|
Notka |
|
Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności. |
![]() |
|
Narzędzia |
![]() |
#1 |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2014-11
Wiadomości: 1
|
Czy warto wracać?
Witam wszystkich, chcę Wam opisać moją historię żeby może w końcu uzyskać jakieś odpowiedzi w mojej głowie. A więc zaczynając od samego początku. Poznaliśmy się jeszcze w liceum - chodziliśmy do tej samej klasy. Od samego początku niesamowicie mnie ona interesowała i mi się podobała. Los sprawił że gdy już prawie przestałem się łudzić że może kiedyś znajdę okazję (i odwagę) by ją lepiej poznać to pod koniec liceum wpadliśmy a to samo towarzystwo. Niestety ona miała chłopaka - które w sumie ciągle nie było. Potem od jej znajomej dowiedziałem się że ponoć jest między nimi ciężko. Ale stwierdziłem że nie mogę naciskać bo to nie będzie fair. W końcu w połowie wakacji pojechaliśmy nad morze (ona z chłopakiem). Dość mocno wtedy się pokłócili. Po powrocie ona sama zaczęła kontakt i wyszło tak że się spotkaliśmy. Na spotkaniu dowiedziałem się że jutro z nim się spotyka żeby zerwać. I obydwoje doszliśmy do wniosku że coś chyba do siebie czujemy (ja to wiedziałem na pewno). Spotkanie tak się potoczyło, że skończyliśmy u mnie w domu bardzo długo się całując (nie byłem z tego dumny, miałem duże wyrzuty sumienia bo jendak oficjalnie miała ona chłopaka). Dalej poszło już z górki i zostaliśmy parą. Dokładnie byliśmy nią rok. Podczas którego było wiele kłótni i wiele namiętności. Wiele krzyku i wiele przytulania. Zmienialiśmy się dla siebie. No właśnie ale czy obydwoje?
Kilka tygodni po naszej rocznicy dowiedziałem się że byłem okłamywany chyba we wszystkim chociaż raz. Zaczęło się już od tego że na samym początku stwierdziła że nigdy do niczego nie doszło między nią a jej byłym (co mnie w sumie zdziwiło i jej to powiedziałem). Okazało się inaczej - że ona nie dała rady ale próba była. Co najśmieszniejsze ja też za 1 razem miałem problem techniczny i mimo to nie potrafiła powiedzieć prawdy (która by mi na pewno w tamtym momencie dodała otuchy). Notorycznie kłamała mnie pisząc mi dobranoc kiedy wcale nie szła spać. Co najgorsze kłamstwa dotknęły takich sfer jak imprezy i zatajenie faktu że z picia w mieszkaniu zrobił się obchód miasta plus zdjęcia z jakimis chłopakami. CO więcej wczesniej w ciągu roku kilka razy natrafiłem na pewne poszlaki mówiące że coś było nie tak. Zawsze zalewała się łzami i oskarżała jak ja śmiem mówić że ona kłamie. Najgorsze chyba jednak w tym wszystkim było to że kłamała i płakała mi w zywe oczy do tego składała przysięgi których już od samego początku nie szanowała. Do dziś nie potrafię tego zrozumieć. Mimo wszystko postanowiłem dać jej szanse (miała mi wszytko powiedzieć w czym mnie okłamywała). Niestety już w ciągu tygodnia wyszło że dalej mnie kłamała w żywe oczy ponieważ jej "czynnik łagodzący" czyli fakt że pod koniec związku już mnie nie okłamywała (po lipcowej kłotni w której po raz 4 obiecała szczerość) okazał się wyssany z palca. Tak naprawdę okłamywała mnie tak samo często jak przez cały związek. Czyli przynajmniej raz w tygodniu. Była przerwa i nadeszła kolejna szansa z mojej strony. Niestety znów przypadkiem będąc u niej okazało się że mimo iż mimo że obiecała mi że czegoś nie będzie robić (w sumie ja tylko zaproponowałem żeby czegoś nie robiła przez czas gdy nie jesteśmy razem a nie rozstajemy się definitywnie - ona sama zaczęła obiecywać) to robiła to i do tego próbowała to zatuszować. Na końcu stwierdziła że łgała mi w oczy przez 30 min naszego sporu i po tym czasie się złamała i jest to postęp (z reguły mogła tak godzinami). Mimo wszystko znów do niej wróciłem. I w sumie po tygodniu spokoju ja sam doszedłem do wniosku jak my możemy być razem po takim czymś. Jak ja mam jej jeszcze zaufać? Aktualnie od 1,5 tyg niby nie jesteśmy raze ale mamy kontakt. Ona chce wrócić mówi że mnie kocha i wie że "z☠☠☠***". Mówi że zaczęła chodzić do lekarza i zaczęła teraz na poważnie nad sobą pracowac. (niestety zaczęła chodzić po pierwszej szansie i mimo 2 wizyt nadal mnie okłamywała - dlatego jej słowa nie przemawiają do mnie). Dziś zaczęła mnie całować i niestety stało się to czego się bałem. Przespaliśmy się - niestety nadal mój pociąg fizyczny do niej jak tak duży że nie potrafiłem przestać, zresztą ona podobnie. Teraz mamy spotkać się przed weekendem i porozmawiać co dalej. Kocham ją - to jest pewne (była i zostanie moją pierwszą miłością) ale boje się... I nie żartuje tu czy nic ja poporstu się jej boje. Zacząłem czuć strach przed ewentulanym powrotem do siebie. Mimo to prowadzę cały czas dość meczacą i wyniszczającą walkę w środku pomiędzy pięknymi chwilami i przedwszystkim jej zachowaniami (oj była czasem naprawdę wspaniałą kobietą) a tym wszystkim co teraz się ostatnio dowiedziałem. Chciałbym teraz podziękować jeśli ktoś dotarł do końca tej opowieści i może to dużo ale proszę o opinie co powinienem uczynić. Na czym powinienem się skupić ? Czy może ktoś miał kiedyś podobną sytuacje życiową? |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#2 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2009-09
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 91
|
Dot.: Czy warto wracać?
Jak dla mnie z tej mąki chleba nie będzie. Ja bym nie umiała zaufać takiej osobie. Tym bardziej, że Ty jej to mówiłeś 100 razy, a ona i tak robiła swoje. Nie zmienisz jej na siłę. Znajdź dziewczynę, z którą się rozumiesz w 100% i która ma takie same podejście do kwestii życiowych, jak Ty.
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#3 | |
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-02
Wiadomości: 16 803
|
Dot.: Czy warto wracać?
Cytat:
|
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#4 |
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2013-09
Lokalizacja: Łóżeczko - moje ulbione miejsce
Wiadomości: 1 003
|
Dot.: Czy warto wracać?
Ano właśnie, to Twoje "Kocham ją - to jest pewne (była i zostanie moją pierwszą miłością)..." brzmi ckliwie i bardzo melodramatycznie. Aż za bardzo jak na człowieka, który powinien kierować się rozumem, a nie inną częścią ciała... Ta Twoja "miłość" to zaledwie zauroczenie i szczeniackie zadurzenie, a nie prawdziwe uczucie, a do partnerskiego związku to Wam daleko jak stąd do planety Mars, co najmniej. Oczywiście, że możesz wzdychać do swojego "ideału" i cierpieć z powodu tej "wielkiej miłości", w końcu to Twój cyrk i Twoja małpa, ale możesz też podziękować tej panience za wspólnie spędzony czas i pójść swoją drogą nauczony doświadczeniem, że "nie wszystko złoto co się świeci". Ja bym nie chciała żyć z kimś, kto mnie oszukuje, nawet gdyby wyglądał jak George Clooney i szastał milionami na diamenty dla mnie. Są pewne fundamentalne zasady bycia razem, których złamanie dyskwalifikuje osobę dożywotnio w tej dyscyplinie. Oszukiwanie i ok£amywanie osoby, którą się rzekomo kocha i niby szanuje, to jak cios poniżej pasa, niewybaczalny, a do tego boli jak cholera. Nie jestem masochistką, więc nie pozwalam się krzywdzić NIKOMU, czego i Tobie życzę.
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|



Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 02:56.