Zacznę od tego, że nigdy wcześniej nie używałam suszarko-lokówki, więc od razu uprzedzam - nadal się jej uczę. Jeśli oczekujecie ode mnie perfekcyjnego blowoutu jak z salonu, to jeszcze nie ten etap. Cały czas testuję, jak najlepiej prowadzić szczotkę, ile włosów brać na jedno pasmo, jaką temperaturę wybierać i przede wszystkim jak uzyskać ten efekt, który widzimy na filmikach.
Ale właśnie dlatego chciałam zrobić tę recenzję trochę inaczej i powiedzieć Wam nie tylko, co ma ten sprzęt, ale też jak wygląda korzystanie z niego z perspektywy osoby, która dopiero zaczyna przygodę z suszarko-lokówkami.
Pierwsze wrażenie? Bardzo pozytywne. Sam sprzęt wygląda naprawdę elegancko i nowocześnie. Nie sprawia wrażenia plastikowego, taniego urządzenia, a wszystkie elementy są do siebie dobrze dopasowane. Do tego bardzo podoba mi się jego kolorystyka i ogólny wygląd - zdecydowanie jest to sprzęt, który może spokojnie leżeć na wierzchu, a nie coś, co od razu chce się schować do szafki.
W zestawie dostajemy kilka różnych końcówek i każda ma trochę inne zadanie. I przyznam szczerze, że na początku trochę musiałam się połapać, co właściwie do czego służy.
Najważniejsza jest dla mnie owalna szczotka 62 mm, bo to właśnie jej używam do właściwego modelowania włosów. Ma ceramiczną powierzchnię i jest dość duża, dzięki czemu można nią jednocześnie suszyć i wygładzać włosy. Nie obraca się sama - i tutaj właśnie zaczyna się moja nauka, bo trzeba samodzielnie prowadzić i obracać szczotkę.
Mamy też koncentrator do szybkiego suszenia. To końcówka, od której moim zdaniem warto zacząć, szczególnie jeśli włosy są bardzo mokre. Zamiast od razu próbować modelować je na szczotce, można najpierw trochę je podsuszyć.
Kolejna końcówka to Root Boost Comb, czyli grzebień do unoszenia włosów u nasady. Jeśli zależy Wam na większej objętości, szczególnie właśnie przy skórze głowy, to tutaj mamy do tego odpowiednią nasadkę.
I jest jeszcze Fly Away Tamer, czyli końcówka, która zdecydowanie najbardziej mnie zaciekawiła. Służy do wygładzania tych wszystkich krótkich i odstających włosków, które potrafią zepsuć cały efekt nawet po bardzo ładnym wymodelowaniu fryzury. Zakłada się ją na owalną szczotkę i używa już właściwie na sam koniec, żeby wygładzić całość.
I właśnie Fly Away Tamer bardzo mi się podoba jako pomysł, bo często po wysuszeniu włosy wyglądają fajnie, ale wystarczy spojrzeć z bliska i nagle widzimy milion małych włosków odstających w każdą stronę. Tutaj możemy je dodatkowo wygładzić.
Samo urządzenie ma kilka ustawień temperatury i prędkości nawiewu, więc możemy dopasować je do tego, co aktualnie robimy. Jest też zimny nawiew, którego używam na końcu stylizacji.
Mamy również funkcję Comfort+, która ma zapewniać bardziej komfortową temperaturę podczas suszenia. I to jest jedna z tych rzeczy, które naprawdę doceniam, bo przy takich urządzeniach łatwo pomyśleć „im cieplej, tym szybciej”, a przecież niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie dla włosów.
Jest też jonizacja, która ma pomagać ograniczyć elektryzowanie i puszenie się włosów. I tutaj rzeczywiście najbardziej zauważam różnicę w tym, jak włosy wyglądają po stylizacji - są bardziej wygładzone i mają taki bardziej „ogarnięty” wygląd.
Jeśli chodzi o suszenie, to tutaj jestem pozytywnie zaskoczona. Największą różnicą w porównaniu ze zwykłą suszarką jest dla mnie to, że nie muszę najpierw całkowicie wysuszyć włosów, a dopiero później brać szczotki do ręki. Tutaj te dwie czynności robię właściwie jednocześnie.
Oczywiście czas zależy od włosów. Przy bardzo mokrych i gęstych włosach zajmie to dłużej, przy cieńszych zdecydowanie krócej. U mnie sama stylizacja również trwa trochę dłużej niż mogłaby, gdybym robiła to już dobrze wypracowaną techniką - ale to akurat bardziej kwestia tego, że dopiero się uczę, niż samego urządzenia. :D
I właśnie tutaj dochodzimy do mojego największego „minusa”.
Trzeba się tego nauczyć.
Jeżeli nigdy wcześniej nie używałyście suszarko-lokówki, nie zakładajcie, że pierwszego dnia wyjdzie Wam idealny blowout. Ja sama nadal kombinuję. Raz wezmę za duże pasmo, raz za małe, raz za długo trzymam szczotkę, a innym razem nie obrócę jej w odpowiednim momencie.
Ale z każdym kolejnym użyciem jest łatwiej. Zaczynam już wyczuwać, jak najlepiej prowadzić szczotkę i jak układać pasma. I mam wrażenie, że właśnie technika robi tutaj ogromną różnicę.
Podoba mi się natomiast to, że mamy w jednym urządzeniu naprawdę sporo możliwości. Możemy nim podsuszyć włosy, wymodelować je, wygładzić, dodać objętości przy nasadzie, podkręcić końcówki, a później jeszcze pozbyć się odstających włosków.
Do tego mamy długi, 3-metrowy przewód, co może wydawać się mało istotne, dopóki nie zaczniecie stylizować włosów i nie okaże się, że możecie swobodnie chodzić przed lustrem bez ciągnięcia urządzenia do gniazdka.
Bardzo fajne jest też to, że przewód jest obrotowy, więc podczas kręcenia szczotką nie plącze się aż tak bardzo.
Pod względem wykonania naprawdę nie mam tutaj większych zastrzeżeń. Wszystko sprawia wrażenie solidnego, końcówki łatwo się wymienia, a urządzenie jest wygodne w trzymaniu.
No i właśnie - cena.
W RTV Euro AGD widziałam je za około 239 zł i moim zdaniem w tej cenie robi się to naprawdę interesująca opcja. Szczególnie jeśli nie macie jeszcze sprzętu do modelowania włosów i chciałybyście mieć coś, co może zastąpić kilka różnych urządzeń.
Czy jest idealne? Nie.
Czy zrobi Wam perfekcyjną fryzurę bez żadnego wysiłku? Też nie. :D
Ale czy może naprawdę ułatwić codzienną stylizację? Moim zdaniem zdecydowanie tak.
Najbardziej podoba mi się właśnie jego uniwersalność. Nie muszę wyciągać osobno suszarki, szczotki, urządzenia do stylizacji i czegoś do wygładzania baby hair. Tutaj mam wszystko w jednym zestawie.
I chyba właśnie dlatego jestem ciekawa tego sprzętu po kolejnych kilku tygodniach. Na ten moment powiedziałabym, że największym ograniczeniem nie jest samo urządzenie, tylko moje umiejętności. :D
Bo naprawdę mam jeszcze sporo do nauczenia - szczególnie jeśli chodzi o robienie idealnego blowoutu i odpowiednie podkręcanie końcówek. Ale już po pierwszych użyciach widzę, że można nim zrobić naprawdę fajny efekt i przede wszystkim zaoszczędzić sobie trochę czasu.
Na ten moment dałabym mu 8,5/10. Odejmuję trochę za to, że dla początkującej osoby nie jest to sprzęt typu „włącz i wszystko zrobi się samo”, ale jednocześnie właśnie możliwość samodzielnego modelowania daje sporo kontroli.
Czy kupiłabym go ponownie? Myślę, że tak. Szczególnie za około 239 zł. A jak już nauczę się robić tym idealny blowout, to pewnie będę się zastanawiać, jak wcześniej radziłam sobie bez niego. :)
Zalety:
- kilka końcówek w zestawie - można suszyć, wygładzać, unosić włosy u nasady i modelować
- końcówka Fly Away Tamer do wygładzania odstających włosków
- ceramiczna owalna szczotka 62 mm
- jonizacja pomaga ograniczyć elektryzowanie i puszenie włosów
- 12 kombinacji temperatury i prędkości nawiewu
- funkcja Comfort+
- zimny nawiew do wykończenia stylizacji
- mocny nawiew i szybkie suszenie
- długi, 3-metrowy przewód
- obrotowy przewód, który ułatwia stylizację
- wyświetlacz LED
- zapamiętywanie ostatniego ustawienia temperatury
- zdejmowany filtr i akcesorium do czyszczenia
- pokrowiec do przechowywania
- można połączyć suszenie i modelowanie w jednym urządzeniu
- przy cenie około 239 zł oferuje dużo możliwości
Wady:
- trzeba nauczyć się prawidłowej techniki stylizacji
- szczotka nie obraca się automatycznie
- pierwsze użycia mogą być trochę nieporadne
- przy bardzo mokrych włosach najpierw warto je częściowo podsuszyć
- przy dużej ilości włosów stylizacja może zająć trochę czasu
- wymaga trochę wprawy, żeby uzyskać efekt idealnego blowoutu
- sporo końcówek i ustawień może być na początku trochę przytłaczające
- Zgodność z opisem producenta
- Stosunek jakości do ceny
- Trwałość / wykonanie
- Łatwość obsługi
- Design produktu