Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III - Strona 62 - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Zamknij wątek
 
Narzędzia
Stary 2012-12-12, 13:55   #1831
grey_cat
Raczkowanie
 
Avatar grey_cat
 
Zarejestrowany: 2012-08
Lokalizacja: Londyn
Wiadomości: 183
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Melduję się. Ostatnio jestem wykończona. Kiepsko śpię i jestem cały czasy zestresowana - ale to tylko ostatnie dwa dni, więc na razie jestem tylko trochę wytrącona z równowagi. Kiepsko mi się myśli.

Ale zaczęłam też trochę porządkować swoje życie (znowu zrobił się bałagan). Chwilowo uporządkowałam finanse (aplikacje telefoniczne bardzo pomagają!), zaczęłam się pakować (pojutrze jadę do Chin!), a oprócz tego... zatłukłam mysz patelnią.
grey_cat jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 17:08   #1832
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Czytam sobie blog Pasterskiego i kliknęłam na artykuł o tym dlaczego nie powinno się oglądać telewizji...ee, już to slyszałam. No ale czytam...czytam...nagle odwracam się w stronę grającego telewizora. Patrze: Mam włączony TVN a tam zapowiedź następnych Rozmów w Toku...koleś umalowany jak baba, w rurkach i z nerdami na nosie, który całym sobą mówi: "jestę hipsterę"

Ja pierd**ę...na kiego grzyba mam włączone to pudło, w dodatku na programie, w którym pokazują jakichś pajaców A wcześniej wiadomości - jeszcze większy, sejmowy cyrk, planeta małp po prostu...

Wyłączyłam.

Ogłaszam TYDZIEŃ BEZ TV. Od dzisiaj od 16:40.
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 17:37   #1833
Dilayla
Zadomowienie
 
Avatar Dilayla
 
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 1 226
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

kocurko u mnie ten numer nie przejdzie,na szczęscie ja mam do towarzystow Dorę ,Diego Fifi itp więc nie jest tragicznie
__________________
„…to żaden powód nic nie robić tylko dlatego,
że nie można zrobić wszystkiego…”

Dilayla jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 18:11   #1834
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cześć!
Nie mam czasu i padam na twarz.
Ale kilka wniosków z obserwacji:
- współpracuję teraz z pewną osobą, która drażni mnie swoim sposobem bycia, ale jej podejście do pracy mi imponuje: co ma być zrobione - robi. Robi od razu, od razu się dowiaduje, zbiera informacje, analizuje, wyciąga wnioski, powstaje szybko widzialny rezultat jej pracy.
Naprawdę pcha do przodu to wszystko.
Szok. Chcę nauczyć się z obserwacji (nie przejmując innych cech )

- niestety znalazłam się w sytuacji, w której ktoś traktuje mnie protekcjonalnie. Okropność. Nie bardzo wiem, jak się zachować, tak bardzo kłóci się to z moim sposobem bycia. Jednocześnie nie mogę się przeciwstawić temu z racji specyficznego bon tonu. Zachowuję resztki godności, choć mam ochotę robić miny i stale "nie dowierzać, że to się dzieje". Dobre jest to, że nie zaburza to mojego poczucia własnej wartości. Pewnie dlatego tak silną mam wewnętrzną postawę dystansu wobec tego.


Cytat:
Napisane przez czerwieclipiec Pokaż wiadomość
To były naprawdę stare papiery (nawet niezupełnie moje, bo na świecie mnie nie było, kiedy powstawały) kiedyś już poległam na próbie doprowadzenia ich do porządku. Ale przyszedł na nie czas i wreszcie sprawa jest dokończona.



Naprawdę tak to wygląda?
Fizycznie nigdzie się nie przenoszę. Powoli sobie porządkuję życie. Ale widzę nawet związek obecnego bałaganu z przeprowadzką sprzed lat - odwlekanie dokończenia spraw przez całą rodzinę, takie zatrzymanie się na etapie "mamy swoje miejsce" i usiłowanie zatrzymania się w świętym spokoju, nawet kosztem obowiązków czy planów/marzeń.
Znam to. Sama tak postąpiłam - z dwóch przeprowadzek wciąż się nie rozliczyłam... nie poukładałam i nie pozamykałam etapów. Najważniejszy święty spokój tu i teraz i niemyślenie...
Choć z tyłu głowy czai się myśl, że to zbiorowisko papierów i rzeczy czeka.
Fajnie, że tak metodycznie do tego podchodzisz.



Cytat:
Napisane przez czerwieclipiec Pokaż wiadomość
Jestem chętna. Tylko przegapiłam gdzieś te kapelusze chyba. I mój pomysł jest ciągle niedoformułowany: nie udało mi się wyrazić go w sposób zrozumiały dla wszystkich, bo na własne potrzeby nie tworzyłam teorii, wystarczyło mi, że działa.

Niedosyt Tygrysa... <rozpływam się, bo fajnie wyrażone i znane uczucie...>
O kapeluszach muszę napisać, żeby wskazać, co podobnego, a co różnego widzę w tych dwóch (trzech) podejściach (Twoim, Aper-NLP i kapeluszowym)... ale wymaga to skupienia i chwilowo nie dam rady.



Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Dziękuję, kochana jesteśStrasznie żałuję, że nie mogłam z Wami dłużej posiedzieć W każdym razie jeśli chcesz mieć dla odmiany przesyt tygrysa, to jestem do usług No i chętnie się dowiem o kapeluszach i metodzie Czerwiec.
Nie mogę się doczekać niedzielnego spotkania



Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Ej ej ej, no właśnie jeszcze a propos dekupażu - w tym roku to już na bank nie znajdę czasu, ale tak sobie wyobraziłam, że urządzamy sobie w naszym gronie takie spotkanko Przed nami stoi zastawiony farbami, kolorowymi serwetkami, pędzelkami i całą masą innych fajnych rzeczy stół, a my sobie wycinamy, malujemy i gadamy. Czy to by nie było strasznościowo fajnościowe? Może jakoś w styczniu? I można by to połączyć z omawianiem kolejnej lektury? Hm hm hm?
Ojej, jestem zupełnie nieplastyczno-techniczna. Dostałam kiedyś nawet 2 z plastyki...
Ale chętnie będę podziwiać i uczestniczyć w rozmowie, a nawet może jakoś się przełamię...


Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Tygrysie, nie o to chodzi, że wyszłaś wcześniej, ale o to, że mało Cię było słychać i ja też mam poczucie niedosytu. Ja też chcę się nasycić Tygrysem!
Dokładnie.

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Wieści super nie mam.
Jeśli sądził ktoś, że sielanka to wieczność, to oznajmiam, że nie, bywa tak jak jest teraz. Spięcie.
Że nie wywiązuję się ze swoich nikłych obowiązków. Że jeśli czegoś on nie weźmie na głowę, to jest to na niczyjej głowie.
Te ogólniki wypłynęły podczas akcji z workiem - nazwijmy to tak roboczo.

Analizuję za i przeciw. Przyznaję się do winy. Nie dopilnowałam sprawy worka, nie mam aż tak wielu obowiązków i nie wywiązuję się w 100% z tych co mam.

Co pisałam Wam wcześniej?

Że jak podciągnę w jednej dziedzinie, to rozwalają się inne....


Moją wartość określa się poprzez to czego nie robię dobrze, a nie poprzez to co udaje mi się ogarnąć. Tak robiła moja mama, tak robi TŻ.
Ten mały element to właśnie taka dźwignia, która uruchamia zapadnię.

I tak, zapadłam się znów.
Próbowałam usprawiedliwić się przed sobą na wszelkie sposoby, a także podjąć zobowiązanie, że więcej to się nie zdarzy.
A co będzie jeśli się zdarzy?


Staram się. - no i co z tego??
Mam czysto w pokoju. - no i co z tego?
Zmyłam gary. - no i co z tego?
itp. - no i co z tego?

Zapadnia.
Patri, przytulam
Dzięki za nr konta, zrobię co trzeba z nim.

Napisałaś: Moją wartość określa się poprzez to czego nie robię dobrze, a nie poprzez to co udaje mi się ogarnąć.

A jak Ty określasz swoją wartość? Przez pryzmat innych - wyłącznie?
Na czym ją budujesz? Ważny jest obraz Ciebie zbudowany przez Ciebie na własnych cegłach, nie na cudzych sądach.
Trudne, ale możliwe, krok po kroku.

Możesz o czymś zapomnieć, może Ci się nie udać, mimo tego - wszystko to, co zaszło -jest, zdarzyło się, jest ważne.
Możesz czuć żal, szukać usprawiedliwienia, czuć się źle - ale otrzepać się i działać dalej.


Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Kocurko...
Nie chcę się z Tobą kłócić na temat wyższości mieszkania wynajmowanego nad mieszkaniem na kredyt z banku.


Nie wiem czy porywczością można nazwać oszczędzanie od 2 lat?(z zamiarem przeznaczenia je na mieszkanie).



Miłego dnia!
Lasub, zaprezentuję moją perspektywę:
5 lat - mieszkanie w akademiku
1 rok - mieszkanie z TŻtem w wynajmowanym pokoju w mieszkaniu
1 rok - mieszkanie z mężem w wynajmowanym mieszkaniu
2,5 roku - mieszkanie we wlasnym m


Nie tworzyłam w swojej głowie planu, jak to będzie wyglądać, lecz obserwowałam, jak sytuacja się rozwija, jakie są aktualne możliwości, moje/nasze potrzeby oraz określałam bilans zysków i strat na dany moment. Liczyłam wyłącznie na siebie w swoich planach, choć uzyskałam od rodziców ogromną pomoc - zawsze zaskakującą, niespodziewaną i wspaniałą - ale nie uwzględniałam jej.
Mam kredyt (prawie 2,5 razy taki, jak ten, o którym wspominałaś), mieszkanie niewielkie, nie w nowym budownictwie... ale rzadko kiedy odczuwam dyskomfort z tego powodu. Ważne jest dla mnie to, że jest to moja przestrzeń i że jeśli wszystko pójdzie ok., to nie będzie to trwało aż tak długo, jak mam w umowie kredytowej zapisane.
Koszt miesięczny nie wzrósł po zakupie mieszkania - jeśli stać mnie było na wynajem, to stać mnie na kredyt, więc w ogóle się nie wahałam.
Każdemu według potrzeb, ale trzeba by oddemonizować pewne tematy.



Cytat:
Napisane przez grey_cat Pokaż wiadomość
Melduję się. Ostatnio jestem wykończona. Kiepsko śpię i jestem cały czasy zestresowana - ale to tylko ostatnie dwa dni, więc na razie jestem tylko trochę wytrącona z równowagi. Kiepsko mi się myśli.

Ale zaczęłam też trochę porządkować swoje życie (znowu zrobił się bałagan). Chwilowo uporządkowałam finanse (aplikacje telefoniczne bardzo pomagają!), zaczęłam się pakować (pojutrze jadę do Chin!), a oprócz tego... zatłukłam mysz patelnią.
To dokładnie jak ja - tylko trwa to już półtora tygodnia...

Wow, ale perspektywa!
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 18:38   #1835
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Dilayla Pokaż wiadomość
kocurko u mnie ten numer nie przejdzie,na szczęscie ja mam do towarzystow Dorę ,Diego Fifi itp więc nie jest tragicznie
Znajome klimaty. Przyznaję, że jest coś sympatycznego w tych bajeczkach Dora i Diego; sama się zazwyczaj się wciągam w nowy odcinki

Dołączam do klubu "jedzeniowego" - porypało się to u mnie ostatnio. jeszcze na wadze tragedii nie ma, ale już czuję ucisk w ubraniach, brzuch znów wystaje.
No i wiem co jem - wpadają słodycze, krakersiki; rano nie chce mi się robic zdrowego śniadania.
W każdym razie alarm zaczyna mrugać...

grey-cat
- trzymam kciuki za wyprawę

Nebulko
- pisz - tu lub w klubie codziennie, możesz się nie odnosić do naszych rad, postów, ale PISZ. wylewaj ten szlam, nie tłamś go w sobie.

---------- Dopisano o 18:27 ---------- Poprzedni post napisano o 18:18 ----------

Nadrabiałm Wasze posty od rana, czytając kłębiło mi się mnóstwo odpowiedzi, a teraz pustka w głowie
ale się postaram:
Patri - zawaliłaś z workiem. i co? I trudno. (woda na młyn admirała origami znam, oj znam!). jeszcze przypomina mi się z wykładów o asertywności - nie trwaj w poczuciu winy, tylko zmień to w poczucie odpowiedzialności

---------- Dopisano o 18:38 ---------- Poprzedni post napisano o 18:27 ----------

czerwieclipiec - tym bardziej podziwiam "papierologię" /doświadczenia podobne do emilkowych mam/
też ekshibicjonistycznie opiszę moją drogę do własnego "m" /nie chcę nic udowadniać, co najwyżej zapewniam, że jak już sie osiędzie na swoim, to ciężar tych wcześniejszych lat bleknie):
5 lat-akademik (w tym 1 rok w 4-os pokoju - o dziwo, mieszkało sie nieźle)
4 lata - powrót do rodzinnego domu (mieszkania) i siedzenie na tak zwanej "kupie" (i ciułanie kasy)
2 lata - po ślubie - u teściów w mikroskopijnym pokoju (męka! strasznie "nie u siebie" tam się czułam, choć ludzie w porządku byli)
3 lata - swoje M.
ps /tak, jestem starsza od wątkowej "średniej" /

Edytowane przez Aper
Czas edycji: 2012-12-12 o 18:40
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 19:15   #1836
czerwieclipiec
Zadomowienie
 
Avatar czerwieclipiec
 
Zarejestrowany: 2011-09
Lokalizacja: jesień
Wiadomości: 1 112
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Rozkładam się, moje gardło nie wytrzymało amplitudy temperatur. I właśnie wypadło mi spędzenie doby poza domem. Nie mam nawet chwili, żeby poodpisywać, ale wrzucę listę, skoro Tygrys tak pozytywnie na nie reaguje.

Zrobione dziś:
* zakwas na barszcz świąteczny
* przygotowanie paczki wymiankowej (3)
* szkicowanie ogrodu
* tłumaczenie przepisu na szarlotkę na angielski
* spacer na pocztę
* mail do T.
* odwiedziny u babci
__________________
- Underground nuclear testing in China, and, hey! Your perfume!
- My perfume? I'm not wearing any perfume.
- Oriental blend, tangerines, castorium...
- I showered before I came here.
- ... maybe a little myrrh. Opium. You're wearing Opium.
- I got it, didn't I? Yeah.

Edytowane przez czerwieclipiec
Czas edycji: 2012-12-12 o 19:21
czerwieclipiec jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 20:09   #1837
Dilayla
Zadomowienie
 
Avatar Dilayla
 
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 1 226
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Dołączam do klubu "jedzeniowego" - porypało się to u mnie ostatnio. jeszcze na wadze tragedii nie ma, ale już czuję ucisk w ubraniach, brzuch znów wystaje.
No i wiem co jem - wpadają słodycze, krakersiki; rano nie chce mi się robic zdrowego śniadania.
W każdym razie alarm zaczyna mrugać...
oj dziewczyny martwić mnie zaczynacie.....
Aper a moze przygotowuj zdrowe posiłki dla młodego ?i podłączaj się do jego menu
__________________
„…to żaden powód nic nie robić tylko dlatego,
że nie można zrobić wszystkiego…”

Dilayla jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 20:34   #1838
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez czerwieclipiec Pokaż wiadomość
Ale on nie skreślił Waszych marzeń, nie okazał braku zaufania do Ciebie, nie opuścił Cię. Ma "tylko" inny pogląd na zadłużenie się na 20 lat. Można by się tu doszukać odpowiedzialności, racjonalnego myślenia i dbania o Was obydwoje.

Wynajmowanie = płacenie komuś dlatego, że on ma zbędne mieszkanie, a my nie mamy żadnego, jest frustrujące. Ale dla mnie gorsze jest odpalanie bankowi (odczłowieczona instytucja obdarzona władzą, przynosząca komuś kolosalne zyski) siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu tysięcy złotych z moich dochodów, a to tego płacenie strachem o stałość dochodu, związaniem z jednym miejscem, poczuciem braku rezerw na wypadek czegoś nieprzewidzianego.
Zgadzam się z powyższym.
Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Weźcie mnie, weźcie mnie Mam bardzo dużo, dużo serwetek i klej, i farby, i lakier, i...i...siebie
Wow, i Ty się zajmowałaś decoupage?
Wklej coś swojego.
Ja jestem w posiadaniu 10 gazetek o decoupage i gąbek na patyczkach do nakładania, hm, czegoś tam...
Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Dobrze, że książki dotarły
A co miały nie dotrzeć, w bezpiecznych rękach były

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Patri - czytam...i myślę sobie: No i cóż takiego się stało, że worek nieuprany na czas? Świat się od tego nie skończy, ludzie zapomną...wiesz o jakich ważnych sprawach zdarza się zapominać innym ludziom? Wiesz jacy potrafię być zakręceni i nieogarnięci? Wiesz na jakie straty potrafią narazić siebie i innych? I co? I ludzie w końcu i tak o tym zapominają...
Nie wolno Ci doprowadzać do takiej sytuacji, żeby przeżywać jakieś błahostki. Bo dojdzie do takiej kwestii jak ta pielęgniarka w UK co się zabiła, dlatego, że dała się oszukać...no na Boga! To nie był powód, żeby się zabijać! Tak się kobieta wczuła w sprawę...Nie wczuwaj się tak w to. Puść w niepamięć i spróbuj następnym razem zapisać to na jakimś dobrze widocznym kalendarzu na ścianie, żeby nie zapomnieć. Albo poproś dziecko, żeby też o tym pamiętało - może uda jej się zapamiętać. Albo zrób to od razu (to to czego ja nie potrafię...).
Złożony problem, z igły widły.
Wiesz różne rzeczy się zdarzają i nie są one podstawą do kilkudniowego milczenia... Wtedy zawsze zbierają się jakieś urazy między partnerami i wrzodzieją. Nie znoszę takich sytuacji. Powiedział, że osób z dolegliwościami takimi jak moje nie wolno wyręczać w najdrobniejszych nawet sprawach (??). Rozumiem, że zawaliłam sprawę z workiem, ale wielu spraw nie zawaliłam, mimo to właśnie ten jeden mały osrany element definiuje mnie w jego oczach? Super.
Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Patri, dzięki za link Jeśli chodzi o moje "niemówienie", to... hm, to co Konwalia kiedyś poruszyła - mam słabiutki głosik i już tak z przyzwyczajenia w gronie większym niż 2-osobowe za bardzo się nie udzielam. A poza tym czasem dopada mnie lęk, że zajmę sobą za dużo miejsca. W każdym bądź - na spotkania wszelakie zawsze jestem chętna
Jak to możliwe? A... te 51 kg, rozumiem.
Tygrys, jesteś mocno fajna, mocno mądra, robisz moc ciekawych rzeczy i masz w sobie ciepełko i energię. Jakaś przygaszona mi się zdawałaś kobieto. Sama byłam zestresowana sprawą zabierania głosu.

Powiem Wam w sekrecie, że pilnowałam się mocno, żeby nie utożsamiać opinii o książce innej niż moja z atakiem na moją osobę. Wiedziałam, że jestem w towarzystwie osób rozumiejących wiele i czułam się dzięki temu lepiej. Takie małe przesunięcie punktu z siebie na środek pokoju, w którym krzyżowały się opinie.
Halimaa, zaczęłam czytać Berna, gość jest genialny, uśmiać się można po pachy!
Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Jeśli chodzi o akcję z workiem to jedyne co mi przychodzi do głowy to to ----->. Patri, ale powiedz szczerze, czy to naprawdę tylko ten worek Cię zdołował? Czy było coś jeszcze, co worek tylko zasłania?
Tak jak pisałam wcześniej - sprawa jest bardziej skomplikowana niż na to z wierzchu wygląda. Coś jakby worek był wierzchołkiem góry lodowej.
Być może gdybym worka dopilnowała, to znalazłoby się coś innego do wytknięcia.
Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Bo jeśli nie, to... no, to dziwne jest zarzucanie Ci niedopilnowania tak błahej kwestii. Jak dla mnie to wykonujesz naprawdę olbrzymią pracę, te wszystkie porządki, dbanie o to by rodzina była razem, praca nad sobą u psychologa, gotowanie i pieczenie, korki - to na serio nie jest aż tak mało (to w ogóle nie jest mało), żeby wymagać od Ciebie 100%. Tyle to można wymagać od kogoś, kogo jedynym zadaniem na cały dzień jest wyniesienie śmieci i zmycie po sobie. No i ostatnie pogrubione zdanie - "wali się wszystko inne" - czy nieuprany worek to jest to zawalone "wszystko inne"???
Worek podsumowuje mnie.
Padło dużo generalnych uwag na temat mojego podejścia do życia - niepoważnego podejścia. Śpię całe dnie, no i wszystko co nie jest na jego głowie jest na niczyjej głowie. Nie zarabiam, nie płacę rachunków, nie interesuje mnie nawet co kiedy jest do zapłaty... Wszystko się kręci wokół pieniędzy. Ponieważ nie zarabiam wystarczająco dużo, żeby dac mi spokój, nie wolno mi dać spokoju. Źle jest, że śpię, źle jest że ... uwaga uwaga... jestem radosna!!!!! Bo jest ktoś kto żyje realnym życiem, utyrany po szyję, nie ma czasu na radości i zaniedbania, bo od niego zależy przetrwanie rodziny.
Trudno nie przyznać mu racji, ale trudno tez czuć się dobrze z takim podsumowaniem.
Może teściowa była lepsza, rzuciła konkret.
Powiedziałam jej, że jest taka ułożona, wszystko na czas, dopracowane.
Powiedziałam, że można sie od niej uczyć.
Ona odparowała, że takim się trzeba urodzić.
Wniosek? Nie warto się starać nawet - ideały niedoścignione.
Dla mnie niedoścignione, dla mnie, która ciągle goni, chce trzymać kilka srok za ogon, co raz się potykam i padam, no bo tak już jest...
Nie wiem co jeszcze mogę dodać.
Chyba tylko to, że moje wnioskowanie o własnej wartości na podstawie opinii innych jest do zmiany i to koniecznie! Zdanie innych (jego) jest dla mnie tak ważne, ten jeden nieszczęsny worek jest cięższy niż wszystkie pozytywy na drugiej szali.

Czy kryje się za workiem coś czego ja nie widzę?
Za workiem kryje się brak mojej pracy - dochodu, którym wsparłabym TŻ w opłacie za wynajem, w innych opłatach, najlepiej na pół.
Za workiem kryje sie brak mojego poczucia wartości - wszystko co robię, małe kroki - okazują się niczym w świetle potrzeb.
Nie stoję na wysokości zadania, jak ostatniemu nieudacznikowi daje się ślimaki do pilnowania, a one fiuuuu i już ich nie ma! No czego się spodziewać, skoro nadzieje wszystkich na znormalnienie już zawiodłam?

Cud uważności i może uda się przeczekać to życie aż wreszcie szlag mnie jasny trafi.

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
Postaram sie chociaz odpisac na to co do mnie piszecie, bo glupio ignorowac...
1)Moj maz wie co sie dzieje, mieszkamy w jednym pokoju, jak mialby nie widziec ? nie da sie jesc w ukryciu. Caly czas probuje mi pomoc, mowiac, ze razem damy sobie rade, ze znajdziemy metody na walke z tym, ze nigdy mnie nie zostawi, ze jest szczesliwy, bo teraz moze byc przy mnie a nie w Polsce i mnie wspierac. wiec naprawde nie doszukujcie sie tutaj stresu z mojej strony, on zachowuje sie wzorowo. Probowal tez zabierac mi jedzenie, albo wynajdywac aktywnosci ktore mnie od niego odciagaja... nie zawsze konczylo sie to milo. ale skad mozemy wiedziec jak sie zachowywac.
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:13   #1839
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
- współpracuję teraz z pewną osobą, która drażni mnie swoim sposobem bycia, ale jej podejście do pracy mi imponuje: co ma być zrobione - robi. Robi od razu, od razu się dowiaduje, zbiera informacje, analizuje, wyciąga wnioski, powstaje szybko widzialny rezultat jej pracy.
Naprawdę pcha do przodu to wszystko.
Szok. Chcę nauczyć się z obserwacji (nie przejmując innych cech )
Fajnie jest spotkać na żywo taką chodzącą inspirację. To mi przypomina tą znajomą Patri, któa
wszystkie sprawy przychodzące załatwiała od razu.

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
- niestety znalazłam się w sytuacji, w której ktoś traktuje mnie protekcjonalnie. Okropność. Nie bardzo wiem, jak się zachować, tak bardzo kłóci się to z moim sposobem bycia. Jednocześnie nie mogę się przeciwstawić temu z racji specyficznego bon tonu. Zachowuję resztki godności, choć mam ochotę robić miny i stale "nie dowierzać, że to się dzieje". Dobre jest to, że nie zaburza to mojego poczucia własnej wartości. Pewnie dlatego tak silną mam wewnętrzną postawę dystansu wobec tego.
Ja też jakiś czas temu się znalazłam w podobnej sytuacji (pan VIP). Pomogła kamienna twarz, choćby w środku mi się gotowało, a jeszcze lepiej działała "uprzejma" ironia. Coś na zasadzie: uśmiecham się grzecznie i kiwam głową, ale cała moja postawa, ton głosu i wzrok sugerują, że to tylko kurtuazja. Może tak spróbuj?

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Nie mogę się doczekać niedzielnego spotkania
Ja też

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Ojej, jestem zupełnie nieplastyczno-techniczna. Dostałam kiedyś nawet 2 z plastyki...
Ale chętnie będę podziwiać i uczestniczyć w rozmowie, a nawet może jakoś się przełamię...
Zakład, że nie wytrzymasz i zaczniesz się domagać farbek i pędzelka?

---------- Dopisano o 20:58 ---------- Poprzedni post napisano o 20:50 ----------

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
Znajome klimaty. Przyznaję, że jest coś sympatycznego w tych bajeczkach Dora i Diego; sama się zazwyczaj się wciągam w nowy odcinki
Bajki są fajne Nagrywałam sobie dobranocki Disneya na video jeszcze jak miałam 17 lat Zainspirowałaś mnie do obejrzenia dziś czegoś przed snem - może tego odcinka z Kubusia Puchatka w którym Tygrys podczas kąpieli zmył sobie prążki

---------- Dopisano o 21:07 ---------- Poprzedni post napisano o 20:58 ----------

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość

Wyłączyłam.

Ogłaszam TYDZIEŃ BEZ TV. Od dzisiaj od 16:40.

W domu mam tylko taki mini telewizorek używany przez tż na wypadek ważnego meczu Sama z siebie nigdy go nawet nie włączyłam przez te 3 lata jak tu mieszkamy. I wiem o czym piszesz z tym cyrkiem - jak odwiedzam mamę i ma włączone TV (TVN najczęściej: dno i 100 metrów mułu - kiedyś Wam pisałam o "paraserialu" nadawanym o 19, którego tematem przewodnim był opis tego jak ojciec wykorzystywał nastoletnią córkę) to najpierw mi opada szczęka, a potem budzi się we mnie agresja. Oni normalnie gwałcą ludzi przez uszy i, co gorsza, ci ludzie nawet tego nie zauważają A z drugiej strony, bardzo szybko można się w to wciągnąć. I strasznie szybko zatraca się wrażliwość i zdrowe podejście do prezentowanych tematów.

A co do ważenia się - miałam odpisać, że odstawię wagę jak tylko schudnę poniżej 50kg - i jak wróciłam do domu i na niej stanęłam to było 49,5, pewnie od tego biegania za autobusami - no więc muszę spełnić obietnicę szybciej niż myślałam

---------- Dopisano o 21:13 ---------- Poprzedni post napisano o 21:07 ----------

Cytat:
Napisane przez czerwieclipiec Pokaż wiadomość
Rozkładam się, moje gardło nie wytrzymało amplitudy temperatur. I właśnie wypadło mi spędzenie doby poza domem. Nie mam nawet chwili, żeby poodpisywać, ale wrzucę listę, skoro Tygrys tak pozytywnie na nie reaguje.

Zrobione dziś:
* zakwas na barszcz świąteczny
* przygotowanie paczki wymiankowej (3)
* szkicowanie ogrodu
* tłumaczenie przepisu na szarlotkę na angielski
* spacer na pocztę
* mail do T.
* odwiedziny u babci
Dzięki Jaki Ty znowu ogród szkicujesz?

Moja lista z dziś (sorry że tak małpuję)
- pracowałam pilnie
- lekcja francuskiego
- zakupy: cienie Inglota, farbki i klej do decoupage'u, frezje
- zakupy przyziemne i dźwiganie tychże
- wizyta w księgarni: napaliłam się na książkę "Uważność" - o tym, surprise!, jak nauczyć się być uważnym, ergo: szczęśliwym
- jeszcze muszę mycie łazienki zaliczyć, ale bez obaw że może tego nie zrobię; już tż mnie dopilnuje
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:25   #1840
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
2) co do pytania Lasub - czy cos z tym teraz robie. Nie, juz nic nie robie. Nie mam juz sil. Nie moge umowic sie na wizyte z psychiatra, ani psychologiem, oni sami te wizyty tutaj umawiaja. Czekam. Jezeli bede czekac tak jak z ta (od lipca) to najpewniej popelnie samobojstwo zanim dojdzie do kolejnej. Mam dosc swojego zycia, mam dosc siebie i coraz czesciej wracam do punktu wyjscia, ze ja nie powinnam zyc.
Może problemy mamy inne, ale tez często dochodzę do punktu, w którym stwierdzam to co Ty w ostatnim zdaniu...
Co za ONI umawiają wizyty?
Co z tym psychologiem, z którym rozmawiałaś przez skype?

Mimo, że na to nie wygląda, Twój stan jest przejściowy...
Zafiksowałaś się na wadze, wyglądzie.
Nie ma nic wazniejszego w otoczeniu, coś co ściągnęłoby mocniej Twoją uwagę?

Wiesz miałam koleżankę, była z nami na wyjazdach w Chorwacji. W pewnej chwili coś jej się odkręciło i zaczęła jeść, wymiatać z lodówki co tam znalazła, jeść mimo, że nie była głodna, jadła i puchła, pokazywała spódniczki, w które już się nie mieściła, mimo to ciągle jadła.
Nie działały na nią zakazy, piękne słowa, mądrości ludowe, nic na nią nie działało. Jadła kolację w domu, potem szła z nami do dyskoteki i tam zamawiała kolację numer dwa! Jej przyjaciółka sama ratowała ją przed nią. Napluła jej raz do kolacji! Powiedziała: jeśli naprawde jesteś głodna, nie będzie ci to przeszkadzało. Nie zjadła. (Fuj!)
Wiesz co na nią działało? Podtykanie jej różnych rzeczy. No masz, jedz, zjedz. I to zjedz i to i to i to i to. Włączał jej się jakiegoś rodzaju bunt.
Gdy zabraniałyśmy jej jeść - jadła, gdy podtykałyśmy jej, broniła się.

Była pozytywnego usposobienia i w dwa miesiące udało jej się wyjść z tego dziwnego kołowrotka, zaczęła chudnąć. Chyba zakochała się wtedy i jedzenie straciło na... atrakcyjności?

Sama miałam przejścia z bulimią przez dużo lat... Mnóstwo czasu moje życie kręciło sie wokół jedzenia. Moja matka mnie odchudzała całe życie.
Pierwsze słowa akceptacji, w które uwierzyłam pochodziły od obecnego TŻ. Przy nim dopiero zaczełam swobodnie oddychać i chyba pisałam juz o tym zbyt dużo razy... Z wymiotowaniem pożegnałam się wraz z postanowieniami noworocznymi, następny rok wymiotowałam 2 razy, w święta jedne i drugie... Ale Ty nie wymiotujesz, może to lepiej.

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
3)Nie jestem typem depresyjnym, poznalyscie mnie poltora roku temu, gdy weszlam do piekla. wtedy wszystko sie zaczelo. Nigdy nie mialam problemow z jedzeniem.
Poznałyśmy Cię już jako typ depresyjny, o zmiennych nastrojach.
Nie widać tego po Tobie w świecie realnym, widać Twoja glowa produkuje Twój stan bardziej niż życie....
Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
Nie znam rozwiazania, wiem tyllko ze z kazdym dniem jest coraz gorzej, coraz gorzej znosze prace, popelniam bledy, wynikajacze z tego ze non stop mysle o jedzeniu, nie skupiam sie na pracy, nie potrafie...dluzej tak funkcjonowac. NIE potrafie.
Czy zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy, żeby poradzić sobie? Czy masz się czego chwycić, zaczepić, żeby nie lecieć w otchłań tylko piąć się w górę mimo wszystko?
Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
kocham Warszawe, kocham Polske i nie potrafie zaakceptowac tego, ze mnie tam nie ma z moja rodzina.

Niestety, to zapewne jakis oksymoron, ale nie chce leciec teraz do Polski. Dlatego, ze jestem tak gruba jak we Francji (albo jeszcze gorzej) a moja mama nie wie co sie ze mna dzieje. Nikt nie wie poza wami. Boje sie spotkac z ludzmi. mam zdjac miare do sukni slubnej... wszystko jest nei tak jak powinno byc. dalam sobie rok by wrocic do normalnosci...a ja po roku wrocilam do punktu wyjscia.
A może ten punkt wyjścia jest normalnością?
Może nie potrafisz siebie zaakceptować jako kobiety - z ciałem - nie dziewczęcia szkieletu?

Wszelkie rady na nic się zdają, bo może jesteś przewrotnym typem, który odbije niczym piłeczkę wszelkie rady, myśli, wnioski, będzie grzęznąć z bagnie i nie próbowac z tym nic zrobić. (Jak ja z pracą). Może jest to dla Ciebie samej za trudne? Musisz znaleźć pomoc Nebula, bez względu na to co Ty na to!
No własnie cytat poniżej...
Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
Moja dzwignia to ja. kazdy dzien ze mna. z ta obca osoba w lustrze, ktora jest smieciem. serio, nie mowcie, ze mam tak nie pisac, bo wywoluje to co pisze. ja pisze to co widze i jak utorzsamiam sie z tym co widze/czuje.
Rozumiem, że to podsumowanie Ciebie gdzies tam ze środka, ze już się nie hamujesz, że jedziesz sobie po całości. Czym tak bardzo na to zasłużyłaś?

Po akcji z workiem tez jestem gotowa sprasować się na miazgę, ale... tli się mały płomyk w tym, że dużo spraw zmieniłam w swoim życiu na lepsze. Że mam porządek w szafkach, a nigdy nie miałam. Już samo to dla mnie samej świadczy o jakimkolwiek kroku do przodu w moim rozwoju. Nawet jeśli ten worek był bardzo ważnym symbolem odpowiedzialności to przyznaję - zawaliłam, ale to nie jest powód, żeby wysyłać mnie na stryczek, prawda?

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Jak masz 1 czy 2 kilogramy nadwagi to nie oznacza to tragedii i końca świata.(a czasem czytając twoje posty dotyczące żywienia odnosiłam takie wrażenie).Wnioskuję, że wygląd jest dla Ciebie istotną sprawą i byc może nie mając poczucia kontroli nad swoim życiem(problemy z rodzicami Tż, problemy z brakiem pracy Tż) próbujesz wymóc kontrolę nad swoim ciałem.Nie udaje Ci się, więc niejako je niszczysz w ramach ''odwetu'' bo chciałabyś mieć choć jedną dziedzinę w swoim życiu, którą będziesz mogła kontrolować.
Ciekawe spostrzeżenia. Nie wiadomo czy prawdziwe.
Pewnie w pierwszym odruchu odrzuci je jako niedorzeczne.
Wiele prawdziwych psychologicznych teorii okazywało się być prawdziwymi dopiero po jakimś czasie, gdy świadomość była gotowa te prawdy przyjąć.
Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
(głaskanie po główce nie jest w moim stylu)

Napisałaś EMIGRACJA.
Myślę, że niestety ona jest tutaj kluczem do wszystkiego...
Miałaś niezbyt fajne przeżycia we Francji.Potem w Szkocji było /jest/zdecydowanie lepiej(przynajmniej ja tak odbierałam to, co zawierałaś w postach).Wspominałaś o problemach finansowanych i braku pracy Tż.to są wystarczająco ciężkie tobołki, które mogą człowieka przygnieść...Może w takim razie warto przemyśleć plusy i minusy emigracji?Zapewne nie raz licytowałaś ''za'' i ''przeciw'', ale piszesz też o rodzinie(która wnioskuję, że jest b.ważna dla Ciebie).Czy możliwość rozwoju/możliwość ''w miarę spokojnego życia'' za granicą może mieć/ma większą wartość niż bycie tutaj w Polsce?
Co Ty na to Nebulko?
Wiele zostało Ci jeszcze doktoratu?
Kobieto, wyszłas za mąż dopiero co. Gdzie jest ta radość, miesiąc miodowy, wspólne ustalanie wspólnych spraw o wspólnej przyszłości?
Tak mi się daje, że to daje wiele radości.
Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Wyrzucam z siebie te wszystke pomysły bo może znajdziesz w nich coś, co pozwoli Ci odnaleźć klucz do rzeczy,która Cię zatruwa.

Jeśli część z nich jest nietrafiona to wybacz,ale chyba lepszy odzew niż brak odzewu?


Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Nebula!!!! Nie jestem psychologiem, więc nie będę się bawić w doradzanie, bo nie mam o tego typu problemach pojęcia...Lasub przekazała Ci sporo mądrych myśli, przeczytaj to co pisze, bo też miała taki problem jak Ty. Uważam, że może Ci pomóc skoro udało jej się z tego wyjść
Proszę Cię tylko..
--> pisz tutaj dużo (albo w klubie), pisz codziennie co u Ciebie - pomożemy na tyle, na ile jesteśmy w stanie,

--> skorzystaj z pomocy psychologa przez internet (wiem, że już tak kiedyś robiłaś) jeśli nie da się na żywo. Ale byłaś na jakiejś wizycie chyba ostatnio. Co Ci powiedziała psycholog?

--> zacznij częściej rozmawiać z rodziną...i może dla eksperymentu przyznaj się im co się z Tobą dzieje? Czasem rodzina potrafi dużo pomóc, wiele zdziałać, ale nie wtedy kiedy nic nie wie o problemie i uważa, że wszystko jest w najlepszym porządku Myślę, że Twoją mamę, która wydaje się naprawdę świetną osobą, nie uszczęśliwiłoby jakby się dowiedziała, że jej córka cierpi...a nie chce jej o tym opowiedzieć i uzyskać pomoc. Zrobiłaby wszystko, żeby Ci pomóc - pomyśl o niej. Czy naprawdę jest takie ważne dla matki ile ważysz? Co jest ważniejsze dla Twoich rodziców...Twoja waga czy Twoje samopoczucie i zdrowie?
Co do tego ostatniego nie jestem pewna.
Czasem rodzina jest tak samo pomocna jak my tutaj(, albo wręcz przeciwnie) - wiemy, że jest nie tak, ale nie wiemy jak Nebulkę z tego wyciągnąć...
Ja nie dostałam wsparcia od rodziców, doprowadziłam się do takiego stanu, że ...same wiecie.
Psycholog i leki, to pierwsze po co powinna sięgnąć, zeby sobie samej pomóc. Tak myślę.
Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
--> nie dopuszczaj do siebie myśli o poddawaniu się...przecież Ty się nie poddajesz! Jakkolwiek byś nie pisała i cokolwiek by się nie działo w Twoim życiu, Ty się nie poddawałaś. I wierzę, że taka jest właśnie Twoja natura - waleczna. Trzymaj się tego i tak o sobie myśl.

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Emigracja...Nebula, czy Ty naprawdę wyemigrowałaś? Czy wyjechałaś na studia? Jak to jest? Traktujesz to bardzo...ostatecznie. Jeśli kochasz Polskę, Warszawę, to nikt nie broni Ci tutaj wrócić. Potraktuj swój pobyt w Szkocji jako dłuższy wyjazd w celach naukowych. Posiedzisz tam, popracujesz, zrobisz dyplom i myk! Wracasz do Polski i tutaj układasz sobie życie...przecież możesz to zrobić! Nie czeka Cię tutaj bieda - masz rodzinę, która Cię wesprze, będziesz miała ładne CV, doktorat w innym kraju, duże umiejętności - jestem w 100% przekonana, że szybko znajdziesz pracę nawet w kraju bezrobocia.

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Ogłaszam TYDZIEŃ BEZ TV. Od dzisiaj od 16:40.


Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Szok. Chcę nauczyć się z obserwacji (nie przejmując innych cech )
Trzymam kciuki za powodzenie tej misji.
Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
O kapeluszach muszę napisać, żeby wskazać, co podobnego, a co różnego widzę w tych dwóch (trzech) podejściach (Twoim, Aper-NLP i kapeluszowym)... ale wymaga to skupienia i chwilowo nie dam rady.
Chętnie Cię poczytam na ten temat.
Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Patri, przytulam

Napisałaś: Moją wartość określa się poprzez to czego nie robię dobrze, a nie poprzez to co udaje mi się ogarnąć.

A jak Ty określasz swoją wartość? Przez pryzmat innych - wyłącznie?
Na czym ją budujesz? Ważny jest obraz Ciebie zbudowany przez Ciebie na własnych cegłach, nie na cudzych sądach.
Trudne, ale możliwe, krok po kroku.

Możesz o czymś zapomnieć, może Ci się nie udać, mimo tego - wszystko to, co zaszło -jest, zdarzyło się, jest ważne.
Możesz czuć żal, szukać usprawiedliwienia, czuć się źle - ale otrzepać się i działać dalej.
Trudne, ale możliwe, krok po kroku.

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość

Nebulko
- pisz - tu lub w klubie codziennie, możesz się nie odnosić do naszych rad, postów, ale PISZ. wylewaj ten szlam, nie tłamś go w sobie.
Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
Patri - zawaliłaś z workiem. i co? I trudno. (woda na młyn admirała origami znam, oj znam!). jeszcze przypomina mi się z wykładów o asertywności - nie trwaj w poczuciu winy, tylko zmień to w poczucie odpowiedzialności
Jak zapamiętałaś, ze admirał origami!
Tak, woda na młyn...

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2012-12-12 o 21:28
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:33   #1841
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Wow, i Ty się zajmowałaś decoupage?
Wklej coś swojego.
Ja jestem w posiadaniu 10 gazetek o decoupage i gąbek na patyczkach do nakładania, hm, czegoś tam...
No wiesz...miałam to na liście 100 i postanowiłam, że jest to najłatwiejsze do zrealizowania od razu. Więc tak, zajęłam się tym dawno, dawno No i....może coś wkleję...ale jutro Mogę pokazać mój przybornik na długopisy, bo go bardzo lubię, a był moim pierwszym większym "dziełem"

Nie wiem jeszcze co Ci odpisać Patri...więc odpiszę później

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
A co do ważenia się - miałam odpisać, że odstawię wagę jak tylko schudnę poniżej 50kg - i jak wróciłam do domu i na niej stanęłam to było 49,5, pewnie od tego biegania za autobusami - no więc muszę spełnić obietnicę szybciej niż myślałam
Podziwiam nieużywanie telewizora...ja nie mogę się oswoić z ciszą Bo najśmieszniejsze jest to, że moje pudło tylko sobie grało, ale ja nie oglądałam większości tego co tam się pojawiało na ekranie...tylko tak, żeby mi jakieś dźwięki towarzyszyły. Nie wiem skąd się u mnie wziął tai wstręt do ciszy

Co do wagi...wiesz, ja się trochę przeraziłam już w momencie kiedy zaczęłam zauważać z przodu 6tkę, a przyzwyczajona byłam do 5tki...ale to już od dawna, więc się zdążyłam oswoić. Ale za to kiedy ważyłam tą paczkę i zobaczyłam tyle wagi do przodu, to zaraz rozebrałam się do naga, wysikałam i dopiero znów się zważyłam - trochę mniej mnie przerażała ta liczba, ale i tak...tragedia No ale wszystko zależy od tego o której godzinie się ważysz - zawsze powinno się o tej samej porze, najlepiej od rana przed śniadaniem...albo najlepiej wcale się nie ważyć
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:37   #1842
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Jak to możliwe? A... te 51 kg, rozumiem.
Gupol FYI, w tym momencie ważę 49 i pół (tyle, że zaraz idę wmiętalać, ale Kocur zabroniła mi się ważyć, więc od dziś to moja oficjalna waga będzie

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Tygrys, jesteś mocno fajna, mocno mądra, robisz moc ciekawych rzeczy i masz w sobie ciepełko i energię. Jakaś przygaszona mi się zdawałaś kobieto. Sama byłam zestresowana sprawą zabierania głosu.
Dziękuję ślicznie Przygaszona się nie czułam, po prostu trochę się obawiałam, że jak zacznę nawijać, to inni nie będą mieli okazji. Plus nie znam się tak na psychologii jak Wy - fajnie było posłuchać


Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Nie zarabiam, nie płacę rachunków, nie interesuje mnie nawet co kiedy jest do zapłaty...

Czy kryje się za workiem coś czego ja nie widzę?
Za workiem kryje się brak mojej pracy - dochodu, którym wsparłabym TŻ w opłacie za wynajem, w innych opłatach, najlepiej na pół.
Za workiem kryje sie brak mojego poczucia wartości - wszystko co robię, małe kroki - okazują się niczym w świetle potrzeb.
Nie stoję na wysokości zadania, jak ostatniemu nieudacznikowi daje się ślimaki do pilnowania, a one fiuuuu i już ich nie ma! No czego się spodziewać, skoro nadzieje wszystkich na znormalnienie już zawiodłam?
Czyli że dajesz korki za free - ej, ja też mogę wpaść na matmę?

A tak na serio, Patri, czy poszukanie nowych uczniów wchodzi u Ciebie w grę? To chyba najprostsza metoda, żeby zarabiać więcej. A może intensywnie pouczyłabyś się angielskiego (chyba że już masz jakieś FCE czy coś) i dorzuciła to do swojego portfolio? Jakby co to mogłabym Ci może coś podpowiedzieć z czego się dokształcać i jak lekcje językowe mogą przykładowo wyglądać? No i, gdybyś zdecydowała się na jakiś egzamin, to byłby to dodatkowy atut w Twoim CV?

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Może teściowa była lepsza, rzuciła konkret.
Powiedziałam jej, że jest taka ułożona, wszystko na czas, dopracowane.
Powiedziałam, że można sie od niej uczyć.
Ona odparowała, że takim się trzeba urodzić.

Wniosek? Nie warto się starać nawet - ideały niedoścignione.
Dla mnie niedoścignione, dla mnie, która ciągle goni, chce trzymać kilka srok za ogon, co raz się potykam i padam, no bo tak już jest...
Nie wiem co jeszcze mogę dodać.



Padłam. Cóż za niezwykle przyjemna osoba.

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Chyba tylko to, że moje wnioskowanie o własnej wartości na podstawie opinii innych jest do zmiany i to koniecznie!
Otóż to. Jak ktoś ma zawsze wszystko przemyślane i zaplanowane i odhaczone, to znaczy że jest nudziarz bez krzty fantazji, jak Twoja teściowa.
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:45   #1843
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Widzę, że wieczór na wątku bardzo płodny.
Ja piję piwo i pracuję
Mam nadzieję, że efekt będzie do zaakceptowania...
Choć jestem i bez piwa w takim stanie psychofizycznym, że podjęcie dowolnej decyzji związanej z tym, co robię, zajmuje mi dużo czasu, niezborna jakaś jestem...

---------- Dopisano o 21:45 ---------- Poprzedni post napisano o 21:38 ----------

A, zapomniałam, że i u mnie przyrost brzucha...
Jem cukierki na potęgę...
No trudno, zajmę się tym innym razem.
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:48   #1844
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość

Podziwiam nieużywanie telewizora...ja nie mogę się oswoić z ciszą Bo najśmieszniejsze jest to, że moje pudło tylko sobie grało, ale ja nie oglądałam większości tego co tam się pojawiało na ekranie...tylko tak, żeby mi jakieś dźwięki towarzyszyły. Nie wiem skąd się u mnie wziął tai wstręt do ciszy
Nie ma czego podziwiać - to jak z herbatą z cukrem - jak raz się oduczysz takiej pić, to potem masz odruch wymiotny A nie możesz sobie słuchać muzyki? Albo radia? Na Dwójce i Trójce są czasem bardzo ciekawe audycje
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 21:54   #1845
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Nie ma czego podziwiać - to jak z herbatą z cukrem - jak raz się oduczysz takiej pić, to potem masz odruch wymiotny A nie możesz sobie słuchać muzyki? Albo radia? Na Dwójce i Trójce są czasem bardzo ciekawe audycje
Od 16:40 słuchałam muzyki...ale już mi się przejadła moja playlista Może rzeczywiście czas odkurzyć radio (którego w ogóle nie mam zwyczaju słuchać ).

Skoro porównujesz to do herbaty z cukrem...to znaczy, że powinnam się szybko odzwyczaić Wystarczyło mi kilka razy się takiej niecukrzonej napić (z lenistwa - nie chciało mi się brudzić łyżeczki ) i teraz jak przypadkiem mi ktoś posłodzi, to nie jestem w stanie tego przełknąć - takie obrzydliwe mi się wydaje Jeszcze tylko oswoić się z niesłodzoną kawą...
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 22:07   #1846
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Dilayla Pokaż wiadomość
oj dziewczyny martwić mnie zaczynacie.....
Aper a moze przygotowuj zdrowe posiłki dla młodego ?i podłączaj się do jego menu
Chyba powinnam się właśnie przestać podłączać, bo podjadam jego chrupy itp.
A szanowny mały pan nie jada surowych warzyw, a z owoców zje tylko jabłka i banany. wiele podejśc, zawsze to samo "naciąga" go, wypluwa i "nie, nie,nie"

---------- Dopisano o 22:07 ---------- Poprzedni post napisano o 21:54 ----------

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Bajki są fajne Nagrywałam sobie dobranocki Disneya na video jeszcze jak miałam 17 lat Zainspirowałaś mnie do obejrzenia dziś czegoś przed snem - może tego odcinka z Kubusia Puchatka w którym Tygrys podczas kąpieli zmył sobie prążki
Oj Tygrysku
"Nowe przygody Kubusia Puchatka" - "stara" już byłam gdy na wieczorynkę po raz pierwszy leciał - wszyscy w domu oglądali, nie tylko ja mam ogromniasty sentyment. I cieszę się, że teraz na tapecie czasem kanał DisneyJunior, bo tam czasem można napotkać (szkoda, że synka, choć lubi "Kupusia" i ma maskotkę Prosiaczka[(ja się bardziej ucieszyłam, gdy dostał, niż on - to chyba w ramach niespełnionych dziecinnych marzeń], to jednak go ta akurat wersja przygód Kubusiowych jeszcze nie kręci....)
Ale już jest "zarażony" - "układa" puzzle, ma Kubusiową pościel, a do telewizora podlatuje ze swoim Prosiaczkiem i "dopasowuje" do oryginału kwicząc z radości będzie dobrze, da matce niedługo oglądać
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-12, 22:27   #1847
Dilayla
Zadomowienie
 
Avatar Dilayla
 
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 1 226
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Chyba powinnam się właśnie przestać podłączać, bo podjadam jego chrupy
yyyyyyyyyyy???o co kaman?jakie chrupy na śniadanie???
adek ostatnio oszalał w temacie surowej marchewki je codziennie uwilbia tez jabłka,banana i kukurydze...paprykę...ogó rki zas kaszy np.jaglanej czy kuskus nie ruszy...ale szczwana mamusia(pchła szchrajka)
odstawiła nabiał i robie mu mleko jaglane....migdałowe czy słonecznikowe i mam czyste sumienie
__________________
„…to żaden powód nic nie robić tylko dlatego,
że nie można zrobić wszystkiego…”

Dilayla jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 08:40   #1848
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Dzień dobry!
Pierwsza!

Miłego dnia.
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 08:50   #1849
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Dilayla, Chrupki takie zwykłe, kukurydziane, bez dodatków. I tak, to jest coś co łaskawie zje rano do mleka na śniadanie. Kanapkami, jajecznicą wtedy gardzi, dopiero później je solidniejsze śniadanie. A o jogurcie, czy warzywach to wiesz ... - o poranku zapomnij.
Do ok roku szamał co widział, a potem zaczęły się "fochy". Ogólnie je wystarczającą ilość pożywienia (szama mięsko, serek żółty (białego choćby darli pasy - nie ruszy) brokuły uwielbia, itp, więc rośnie i z wagą nie ma problemu.
Ale i tak temat jedzenia mnie dobija, bo nie powinno to tak wyglądać!
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 08:54   #1850
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
Dilayla, Chrupki takie zwykłe, kukurydziane, bez dodatków. I tak, to jest coś co łaskawie zje rano do mleka na śniadanie. Kanapkami, jajecznicą wtedy gardzi, dopiero później je solidniejsze śniadanie. A o jogurcie, czy warzywach to wiesz ... - o poranku zapomnij.
Do ok roku szamał co widział, a potem zaczęły się "fochy". Ogólnie je wystarczającą ilość pożywienia (szama mięsko, serek żółty (białego choćby darli pasy - nie ruszy) brokuły uwielbia, itp, więc rośnie i z wagą nie ma problemu.
Ale i tak temat jedzenia mnie dobija, bo nie powinno to tak wyglądać!
Brzmi to i tak o niebo lepiej niż dieta mojej 5 latki...
Z pizzy zjada brzegi, jej marzeniem jest torba słodyczy o każdej porze dnia i nocy, na kolację życzy sobie bułkę z masłem i z miodem, a jak miodu nie ma, to z samym masłem. No i parówki. Cieszę się, że chodzi do przedszkola... Przynajmniej tam zjada co podadzą, a raczej wiedzą czym dzieci karmić - mam nadzieję, ze wiedzą...
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 10:48   #1851
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Patri ja mam tendencję do powtarzania, że "wyrośnie", że "mu się zmieni" (i zachowanie i jedzenie) a co jeśli będzie gorzej? Hm....
co do parówek, to też podaję - kupuję dla niego najlepsze jakie mogę dostać (z podanym składem, nie na wagę - zresztą z wędlin na wagę to czasem kupuje boczek, albo kiełbasy, innych od dawna się brzydzę w tych sklepach jakie mam w miasteczku) - czyli 95 % mięsa i bez fosforanów. Czuć w smaku, że są mniam, lepsze od tych tańszych.
Jak tam u Ciebie? Zneutralizowane wpływy admirała? (cholernie mi się spodobało to określenie) B-)

Edytowane przez Aper
Czas edycji: 2012-12-13 o 11:01
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 10:58   #1852
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Nebulko,
psychiatra i psycholog-nie masz żadnej możliwości, aby umówić się prywatnie?
Może jakąś szansą jest kontakt internetowy w sensie porady np.z psychologiem.Nie myślałaś o takiej możliwości?

Nebulka...
piszesz, że nigdy nie miałaś problemów z jedzeniem, ale zauważ, że w wielu Twoich postach można było znaleźć odniesienia dotyczące swojej wagi i wyglądu.Jest to jak najbardziej normalne, ale może dbałość o wagę i wygląd przerodziła się w pewnego rodzaju obsesję(mówię tutaj o jedzeniu)?
Wielokrotnie pisałaś coś, co z perspektywy mojej osoby troszkę i bawiło i smuciło.Jak masz 1 czy 2 kilogramy nadwagi to nie oznacza to tragedii i końca świata.(a czasem czytając twoje posty dotyczące żywienia odnosiłam takie wrażenie).Wnioskuję, że wygląd jest dla Ciebie istotną sprawą i byc może nie mając poczucia kontroli nad swoim życiem(problemy z rodzicami Tż, problemy z brakiem pracy Tż) próbujesz wymóc kontrolę nad swoim cielem.Nie udaje Ci się, więc niejako je niszczysz w ramach ''odwetu'' bo chciałabyś mieć choć jedną dziedzinę w swoim życiu, którą będziesz mogła kontrolować.

Nie wiem czy mam rację czy nie.
Jesli mam rację, to nie wiem czy uznasz moje argumenty.
Istnieje dosyć wysokie prawdopodobieństwo, że trafiałam ślepakami bo żadna droga mojego rozumowania nie jest właściwa.Nie znam Cię, aż na tyle, aczkolwiek przykro i smutno mi się robi jak czytam jak siebie krzywdzisz, więc próbuję w jakikolwiek sposób pomóc.

(głaskanie po główce nie jest w moim stylu)

Napisałaś EMIGRACJA.
Myślę, że niestety ona jest tutaj kluczem do wszystkiego...
Miałaś niezbyt fajne przeżycia we Francji.Potem w Szkocji było /jest/zdecydowanie lepiej(przynajmniej ja tak odbierałam to, co zawierałaś w postach).Wspominałaś o problemach finansowanych i braku pracy Tż.to są wystarczająco ciężkie tobołki, które mogą człowieka przygnieść...Może w takim razie warto przemyśleć plusy i minusy emigracji?Zapewne nie raz licytowałaś ''za'' i ''przeciw'', ale piszesz też o rodzinie(która wnioskuję, że jest b.ważna dla Ciebie).Czy możliwość rozwoju/możliwość ''w miarę spokojnego życia'' za granicą może mieć/ma większą wartość niż bycie tutaj w Polsce?

Wyrzucam z siebie te wszystke pomysły bo może znajdziesz w nich coś, co pozwoli Ci odnaleźć klucz do rzeczy,która Cię zatruwa.

Jeśli część z nich jest nietrafiona to wybacz,ale chyba lepszy odzew niż brak odzewu?

Wiem, że takie dywagacje są proste, łatwe i przyjemne, ale może warto zmierzyć się z tym również?

I jeszcze a propos mieszkania-jestem wdzięczna,ale..
Co do Twojego znajomego, to czy on zarabia 2000 zł netto na rękę?

Nie wiem czy te dyskusje mają sens.
niestety nie mam mozliwosci umowic sie prywatnie. W chwili obecnej nie mam pieniedzy - doslownie. na koncie mam 50£, a pare dni jeszcze do konca miesiaca jest... niestety utrzymanie dwoch osob, plus oplata mieszkania, rachunkow i zapewnienie (chociazby kupno butow czy swetra mojemu mezowi bo oczywiscie rodzice go nie wyposazyli dobrze jak sie wyprowadzal) podstawowych rzeczy nie udaje sie z mojego stypendium.

co za ONI umawiaja spotkania? - oni czyli psycholog i psychiatra. Nie moge zadzwonic i sie umowic na spotkanie, nie wiem nawet z kim, czekam na przypisanie do lekarza. Niestety, za duzo osob ma problemy w glasgow bym ja, bezczelnie mogla prosic o pomoc wczesniej niz inni potrzebujacy. po tej ostatniej wizycie powiedzial mi, ze to zajmie pare tygodni.

owszem, mozna bylo znalezc odniesienia do mojej wagi, poniewaz poznalysmy sie gdy juz mialam +10 kg na koncie. nie, nie jeden jak sie 'podsmiewujesz' pod nosem. Nie mam co prawda 20kg nadwagi, ale nadal slusznie sie roznie od poprzedniej mnie i to jest dla mnie problem. jak najbardziej jest to obsesja. Wynika z tego, ze nigdy nie mialam silnie rozbudowanego poczucia wlasnej wartosci. uzaleznialam moje samopoczucie od tego czy ktos mi zwrocil uwage, czy powiedzial komplement ( chociaz nigdy nie naucyzlam sie ich przyjmowac). Nie istnieje cos takiego jak wartosciowa ja, bo nigdy nikt mnie nie nauczyl jak sie tak czuc. Nie wiem co znaczy byc pewna siebie, wystarczy ze smieciarz mi powie, ze jestem smieszna, albo 'czego tu kur...wa idziesz' i juz moge cierpiec caly dzien, ze ktos mnie tak potraktowal. bo pewnie wtargnelam na jego teren, pewnie zrobilam cos strasznego blablabla... jednym zdaniem jest w stanie mnie przekonac, ze powinnam byc w innym miejscu, ze robie cos niewlasciwego i powinnam za to pokutowac.

co do kontroli - nie wiem jak jest. bardziej chodzi chyba o to, ze jestem na tyle slaba, ze nie potrafie sie powstrzymac. Latwiej mi bylo rzucic papierosy niz to jedzenie. nie umiem przestac, a jak nie umiem przestac to sie karce, za to ze jestem za slaba. Ale nie umiem znalezc przyczyny dlaczego w ogole to robie. zauwazylam, ze zarowno na radosci jak i smutki reaguje tak samo - zapychajac sie czym popadnie. czemu na radosci? nie mam pojecia. po prostu nie umiem znalezc odpowiedzi na to pytanie.

Emigracja - plusy i minusy nie zadzialaja. poki co nie mam wyboru. Nie stresuje sie za bardzo brakiem kasy, mam rezerwe w postaci rodzicow, chociaz tutaj dochodzi moja upartosc i chec radzenia sobie samej. Zawsze wiem, ze mam ich w zanadrzu, wiec niejako mam psychiczna sluze spokoju, ktora oddziela mnie od totalnego stresu. Niestety, ta wlasnie rodzina jest dla mnie tak wazna, ze lepsze zycie za granica nie jest w stanie mi wynagrodzic biedowania z nimi razem.
Jednak tutaj zwycieza poki co rozsadek, bo nadal tutaj jestem i nadal pracuje...marnie bo marnie, ale zawsze do przodu.
to jest chyba po prostu staly czynnik, ktory mnie dobija. mialam jednak nadzieje, ze jak maz przyjedzie, to zalagodzi efekt. Niestety tak sie nie stalo, jest nawet gorzej...

Nie, moj znajomy wzial kredyt razem z rodzicami, bo on zarabia jakies 1500 ? brutto.
Sadze, ze takie rozmowy maja sens, ale jestes tak silnie emocjonalnie zwiazana z niektrymi agrumentami za i przeciw...albo raczej powinnam powiedziec, z tym co jest sluszne i nie w tej sprawie, ze ciezko bedzie Ci podejsc do tego tematu na chlodno i zauwazyc w niej pozytywy. ciezko o cierpliwosc...wiem o tym. przyklad ode mnie - chcialam kosmicznie chcialam miec dziecko jakis rok, dwa lata temu. pisalamo tym tutaj... teraz? juz go nie chce, nie czuje ze powinnam. minelo. Nie wiem kiedy przyjdzie ponownie. Patri o tym chyba pisala. albo czerwieclipiec.

tak, bardzo dziekuje za odzew. pomaga, mimo wsyzstko
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!

Edytowane przez Nebula
Czas edycji: 2012-12-13 o 13:06
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 11:17   #1853
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

a tak poza tym to trzeba mi kopa w dupę - DO ROBOTY!
w planie:
-odkurzanie
-nakarmienie i ułożenie Bestii na drzemkę (o niebiosa! by zasnął spokojnie, i by fanaberie ostatnie nie były oznaką zniknięcia drzemki dziennej, bo wtedy...
-mycie włosów
-Żaba ustalenie projektu do pracy i zrobienie szablonu (i czuję jako wprawny prokrastynator, że dziś to późno pójdę spać - ale, ale! a może uda się sprawnie?)
-sprawozdanie

i jeszcze takie tam pierdółki, no wiecie miotanie się codzienne.

Mam w notesie listę "świąteczną" - czyli co chcę mieć zrobione i niestety, czarno to widzę. Brakuje mi czasu (albo źle go planuję?).
Zamiast robić cokolwiek, zacząć od drobiazgów, to od razu rezygnuje, i czuję obrzydzenie, by to zrobić a jednocześnie mnie "uwiera".
To może się zdeklaruję:
z listy "przedświątecznej"
-ułożenie szuflady z bielizną (wyszukanie rajstop pod spodnie)
-wyczyszczenie podajnika w pralce
-przejrzenie jabłek.

gorzkie żale -cd
1)Zasuszyłąm storczyka tzn może z niego w ogóle coś będzie jeszcze, ale kwiatków już nie będzie - pąki uschły?zgniły? a to dlatego, że "nie mam czasu/nie mam siły/mam ważniejsze rzeczy/zrobię to później" podlać kwiatów, przesadzać. jestem ich seryjnym kilerem (a tak kocham roślinki, jakby się kto pytał...).

2)Chcę zaszaleć z ozdobami na swięta, ale:
-nie będzie mi się chciało uprzątnąć ich w terminie i będą niczym wyrzut sumienia
-"nie mam czasu" na pierdoły; czuję autentyczny żal, że sobie nie mam kiedy pokleić masy solnej, czy cuś /wiem, ze jest to po częsci "postawa męczennicy" - zamiast zaplanowac i zrobić w sensownym czasie to wolę się nad sobą użalać/
-nie wiem na co się zdecydować....

Edytowane przez Aper
Czas edycji: 2012-12-13 o 11:34
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 11:32   #1854
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
Patri ja mam tendencję do powtarzania, że "wyrośnie", że "mu się zmieni" (i zachowanie i jedzenie) a co jeśli będzie gorzej? Hm....
co do parówek, to też podaję - kupuję dla niego najlepsze jakie mogę dostać (z podanym składem, nie na wagę - zresztą z wędlin na wagę to czasem kupuje boczek, albo kiełbasy, innych od dawna się brzydzę w tych sklepach jakie mam w miasteczku) - czyli 95 % mięsa i bez fosforanów. Czuć w smaku, że są mniam, lepsze od tych tańszych.
Jak tam u Ciebie? Zneutralizowane wpływy admirała? (cholernie mi się spodobało to określenie) B-)
Też sobie tak tłumaczę.
Parówki kupuje TŻ - podobno z szynki - nie dotykam się do tego.
Wędlin nie kupujemy. Z mięsa jem kurczaka. Nie to żebym odrzucała inne mięso, ale inne sie u nas nie przewija. No może ryby jeszcze.
Wpływy admirała? Chyba wszystko powoli wraca do normy, choć jest znacznie chłodniej niż przed tym spięciem i jak zwykle mam w sobie trochę żalu o to, że tak mnie odstawił przez taką bzdurę. Gdzieś tam cierpię na lęk przed odrzuceniem, dlatego tak trudno mi racjonalnie podejść do rzeczy, chcę się przypodobać, robić wszystko jak należy, a w razie pomyłki? Proszę bardzo. Doświadczam odtrącenia. Nie wiem czy u wszystkich ludzi tak się to odbywa. Czasem mam wrażenie, że mój związek to schemat w którym siedziałam jako dziecko - właśnie odtrącania za karę, nawet jeśli to co zrobiłam nie było celowe.
No ale dobra, dosyć psychologicznych dywagacji.
11:30. Pora coś zjeść może.
Pa.

---------- Dopisano o 11:32 ---------- Poprzedni post napisano o 11:30 ----------

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
a tak poza tym to trzeba mi kopa w dupę - DO ROBOTY!
KOP KOP KOP!!!
Nawet 3 dostałaś!

A końcówka Twojego postu, to znów ja...
Lecę, później znów zacytuję Cię.
Pa!
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 11:35   #1855
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Nebulko
przeczytaj, co napisałaś - masz tam wiele odpowiedzi:
-poczucie własnej wartości
-emigracja i rodzina
pisałaś, że gorzej pracujesz, ale widać, że zdolności analizy i krytycznego myślenia żadna "zaraza duchowa" Ci jeszcze nie zeżarła.

a na marginesie mówiąc ten znajomy i jego rodzina to z całym szacunkiem "szczery debil" by pchać sie w takie szambo. I nie, wcale mi takich ludzi (i poświecającej się rodziny) nie żal.

---------- Dopisano o 11:35 ---------- Poprzedni post napisano o 11:34 ----------

Dzięki Patri!
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 12:56   #1856
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Może problemy mamy inne, ale tez często dochodzę do punktu, w którym stwierdzam to co Ty w ostatnim zdaniu...
Co za ONI umawiają wizyty?
Co z tym psychologiem, z którym rozmawiałaś przez skype?

Mimo, że na to nie wygląda, Twój stan jest przejściowy...
Zafiksowałaś się na wadze, wyglądzie.
Nie ma nic wazniejszego w otoczeniu, coś co ściągnęłoby mocniej Twoją uwagę?

Wiesz miałam koleżankę, była z nami na wyjazdach w Chorwacji. W pewnej chwili coś jej się odkręciło i zaczęła jeść, wymiatać z lodówki co tam znalazła, jeść mimo, że nie była głodna, jadła i puchła, pokazywała spódniczki, w które już się nie mieściła, mimo to ciągle jadła.
Nie działały na nią zakazy, piękne słowa, mądrości ludowe, nic na nią nie działało. Jadła kolację w domu, potem szła z nami do dyskoteki i tam zamawiała kolację numer dwa! Jej przyjaciółka sama ratowała ją przed nią. Napluła jej raz do kolacji! Powiedziała: jeśli naprawde jesteś głodna, nie będzie ci to przeszkadzało. Nie zjadła. (Fuj!)
Wiesz co na nią działało? Podtykanie jej różnych rzeczy. No masz, jedz, zjedz. I to zjedz i to i to i to i to. Włączał jej się jakiegoś rodzaju bunt.
Gdy zabraniałyśmy jej jeść - jadła, gdy podtykałyśmy jej, broniła się.


Była pozytywnego usposobienia i w dwa miesiące udało jej się wyjść z tego dziwnego kołowrotka, zaczęła chudnąć. Chyba zakochała się wtedy i jedzenie straciło na... atrakcyjności?

Sama miałam przejścia z bulimią przez dużo lat... Mnóstwo czasu moje życie kręciło sie wokół jedzenia. Moja matka mnie odchudzała całe życie.
Pierwsze słowa akceptacji, w które uwierzyłam pochodziły od obecnego TŻ. Przy nim dopiero zaczełam swobodnie oddychać i chyba pisałam juz o tym zbyt dużo razy... Z wymiotowaniem pożegnałam się wraz z postanowieniami noworocznymi, następny rok wymiotowałam 2 razy, w święta jedne i drugie... Ale Ty nie wymiotujesz, może to lepiej.


Poznałyśmy Cię już jako typ depresyjny, o zmiennych nastrojach.
Nie widać tego po Tobie w świecie realnym, widać Twoja glowa produkuje Twój stan bardziej niż życie
....

Czy zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy, żeby poradzić sobie? Czy masz się czego chwycić, zaczepić, żeby nie lecieć w otchłań tylko piąć się w górę mimo wszystko?

A może ten punkt wyjścia jest normalnością?
Może nie potrafisz siebie zaakceptować jako kobiety - z ciałem - nie dziewczęcia szkieletu?

Wszelkie rady na nic się zdają, bo może jesteś przewrotnym typem, który odbije niczym piłeczkę wszelkie rady, myśli, wnioski, będzie grzęznąć z bagnie i nie próbowac z tym nic zrobić. (Jak ja z pracą). Może jest to dla Ciebie samej za trudne? Musisz znaleźć pomoc Nebula, bez względu na to co Ty na to!
No własnie cytat poniżej...

Rozumiem, że to podsumowanie Ciebie gdzies tam ze środka, ze już się nie hamujesz, że jedziesz sobie po całości. Czym tak bardzo na to zasłużyłaś?

Po akcji z workiem tez jestem gotowa sprasować się na miazgę, ale... tli się mały płomyk w tym, że dużo spraw zmieniłam w swoim życiu na lepsze. Że mam porządek w szafkach, a nigdy nie miałam. Już samo to dla mnie samej świadczy o jakimkolwiek kroku do przodu w moim rozwoju. Nawet jeśli ten worek był bardzo ważnym symbolem odpowiedzialności to przyznaję - zawaliłam, ale to nie jest powód, żeby wysyłać mnie na stryczek, prawda?



Co Ty na to Nebulko?
Wiele zostało Ci jeszcze doktoratu?
Kobieto, wyszłas za mąż dopiero co. Gdzie jest ta radość, miesiąc miodowy, wspólne ustalanie wspólnych spraw o wspólnej przyszłości?
Tak mi się daje, że to daje wiele radości.





Co do tego ostatniego nie jestem pewna.

Czasem rodzina jest tak samo pomocna jak my tutaj(, albo wręcz przeciwnie) - wiemy, że jest nie tak, ale nie wiemy jak Nebulkę z tego wyciągnąć...

Ja nie dostałam wsparcia od rodziców, doprowadziłam się do takiego stanu, że ...same wiecie.
Psycholog i leki, to pierwsze po co powinna sięgnąć, zeby sobie samej pomóc. Tak myślę.
na pierwsze pytania odpowiedzi wczesniej.

zafiksowalam sie i to niezle. Nic nie jest w stanie mnie wytracic z tego glupiego myslenia nic po prostu. chyba musze je.bnac z calej sily w dno by mi sie cos w glowie poprzestawialo. cos cuzje, ze wczoraj wlasnie to mialo miejsce. pierwszy raz popelnilam gwalt na wlasnym ciele. (wywolac wymioty). tak dlugo probowalam, az sie udalo. dzis sie czuje dziwnie. nie wiem co dalej, poki co dopiero zjadlam sniadanie (mala kanapke...) troche sie boje jesc. moze za pare dni, ulozy sie na tyle, ze bedzie ok ? zobaczymy. ale nadal chodze wokol tematu, wiec chyba jest tak sobie :/ co rowniez zaobserwowalam, to to, ze jak nie jem nic to jest ok. jak zjem chocby okruszek, to leci lawina. nie umiem tej lawiny powstrzymac. musze sie tego nauczyc.

bardzo dziekuje za historie o kolezance. dala mi duzo do myslenia. podsune pomysl mezowi, chociaz nie wiem czy to zadziala, bo bede wiedziec, ze on to robi na moje zyczenie. ale naprawde, dalo do myslenia.

z okresem, w ktorym sie poznalysmy masz racje. trudno mi was winic za to jak mnie postrzegacie.

trudno sie cieszyc, kiedy ma sie wrazenie, ze was maz kocha kogos kogo spotkal pare lat temu...oczywiscie on twierdzi, ze nawet jak bede wazyc 100kg to bedzie mnie kochal, bo kocha mnie na zawsze. i nigdy nikogo nie kochal, tylko mnie. to ja podbilam jego swiat, pokochal mnie za charakter, a to ze jestem ladna to mily dodatek. zawsze tak mowil. ale mi ciezko w to teraz uwierzyc. dlatego wyrzucam sobie, ze nie jestem taka zona jaka on chcial miec. musze zmienic to myslenie, ale znow dochodzimy do znanego - nie wiem jak.

Tlumacze sobie caly czas, ze nie jest zle. patrze w lustro i mowie sama do siebie 'no zobacz, ladnie sie usmiechasz, masz ladne wlosy, paznokcie, nie jestes gruba, masz kobiece biodra, on cie kocha, jest super. robisz fajne rzeczy, mieszkasz z mezem, masz dobre zycie'. afirmacje nie dzialaja. jak grochem o sciane, za 5 minut leze i rycze w lozku ze zlosci na siebie, ze pozwolilam sobie na takie myslenie. nie mam juz sil do siebie, serio. jestem jak matka, ktora stracila cierpliwosc. nie zajmuje sie juz tym, bo juz nie wiem jak.

co do mojej rodizny - niestety, zawsze rozmawialam z mama o tym co czuje, jak przezywam. teraz jestem zdana na siebie (i meza). Moja mama ma swoje problemy, z ktorymi nie umie sobie poradzic i ja nie mam prawa dodawac jej swoich. ona ulozy swoje, to moge sie przed nia otworzyc.

---------- Dopisano o 13:43 ---------- Poprzedni post napisano o 13:40 ----------

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
Nebulko
przeczytaj, co napisałaś - masz tam wiele odpowiedzi:
-poczucie własnej wartości
-emigracja i rodzina
pisałaś, że gorzej pracujesz, ale widać, że zdolności analizy i krytycznego myślenia żadna "zaraza duchowa" Ci jeszcze nie zeżarła.

a na marginesie mówiąc ten znajomy i jego rodzina to z całym szacunkiem "szczery debil" by pchać sie w takie szambo. I nie, wcale mi takich ludzi (i poświecającej się rodziny) nie żal.

Dziekuje Aper za cenne spostrzezenie. ale ja naprawde nie wiem jak sobie z tym poradzic wiem, widze co jest nie tak...ale umiejetnosci mi brak.

co do znajomego - moze i tak, chociaz oni wyszli z zalozenia, ze nie stac ich placic 2000mc za mieszkanie. nie wiem czemu az tyle placili, ale moze ceny poszly w gore, nie wiem...ja bym sie nie odwazyla brac kredytu, gdy w kazdej chwili moze byc kryzys jak w latach 20stych.

---------- Dopisano o 13:47 ---------- Poprzedni post napisano o 13:43 ----------

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Nebulka, rozumiem Cię. To znaczy nie rozumiem tego, że Cię rozumiem, ale Cię rozumiem (rozumiesz?)
Mam takie odległe echa tego co Ty. Zawsze ważyłam 48-49kg, a ostatnio bez powodu skoczyłam na 50-51. Dalej noszę rozmiar 34, dalej wszyscy mi mówią, że jestem za chuda, poza tym de facto to moje ciało stało się ładniejsze, bo od regularnych treningów baletu i tenisa mam twardsze i jędrniejsze mięśnie rąk i nóg i może to właśnie mięśnie podniosły mi wagę ciała. Wszystko jedno, staję na wadze, patrzę że jest 51 i myślę sobie, że jestem grubasem i że koniecznie muszę mieć 4 z przodu wagi. Odkąd odkryłam to moje "utycie" ważę się codziennie i tracę humor jak widzę kilkaset gramów więcej. Jak już niejednokrotnie cytowałam tu maksymę mojego śp. Taty - baby to są jednak głupie Na razie nie dołuję się tym zbytnio i nie myślę o tym non-stop, ale jednak czuję, że coś jest nie tak- bardziej z moją głową, nie wagą. Gdybym przytyła jeszcze ze 2 kilo, to już pewnie też bym wpadła w panikę, chociaż pewnie ciągle byłabym poniżej normalnego BMI, albo na jego samej dolnej granicy.
Tylko.... no właśnie. Gdybym od naszego ostatniego spotkania przytyła te 5 kilo (domyślam się że to max tego ile mogłaś przytyć od ślubu), powiedzmy i spotkałybyśmy się teraz - to też pomyślałabyś o mnie - ma pełniejsze policzki i trochę zaokrągliły jej się biodra - ale z niej teraz jest śmieć! Pewnie w pierwszym odruchu pomyślałaś, że pewnie, że nie - ale zastanów się jeszcze dobrze. A potem zastanów się czy tą samą zasadę stosujesz też do siebie. A jeśli nie, to dlaczego?
to wlasnie chyba chodzi troszkeo to - jest cos stalego przez 20 pre lat. a nagle potem sie zmienia. i jest panika i nie ma jak tego zmienic, nie da sie.
nie wiem czemu tak zle o sobie mysle. chyba dlatego, ze nigdy nie mialam problemow z ktorymi nie umialam sobie sama poradzic. zawsze bylam samowystarczalna, sama dochodzilam do rozwiazn, sama walczylam o lepsze rzeczy dla siebie i innych, sama radzilam wieloma dziediznami - studia, praca, organizacje studenckie, wlasne mieszkanie, samodzielnosc. To byly moje domeny. teraz... moze i jestem nadal samodzielna, nadal sama sobie radze w czescia rzeczy, ale jest COS z czym sobie nie radze i od 2ch lat nie umiem znalezc rozwiazania. to chyba boli najbardziej. nieumiejetnosc poradzenia sobie. brak silnej woli by odciac zupelnie takie idiotyczne zachowanie...

---------- Dopisano o 13:53 ---------- Poprzedni post napisano o 13:47 ----------

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Nebula!!!! Nie jestem psychologiem, więc nie będę się bawić w doradzanie, bo nie mam o tego typu problemach pojęcia...Lasub przekazała Ci sporo mądrych myśli, przeczytaj to co pisze, bo też miała taki problem jak Ty. Uważam, że może Ci pomóc skoro udało jej się z tego wyjść
Proszę Cię tylko..
--> pisz tutaj dużo (albo w klubie), pisz codziennie co u Ciebie - pomożemy na tyle, na ile jesteśmy w stanie,

--> skorzystaj z pomocy psychologa przez internet (wiem, że już tak kiedyś robiłaś) jeśli nie da się na żywo. Ale byłaś na jakiejś wizycie chyba ostatnio. Co Ci powiedziała psycholog?

--> zacznij częściej rozmawiać z rodziną...i może dla eksperymentu przyznaj się im co się z Tobą dzieje? Czasem rodzina potrafi dużo pomóc, wiele zdziałać, ale nie wtedy kiedy nic nie wie o problemie i uważa, że wszystko jest w najlepszym porządku Myślę, że Twoją mamę, która wydaje się naprawdę świetną osobą, nie uszczęśliwiłoby jakby się dowiedziała, że jej córka cierpi...a nie chce jej o tym opowiedzieć i uzyskać pomoc. Zrobiłaby wszystko, żeby Ci pomóc - pomyśl o niej. Czy naprawdę jest takie ważne dla matki ile ważysz? Co jest ważniejsze dla Twoich rodziców...Twoja waga czy Twoje samopoczucie i zdrowie?

--> nie dopuszczaj do siebie myśli o poddawaniu się...przecież Ty się nie poddajesz! Jakkolwiek byś nie pisała i cokolwiek by się nie działo w Twoim życiu, Ty się nie poddawałaś. I wierzę, że taka jest właśnie Twoja natura - waleczna. Trzymaj się tego i tak o sobie myśl.

Emigracja...Nebula, czy Ty naprawdę wyemigrowałaś? Czy wyjechałaś na studia? Jak to jest? Traktujesz to bardzo...ostatecznie. Jeśli kochasz Polskę, Warszawę, to nikt nie broni Ci tutaj wrócić. Potraktuj swój pobyt w Szkocji jako dłuższy wyjazd w celach naukowych. Posiedzisz tam, popracujesz, zrobisz dyplom i myk! Wracasz do Polski i tutaj układasz sobie życie...przecież możesz to zrobić! Nie czeka Cię tutaj bieda - masz rodzinę, która Cię wesprze, będziesz miała ładne CV, doktorat w innym kraju, duże umiejętności - jestem w 100% przekonana, że szybko znajdziesz pracę nawet w kraju bezrobocia.
Kocur, jestes swietna laska. z humorem potrafisz odpowiedziec na taki post jak wysmarowalam : ) dziekuje;*
na czesc rzeczy odpowiedzialam juz przy cytowaniu innych osob, bo wasze pytania i sugestie sie powtarzaja...ale nie chcialam pominac Ciebie.

Raczej wyemigrowalam, nie wiem czy znajde miejsce dla siebie po powrocie. jest jedno miejsce w ktorym chcialabym pracowac. ale tylko jedno. wiec...moze byc ciezko.

a co do rodziny...to tak jak mowilam. moja mama ma teraz swoje zmartienia i raczej nie moge ich (ogolnie rodizny) zamartwiac soba dodatkowo. to nie jest fair, oni zasluguja na spokoj od czasu do czasu.

i co prawda, dla mojej mamy nie ma znaczenia ile ja waze, ale ona 'gardzi' ludzmi, ktorzy nie potrafia kontrolowac jedzenia. nie wiem jak to opisac, ale jak ktos je za duzo to ona to komentuje. albo mowi, ze ona w restauracji odmowila zjedzenia czegostam, bo dba o linie. fakt...ma cialo 20-latki. i cale zycie o nie dba. i cale zycie widzialam jak ona o nie dba. czuje sie od niej 100 razy gorsza bo sie zaniedbalam.

Nie chce by to zle zabrzmialo, bo ona nigdy sie z nikogo nie smiala, nie wytykala bledow itd. ale zawsze przywiazywala wage do tego, by jej posilki byly male, zeby nie jesc nic nadprogramowego i calkowicie usunac rzeczy typu frytki, pizze, makarony, wszystko co moze byc bardziej kaloryczne niz standard. ja tez taka bylam, a teraz juz nie potrafie. i dlatego mi zle

wedle rozkazu, naprodukowalam sie za wsze czasy...

---------- Dopisano o 13:56 ---------- Poprzedni post napisano o 13:53 ----------

Cytat:
Napisane przez grey_cat Pokaż wiadomość
Melduję się. Ostatnio jestem wykończona. Kiepsko śpię i jestem cały czasy zestresowana - ale to tylko ostatnie dwa dni, więc na razie jestem tylko trochę wytrącona z równowagi. Kiepsko mi się myśli.

Ale zaczęłam też trochę porządkować swoje życie (znowu zrobił się bałagan). Chwilowo uporządkowałam finanse (aplikacje telefoniczne bardzo pomagają!), zaczęłam się pakować (pojutrze jadę do Chin!), a oprócz tego... zatłukłam mysz patelnią.
na jak dlugo? brzmi swietnie, to jakas wycieczka, czy erazmus?
Mysz? :/
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 13:20   #1857
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Dilayla Pokaż wiadomość
yyyyyyyyyyy???o co kaman?jakie chrupy na śniadanie???
adek ostatnio oszalał w temacie surowej marchewki je codziennie uwilbia tez jabłka,banana i kukurydze...paprykę...ogó rki zas kaszy np.jaglanej czy kuskus nie ruszy...ale szczwana mamusia(pchła szchrajka)
odstawiła nabiał i robie mu mleko jaglane....migdałowe czy słonecznikowe i mam czyste sumienie
Mądry chłopak. Też bym kaszy jaglanej nie ruszyła nawet kijem Za to kukurydza - mniam mniam mniam! Czasami kupuję sobie taką minipuszkę bonduelle i wyżeram łyżeczką, jest lepsza od czekolady
A co to mleko migdałowe? Brzmi smakowicie
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 13:21   #1858
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cześć!
Lepiej nie będę pisać co u mnie
Wciąż to samo - barki, kark, kręgosłup, nadgarstki mi wysiadają... byle się z tym uporać już szybciej i mieć to z głowy...

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość


i co prawda, dla mojej mamy nie ma znaczenia ile ja waze, ale ona 'gardzi' ludzmi, ktorzy nie potrafia kontrolowac jedzenia. nie wiem jak to opisac, ale jak ktos je za duzo to ona to komentuje. albo mowi, ze ona w restauracji odmowila zjedzenia czegostam, bo dba o linie. fakt...ma cialo 20-latki. i cale zycie o nie dba. i cale zycie widzialam jak ona o nie dba. czuje sie od niej 100 razy gorsza bo sie zaniedbalam.

Nie chce by to zle zabrzmialo, bo ona nigdy sie z nikogo nie smiala, nie wytykala bledow itd. ale zawsze przywiazywala wage do tego, by jej posilki byly male, zeby nie jesc nic nadprogramowego i calkowicie usunac rzeczy typu frytki, pizze, makarony, wszystko co moze byc bardziej kaloryczne niz standard. ja tez taka bylam, a teraz juz nie potrafie. i dlatego mi zle
Nebulka, myślę o Tobie ciepło i wierzę, że się z tym uporasz, jeśli dopuścisz do siebie cały kontekst przyczyn...
A to, co napisałaś o mamie powyżej wreszcie mi osobiście rzuca bardzo jasne światło na Twój problem:
masz wdrukowane, że jesteś wartościowa wtedy, jeśli jesz mało, świadomie kontrolujesz posiłki, unikasz nadprogramowych przekąsek i jesteś ponad nie! (myślę, że dodatkowe kilogramy w tym wszystkim to rzecz wtórna...)
Napisałaś o "gardzeniu" - niekoniecznie wyrażonym wprost, ale przeczuwanym... czy to nie jest to samo uczucie, które masz względem siebie teraz?
Czy nie patrzysz na siebie wzrokiem Twojej mamy (tj. w taki sposób, w jaki Ci się wydaje, że Twoja mama podchodzi do tych osób, które nie panują nad zachciankami ciała)?



Jest takie zdanie z książki, do której jak wiadomo w całości mam sceptyczny stosunek, które mocno mnie dotknęło:

"Kobieta o zdrowej percepcji, chociaż zrazu zgadza się poślubić
naturalnego drapieżcę psychiki, przechodzi okres zagubienia duszy, wreszcie jednak pokonuje przeciwności, ponieważ potrafi dostrzec prawdę i zatrzymać ją w swiadomosci, a potem podejmuje kroki, by wyjść z trudnego połoenia.
Teraz przed nia nastepny etap, jeszcze trudniejszy: wytrzymać straszliwy widok, znieść swą autodestrukcję i martwotę". (Biegnąca, s. 63/64).

Ja osobiście mam problem, żeby w spokoju spojrzeć na rozpad czegoś, skonfrontować się z błędami, zobaczyć w pełni swoją słabość - bo jej w sobie nie akceptuję.
Ale o dziwo taka konfrontacja, jak już się zdarzy, jest uwalniająca, bo jak się siebie z tym pakietem chociaż na chwilę zaakceptuje, to nie traci się energii na takie przeskakiwanie z jednego obrazu siebie (idealnego) do drugiego (bardzo negatywnego) - okupione napięciem, wewnętrznym konfliktem, niepogodzeniem, tylko przyjmuje tę sferę swojego działania jako fakt i można (tak mi się wydaje) łatwiej przejść do czynów zmieniających. Poczucie odpowiedzialności, zamiast poczucia winy.
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 13:29   #1859
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość


Ale już jest "zarażony" - "układa" puzzle, ma Kubusiową pościel, a do telewizora podlatuje ze swoim Prosiaczkiem i "dopasowuje" do oryginału kwicząc z radości będzie dobrze, da matce niedługo oglądać
Nie ma to jak umiejętność cieszenia się drobiazgami Podobnie jak tygrys na początku tego filmiku (moja wczorajsza dobranocka, polecam):
http://www.youtube.com/watch?v=zHFYpHuERr0

Przy okazji można się dowiedzieć jakie mogą być tragiczne skutki przesadnego dbania o higienę

Mój instynkt macierzyński na razie śpi i nic nie wskazuje na to, że ma się obudzić, ale jak tak sobie rozmyślam co jest fajnego w "mieniu" dzieci to możliwość codziennego bawienia się, wycinania, łażenia po sklepach z zabawkami itp. wydaje mi się bezapelacyjnym numerem jeden
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-12-13, 13:39   #1860
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.III

Grey_cat - zazdroszczę Ci tych Chin...masz odwagę dziewczyno, jechać tak daleko

Ja się zapisałam wstępnie do organizacji studenckiej na zagraniczny wyjazd na praktyki - za tydzień mam przynieść wypełnione dokumenty

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
Wynika z tego, ze nigdy nie mialam silnie rozbudowanego poczucia wlasnej wartosci. uzaleznialam moje samopoczucie od tego czy ktos mi zwrocil uwage, czy powiedzial komplement ( chociaz nigdy nie naucyzlam sie ich przyjmowac). Nie istnieje cos takiego jak wartosciowa ja, bo nigdy nikt mnie nie nauczyl jak sie tak czuc. Nie wiem co znaczy byc pewna siebie, wystarczy ze smieciarz mi powie, ze jestem smieszna, albo 'czego tu kur...wa idziesz' i juz moge cierpiec caly dzien, ze ktos mnie tak potraktowal. bo pewnie wtargnelam na jego teren, pewnie zrobilam cos strasznego blablabla... jednym zdaniem jest w stanie mnie przekonac, ze powinnam byc w innym miejscu, ze robie cos niewlasciwego i powinnam za to pokutowac.
Czyli Twoje poczucie własnej wartości uzależniasz de facto od humorów innej, nawet obcej osoby...nie jest mi to obce, bo u siebie bardzo staram się to zwalczyć. Myślę, że to jest do rozpracowania. Ale czy to to jest powodem Twojego jedzeniowego problemu? Nie mam pojęcia...
Jest w Tobie Nebulko coś specyficznego. Kiedy się z Tobą przebywa, to ma się wrażenie, że jesteś najbardziej pewną siebie osobą w okolicy, przy tym energiczną, roześmianą...pomyślałabym sobie właśnie, że waleczną. A wewnątrz jesteś najwyraźniej bardzo wrażliwa. Starannie to ukrywasz
Może Ty za bardzo starasz się grać kogoś innego? Zastanów się też nad tym...bo to bardzo męczące. Jeśli tak jak piszesz dalej, nauczyłaś się radzić sobie ze wszystkim sama, niejako nauczyłaś się też grać osobę super zaradną. Ciężko wyjść z tej roli i pozwolić sobie najzwyczajniej w świecie pomóc. Rozumiem Twoje poczucie dumy, jednak człowiek jest z zasady dość słabą istotą - nie ze wszystkim musi radzić sobie sam. Po to są też inni ludzie, żeby pomóc, wesprzeć. Pozwól się utulić i potraktować jak zagubione dziecko, wyjdź na chwilę z roli twardzielki...pogódź się ze swoimi słabościami. Bo wszyscy ludzie mają słabości i to nie jest nic złego!

Powiedziałabym coś o swoich słabościach, ale za dużo ich jest, więc sobie daruję

Cytat:
Napisane przez Aper Pokaż wiadomość
1)Zasuszyłąm storczyka tzn może z niego w ogóle coś będzie jeszcze, ale kwiatków już nie będzie - pąki uschły?zgniły? a to dlatego, że "nie mam czasu/nie mam siły/mam ważniejsze rzeczy/zrobię to później" podlać kwiatów, przesadzać. jestem ich seryjnym kilerem (a tak kocham roślinki, jakby się kto pytał...).
Eee...że zasechł na trochę, to jeszcze nie znaczy, że nie może znowu wypuścić pąków. Nie znam się za bardzo na storczykach, ale wiem, że są marudne jak coś im się zmienia. Może ogrzewanie odkręciłaś za mocno? Albo przestawiłaś go w inne miejsce i już zaprotestował?

Ja mam różyczkę neurotyczną na parapecie...robale ją zżerają. Straciła w którymś momencie wszystkie liście. Przesadziłam ją w nową ziemię, zdezynfekowałam nawet doniczkę. Odpłukałam jej z korzeni tyle ziemi i robactwa ile mogłam. I odrastają jej teraz listki. Ale robale znów grasują - nigdy się ich nie pozbędę

A ta różyczka to moja pamiątka z uczelni, pochodzi z laboratorium, więc nie może sobie tak zdechnąć po prostu

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
i co prawda, dla mojej mamy nie ma znaczenia ile ja waze, ale ona 'gardzi' ludzmi, ktorzy nie potrafia kontrolowac jedzenia. nie wiem jak to opisac, ale jak ktos je za duzo to ona to komentuje. albo mowi, ze ona w restauracji odmowila zjedzenia czegostam, bo dba o linie. fakt...ma cialo 20-latki. i cale zycie o nie dba. i cale zycie widzialam jak ona o nie dba. czuje sie od niej 100 razy gorsza bo sie zaniedbalam.
Nebula, ale między kimś kto zajada inne problemy natury psychologicznej, a taką która lubi jeść niezdrowo i w ogóle się tym nie przejmuje i po prostu - nie dba o siebie, jest spora różnica. Pewnie, w większości przypadków ciężko jest kogoś krytykować od razu. Nie wiesz po prostu co mu dolega. Może jest chory na coś, co powoduje tycie, nei jest to wszystko totalnie winą tej osoby. A może też zajada problem...ale myślisz, że mama by Ciebie potępiła? Ja uważam, że by Ci pomogła. Bo nie jesteś jakimś tam obcym, anonimowym typem z dodatkowymi kilogramami, ale jej córką, która gdzieś się pogubiła...

Strasznie niedobrze, że nie możesz się dostać do psychiatry...według mnie potrzebujesz leków, najszybciej Ci pomogą.
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Zamknij wątek

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-09-23 01:47:20


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 18:26.






© 2000 - 2026 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.