|
Notka |
|
Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności. |
![]() |
|
Narzędzia |
![]() |
#1 |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Wiadomości: 17
|
![]() ja, czyli dziecko z adopcji
Witajcie!
Na forum zaglądam rzadko, zazwyczaj wtedy, kiedy nadchodzi w moim życiu taki moment, że muszę się po prostu komuś wygadać. Przez kabel. Osobie trzeciej. Myślałam, że od momentu powstania mojego wątku o chorobie nowotworowej [tutaj] nie spotka mnie już nic złego, przynajmniej na taką skalę, że w kilka chwil zawali mi się cały świat. Niestety, długo nie musiałam czekać, by ponownie doznać prawdziwego szoku na własnej skórze. Otóż, po dwudziestu latach życia przyszło zmierzyć mi się z chyba jeszcze bardziej smutniejszym faktem niż rak. Kiedy dowiedziałam się o chorobie, prawie cztery lata temu, myślałam wówczas, że to już koniec. Niemniej jednak, myliłam się - to był dopiero początek. Przedwczoraj mój światopogląd legł w gruzach, przez dwie dekady swojego życia byłam karmiona kłamstwem przez swoich rzekomych rodziców. W końcu moi rodzice zebrali się w sobie i dowiedziałam się, że tak naprawdę nie jestem ich córką, tylko po prostu dzieckiem z adopcji. Od dwóch dób nie mogę normalnie funkcjonować, czuję się jeszcze gorzej niż wtedy, gdy myślałam, że rak to wyrok. Wszystkie moje wyobrażenia i poglądy, wszystko to, w co wierzyłam przez całe swoje dotychczasowe życie, było po prostu iluzją. Czuję się oszukana. Pękło mi serce. Jak można było żyć, ukrywając tak ważny aspekt dotyczący mojej osoby? Nie wiem już, kim tak naprawdę jestem. Oczywiście, jestem im bardzo wdzięczna za to, że prawdopodobnie uratowali mi życie, wychowali mnie na dobrego i silnego człowieka (tak myślę), jednak nie mogę wybaczyć im tego, że potrafili to przede mną tak skrzętnie ukrywać. Nie mam pojęcia, czym się sugerowali, zatajając to przede mną przez tyle długich lat. Teraz nie dość, że mam wyrzuty sumienia, ponieważ nie zawsze zachowywałam się fair wobec dwojga ludzi, których zawsze uważałam za najbliższe osoby memu sercu, to w dodatku nie mam pojęcia, kim byli ludzie, którzy dali mi życie. Mam mętlik w głowie. Piszę o tym tutaj, ponieważ nie wiem, co dalej... Chciałabym dowiedzieć się, czy ktoś z Was znalazł się w podobnej sytuacji. Jak dalej funkcjonować? Co zrobić? Wiem, że adopcja to nic złego, wręcz przeciwnie - to piękny gest, dlatego nie mieści mi się w głowie, dlaczego został on tak zatajony. Na taką wiadomość nigdy nie nadejdzie odpowiedni czas, lecz osobiście uważam, że czekać z tak ważną informacją dwadzieścia lat, to "trochę" za długo. Zważywszy na fakt mojej obszernej historii choroby, wydaje mi się, że powinnam odnaleźć chociażby kobietę, która mnie urodziła, pomimo tego że jak byłam jeszcze w jej brzuchu, powiedziała, że mnie nie chce. Większym dramatem dla mnie jest to, że nie podała ojca. Kim jestem? Nie wiem. Nie znam swoich genów, nie wiem, co jeszcze może mnie w życiu spotkać (myślę tutaj tylko i wyłącznie o swoim zdrowiu), a przecież niedługo czas, bym i ja założyła swoją rodzinę. Co zrobiłybyście na moim miejscu? Może są tutaj osoby, które mają podobną historię do mojej. Chciałabym z kimś takim porozmawiać. I to bardzo. Bo jakby nie było - jest mi teraz ciężko. I chyba nikt inny tego lepiej nie jest w stanie zrozumieć niż osoba, która chociaż w pewnym stopniu czuła się tak jak ja teraz. Chcę również zaznaczyć, że kocham moich rodziców ponad życie, w chwili obecnej chyba jeszcze bardziej niż wcześniej, dziękuję im za wszystko, co dla mnie zrobili, będę im za to wdzięczna do końca życia, bo być może uratowali moją osobę przed jakąś patologią, krzywdą etc. Nie mogę jednak zrozumieć tego zwlekania z uświadomieniem mnie, jak jest naprawdę. To boli. Bardzo boli. Boli do tego stopnia, że teraz jak rozmawiam z rodzicami, nie jestem w stanie spojrzeć im prosto w oczy. Uciekam wzrokiem. Tak sobie teraz myślę, w sumie jeszcze "na gorąco", bo mija dopiero druga doba od tej wielkiej chwili prawdy, że muszę odnaleźć tę kobietę. Chociaż, z drugiej strony, nie chciałabym jej nigdy spotkać. Co robić? Wołam o pomoc.
__________________
to wszystko to gra gra luster i światła |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#2 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2014-08
Wiadomości: 284
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Ja też jestem adoptowana, jednak rodzice od najmłodszych lat mnie uświadamiali, tłumaczyli i jestem im za to wdzięczna. Niemniej jednak twoich rodziców jestem w stanie zrozumieć, ponieważ nie każdy jest idealny, nie każdy potrafi się zachować w taki sposób jak byśmy sobie tego życzyli. Może uznali, że nigdy ci nie powiedzą, bo bali się, że odrzucisz ich? Wersji może być tysiąc, ale wg mnie musicie być ze sobą szczerzy, omówić to i oswoić. Porozmawiaj z nimi, wypytaj o wszystko, dlaczego nie powiedzieli, że masz do nich żal o to, zrozumieją ciebie i wytłumaczą. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Gdzieś około 13 roku życia doszło do mnie tak na prawdę co to oznacza "adoptowana". Nie miałam nigdy ochoty poszukiwać matki, nie ma dla mnie to znaczenia, ponieważ dla niej byłam tylko wpadką, co mnie obchodzi jak wygląda, kim jest? Owszem, jeśli by do mnie przyszła pogadałabym itd. ale nie byłabym w stanie traktować jej jako rodzinę. Jeśli chcesz o coś zapytać to śmiało, myślę, że po części ciebie rozumiem. Jeśli cię korci, poszukaj matkę biologiczną, ale bierz pod uwagę, że może ciebie wyrzucić/nie chcieć rozmawiać itp. Pytanie czy twoi rodzice wg wiedzą co to była za kobieta? Jeśli tak, mogą dać ci namiar, a jeśli nie, to chyba byś musiała się nieźle napocić, a i tak nie ma gwarancji, że ją znajdziesz. Edytowane przez mama001 Czas edycji: 2014-11-17 o 14:18 |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#3 |
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 15 803
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Przyjre ze dowiedzialas sie dopiero teraz. Teoi rodzice chcieli na pewno jak najlepiej dla Ciebie.
Ja na Twoim miejscu biologicznych rodzicow bym nie szukala. Zostawili Cie i przez te 20 lat bie interesowali sie, kim i gdzie jestes. Nie sa warci Twoich poszukiwan. Zycze wytrwalosci! |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#4 |
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2008-05
Wiadomości: 3 240
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Treść usunięta
Edytowane przez ef54e0a2a1d8c328bd9581b7d386552d742cc4ca Czas edycji: 2014-11-17 o 14:49 |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#5 | |
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2013-09
Wiadomości: 6 562
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
Matka adopcyjna nosiła Cię w sercu a nie w brzuchu. Więc teraz jest rzekomą matką. Super. W jakiej sprawie kłamali Ci? że Cię spłodzili czy że Cię kochają? Przemyśl sobie czy to jest ważne kto Cię spłodził, kto Cię urodził. Bo Twoi rodzice adopcyjni przez 20 lat Cię kochali. Nie rań ludzi którzy Cię kochają bo obraziłaś się że nie wiedziałaś o adopcji od początku. |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#6 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-10
Wiadomości: 4 265
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Jesteś ta samą osobą, którą byłaś tydzień temu i masz ten sam światopogląd. Jesteś po prostu oszołomiona.
Jako osoba, która na co dzień zajmuje się genetyką, mogę ci powiedzieć, ze geny są obecnie przeceniane. Owszem, determinują nasz wygląd i czasami zdrowie, ale to by było na tyle. To nie geny determinują to kim jesteśmy. |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#7 | ||
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Wiadomości: 17
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
Nie jestem obrażona, że nie wiedziałam, tylko po prostu jest mi przykro, że dowiedziałam się dopiero teraz, gdy już nie mieszkam z moimi rodzicami, bo wyjechałam na studia i jestem z tego powodu zrozpaczona, ponieważ nie mam z nimi tak dobrego kontaktu, jaki bym chciała mieć. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, na pewno nasze relacje wyglądałyby inaczej. Ale swoją drogą - wolałabym chyba nigdy się o tym nie dowiedzieć. Nie chcę spotkać swojej rodzonej matki, nie chcę jej znać, bo jedyne, co chciałabym zrobić, to napluć jej w twarz.. Naprawdę. Zastanawia mnie jedynie fakt, że rodzaj nowotworu złośliwego, który mnie dotyczy, zazwyczaj powstaje w zarodku podczas ciąży. Co z kobietą, która mnie porzuciła w takim razie? Stąd to dla mnie tak istotna sprawa. Nie interesuje mnie nic poza tym, chcę tylko być w pełni świadoma i móc odpowiedzieć sobie na zawsze nurtujące mnie pytania, dlaczego wciąż coś mi dolega.. jak nie wada wzroku, to wada kręgosłupa, teraz nowotwór, wcześniej inne problemy zdrowotne. Czy jest w tym coś dziwnego? Poza tym, podobno tamta kobieta miała też syna.. a ja zawsze chciałam mieć brata. Chciałabym go zobaczyć, o ile jeszcze żyje, bo gdy była ze mną w ciąży, ponoć zniknął bez śladu, a miał wtedy tylko cztery lata. Kocham moją mamę i tatę najbardziej, zawsze będą dla mnie jedynymi rodzicami, którzy mnie kochają również i wiem o tym bardzo dobrze, wychowywali mnie od moich pierwszych dni, ale genetycznie jak widać jestem niestety w ogromnym stopniu obciążona różnymi choróbskami, które mnie dopadły już teraz, a co będzie później? Nie wiem, a takie rzeczy warto wiedzieć. ---------- Dopisano o 16:37 ---------- Poprzedni post napisano o 16:29 ---------- Cytat:
Właśnie, jak sama zaznaczyłaś - geny determinują czasem zdrowie, a dla mnie to bardzo istotna sprawa, bo jak napisałam już wyżej nt. rodzaju nowotworu, który mam, to ważne w tym przypadku. Nic poza tym mnie nie interesuje. Nie chcę znać swoich biologicznych rodziców, tylko chcę wiedzieć, jak jeszcze jestem obciążona genetycznie.
__________________
to wszystko to gra gra luster i światła |
||
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#8 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-09
Lokalizacja: *miasto know-how
Wiadomości: 21 060
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Na zajęciach z prawa nam opowiadali o jakiejś kobiecie która ze względu na chorobę chciała poznać rodziców i historie chorobowe w ich rodzinach, odwoływała się nawet do Strasburga ale nic to nie dało - nie wolno podawać danych do rodziców biologicznych, którzy nie życzyli sobie kontaktu, nie wolno nawet podać przez pośrednika ich historii choroby z ominięciem danych osobistych
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#9 | |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Wiadomości: 17
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
__________________
to wszystko to gra gra luster i światła |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#10 | |
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2013-09
Wiadomości: 6 562
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
Może po odebraniu rodzinie biologicznej znalazłaś sie w rodzinnym domu dziecka?Pogrzeb trochę, jeżeli bardzo tego chcesz. Ale czy jesteś przygotowana na to co co usłyszysz? Może lepiej nie wiedzieć. Możesz czegoś dowiedzieć się nieformalnymi kanałami. |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#11 |
Rozeznanie
Zarejestrowany: 2012-07
Lokalizacja: Małopolska/ Łódzkie
Wiadomości: 776
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Wiesz, sama zastanawiam się czy w przyszłości nie adoptować dziecka. (wolontariat zrobił swoje) I tak jeśli adoptowałabym niemowlaka - nie powiedziałabym mu tego. dlaczego? bo nigdy nie ma dobrego momentu - małe dziecko - nie zrozumie, pomyśli że jest gorsze. później wiek nastolatka - jak ktoś wspomniał zacznie krzyczeć że nie jestem jego matką i może robić co chce jednym słowem bunt na statku. po 18stce ? - dziecko może odebrać to jako próbę uwolnienia się rodziców od dziecka chociaż to irracjonalne, ale dzieci tak odczuwają, a później w późniejszym wieku - jest po prostu za późno. Rozumiem Twoich rodziców. Nie miej do nich żalu, sama nie wiesz jakbyś się zachowała na ich miejscu
![]()
__________________
Kontrola - najlepszą formą zaufania ![]() Mam swoje zdanie na dany temat ,nie zawsze musimy mieć takie same ![]() zamykam kolekcję półmaratonów czas na ... ![]() Edytowane przez barbarossan Czas edycji: 2014-11-17 o 19:44 |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#12 | |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-10
Lokalizacja: W.
Wiadomości: 3 218
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
To, że masz kłopoty ze zdrowiem może wynikać również z tego jak prowadzona była ciąża, czy matka piła alkohol, jak dużo, ćpała, dobrze się odżywiała, czy byłaś wcześniakiem...jest wiele znaków zapytania, niekoniecznie ta kobieta odpowie na wszystkie, które cię nurtują, bo sama może nie mieć wiedzy na temat twojej choroby lub innych chorób genetycznych, występujących w jej rodzinie. |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#13 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 5 580
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Aktualnie na kursach na rodziców adopcyjnych jest poruszany ten temat i rodzice są instruowani kiedy i jak poruszać ten temat. 20 lat temu pewnie było inaczej.
Rozumiem Twoje zaskoczenie i oszołomienie, ale rozumiem też Twoich rodziców. Obawiali się Twojej reakcji na prawdę, no i jak widać słusznie. Nie jestem adoptowana. Kiedy urodziłam się, moi rodzice byli małżeństwem z 5 letnim stażem. Moja matka jest moją biologiczną matką, natomiast mój ojciec czyli jej mąż nie jest moim biologicznym ojcem. Nikt nigdy wprost mi tego nie powiedział, ale potrafię poskładać sobie różne sytuacje i rozmowy i wiem jak jest. Nie są to moje wymysły. Poruszyłam ten temat kiedyś z moją siostrą i ona miała dokładnie takie same odczucia jak ja, ale nie wiedziała czy ja wiem i czy taka prawda mnie nie zaboli, więc nic mi na ten temat nie mówiła. Jeden jedyny raz w życiu spotkałam mojego biologicznego ojca. Aktualnie pamiętam tylko jego imię i wiem na jakim kierunku studiował. Nie mam ochoty go poznać czy dowiedzieć się jak żyje, czy ma dzieci. Kiedyś miałam taką potrzebę. Chciałam poznać swoje korzenie. Teraz, odkąd mam swoją rodzinę, nie myślę już o tym. Podejrzewam że mój tata wie lub domyśla się że nie jest moim biologicznym ojcem. Ale to on był obecny w moim życiu, a nie ojciec biologiczny. Z tatą o tym rozmawiać nie będę, nie chcę go ranić. Miałam kiedyś plan, ze zapytam o to kto jest moim ojcem moją matkę na łożu śmierci, ale na chwilę obecną się na to nie zanosi, bo nie utrzymujemy kontaktów. |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#14 | |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-10
Wiadomości: 4 265
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
Niepotrzebnie się nakręcasz, niewiele dolegliwości jest dziedzicznych. new woman in town napisała ci o jednej z możliwych przyczyn, ja dołożę do tego czynnik, z którym spotykam się często w pracy czyli przypadek. Tak, czasami to przypadek powoduje, że jedna osoba cierpi na wadę wzroku, ma problemy z kręgosłupem, zachoruje na nowotwór i na jeszcze inne schorzenia. |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#15 |
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 2 713
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Powiem Ci tyle - nie wyrywaj sie tak bardzo do Poznania rodziców biologicznych . Mozesz niezłe dostać po dupie bo albo :
A) albo nie bede chcieli cie znać i bede ci robić wyrzuty po co sie mieszasz w ich życie ( przypadek mojej koleżanki z Dd) B) Twoi biol. Rodzice bedą chcieli utrzymywać z tobą kontakty , w celach finansowych ( tez przypadek jednej znajomej z Dd) C ) i teraz moj - ( bylam adopowana w wieku 7 lat , wiec pamietalam rodzenstwo i matke i to co bylo przed dDz) moi biol. rodzice wiedzieli gdzie jestem , jak sie nazywam , gdzie mieszkam i jak sie nazywa moja matka adopcyjna i żadne , żadne przez całe życie nie napisało , nie zadzwonilo i nic nie zrobiło w celu Poznania mnie . Mam do nich o to ogromny żal, bo mogłam nie żyć co najmniej 2 razy a oni nawet by o tym nie wiedzieli . Nie wiedzieliby nawet ze jestem w szpitalu . Moja matka pomimo ze ma moj numer telefonu - bo oczywiscie sie z nią skontaktowalam - nie dzwoni do mnie , jest chłodna w stosunku do mnie , oziebla . Nie poinformowała mnie abym zrobiła badania na ryzyko nowotworowe , bo ona miała i większość kobiet w rodzinie . Nie przejmuje sie mna i traktuje mnie tak jakbym nie istniała, jakby nie miała jednego dziecka , jakby mnie nigdy nie urodziła .... Nie wyobrazasz sobie nawet jak bardzo mnie to boli . Moj biologiczny ojciec ? Okazał sie kłamca i złodziejem , próbował sie wybielic w moich oczach mówiąc ze on stał pod moim domem ale nigdy nie zadzwonił ... Oklamal mnie o czym sie dowiedziałam nie dawno , pokazywał sie jak biednego pokrzywdzonego a z żadnym ze swoich dzieci nie utrzymuje kontaktu . Okropny typ ,tak samo jak biol. Matka , ma wszystko związane ze mna gdzies , w dodatku jest złodziejem ... Ugh, uważaj wiec. Radzę ci zdobyć sie na odwagę i porozmawiać Twoimi rodzicami - im tez jest cieżko . Nie bój sie płakać , to jest normalne . Moze pomysł o terapii , moze ona pomoże co to zrozumieć ? Mne pomaga , ale ja mam inna sytuacje niż Ty . ![]() Wysłane z aplikacji mobilnej Wizaz Forum. |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#16 |
Kobieta z klasą
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: śląsk
Wiadomości: 3 058
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Moim zdaniem nie ma dobrego momentu, aby powiedzieć dziecku, że jest adoptowane. Dlatego nie dziwię się Twoim rodzicom, taka wiadomość zawsze będzie szokiem dla dziecka. Teraz jesteś silniejsza niż w wieku na przykład 7, 10 lub 14-stu lat. Pomyśl o tym.
Skoro nie chcesz się spotkać z matką, to jej nie szukaj. Rozdrapiesz tylko niepotrzebnie rany, albo usłyszysz coś niemiłego.
__________________
Miłość to gra we dwoje, w której oboje muszą wygrywać. |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
#17 | |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2009-12
Wiadomości: 17
|
Dot.: ja, czyli dziecko z adopcji
Cytat:
W moim przypadku było tak, że rodzice od razu ze szpitala zabrali mnie do siebie, nie trafiłam do żadnego ośrodka czy domu dziecka, po prostu od razu ze szpitala pojechałam do swojego domu. W takiej adopcji pomógł moim rodzicom lekarz, który wcześniej przeprowadzał kilkakrotnie zabiegi in vitro mojej mamie, widział, jak cierpi, bo bardzo chciała mieć dziecko, a mąż nie mógł jej go dać, bo okazało się po ślubie, że jest bezpłodny i dlatego zdecydowali się na adopcję. Kobieta, która mnie nosiła wyrzekła się mnie w (chyba) piątym miesiącu ciąży. Mama wtedy już wiedziała, że jak się urodzę, to weźmie mnie bez względu na wszystko. W tym przypadku, szczerze mówiąc, wolałabym nie wiedzieć, że jestem adoptowana. Minęło już tyle lat, wszystkie opowieści zakodowane w mojej głowie, wszystko pięknie poukładane, aż tu nagle... bach i wszystkie wyobrażenia legły w gruzach. Chociaż, powiem szczerze - nie raz dopadała mnie myśl, że mogę nie być prawdziwą córką moich rodziców.. Nie miałam dobrego kontaktu ze swoim ojcem nigdy, a przecież zazwyczaj przyjmuje się, że jak jedynaczka, to i córeczka tatusia. W moim przypadku tak nie było. Wiele innych czynników również podsuwało mi taką myśl.. Nigdy jednak nie zebrałam się na odwagę, by ich o to zapytać. Teraz żałuję. Może wszystko potoczyłoby się inaczej. Niemniej, czasu nie cofnę i muszę pogodzić się z faktycznym stanem rzeczy, jaki by on nie był.
__________________
to wszystko to gra gra luster i światła |
|
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|



Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 03:13.