ją głośne chrapanie. On śpi! – poczuła zalewająca ją złość - zniszczył mi życie i śpi. Spojrzała w lustro. Na policzku rozlała się fioletowa plama. Poczuła ból. Teraz mogła już zacząć płakać.

Dopiero po dłuższym czasie zdecydowała się otworzyć łazienkę. Roman spał na podłodze. Cicho przeszła obok niego i pobiegła do sypialni starannie omijając kałuże wymiocin, w której częściowo leżały jego nogi. Całe mieszkanie potwornie czymś śmierdziało. Otworzyła okno i zaczęła pośpiesznie się ubierać.
-​To trup tak śmierdzi – na dźwięk tych słów aż podskoczyła. Roman stał tuż za nią. Patrzył zupełnie przytomnie.
Jana pobladła, zaczęło kręcić się jej w głowie.
-​Nie bój się mnie. Nie wiem, co powiedzieć, Jana…
-​Lepiej nic nie mów. Jaki trup?
-​Trup. Nieżywe coś, co kiedyś było człowiekiem. I to chyba dość atrakcyjnym człowiekiem. Stroiło się, żyło, śmiało, jadło i wydalało - rozumiesz. Roman usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach – a potem leżało sobie w lesie i zaśmierdło. Jana nic tak nie śmierdzi jak ludzkie zwłoki… Leśniczy znalazł ją niedaleko leśniczówki. Młoda. Ktoś odciął jej głowę. I chyba nieźle się przy tym bawił. Musiałem się napić trochę. Ten smród…
-​Przestań – krzyknęła.
A więc to był ten dziwny odór, który wypełniał jej mieszkanie. Tak pachniała śmierć jakiejś młodej dziewczyny. Zrobiło jej się słabo, poczuła falę wymiotów podchodzącą do gardła, rzuciła się do toalety…
-​Przepraszam cię - mówił Roman chwilę później podnosząc ją z podłogi – zemdlałaś. To od tego odoru.
-​Nie dotykaj mnie – jęknęła.
Położył ją na łóżku przy otwartym oknie.
-​Przepraszam, wiem śmierdzę, pójdę się wykąpać, możesz już zostać sama?
-​Odejdź, odejdź Romek – płakała
-​Już, już kochanie, będzie dobrze zobaczysz, ale chyba powinnaś wziąć kilka dni wolnego – powiedział patrząc wymownie na jej policzek – przepraszam Jana. Kocham cię. To się nie powtórzy.
Taa - ciepło i bezpiecznie - ironizowała w myślach. Chłodny powiew przyjemnie orzeźwiał jej twarz. Nie powtórzy się… Po tylu latach pracy z ofiarami przemocy domowej, owszem wiedziała ze się powtórzy. Oni zawsze przepraszają. Biją przepraszają, potem biją mocniej - kobiety wierzą, że to był ostatni raz. Wciąż ten ostatni. A przecież, jeśli raz uderzył, uderzy też drugi. Nie będzie katował? Ależ będzie, tak długo aż zamorduje. Nigdy nie rozumiała, co pcha kobiety do przebaczania, do oczekiwania na to, że jednak będzie dobrze, do chodzenia na palcach wokół swojego pana i władcy, cichutko, żeby tylko go nie rozdrażnić, bo za każdy zły krok można dostać nahajem po plecach. Teraz już wiedziała… Poznawała powoli mechanizm uruchamiający się w głowie ofiary. Sama zaczęła już usprawiedliwiać Romana- taka noc, takie przeżycie, wódka… Boże, co ona robi. Jeśli nie przerwie tego natychmiast, skończy jak te nieszczęsne istoty wciąż ukrywające siniaki po „upadku ze schodów”… Tylko jak będzie bez niego żyć? – z tą myślą wreszcie zasnęła.
Obudziła się czując na sobie czyjś wzrok. Roman siedział w fotelu, przypatrywał się jej bacznie i…popijał wprost z butelki.
-​Wyspałaś się?
-​Pijesz! Przed chwilą przepraszałeś. Mówiłeś ze nie będziesz!
-​Gwoli ścisłości spałaś 11 godzin, więc nie było to przed chwilą, a poza tym nie przepraszałem za to, że piję i nie obiecywałem, że nie będę. Kochanie, masz kłopoty ze słuchaniem ze zrozumieniem - wyjaśnił – poza tym, robisz błędne założenie widząc butelkę, że znajduje się w niej to, co sugeruje napis…
-​To, co jest w butelce?
-​Wódka. Ale mogłaby być np. woda, albo sok albo każda inna ciecz, którą przyszłaby mi fantazja tam wlać, opróżniwszy uprzednio butelkę z jej pierwotnej zawartości. Widzisz, zatem, że w butelce z napisem wódka wcale nie musi znajdować się wódka, może być ona w butelce z napisem sok. Ale ja jestem uczciwym pijakiem i nie będę nikogo okłamywał – piję z otwartą przyłbicą.
-​Boże, o czym ty mówisz.
-​A nic… to taki pijacki bełkot. Położył się przy niej
-​Zostaw mnie, jestem głodna.
-​Ja w sumie też – odparł, pochylając się nad nią z uśmiechem.

http://kasiotla.blogspot.com
Kontynuować ?
Wyświetlenia 31763 Komentarze 0 Prześlij mailem ten wpis
Wszystkich komentarzy 0

Komentarze

 
Wszystkich trackbacków 0

Trackbacks


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 03:33.