obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji... - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2014-06-28, 13:26   #1
anna_maria90
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2012-11
Wiadomości: 55

obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...


Podejrzewam że mam jakąś traumę, zespół pourazowy, nie wiem.
Wiem, że jestem nienormalna, a ten post pewnie wyda sie Wam napisany przez totalną psycholkę, jednak proszę, pomóżcie mi to wszystko zrozumieć i poskładać się w calość.
Leczę się na depresję od kilku lat - bywało lepiej-gorzej, teraz biorę sertralinę; jest to jeden z silniejszych antydepresantów, ale ja i tak czuję się źle. Wiem, ze to co robiłam wyda sie Wam naprawde chore, ja tez to wiem, ale proszę o pomoc.

W ciągu ostatnich dwóch lat zaliczyłam dwa związki z facetami, kompletnie masakrujące mi psychę. Opiszę ten, który istotnie do dziś jest problemem:

Facet po bliższym poznaniu okazał się psycholem, zakończył związek w sposób tragiczny dla mnie, kiedy po przyjechaniu do niego i całym dniu w podróży, kazał mi pośrednio spierdalać i potraktował mnie jak gówno.
Nie miałam co ze sobą zrobić, więc prosiłam, błagałam go, żeby pozwolił mi chociaż się przekimać u siebie, w jego mieszkaniu, gdzie jeszcze niedawno mieszkaliśmy razem (jakos wczesniej się wyprowadziłam).
On ostentacyjnie przeniósł swoje rzeczy na ziemię, w najdalszy róg, generalnie szopka... rano i tak uprawialiśmy seks, zaczał być dla mnie miły, udawaliśmy dalej parę - jednak znienacka zmienił swój stosunek do mnie i znów dawał mi do zrozumienia, że mam spierdalać, ze nic do mnie nie czuje, itd.
wrócilam do domu rano, kiedy był w pracy, i od tamtej pory nie odzywał sie sam z siebie juz wcale.
w każdym bądź razie tamten dzień, dwa lata temu, gdy po przejechaniu całej polski, zobaczeniu go nie dał mi już złudzen ze cokolwiek do mnie czuje, był jakimś tąpnięciem. Doskonale to pamiętam, mimo upływu ponad półtora roku. Człowiek, który deklarował ze mnie kocha, który sam nalegał bym przeprowadzila sie do niego, który jeszcze niedawno czule mnie tulił, okazał się bezwzględnie zimnym, nienawidzacym mnie potworem, ktorego nie znałam. Był to dla mnie prawdziwy koszmar, trauma, chciało mi się wyć, rzygać, wrzeszczeć, że człowiek którego wcześniej kochałam i dla którego się poświęciłam, pokazał mi ze jestem dla niego nikim, że mnie nienawidzi.
Byłam tez wściekła na samą siebie, ze tak się poniżyłam, ze w ogole do niego wtedy jechałam...
To byla prawdziwa, czarna rozpacz, nie do zniesienia. Bo to był chłopak, który był moja pierwsza powazna miłością, naprawde sie zaangażowałam, poswieciłam, przeprowadziłam, zamieszkałam z nim, uwierzyłam ze mozemy razem cos pięknego zbudować.

Potem przez ponad rok przeżywałam traumę. Dosłownie.
Ból psychiczny po tym był praktycznie nie do zniesienia.
Poranek - chęć śmierci. Ból towarzyszący każdej czynności... Mimo moich błagań i prób, by uzyskać jakieś wytłumaczenie od exa, nie było z jego str zadnej sensownej odpowiedzi, czemu zachował się w ten sposób, tak skrajny i czemu mnie tak znienawidził...

Właściwie nic nie dawało mi ulgi - ani próby wygadania sie - mogłam tak cały czas i nie czułam się ani odrobinę >>wygadana<<, a znajomi juz w wiekszości zaczynali mieć mnie dość z tym jedynym tematem -
ani pisanie listów do niego dla samej siebie - ani psychiatra, psycholog.. NIC.
Byłam w totalnej rozsypce po tym rozstaniu.

Szybko zaczęły mi towarzyszyć obsesyjne myśli o byłym. Po prostu tak jak jest się w związku, jak myśli się permanentnie o drugiej osobie - gdzie jest, co robi, z kim, jak się czuje, itd. I mi taka "praca w tle" też zaczeła działać, mimowolnie. Wiedziałam, że już nie ma szans na nic, ale myśl o nim była jedną z pierwszych po przebudzeniu, a ostatnią gdy zasypiałam - rozkminiając tamten koszmarny dzień burzliwego rozstania na milion sposób, odtwarzajac każdy skrawek tamtych wspomnień niezliczoną ilość razy.
W końcu poszłam do innego psychiatry, który zapisał mi antydepresanty. Brałam, poprawa była minimalna, ból, cały czas towarzyszył, ale mogłam już skupić się na czymś innym...

Myśli jednak nie dawały za wygraną. Cały czas bazując na poszlakach, co może robić mój ex a nie wiedząc tak naprawdę co robi, stworzyłam fikcyjne konto i wysłałam zaproszenie (bo mnie jako mnie juz dawno miał zablokowaną, mimo ze nie pisałam).
Przyjął. Ustawiłam funkcje facebooka by dostawać powiadomienie, gdy były cokolwiek napisze czy doda zdjęcie.
Dzięki temu mogłam być na bieżąco co u niego, jak obecnie wygląda, co robi. Wiem ze to było chore, ale nie byłam w stanie inaczej.
Kolejnym zwrotem było, gdy dowiedziałam się z fb ze ma nową dziewczynę - w dodatku naszą wspólną znajoma, którą dzieki mnie poznał. Od razu od komputera popędziłam do łazienki...
Wymiotowałam i płakałam.

Dziś mija już rok, jak są razem.
W tym czasie usunęłam tamto fikcyjne konto, starałam się pozbierać i przestać żyć przeszłością.
Odwiedziłam w ostatni rok chyba z 10 specjalistów: psychiatrów, psychoterapeutów, psychologów. Brałam różne leki przepisane, ale po wielu mimo początkowej rewelacji, znów czułam się zdołowana.
Z tego też powodu nie mam już nadziei, że kiedykolwiek poczuję się długofalowo dobrze.

Najgorsze jest to, że mam takie nagłe zwroty. Że coś mi go przypomni i napływa na mnie już taka fala wściekłości i nienawiści: że z nim byłam, ze zmarnowałam czas, pieniadze, nerwy, na takie g.ó.wno.
Kiedy nachodzą takie nastroje, mam żadzę mordu. Wyobrażam sobie, jakbym spotkała exa na ulicy, jak minełabym obojetnie bez słowa, albo jak trzasnęłabym go w twarz z całej siły publicznie...

Jakiś czas temu, myśląc o nim coraz mniej emocjonalnie, z dumą pomyślałam, że myślenie o nim już mi zbrzydło, ze ten marny człowiek odchodzi juz totalnie do przeszłości. I co?
I dokładnie podczas takiej rozkminy dostałam alert z facebooka. Ex wysłał mi zaproszenie.

Zapytałam go - po co? a on żebym zaakceptowała, jesli nie mam nic przeciwko. Dalej był w zwiazku z nową, a cały exa facebook usiany i ozdobiony <jego wielką miłoscią>... wtf?!

Wiem że to głupie, ale dwa tygodnie byłam od siebie, rozważając wszystkie scenariusze: żeby mu wybaczyć i zaprzyjaznic sie z nim, żeby go uwieść (by zdradził obecną) a potem porzucić, żeby być obojętną i zignorować calkowicie śmiecia, zeby mu pocisnąć wiązanką.. itd...

Ostatecznie napisałam, żeby szukał sobie wirtualnych przyjaciół gdzie indziej po czym zablokowałam.

Ale dalej mam zwroty że te myśli o nim wracają, czasem wszystko się przypomina, itd. to mnie mocno dołuje. Zatruwa mi obecne życie.
Mimo upływu takiego czasu wiele wspomnień jest żywych, stare blizny cały czas bolą. Nie umiem otworzyć się na nikogo nowego. Bo wciąż się boję, że skończy się tak samo...

przepraszam ze takie długie.

Edytowane przez anna_maria90
Czas edycji: 2014-06-28 o 13:32
anna_maria90 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 14:18   #2
change
Zadomowienie
 
Avatar change
 
Zarejestrowany: 2008-08
Wiadomości: 1 984
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Inne dziewczyne zapewne karzą Ci się wziąć w garść albo zapomnieć o dupku, ale ja osobiście bardzo Ci współczuje, bo dokładnie wiem przez co przechodzisz i przeżyłam coś podobnego.. (może to Cię jakoś pocieszy).
Myślę, że nie ma sensu się zastanawiać dlaczego tak zrobił, czemu musiałaś w swoim życiu przejść coś takiego, niczym sobie nie zasłużyłaś... Moim zdaniem trafiłaś na jakiegoś bezdusznego typa, który Ciebie w sobie rozkochał, omotał w okół palca, znalazł wielbicielkę i jak mu się znudziło rzucił jak psa...
Nie masz czego żałować, dziękować jedynie, że dłużej tego nie ciągnęłaś.

Zabawne bo ja też mam sytuacje w której mój "przyjaciel" najbliższa mi kiedyś osoba, której zaufałam, byślimy ze sobą ale nie traktował mnie jak dziewczynę, mimo serca jakie w realcje w nim włożyłam... potraktował mnie jak szmatę do podłogi i też od roku nie mam z nim kontaktu a on jest w związku. Również nie pozbierałam się z tego do tej pory... też nadal go nienawidze i chyba zrobiłabym mu krzywdę gdybym go spotkała.
ja na szczęście nie mam żadnych informacji co u niego słychać, ale był na tyle bezczelny, żeby też bez przepraszam odezwać się do mnie..

Mam w każdym razie nadzieje, że mimo tego co Cię spotkało jakoś się pozbierasz i zapomnisz o tym palancie. Z calego serca Ci tego życze!
change jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 14:20   #3
201708160922
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2011-10
Wiadomości: 10 444
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Cytat:
Napisane przez anna_maria90 Pokaż wiadomość
Podejrzewam że mam jakąś traumę, zespół pourazowy, nie wiem.
Wiem, że jestem nienormalna, a ten post pewnie wyda sie Wam napisany przez totalną psycholkę, jednak proszę, pomóżcie mi to wszystko zrozumieć i poskładać się w calość.
Leczę się na depresję od kilku lat - bywało lepiej-gorzej, teraz biorę sertralinę; jest to jeden z silniejszych antydepresantów, ale ja i tak czuję się źle. Wiem, ze to co robiłam wyda sie Wam naprawde chore, ja tez to wiem, ale proszę o pomoc.

W ciągu ostatnich dwóch lat zaliczyłam dwa związki z facetami, kompletnie masakrujące mi psychę. Opiszę ten, który istotnie do dziś jest problemem:

Facet po bliższym poznaniu okazał się psycholem, zakończył związek w sposób tragiczny dla mnie, kiedy po przyjechaniu do niego i całym dniu w podróży, kazał mi pośrednio spierdalać i potraktował mnie jak gówno.
Nie miałam co ze sobą zrobić, więc prosiłam, błagałam go, żeby pozwolił mi chociaż się przekimać u siebie, w jego mieszkaniu, gdzie jeszcze niedawno mieszkaliśmy razem (jakos wczesniej się wyprowadziłam).
On ostentacyjnie przeniósł swoje rzeczy na ziemię, w najdalszy róg, generalnie szopka... rano i tak uprawialiśmy seks, zaczał być dla mnie miły, udawaliśmy dalej parę - jednak znienacka zmienił swój stosunek do mnie i znów dawał mi do zrozumienia, że mam spierdalać, ze nic do mnie nie czuje, itd.
wrócilam do domu rano, kiedy był w pracy, i od tamtej pory nie odzywał sie sam z siebie juz wcale.
w każdym bądź razie tamten dzień, dwa lata temu, gdy po przejechaniu całej polski, zobaczeniu go nie dał mi już złudzen ze cokolwiek do mnie czuje, był jakimś tąpnięciem. Doskonale to pamiętam, mimo upływu ponad półtora roku. Człowiek, który deklarował ze mnie kocha, który sam nalegał bym przeprowadzila sie do niego, który jeszcze niedawno czule mnie tulił, okazał się bezwzględnie zimnym, nienawidzacym mnie potworem, ktorego nie znałam. Był to dla mnie prawdziwy koszmar, trauma, chciało mi się wyć, rzygać, wrzeszczeć, że człowiek którego wcześniej kochałam i dla którego się poświęciłam, pokazał mi ze jestem dla niego nikim, że mnie nienawidzi.
Byłam tez wściekła na samą siebie, ze tak się poniżyłam, ze w ogole do niego wtedy jechałam...
To byla prawdziwa, czarna rozpacz, nie do zniesienia. Bo to był chłopak, który był moja pierwsza powazna miłością, naprawde sie zaangażowałam, poswieciłam, przeprowadziłam, zamieszkałam z nim, uwierzyłam ze mozemy razem cos pięknego zbudować.

Potem przez ponad rok przeżywałam traumę. Dosłownie.
Ból psychiczny po tym był praktycznie nie do zniesienia.
Poranek - chęć śmierci. Ból towarzyszący każdej czynności... Mimo moich błagań i prób, by uzyskać jakieś wytłumaczenie od exa, nie było z jego str zadnej sensownej odpowiedzi, czemu zachował się w ten sposób, tak skrajny i czemu mnie tak znienawidził...

Właściwie nic nie dawało mi ulgi - ani próby wygadania sie - mogłam tak cały czas i nie czułam się ani odrobinę >>wygadana<<, a znajomi juz w wiekszości zaczynali mieć mnie dość z tym jedynym tematem -
ani pisanie listów do niego dla samej siebie - ani psychiatra, psycholog.. NIC.
Byłam w totalnej rozsypce po tym rozstaniu.

Szybko zaczęły mi towarzyszyć obsesyjne myśli o byłym. Po prostu tak jak jest się w związku, jak myśli się permanentnie o drugiej osobie - gdzie jest, co robi, z kim, jak się czuje, itd. I mi taka "praca w tle" też zaczeła działać, mimowolnie. Wiedziałam, że już nie ma szans na nic, ale myśl o nim była jedną z pierwszych po przebudzeniu, a ostatnią gdy zasypiałam - rozkminiając tamten koszmarny dzień burzliwego rozstania na milion sposób, odtwarzajac każdy skrawek tamtych wspomnień niezliczoną ilość razy.
W końcu poszłam do innego psychiatry, który zapisał mi antydepresanty. Brałam, poprawa była minimalna, ból, cały czas towarzyszył, ale mogłam już skupić się na czymś innym...

Myśli jednak nie dawały za wygraną. Cały czas bazując na poszlakach, co może robić mój ex a nie wiedząc tak naprawdę co robi, stworzyłam fikcyjne konto i wysłałam zaproszenie (bo mnie jako mnie juz dawno miał zablokowaną, mimo ze nie pisałam).
Przyjął. Ustawiłam funkcje facebooka by dostawać powiadomienie, gdy były cokolwiek napisze czy doda zdjęcie.
Dzięki temu mogłam być na bieżąco co u niego, jak obecnie wygląda, co robi. Wiem ze to było chore, ale nie byłam w stanie inaczej.
Kolejnym zwrotem było, gdy dowiedziałam się z fb ze ma nową dziewczynę - w dodatku naszą wspólną znajoma, którą dzieki mnie poznał. Od razu od komputera popędziłam do łazienki...
Wymiotowałam i płakałam.

Dziś mija już rok, jak są razem.
W tym czasie usunęłam tamto fikcyjne konto, starałam się pozbierać i przestać żyć przeszłością.
Odwiedziłam w ostatni rok chyba z 10 specjalistów: psychiatrów, psychoterapeutów, psychologów. Brałam różne leki przepisane, ale po wielu mimo początkowej rewelacji, znów czułam się zdołowana.
Z tego też powodu nie mam już nadziei, że kiedykolwiek poczuję się długofalowo dobrze.

Najgorsze jest to, że mam takie nagłe zwroty. Że coś mi go przypomni i napływa na mnie już taka fala wściekłości i nienawiści: że z nim byłam, ze zmarnowałam czas, pieniadze, nerwy, na takie g.ó.wno.
Kiedy nachodzą takie nastroje, mam żadzę mordu. Wyobrażam sobie, jakbym spotkała exa na ulicy, jak minełabym obojetnie bez słowa, albo jak trzasnęłabym go w twarz z całej siły publicznie...

Jakiś czas temu, myśląc o nim coraz mniej emocjonalnie, z dumą pomyślałam, że myślenie o nim już mi zbrzydło, ze ten marny człowiek odchodzi juz totalnie do przeszłości. I co?
I dokładnie podczas takiej rozkminy dostałam alert z facebooka. Ex wysłał mi zaproszenie.

Zapytałam go - po co? a on żebym zaakceptowała, jesli nie mam nic przeciwko. Dalej był w zwiazku z nową, a cały exa facebook usiany i ozdobiony <jego wielką miłoscią>... wtf?!

Wiem że to głupie, ale dwa tygodnie byłam od siebie, rozważając wszystkie scenariusze: żeby mu wybaczyć i zaprzyjaznic sie z nim, żeby go uwieść (by zdradził obecną) a potem porzucić, żeby być obojętną i zignorować calkowicie śmiecia, zeby mu pocisnąć wiązanką.. itd...

Ostatecznie napisałam, żeby szukał sobie wirtualnych przyjaciół gdzie indziej po czym zablokowałam.

Ale dalej mam zwroty że te myśli o nim wracają, czasem wszystko się przypomina, itd. to mnie mocno dołuje. Zatruwa mi obecne życie.
Mimo upływu takiego czasu wiele wspomnień jest żywych, stare blizny cały czas bolą. Nie umiem otworzyć się na nikogo nowego. Bo wciąż się boję, że skończy się tak samo...

przepraszam ze takie długie.
Ale czego potrzebujesz? Po co to napisałaś? Jak długo chodziłaś na terapię? Czemu zrezygnowałaś?
201708160922 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 14:28   #4
MissChievousTess
Zakorzenienie
 
Zarejestrowany: 2012-04
Wiadomości: 12 916
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Ludzie są bardzo różni. To co Cię spotkało w relacji z jedną osobą może się nigdy nie powtórzyć w relacji z kimś innym, dlatego nie musisz mieć obaw jeśli chodzi o nowe relacje z nowymi ludźmi.
Tamten gość jeśli faktycznie zrobił taką akcję z Facebookiem to chyba istotnie wyjątkowo nieciekawy przypadek, ale to już przeszłość. Dobrze zareagowałaś, daj sobie jeszcze trochę czasu, z biegiem czasu naprawdę zapomnisz. Nie zamykaj się na innych ludzi bo szkoda na to życia po prostu.
Zemsta to broń obosieczna, zawsze rani także tego, kto się próbuje zemścić, więc chyba szkoda na to czasu i energii. Ja bym się skupiła na odzyskaniu radości życia.
Na Twoim miejscu udałabym się do dobrego psychiatry. W takich przypadkach takie leczenie naprawdę pomaga. Farmakologia bywa wsparciem bez którego czasem trudno poradzić sobie z takimi przeżyciami.

---------- Dopisano o 15:28 ---------- Poprzedni post napisano o 15:24 ----------

A może tak- napisz do niego list, o wszystkim co Cię dręczy i obiecaj sobie, że po tym liście nie będziesz już tego wracać. Napisz, popłacz sobie a potem ten list spal i postaraj się dotrzymać obietnicy, którą sobie złożyłaś.
Zacznij to od dnia dla siebie, dnia, w którym zrobisz dla siebie kilka rzeczy, które naprawdę sprawią Ci przyjemność i przypomną Ci, że warto okazać trochę miłości samej sobie.
Niby banalne, ale czasem naprawdę pomaga.
__________________
Proszę zajrzyj do tego wątku i wypełnij ankietę:
https://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=733894
MissChievousTess jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 15:16   #5
Mick
Rozeznanie
 
Avatar Mick
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 954
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Dlaczego rezygnowałaś z usług jednego specjalisty i szłaś do następnego? Co nie odpowiadało Ci w leczeniu? Czy masz zdiagnozowaną depresję kliniczną?
Mick jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 15:49   #6
anna_maria90
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2012-11
Wiadomości: 55
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Cytat:
Napisane przez CzasKomety Pokaż wiadomość
Ale czego potrzebujesz? Po co to napisałaś? Jak długo chodziłaś na terapię? Czemu zrezygnowałaś?

Napisałam, bo może ktoś miał podobne przeżycia i umie sobie z tym poradzić.

Jestem na smyczy własnych emocji. Jestem rozdergana. Czasem naprawdę myślę, że byłabym w stanie coś mu zrobić, jeśli by się napatoczył...A w pierwszym odruchu cieszyłam się, że ex sie odezwał. Czyli ze wcale nie przekreślił mnie zupełnie - pomyślałam. Chore, nie?

Z terapii zrezygnował terapeuta. Powiedział że jestem za ciezkim przypadkiem dla niego i ze mam leczyc się psychiatrycznie ze wzgledu na zalezność od antydepresentantów (wyjątkowo tragicznie reagowałam na wszelkie próby odstawienia - i fizycznie i emocjonalnie).

Inny terapeuta nie dopuścił mnie na grupową, mimo skierowania, mimo pozytywnego zakwalifikowania przez psycholog. Ogólnie nie umieliśmy się dogadać, wmawiał mi emocje, których nie czułam i nie potrafiłam z nim się porozumieć.

Następny psychiatra również postawił mi diagnozkę po słuchaniu mnie przez minutę - odniosłam wrażenie, że zamiast wysłuchać mnie z czym przyszłam, chce jak najszybciej zakwalifikować mnie do odpowiedniej przegródki, z odpowiednimi środkami. Zapisał mi sertralinę i mianserynę - lek iście narkoleptyczny, po którym czuję się jakby wstrzykiwano mi narkozę; zataczam się, nieprzytomnie zapadam w niezdrowy, polekowy sen. Kazał mi brać to w momencie napięcia lękowego jako alternatywa dla uzależniających benzodiazepin.

Mam zdiagnozowaną depresję i borderline.

Edytowane przez anna_maria90
Czas edycji: 2014-06-28 o 15:55
anna_maria90 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 16:13   #7
Mick
Rozeznanie
 
Avatar Mick
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 954
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Cytat:
Napisane przez anna_maria90 Pokaż wiadomość

Napisałam, bo może ktoś miał podobne przeżycia i umie sobie z tym poradzić.

Jestem na smyczy własnych emocji. Jestem rozdergana. Czasem naprawdę myślę, że byłabym w stanie coś mu zrobić, jeśli by się napatoczył...A w pierwszym odruchu cieszyłam się, że ex sie odezwał. Czyli ze wcale nie przekreślił mnie zupełnie - pomyślałam. Chore, nie?

Z terapii zrezygnował terapeuta. Powiedział że jestem za ciezkim przypadkiem dla niego i ze mam leczyc się psychiatrycznie ze wzgledu na zalezność od antydepresentantów (wyjątkowo tragicznie reagowałam na wszelkie próby odstawienia - i fizycznie i emocjonalnie).

Inny terapeuta nie dopuścił mnie na grupową, mimo skierowania, mimo pozytywnego zakwalifikowania przez psycholog. Ogólnie nie umieliśmy się dogadać, wmawiał mi emocje, których nie czułam i nie potrafiłam z nim się porozumieć.

Następny psychiatra również postawił mi diagnozkę po słuchaniu mnie przez minutę - odniosłam wrażenie, że zamiast wysłuchać mnie z czym przyszłam, chce jak najszybciej zakwalifikować mnie do odpowiedniej przegródki, z odpowiednimi środkami. Zapisał mi sertralinę i mianserynę - lek iście narkoleptyczny, po którym czuję się jakby wstrzykiwano mi narkozę; zataczam się, nieprzytomnie zapadam w niezdrowy, polekowy sen. Kazał mi brać to w momencie napięcia lękowego jako alternatywa dla uzależniających benzodiazepin.

Mam zdiagnozowaną depresję i borderline.
Moim zdaniem potrzebujesz leczenia na oddziale psychiatrycznym. Eks to chyba Twój najmniejszy problem.
Mick jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Najlepsze Promocje i Wyprzedaże

REKLAMA
Stary 2014-06-28, 16:27   #8
anna_maria90
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2012-11
Wiadomości: 55
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Mick, na szczęscie nie jesteś psychiatrą więc Twoja niezbędna uwaga nie jest do niczego potrzebna.
anna_maria90 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 17:19   #9
201708160922
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2011-10
Wiadomości: 10 444
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Bpd wiele wyjasnia

Nie chce i nie bede sie wymadrzac, ale osoby z borderline czesto nie moga sie dogadac z terapeutami, niby chca, ale rezygnuja.

W Twoim przypadku nie ma innego wyjscia niz konkretne leczenie. Leki i terapia (koniecznie!). Pomysl z hospitalizacja uwazam za bardzo trafny Jestes jeszcze mlodziutka, statystycznie bpd osiaga apogeum u pacjentow w wieku 25 lat i z czasem wygasa. Po 40 roku zycia u 75% pacjentow nie mozna zdiagnozowac bpd, choc niektore cechy zostaja cale zycie. Warto sie tak meczyc przez kolejne 15 lat?

Wysłane z aplikacji mobilnej Wizaz Forum.
201708160922 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 17:21   #10
Mick
Rozeznanie
 
Avatar Mick
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 954
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Cytat:
Napisane przez anna_maria90 Pokaż wiadomość
Mick, na szczęscie nie jesteś psychiatrą więc Twoja niezbędna uwaga nie jest do niczego potrzebna.
Sama utworzyłaś wątek na otwartym forum, więc licz się z odpowiedziami różnego typu.

Nie jestem psychiatrą, lecz byłą pacjentką.

Skoro jesteś chora od lat i nie możesz funkcjonować bez antydepresantów, potrzebne jest kompleksowe leczenie. Teraz popadasz w manię, którą leki mogą dodatkowo nakręcać. Na szczęście nie piszesz o myślach samobójczych i mam nadzieję, że takich nie masz. Słusznie postąpiłaś z eksem - teraz zajmij się sobą.
Mick jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-28, 17:35   #11
MissChievousTess
Zakorzenienie
 
Zarejestrowany: 2012-04
Wiadomości: 12 916
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Znam trochę osób z borderline. Bez konsekwentnej farmakoterapii jest bardzo ciężko. Radzę na znanylekarz.pl poszukać jednak nowego, dobrego, polecanego przez innych pacjentów psychiatry. Tego terapia raczej nie załatwi, potrzebne jest wsparcie farmakologiczne. Terapia grupowa niewiele Ci da.
__________________
Proszę zajrzyj do tego wątku i wypełnij ankietę:
https://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=733894
MissChievousTess jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Okazje i pomysły na prezent

REKLAMA
Stary 2014-06-28, 17:42   #12
201708160922
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2011-10
Wiadomości: 10 444
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

MissChievousTess, z Twojego postu wynika, że terapia w przypadku autorki nie ma sensu. Dobrze zrozumiałam?

Edytowane przez 201708160922
Czas edycji: 2014-06-28 o 17:47
201708160922 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-29, 11:59   #13
Annadot
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2014-06
Wiadomości: 1
Dot.: obsesyjne myśli o ex i nieudane leczenie depresji...

Cytat:
Napisane przez anna_maria90 Pokaż wiadomość
Podejrzewam że mam jakąś traumę, zespół pourazowy, nie wiem.
Wiem, że jestem nienormalna, a ten post pewnie wyda sie Wam napisany przez totalną psycholkę, jednak proszę, pomóżcie mi to wszystko zrozumieć i poskładać się w calość.
Leczę się na depresję od kilku lat - bywało lepiej-gorzej, teraz biorę sertralinę; jest to jeden z silniejszych antydepresantów, ale ja i tak czuję się źle. Wiem, ze to co robiłam wyda sie Wam naprawde chore, ja tez to wiem, ale proszę o pomoc.

W ciągu ostatnich dwóch lat zaliczyłam dwa związki z facetami, kompletnie masakrujące mi psychę. Opiszę ten, który istotnie do dziś jest problemem:

Facet po bliższym poznaniu okazał się psycholem, zakończył związek w sposób tragiczny dla mnie, kiedy po przyjechaniu do niego i całym dniu w podróży, kazał mi pośrednio spierdalać i potraktował mnie jak gówno.
Nie miałam co ze sobą zrobić, więc prosiłam, błagałam go, żeby pozwolił mi chociaż się przekimać u siebie, w jego mieszkaniu, gdzie jeszcze niedawno mieszkaliśmy razem (jakos wczesniej się wyprowadziłam).
On ostentacyjnie przeniósł swoje rzeczy na ziemię, w najdalszy róg, generalnie szopka... rano i tak uprawialiśmy seks, zaczał być dla mnie miły, udawaliśmy dalej parę - jednak znienacka zmienił swój stosunek do mnie i znów dawał mi do zrozumienia, że mam spierdalać, ze nic do mnie nie czuje, itd.
wrócilam do domu rano, kiedy był w pracy, i od tamtej pory nie odzywał sie sam z siebie juz wcale.
w każdym bądź razie tamten dzień, dwa lata temu, gdy po przejechaniu całej polski, zobaczeniu go nie dał mi już złudzen ze cokolwiek do mnie czuje, był jakimś tąpnięciem. Doskonale to pamiętam, mimo upływu ponad półtora roku. Człowiek, który deklarował ze mnie kocha, który sam nalegał bym przeprowadzila sie do niego, który jeszcze niedawno czule mnie tulił, okazał się bezwzględnie zimnym, nienawidzacym mnie potworem, ktorego nie znałam. Był to dla mnie prawdziwy koszmar, trauma, chciało mi się wyć, rzygać, wrzeszczeć, że człowiek którego wcześniej kochałam i dla którego się poświęciłam, pokazał mi ze jestem dla niego nikim, że mnie nienawidzi.
Byłam tez wściekła na samą siebie, ze tak się poniżyłam, ze w ogole do niego wtedy jechałam...
To byla prawdziwa, czarna rozpacz, nie do zniesienia. Bo to był chłopak, który był moja pierwsza powazna miłością, naprawde sie zaangażowałam, poswieciłam, przeprowadziłam, zamieszkałam z nim, uwierzyłam ze mozemy razem cos pięknego zbudować.

Potem przez ponad rok przeżywałam traumę. Dosłownie.
Ból psychiczny po tym był praktycznie nie do zniesienia.
Poranek - chęć śmierci. Ból towarzyszący każdej czynności... Mimo moich błagań i prób, by uzyskać jakieś wytłumaczenie od exa, nie było z jego str zadnej sensownej odpowiedzi, czemu zachował się w ten sposób, tak skrajny i czemu mnie tak znienawidził...

Właściwie nic nie dawało mi ulgi - ani próby wygadania sie - mogłam tak cały czas i nie czułam się ani odrobinę >>wygadana<<, a znajomi juz w wiekszości zaczynali mieć mnie dość z tym jedynym tematem -
ani pisanie listów do niego dla samej siebie - ani psychiatra, psycholog.. NIC.
Byłam w totalnej rozsypce po tym rozstaniu.

Szybko zaczęły mi towarzyszyć obsesyjne myśli o byłym. Po prostu tak jak jest się w związku, jak myśli się permanentnie o drugiej osobie - gdzie jest, co robi, z kim, jak się czuje, itd. I mi taka "praca w tle" też zaczeła działać, mimowolnie. Wiedziałam, że już nie ma szans na nic, ale myśl o nim była jedną z pierwszych po przebudzeniu, a ostatnią gdy zasypiałam - rozkminiając tamten koszmarny dzień burzliwego rozstania na milion sposób, odtwarzajac każdy skrawek tamtych wspomnień niezliczoną ilość razy.
W końcu poszłam do innego psychiatry, który zapisał mi antydepresanty. Brałam, poprawa była minimalna, ból, cały czas towarzyszył, ale mogłam już skupić się na czymś innym...

Myśli jednak nie dawały za wygraną. Cały czas bazując na poszlakach, co może robić mój ex a nie wiedząc tak naprawdę co robi, stworzyłam fikcyjne konto i wysłałam zaproszenie (bo mnie jako mnie juz dawno miał zablokowaną, mimo ze nie pisałam).
Przyjął. Ustawiłam funkcje facebooka by dostawać powiadomienie, gdy były cokolwiek napisze czy doda zdjęcie.
Dzięki temu mogłam być na bieżąco co u niego, jak obecnie wygląda, co robi. Wiem ze to było chore, ale nie byłam w stanie inaczej.
Kolejnym zwrotem było, gdy dowiedziałam się z fb ze ma nową dziewczynę - w dodatku naszą wspólną znajoma, którą dzieki mnie poznał. Od razu od komputera popędziłam do łazienki...
Wymiotowałam i płakałam.

Dziś mija już rok, jak są razem.
W tym czasie usunęłam tamto fikcyjne konto, starałam się pozbierać i przestać żyć przeszłością.
Odwiedziłam w ostatni rok chyba z 10 specjalistów: psychiatrów, psychoterapeutów, psychologów. Brałam różne leki przepisane, ale po wielu mimo początkowej rewelacji, znów czułam się zdołowana.
Z tego też powodu nie mam już nadziei, że kiedykolwiek poczuję się długofalowo dobrze.

Najgorsze jest to, że mam takie nagłe zwroty. Że coś mi go przypomni i napływa na mnie już taka fala wściekłości i nienawiści: że z nim byłam, ze zmarnowałam czas, pieniadze, nerwy, na takie g.ó.wno.
Kiedy nachodzą takie nastroje, mam żadzę mordu. Wyobrażam sobie, jakbym spotkała exa na ulicy, jak minełabym obojetnie bez słowa, albo jak trzasnęłabym go w twarz z całej siły publicznie...

Jakiś czas temu, myśląc o nim coraz mniej emocjonalnie, z dumą pomyślałam, że myślenie o nim już mi zbrzydło, ze ten marny człowiek odchodzi juz totalnie do przeszłości. I co?
I dokładnie podczas takiej rozkminy dostałam alert z facebooka. Ex wysłał mi zaproszenie.

Zapytałam go - po co? a on żebym zaakceptowała, jesli nie mam nic przeciwko. Dalej był w zwiazku z nową, a cały exa facebook usiany i ozdobiony <jego wielką miłoscią>... wtf?!

Wiem że to głupie, ale dwa tygodnie byłam od siebie, rozważając wszystkie scenariusze: żeby mu wybaczyć i zaprzyjaznic sie z nim, żeby go uwieść (by zdradził obecną) a potem porzucić, żeby być obojętną i zignorować calkowicie śmiecia, zeby mu pocisnąć wiązanką.. itd...

Ostatecznie napisałam, żeby szukał sobie wirtualnych przyjaciół gdzie indziej po czym zablokowałam.

Ale dalej mam zwroty że te myśli o nim wracają, czasem wszystko się przypomina, itd. to mnie mocno dołuje. Zatruwa mi obecne życie.
Mimo upływu takiego czasu wiele wspomnień jest żywych, stare blizny cały czas bolą. Nie umiem otworzyć się na nikogo nowego. Bo wciąż się boję, że skończy się tak samo...

przepraszam ze takie długie.
Witaj
Chciałam ci napisać, że ja przechodzę przez bardzo podobne piekło. Anna_Maria jeśli będziesz chciała pogadać odezwij się. Może moje przeżycia w czymś ci pomogą.
Annadot jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-06-29 12:59:20


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 14:30.






© 2000 - 2025 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.