|
|
#1 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Potrzebuję porady
Nie sądziłam, że jednak napiszę o tym tutaj, a jednak...
Sama nie wiem co jest powodem mojego zachowania. Próbuje tłumaczyć sobie to na wiele sposobów, racjonalnie podejść do sprawy, ale chyba nie umiem. Bo co by było gdybym ja była na jej miejscu? A drugiej strony inni też muszą mieć własne życie. Do sedna - tak, jestem kolejną z tych, które mają 'problem' z 'mamusiami' - i nie wiem na ile ten problem wyolbrzymiam ja, a na ile on naprawdę jest wart jakiejkolwiek uwagi. Sęk w tym, że do matki mojego chłopaka chyba nie dociera jedna rzecz, dla innych logiczna, dla innych mniej - a mianowicie taka, że każdy kiedyś dorasta, z gniazdka wyfruwa, odstawia obecne życie w kąt, żeby zacząć układać nowe - swoje własne. I o ile z tego ona zdaje sobie raczej sprawę, o tyle wciąż nie pozwala mu odciąć się od tego ich wspólnego życia. Patrząc na nich mam wrażenie, jakby ona była jego żoną, a nie matką. Mają wspólne sprawy, wspólne problemy, ona wypłakuje mu się w ramię... Niby nic w tym złego, przecież to normalne, że rodzic ma oparcie w dorosłym dziecku. Przez to wszystko czuję się, jakbym była tą trzecią, jakbym uczepiła się jego jak rzep psiego ogona, kiedy on już ułożył sobie życie. Wiem, że moje ostatnie zdanie brzmi już naprawdę kuriozalnie... Pewnie wyolbrzymiam, ale takie są moje odczucia. A może za bardzo myślę teraz o sobie? Woła go do każdej błahostki - zrób to, zgaś światło, podaj wodę, zrób mi kawę, idź do sklepu, wypuść psa i inne rzeczy, które zbyt wielkiego sprytu nie wymagają. On mówi, że tak został wychowany, że role są podzielone - obiad od mamy w zamian za wkręcenie żarówki. Żeby tego było mało pomaga jej finansowo. Teraz znowu chcę rozwiać wszelkie pomówienia - nic w tym złego, ale nie do przesady. Przesadą dla mnie jest fakt, kiedy on nie ma nawet na swoje potrzeby, bo 80% swoich pieniędzy oddaje na domowy budżet. A co w takim układzie z nim? Co z jego potrzebami? Przecież kiedyś trzeba się z tego domu wyprowadzić, mieć jakieś zaskórniaki na czarną godzinę. Ta sytuacja już mu przeszkadza. Dodatkowo tak niesamowicie irytuje mnie fakt, że ona wydzwania do niego dosłownie co 2godziny - a to z błahostką, a to zapytać co robi, albo powiedzieć, co ma kupić wracając z pracy. (No chyba, że wracają razem) Posunęłam się już do tego, że sprawdzam w jego połączeniach jak często ona do niego dzwoni... Wygląda to w ten sposób, że kiedy on jest w pracy, dostaje od niej co najmniej 5 telefonów. Czy to ja wymyślam, że to jest przesada, czy faktycznie coś jest nie tak? A co z sytuacją, kiedy wychodzimy na spacer, przed wyjściem mówimy jej - wychodzimy się przejść, a ona za godzinę dzwoni i pyta '***(tu mocne zdrobnienie imienia) co robicie?' ... Stoimy na rzęsach. Lub inna sytuacja dla lepszego zobrazowania sprawy. Jestem jedną z tych farciarek, które żyją w związku na odległość. Mimo 100km jakoś udało nam się szczęśliwie przebrnąć przez te 2 lata. Spotykamy się tylko weekendami. To są 2 dni z 7! On przyjeżdża do mnie, godzina 10 - telefon - 'co tam robicie'. Wieczorem telefon - 'co tam robicie?' Czy to ja wymyślam, czy faktycznie to jest już mocno przesadzone? Czy ona jest po prostu ciekawa, czy tak strasznie znudzona, że tak często dzwoni? Czy chociaż przez te 2 dni on nie może być tylko mój? A z drugiej strony - czy ta chwila rozmowy mnie zbawi? A jednak mnie to wkurza. I za każdym razem, kiedy zwrócę mu na to uwagę mam wyrzuty sumienia. Kobieta jest sama, mąż nie żyje, w domu pies. Ale czy to oznacza, że już zawsze tak będzie? Bo niby nic złego w telefonach. Broń Boże nie próbuję odciągnąć go od matki, ale czy X telefonów kiedy on jest w pracy z durnymi pytaniami i X telefonów, kiedy jesteśmy sami poza domem to norma? Go to też denerwuje. Irytują go i telefony, i przesadzone pomaganie, ale nie umie jej odmówić, żeby jej nie urazić, bo przeszła swoje. Nie wiem, czy to ja przesadzam, czy ona? Jeśli faktycznie to mi się tak nudzi, że mam czas na wymyślanie tego, to proszę o mocnego kopa w dupę ![]() PS. Nie chcę, żebyście myślały, że 'ona' i 'on' to wyraz braku szacunku. Aha i lubię ją, ona mnie też, ale tym zachowaniem strasznie mnie od siebie odrzuca. |
|
|
|
|
#2 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 21 812
|
Dot.: Potrzebuję porady
Chyba długo wzbierała się w Tobie ta frustracja.
Sytuacja jak dla mnie ani prosta ani oczywista wiec i cudownej rady nie będzie ![]() Z kontekstu zrozumiałam, że mieszka z mamą cały czas, czy tak? Nie wiem zupełnie jak spojrzeć na kwestię kasy, tego, że oddaje te 80% zarobków ale na chłopski rozum nieco dużo mi się to wydaje bo rzeczywiście, muszę Ci tutaj przyznać rację, że marne szanse na odłożenie jakichkolwiek pieniędzy na Waszą wspólną przyszłość, a przydałoby się pomyśleć jednak już nieco bardziej w kontekście Waszej rodziny. Co do telefonów to najprościej byłoby aby on mamę poprosił żeby dzwoniła gdy będzie to coś ważnego, Ty lepiej nie rozmawiaj o takich rzeczach bo to on powinien. Do Ciebie mogłaby poczuć niechęć, że odrywasz siłą jej synka i robić jakieś problemy jemu czy Wam. Powiem Ci, że chciałabym aby mój facet dobrze traktował swoją matkę bo to świadczy tylko na jego korzyść, jednak są pewne granice niezależności dorosłego dziecka i pępowinę należy przeciąć. W Waszym przypadku stopniowo chyba trzeba to zacząć robić. Jednak mama powinna być w trakcie tego odcinania zapewniana, że może cały czas na syna liczyć, i jeśli trzeba będzie to jej pomoże. Może uda się tak to ułożyć aby wilk był syty i owca cała? |
|
|
|
|
#3 |
|
and cigarettes
Zarejestrowany: 2009-05
Wiadomości: 6 963
|
Dot.: Potrzebuję porady
Myślę, że to nie jest Twój problem z przyszłą teściową, a bardziej Twój z nim i jego z matką. Ty masz wyrzuty sumienia, że jemu mówisz, że coś jest nie tak i on tak samo, gdy mówi mamie. Skoro i jemu zaczyna do przeszkadzać to jednak czasem warto choć trochę egoizmu w sobie znaleźć i pogadać. Ty z nim i on z mamą.
Dopóki chłopak z mamą nie pogada, nie wyjaśni, by trochę przystopowała - Ty nic nie zrobisz. Możesz mu mówić, że Ci przeszkadza taki kontakt nieco nachalny, może go przekonasz. Tylko on może czuć ultimatum pt. albo ja albo mama. A - skoro kontakty między nimi są jakie są - może nie wybrać Ciebie. Więc musisz jakoś delikatnie, ale dosadnie mu zwrócić uwagę, że mamę trzeba trochę od Was oddzielić. Pasowałoby jednak, żeby zaczął myśleć o wyprowadzce i jednak osłabieniu nieco kontaktów. Gadaliście o przyszłości, wspólnym zamieszkaniu? Być może chłopak planuje Twoją przeprowadzkę do nich i dla niego nie ma opcji, by mamę zostawić. Wtedy jesteś w d.
|
|
|
|
|
#4 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 8 974
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
Dziwi mnie jednak zawsze w takich sytuacjach jedno - obserwator z zewnątrz skupia się zawsze na zachowaniu matki, a niestety nigdy na zachowaniu faceta. A przecież musimy sobie to powiedzieć szczerze - wyfrunięcie spod skrzydeł nawet najbardziej opiekuńczej mamusi jest możliwe i takiej sytuacji by nie było, gdyby facet nie był maminsynkiem i od początku, od czasów bycia nastolatkiem pomału stosunki z matką układał na odpowiednie tory. Masz partnera maminsynka, i to na tyle w kiepskim stadium, że nawet nie próbuje się buntować. Mnie by to przerażało. |
|
|
|
|
|
#5 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Maminsynek? Poważnie?
Przecież on stara się dbać o matkę, której już został tylko on. Myślałam, że to naturalne, choć u nich mocno przesadzone. Kiedyś była taka sytuacja, że nie chciał zostawać u mnie na cały weekend, bo mama zostawała w domu sama. Przyjeżdżał rano i wyjeżdżał do domu takim pociągiem, żeby jeszcze się z nią zobaczyć, zanim pójdzie spać. Widział, że to mnie męczy, że płaczę za każdym razem, kiedy odjeżdża tak wcześnie, mimo to mówił, że mama w domu też jest smutna, a ja sobie poradzę, bo widzimy się za tydzień. Nie ważnie, że z nią mieszka. Wydawało mi się wtedy, że jestem na przegranej pozycji, że nie 'wygram' i zawsze będę tym intruzem. Oczywiście sytuacja się zmieniła, małymi kroczkami zmienił swoje myślenie nt. 'mamy samej i smutnej w domu'. I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia, bo z jednej strony to dobrze, że troszczy się o nią, a z drugiej strony strasznie przesadza (i ona i on na dobrą sprawę) Dlatego nie jestem pewna co do tego, że on jest maminsynkiem - przecież go to męczy - przesadne pomaganie, milion telefonów - ale nie umie nic z tym zrobić, żeby jej nie urazić. Wina leży po jej stronie (tak mi się wydaje), bo to ona robi z siebie jakąś pokrakę w jego oczach, która wszyscy gnębią a to w pracy, a to sąsiad na ulicy powie coś niemiłego, a on stoi na straży tego, żeby ona przez to nie była smutniejsza niż jest. Przecież to jest dorosła kobieta, a czasami zachowuje się tak, jakby była młodsza od niego. To on myśli w tym 'związku', on rozważa wszystkie za i przeciw, bo ona nie umie podejmować logicznych decyzji. Jesteśmy teraz na etapie szukanie mi pracy w jego mieście. Z jednej strony się cieszę - w końcu będziemy mieszkać razem... Ale od tej decyzji odrzuca mnie fakt, że jego sytuacja z matką nadal się nie zmieni. Co z tego, że w domu będzie jeszcze jedna kobieta, skoro on i tak będzie podzielony na dwie? Ciągle będzie jej usługiwał, wyłączał za nią światło (a wystarczy, że ona podniesie rękę do góry!) i robił jej kawę, bo ją 'nogi bolą'. Z tej racji, że nie będzie nas stać na wynajem, bo potrzebujemy pieniędzy na studia, zostaje nam albo mieszkać razem u niego, albo nadal oddzielnie. Jak zmienić ich relacje na matka-syn z relacji mąż-żona? Wiem, że on chce zmiany, ale boi się rozpocząć pierwszy krok. Poza tym umówmy się - to ona go wciąga coraz bardziej w to wszystko, bo uważa, że 'matka jest stara to trzeba pomagać', a on ślepo w to brnie nie mając swojego życia. Jak mam z nim cokolwiek układać, skoro on jest już mimowolnie zajęty? Przecież doszło już do tego, że gdy rozmawiamy przez telefon i słyszę jej głos w tle, bo go woła i czegoś chce to aż mnie rozrywa od środka! To ja jestem taką zołzą i chce go tylko dla siebie, czy oni naprawdę mają nad czym u siebie pracować? Ona nie rozumie, że on musi mieć kiedyś swoje życie? Kiedyś odejdzie, żeby założyć własną rodzinę, ona zejdzie na dalszy tor. Jak ma to zacząć robić, skoro ciągle nie może się oderwać od jej spraw?! Mamy dużo planów - jednym z nich był wyjazd do UK. (To będzie chyba jedna z gorszych sytuacji, jaką miałam 'przyjemność' z nim przejść) Otóż w momencie, kiedy ogarniemy się już na tyle w Anglii, żeby czuć się swobodnie on sprowadzi do UK swoją mamę. Nic w tym złego, tam mogłaby mieć lepsze życie, ale przeraża mnie tylko to, że on miał (a może i nadal ma?) w planach wynająć jej pokój obok naszego, ew. wynająć z nią mieszkanie. Żałosne, co? I nawet nie wyobrażacie sobie, jaką mieliśmy awanturę po tym, jak ja się temu sprzeciwiłam... Przecież to nienormalne! W końcu udało mu się usamodzielnić, w końcu wyrwał się z domu, a i tak cholera planuje wrócić do starej sytuacji. CO Z NAMI?! DLACZEGO ONA JEST W NASZYCH PLANACH?! To mam być ja i on, my, nie ona, ja i on... Nie wiem co już mam z tym robić... Opadają mi powoli ręce. Kocham go, wiem, że to ten, chcę z nim spędzić resztę mojego życia. ALE NA BOGA, NIE W TRÓJKĄCIE! PS. Nie są to wywody jakiejś zbuntowanej nastolaty. Edytowane przez konieclata Czas edycji: 2013-07-01 o 11:53 |
|
|
|
|
#6 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-01
Lokalizacja: stąd
Wiadomości: 36 821
|
Dot.: Potrzebuję porady
Ale to nie Ty powinnaś pytać o to, co zmienić i jak, tylko on.
I tak, on jest maminsynkiem. Może mu to przeszkadza, może nie. Jakby mu tak ISTOTNIE przeszkadzało, to by coś z tym zrobił. Moja mama również mieszka sama, ma psa a nie dzwoni do mnie 5 razy dziennie, jak jestem w pracy i nie zawraca mi głowy każdą bzdurą.Jasne, pomagam jej jak mogę, odciążam ją, ale w ROZSĄDNYCH granicach. Ja też mam swoje życie, na szczęście ona to rozumie, a i ja nie mam problemu ze stawianiem granic. |
|
|
|
|
#7 |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
powinnaś z nim porozmawiać na zasadzie "kawa na ławę". facet jest mamisynkiem i to on powinien jakoś zmienić tę sytuację. powinnaś mu powiedzieć wszystko, co tutaj napisałaś. jeśli on nie będzie chciał odciąć pępowiny to tylko będziesz się męczyć w takim związku.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
#8 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-10
Lokalizacja: W.
Wiadomości: 3 214
|
Dot.: Potrzebuję porady
Głupio to pisać, ale dostałaś "uszkodzonego" faceta.
Bardzo trudno jest samotnej kobiecie wychować dziecko, tym bardziej jeśli ojciec tego dziecka zmarł. Jeszcze trudniej jest je w takiej sytuacji, wychować mądrze, na "zdrowego emocjonalnie" człowieka. Człowieka wolnego, przystosowanego do samodzielnego życia, bez wiecznego poczucia obowiązku czy winy wobec samotnej matki. To, że od śmierci ojca twojego faceta jego matka jest sama, lub też poświęciła swoje życie synowi - to wyłącznie jej wybór, on a SZCZEGÓLNIE TY nie powinniście ponosić konsekwencji tej decyzji. Niestety jest tak, że zamiast synem, twój chłopak jest również partnerem i opiekunem matki. Jest to bardzo niezdrowe i kłopotliwe dla jego przyszłej żony, czy jak widzisz, nawet dla dziewczyny. Nawet jeśli on teoretycznie wie, że coś jest nie tak, przeszkadza mu obecna sytuacja, to w praktyce bardzo trudno będzie wam to zmienić. Przepraszam, nie wam -jemu, bo to jego życie i jego rodzicielka. Rozumiem, że zależy ci na znalezieniu jakiegoś złotego środka, ale nie wiem czy taki istnieje. Pewne zachowania są tak utrwalone, że walka z nimi to syzyfowa praca... Spróbować zawsze można, ale chyba tylko przez powolne odstawianie matki i przechodzenie do własnego życia. Wątpię, że mieszkając razem, na kupie będziesz w stanie cokolwiek osiągnąć. Twój mężczyzna w ten sposób nie ma szans się odciąć, a będąc postawiony pod ścianą - dziewczyna czy samotna matka, której wiele zawdzięcza, która wiele dla niego poświęciła - wybór może być bardziej niż oczywisty. Chyba, że zaakceptujesz " reguły gry" i wieczne drugie miejsce. I na koniec rada: Na pewno nie chowaj głowy w piasek, nie czekaj aż samo się wyjaśni i nie reaguj agresywnie - na zasadzie: ona albo ja. Szczera, spokojna rozmowa, dotycząca obecnego stanu, tego jak ma wyglądać wasza relacja : matka + wy, kiedy już razem zamieszkacie, jak długo będziecie z nią mieszkać, jak rozwiążecie kwestie finansowe, itp. Niech ta rozmowa nie będzie pusta, niech facet zobowiąże się do zmian - na początek małych, potem coraz większych. Nie decydowałabym się na przeprowadzkę bez wyraźnej poprawy sytuacji. Nie wiadomo też jak zareaguje jego mama - lepiej, żebyś nie dostałą łatki intruza, który będzie zwalczany w jej domu. Więc nie śpieszyłabym się z przeprowadzką dopóki twój facet nie zrobi niczego w kierunku odcięcia pępowiny. Ogólnie - takich mężczyzn najlepiej unikać. Dla własnego zdrowia psychicznego. |
|
|
|
|
#9 |
|
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2007-11
Lokalizacja: własne 4 kąty :-)
Wiadomości: 2 042
|
Dot.: Potrzebuję porady
jest maminsynkiem i nie usprawiedliwiaj go tylko dlatego, że z nim jesteś i chciałabyś być
to ON ma w planach mamę a nie mama jego. to ON każe Ci się przeprowadzić do jej mieszkania a nie planuje wynająć choćby z Tobą osobnego albo przenieść się do Ciebie czy w inne miejsce Pl, żeby układać sobie z Tobą życie. to ON planuje nawet w Anglii ściągnąć mamusię i mieszkać obok niej. to są jego plany, nie jej, wierz mi. martwi się o nią, jasne, chce jej pomagać, chwalebne, ale jakby chciał to może to ustawić na innej relacji, w innym wymiarze czasowym i przestrzennym. może po prostu o Tobie nie myśli na tyle poważnie, żeby zostawiać matkę, swoje życie, pracę i ogólny dobrobyt, bo skoro się nie zbuntował do tej pory to aż tak źle mu nie jest, jak może narzeka. Ty go usprawiedliwiasz, zwalasz winę na mamusię a tak naprawdę to nie jej wina a jego. i uwaga osobista ode mnie - jeśli się przeprowadzisz do nich, do jej mieszkania, na ich warunkach, zrobisz najgłupszą rzecz pod słońcem i najgorszą dla SIEBIE. nawet sobie nie wyobrażasz co Cię czeka. ja wiem. odradzam ze szczerego serca, wolałabym już zmusić faceta do wyprowadzki, pokłócić się z niedoszłą teściową (a tak w ogóle to rozmawiacie o życiu razem czy na razie to etap chodzenia za rąsię?) czy nawet pokłócić się z facetem ale odreagować u siebie, niż przechodzić przez to samo tylko tam na miejscu, przy nich, w ich domu, codziennie... teraz nie możesz znieść jej obecności w Twoim życiu przez 2 dni w tygodniu i to przez kilka tylko telefonów, wyobraź sobie że ona będzie przy Tobie, przy Was, FIZYCZNIE a nie tylko przez telefon co godzinę, przez 24 godziny na dobę, dzień w dzień, miesiąc w miesiąc. to nie życie, to kołchoz. prosta droga do rozstania. a facet jak będzie miał Was obie pod ręką nigdy w życiu sam nie zdecyduje się na wyprowadzkę, na zmianę tej sytuacji, bo teraz po co? jak już ma Was obie? i zapomnij o myśleniu o jego pieniądzach. są jego i jego mamy, będą jego i jego mamy nadal. obyś swoich nie musiała dokładać do budżetu domowego, co wydawałoby się logiczne, bo będziesz tam mieszkać i jeść z ich talerzy. ja Wam przyszłości razem, w takiej sytuacji, nie wróżę. nie wątpię, że to dobry chłopak i chce dobrze, ale musiałabyś być świętą za życia i jednocześnie najgorszą na świecie, żeby ugrać tu swoje i ułożyć sobie razem życie z facetem, osobno od mamusi. i to będzie droga przez piekło. jak się jednak zdecydujesz na przeprowadzkę to powodzenia...
__________________
"Nie jesteś na tym świecie po to aby spełniać moje oczekiwania, ani ja po to aby spełniać Twoje. Jeśli się przez przypadek odnajdziemy, to cudownie. Jeśli nie, to trudno" |
|
|
|
|
#10 | ||
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
Sama nie mam już sił. Czuję, że walczę z wiatrakami. Jestem zołzą, bo chce zmienić tą sytuacje. Z jego strony wygląda to tak, że on jest dobrym synem, którego żadna matka by się nie powstydziła. Wzór do naśladowania. Uważa, że moja relacja z moją mama jest zła, bo ja swojej tak we wszystkim nie wyręczam, a ona na mnie tak nie polega jak jego matka na nim. Myśli, że to wszystko mówię mu z zazdrości o jego 'dobre' relacje z matką. Jestem w kropce! Jak on mógłby to naprawić i wrócić na dobry tor. Ja chce być jego... Przegrywam.Cytat:
Ona mi absolutnie nie przeszkadza. Tu chodzi tylko i aż o ich chorą relacje. On oczywiście nic złego w tym nie widzi, to tylko ja znowu szukam dziury w całym. Ja znowu się czepiam... To zdanie mnie przeraża. Tak będzie. Już tak jest, z tym, że nie ma mnie na co dzień. Pytasz, czy to etap chodzenia za rąsie - nie. Nie jesteśmy zaręczeni, ale on jest dla mnie kimś więcej niż tylko 'chłopakiem, z którym chodzę za rąsie'. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Chciałabym w przyszłości z nim żyć. Nie jest moim pierwszym chłopakiem, do żadnego z byłych nie czułam tego, co czuję do niego. No co... mam Ci pisać, jak bardzo go kocham? To ten Chcę się o niego troszczyć, pomagać mu, chcę, żeby wiedział, że zawsze może na mnie liczyć i że nie będę z nim tylko w dobrych chwilach. Tylko widzisz, czuję, że to co teraz napisałam on dostaje od matki? To po cholere ja tam jeszcze? Nie wiem co robić... i chyba nawet nic zrobić nie mogę. Wiem, że on prawdopodobnie po kilku marnych próbach zerwania pępowiny da za wygraną i na tym się skończy. Poza tym, on nie widzi problemu. Edytowane przez konieclata Czas edycji: 2013-07-01 o 15:54 |
||
|
|
|
|
#11 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 8 974
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
Całe życie będziesz żyła w trójkącie, w którym, co smutniejsze, będziesz najmniej ważnym ogniwem. Strasznie to przykre i szkoda mi Ciebie, bo wiem jak musi boleć taka sytuacja. Ale niestety, winny jest facet. A ja nie wierzę, w nagłą zmianę maminsynka z normalnego faceta, więc albo zaakceptujesz bycie tą trzecią, albo dasz sobie spokój. Zmienić, nic nie zmienisz, bo każda ingerencja w sytuację będzie odbierana jako akt zazdrości i próba rozdzielenia synka od matki. |
|
|
|
|
|
#12 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Dlaczego każdy mówi, że to ja jestem tą trzecią, a nie ona? Przecież on jest ze mną na tyle, na ile czas mu pozwala. Przecież on mnie kocha. Wiem to, widzę, słyszę codziennie.
Nie rozumiem właśnie dlaczego miałabym być mniej ważna od niej. Mi się właśnie wydaje, że jestem na tyle samo ważna, że on nas stawia na równi (niestety). Od niego słyszę, że ja jestem tą pierwszą i najważniejszą, że to, że on jej pomaga, nie oznacza, że ja przez to jestem mniej ważna. Mówi, że robi to, bo takie ma przyzwyczajenia, bo całe życie mogła na nim polegać. |
|
|
|
|
#13 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-01
Lokalizacja: stąd
Wiadomości: 36 821
|
Dot.: Potrzebuję porady
Nie, ona jest ważniejsza.
Prosta sytuacja: to Ciebie zostawia samą, a do niej wraca pociągiem, żeby nie została sama. Bo Ty "jakoś sobie poradzisz, bo zobaczycie się za tydzień". Z nią mieszka na co dzień, ale to nieważne, ona jest ważniejsza. |
|
|
|
|
#14 | |
|
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2007-11
Lokalizacja: własne 4 kąty :-)
Wiadomości: 2 042
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
na zielono - rozumiem Cię, domyślam się że nie jesteś z nim z nudów , ale czy ON myśli tak samo? czy to samo czuje do Ciebie, czy rozmawia z Tobą normalnie o wyprowadzce od mamy, o życiu Waszym razem, gdzieś, pomijam UK ale wystarczy sama Polska? czy ON sobie wyobraża Wasze życie razem, zaręczyny, ślub, dzieci, niekoniecznie wszystko bo nie wszystko jest ludziom do szczęścia potrzebne ale to są normalne części życia, o tym para rozmawia kiedy chce być razem, planuje pewne rzeczy. nie na zasadzie - przyjedź do mnie i jakoś to będzie bo ja mamy nie zostawię. no na pewno nie ma opcji, żeby chłopak mówił, że chcesz go z mamą rozdzielić i jesteś niedobra bo wymyślasz i się czepiasz i pewnie zazdrościsz mu super relacji z matką bo sama masz kijowe. i odpowiem Ci, co ja widzę i czego się domyślam - pewnie nie rozmawia zbyt chętnie a jeśli już ma dobry humor to są to luźne, bardzo ogólne i niezobowiązujące rozmowy, które w zasadzie nic nie mówią, nic nie konkretyzują, nic nie ustalają w czasie np. za rok, za pół roku... częściej pewnie mówi, że jest za wcześnie na takie rozmowy, że jeszcze macie czas no i mieszkacie tak daleko od siebie, a jeśli już chcesz czegoś więcej to możesz przyjechać mieszkać do niego i zobaczycie jak to będzie ale na pewno będzie dobrze bo jego mama jest fajna, będziecie sobie razem mieszkać i odkładać na własne m, a on teraz wyjechać do Ciebie nie może, bo nie może zostawić mamy samej, ani wyjechać z Tobą do innego miasta, bo mama zostanie sama. wątpię czy on w ogóle ma jakiekolwiek życiowe plany BEZ matki obok. na fioletowo wcześniej - tak będzie i nie licz absolutnie na to, że go zmienisz. miałaś na to dwa lata, on miał na to dwa lata. na przystosowanie się do tego, że ma kobietę, na myśli o własnym życiu z Tobą, na planowanie Waszego życia osobno. żadna normalna para nie chce mieszkać z rodzicami, to jest konieczność tylko i wyłącznie finansowa, mało komu to wychodzi na zdrowie na związku, i nie znam pary, która obopólnie byłaby szczerze zachwycona mieszkaniem z którymś z rodziców. nie chcę Cię urazić, ale naprawdę - jeśli się przeprowadzisz, to zmarnujesz każdy kolejny dzień spędzony u niego, każdy będzie na straty i nie do odrobienia, siądzie Ci na psychice i upodli tak, że ciężko potem Ci będzie z kimś od nowa zacząć życie, bo wątpię, żeby Wam się udało, w takim trójkącie. nie wiem, czy to jest warte zachodu, próby, czy to Twoje poświęcenie i walka - nie z matką a z facetem, a to wielka różnica! - o samodzielność, czy to nie pójdzie na marne bo ja nie widzę szansy na to, że on kiedykolwiek tą matkę zostawi i da jej i sobie żyć. on po prostu nie chce. to nie jej wina, sporo matek traktuje synów baaardzo po matczynemu, ale oni się potrafią odciąć, potrafią te relacje ustawić odpowiednio mimo telefonów, mimo pomagania w domu i finansowo. potrafią dom i matkę zostawić i zacząć swoje życie. Twój facet nawet nie chce o tym słyszeć, jak piszesz że ma Ci za złe krytykę i uważa, że chcesz go z matką rozdzielić. to nie jest materiał na partnera na całe życie, chyba że zamiast jednego chcesz mieć dwoje w łóżku i ZAWSZE, jak napisała _ema_ - zawsze będziesz tą trzecią, najgorszą i na samym końcu i nikt się z Tobą nie będzie liczył. a mama jest super jak się widujecie czasem, jak z nią zamieszkasz to poznasz ją od innej strony, tez niestety życie. na Twoim miejscu, żeby nie marnować czasu i życia, postawiłabym ultimatum - albo układacie sobie życie razem, w innym mieście odpowiednio daleko, żeby nie mógł codziennie jeździć do matki i żeby trochę od niej odpoczął i zobaczył, jak się żyje bez niej i że ona sobie świetnie daje radę sama bez niego, albo się rozstajecie. wtedy zobaczysz jak bardzo mu na Tobie zależy i jak poważnie ma Ciebie w planach. bo to, że Ty myślisz o nim poważnie to on już wie, zgodziłaś się na wyjazd do niego i szukasz u niego pracy. jeśli nie wybierze Ciebie teraz, nie wybierze Ciebie nigdy. na pewno nie wybierze Ciebie, jeśli postawisz takie ultimatum po przeprowadzce do niego, a uwierz mi postawisz je po jakimś czasie. szkoda tylko tego czasu i nerwów Twoich.
__________________
"Nie jesteś na tym świecie po to aby spełniać moje oczekiwania, ani ja po to aby spełniać Twoje. Jeśli się przez przypadek odnajdziemy, to cudownie. Jeśli nie, to trudno" |
|
|
|
|
|
#15 |
|
Rozeznanie
Zarejestrowany: 2013-01
Wiadomości: 817
|
Dot.: Potrzebuję porady
Nie wyobrażam sobie, żeby mój facet miał aż tak bliską relację z matką. Mój tż i jego mama też mają raczej dobry kontakt, nie mieszkają już razem więc czasem ona dzwoni do niego ale ma to normalny wymiar.
Znam dziewczynę, której narzeczony również był takim maminsynkiem, z tym że ona postawiła kawę na ławę. Przed ślubem jasno mu powiedziała, że albo mama albo ona. Kazała mu ograniczyć kontakt z mamą do niezbędnego minimum. Jakieś okazje, święta, raz na jakiś czas bez okazji. I tyle. Może to zabrzmi okrutnie ale uważam, że to już zdrowsze niż pozwalanie na wtrącanie się jej w życie pary.
__________________
Baby I can feel your halo Pray it won't fade away |
|
|
|
|
#16 | |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Ale przecież tak było kiedyś. Teraz to już się zmieniło. Podejrzewam, że nie miałby problemu, żeby zostać u mnie nawet tydzień.
Nadal nie wiem, dlaczego jest ważniejsza, a nie chociaż równa? Bo do Anglii chcę ja zabrać i mieć blisko siebie? ---------- Dopisano o 21:04 ---------- Poprzedni post napisano o 20:39 ---------- Cytat:
Najlepiej dla nas byłoby wyprowadzić się i żyć na swoim, ale jak? 1300 wynajem, rachunki, środki do życia i nie mamy nic. Jesteśmy na przegranej pozycji. Sama nie wiem na ile to tylko ja chcę z nim sobie życie układać, a na ile tego chcemy my. Często, kiedy on opowiada o swoich planach uwzględnia tam mnie, nie matkę. Z tego co on mi mówi wywnioskowałam, że planuje ze mną to swoje przyszłe życie. Pisze chaotycznie i bez składni. Mam gulę w gardle i jestem w głębokiej d... Ale co z tego, że on ma mnie w swoich planach, skoro na też z boku gdzieś tam stoi? A może nawet nie z boku a obok? Ja jestem trzecia? Matko... : ( Macie racje, po 2óch latach to powinno przyjść naturalnie. Nie powinno być tak, że muszę się z nim o to kłócić. |
|
|
|
|
|
#17 |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
nie musicie od razu wynajmować kawalerki, żeby wywalać 1200zł.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
#18 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cześć dziewczyny, to znowu ja. Odzywam się po roku przerwy, bo czuję się psychicznie wypruta.
Od tamtego czasu trochę się zmieniło. Przyszłam tu z mała aktualizacją tego, co się u mnie dzieję i standardowo - po poradę. Udało mi się zmienić w niej/nim jedno - ona nie wydzwania do niego 10x dziennie! Ten mały sukces kosztował mnie rok mojego życia! Nadal nie mieszkamy razem. Nie znalazłam w tamtym roku pracy, więc poszłam na dzienne studia w moim mieście. W maju minie nam 3 lata jak jesteśmy razem, a większość naszych kłótni rozchodzi się o jego matkę... To jest moje udręka. Przez to płaczę, przez to teraz nie śpię, a piszę tu, choć jutro muszę wstać o 6. Nie umiem wytrzymać, kiedy myślę, że już się uporałam z tym, przyzwyczaiłam, to niektóre zdarzenie przypominają mi o tym, że jedyne co się zmieniło przez ten rok to tylko te telefony... Latem remontowaliśmy jej dom. Pomagałam mu jak umiałam, a nigdy dotąd nie miałam styczności z remontami. Szpachlowałam, wycierałam, gipsowałam, naklejałam płyty, kładłam panele. Razem w przeciągu 3 miesięcy wyremontowaliśmy dom o powierzchni prawie 100m^2. Ale nie piszę tego, by się pochwalić. Piszę to jako wstęp do historii. Czuję się niedoceniona, tyle mu pomogłam, tak się starałam, chciałam mu tym pokazać - patrz, jaka jestem super, jak Ci pomagam, tyle dla mnie znaczysz, że sama mogłabym ten remont dla Ciebie zrobić! I chociaż wiem, że jest on mi bardzo wdzięczny, że docenia moją pracę, to wcale nie czuje się lepsza niż jego matka, która nie pomogła nam w niczym. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że po całym dniu pracy (od 10, często do 21 remontowaliśmy) kiedy prosiliśmy ją, żeby posprzątała, ta odpowiadała - wy posprzątajcie, ja jestem bardziej zmęczona tym nic nie robieniem, niż wy po całym dniu. Dosłownie. Kiedy remontowaliśmy ja robiłam inny pokój, on inny. Dopóki jego matka nie wróciła z pracy było ok - grała muzyka, śmialiśmy się, łączyliśmy pracę z wygłupami. Natomiast kiedy ona wracała on zapominał, że istnieje. Czułam się jak wynajęty robotnik. Gadał już tylko z nią, do mnie burknął coś od czasu do czasu. Rozmawiali o jej pracy, co u niej, ona proponowała mu kawę, jeśli miał on ochotę jej się napić, to pytał, czy mi zrobić (on pytał, ona nie). I tak wyglądały te 3 miesiące. Wtedy praktycznie wracałam do domu na niektóre weekendy, żeby ten remont przyśpieszyć, bo zależało nam na czasie - im szybciej zostanie on wyremontowany, tym szybciej będzie można go sprzedać. Czułam się pominięta przez niego. Odchodząc już od tego remontu, chciałam wam opowiedzieć inną historię. Na szczęście prawie udało mi się to wyeliminować - prawię, bo czasami ona zapomina, jaki był postawiony warunek. Mianowicie - nie wiem dlaczego, ale jego matka miała jakieś dziwne przyzwyczajenie - nie ważne, czy jestem z nim w pokoju, nie ważne, która jest godzina - ona i tak ma prawo wejść bez pukania kiedy chce, ile chce i o której chce. Dochodziło do takich sytuacji, że wchodziła, kiedy się kochaliśmy, siadała na krześle (my oczywiście schowani pod kołdrą, wystraszeni) i pytała: 'Xśiku, czemu jesteś taki czerwony na twarzy? A ja dzisiaj w pracy...' I to nie to, że nie mogliśmy się powstrzymać, wczesna godzina, goście w domu - nie, nie, to była 23, noc, w pokoju ciemno. Rozumiecie? Mniej rażące były jej wycieczki do pokoju, jak już byłam w majtkach i podkoszulce, albo jak się przebierałam ze stroju kąpielowego, bo akurat wróciliśmy znad wody... Nieważne, że jestem w majtkach i podkoszulce, ona przychodzi ścielić łóżko, które właśnie miałam ścielić ja! Usłyszy jakiś krzyk, jakieś śmiechy - wlazi do pokoju pytając - a co wy dzieciaczki tak się tu śmiejecie? Kazałam mu z nią porozmawiać, to mówiła, że to jest jej dom i, że ona ma prawo czuć się w nim swobodnie, a więc wchodzić do nas kiedy jej się podoba. Na szczęście poszła po rozum do głowy i się opanowała. On z nią porozmawiał i teraz wchodzi od czasu do czasu (właściwie za każdym razem jak u niego jestem, tylko już np. 2 razy wieczorem, a nie 10) a to po coś słodkiego, a to powiedzieć, że ktoś tam, coś tam... Dodam, że zazwyczaj wtedy już jest późna pora i jestem w piżamie. Po prostu wstydzę się, przed obcą babą paradować w piżamie, a chyba nie muszę - siedząc u niego w pokoju, być ubrana od szyi w dół w razie jakiegoś niespodziewanego nalotu. Jeszce to jak ona się do niego odnosi... Boże... Tak zdrabnia to imię, nieważne. Szykujemy się do wyjścia - ona odgrzała zupę i woła - Xsik, zupa, chodź bierz zupę! On nie poszedł, bo był zajęty. Nagle mama woła jeszcze raz, tym razem bardzo ostrym, stanowczym, głosem - XSIKU, CHODŹ PO TĄ ZUPĘ MÓWIĘ, RAZ! Ręce mi opadły, on potulnie idzie, bierze zupę, zjada, odnosi miskę. 'Co Ty znowu wymyślasz, jaki maminsynek, jakie postaw się, to już nawet zupy nie mogę przynieść!?' Tyle pamiętam z tej kłotni. Naprawdę, żebyście słyszały jej głos wtedy. Krzyknęła tonem matki, której 12letni syn zagrał się na kompie, stracił kontakt z rzeczywistością i przez to będzie głodny. Sytuacja z dzisiaj - wpada jego mama do pokoju i mówi - Xsiku, idź do piwnicy po paprykę, to nałoże Ci schabowego. -Nie chcę, nie jestem głodny. Mija parę minut, do pokoju wpada jego matka z talerzem, kładzie tego schabowego na biurko - mówiłem, że nie jestem głodny. - JEDZ, NIE DYSKUTUJ, MASZ ZJEŚĆ. Nawet się jej nie postawił. Mówi, że zrobiłby to, gdyby nie był zajęty grą. Umiecie sobie wyobrazić 12 letniego urwisa, który biega z kolegami cały dzień na podwórku zapominając o całym świecie? A potraficie sobie wyobrazić matkę, która groźnym tonem mówi - MASZ ZJEŚĆ TĘ SURÓWKĘ Z BURAKÓW, BO INACZEJ NIE WYJDZIESZ NA DWÓR? Ten urwis to mój chłopak, ta matka, to moja niedoszła teściowa. Ja już naprawdę nie mam siły na walkę z wiatrakami. Próbowałam coś zmienić, walczyć, żeby w tym trójkącie nie siedzieć, ale mało wywalczyłam w stosunku do tego, ile nerwów mnie to kosztowało. Kiedy wspominam o wspólnym zamieszkaniu, słyszę - jak sprzeda się dom. Od początku naszego bycia razem, zawsze w realizacji naszych (może tylko moich?) planów stała pomoc dla matki. Rok temu X miał pomysł postawić w ogrodzie telebim, żeby jej lżej finansowo było, zrobić remont, żeby ładnie miała - oczywiście po każdej z tych rzeczy miał w końcu być tylko mój, gdyby był - nigdy bym tu więcej nie napisała. Spotykamy się na weekedny, nie zapowiada się, żebyśmy mieli razem mieszkać. Nienawidzę zostawać u niego ze względu na jego matkę. Jedyną radość ten związek sprawia mi, kiedy on jest u mnie. To są moje 2 dni tylko z nim. Tylko ja i on. Śmiejemy się, jest cudownie. To są 4 dni w miesiącu, tamte 4 są u niego. Widzimy się przez 8 dni w miesiącu. I tak 3 lata... Nie mam już sił. Płaczę. Jestem bezradna... W moich oczach stał się on mało męski, ciapowaty, ślamazarny. Stracił. Gdy go poznałam był dla mnie uosobieniem prawdziwego mężczyzny - silny, mocny, wielki, odpowiedzialny, niesamowity - patrzyłam w niego jak w obrazek, całe życie marzyłam o kimś takim! Przy nim byłam taka mała, taka jego... Kurde. Chyba tylko jego matka nie straciła tego poczucia. Ratujcie! Nie wstanę jutro. |
|
|
|
|
#19 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 21 812
|
Dot.: Potrzebuję porady
Nie umiałabym szanować takiego faceta, więc także z nim być.
Zastanawiam się jak to w ogóle jest możliwe, to co opisałaś bo brzmi jak z jakiejś czarnej komedii. |
|
|
|
|
#20 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 8 974
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
Jest rada jak sobie życie z nim ułozyć, owszem. Musisz stać się dla niego mamusią, wziąc go pod buta i rządzić nim jak mamusia, wtedy jest szansa, że to Ciebie zacznie tak słuchać. Tylko serio chcesz takiego życia? Edytowane przez _ema_ Czas edycji: 2014-04-15 o 07:31 |
|
|
|
|
|
#21 |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
Ale jak niby mamy ratowac?
Mnie by bylo szkoda marnowac wiecej niz rok czasu u boku takiego siusmajtka. Jestescie razem 3 lata i w zasadzie nic sie nie zmienilo, a chlopaczek nie potrafi byc asertywny przy najbanalniejszych kwestiach... 2 lata temu powinnas postawic ultimatum- albo mamusia, albo ja. Dodam tylko, ze ja zapytalabym chlopaka, dlaczego tak zmienia zachowanie przy matce wzgledem ciebie. Wysłane z aplikacji mobilnej Wizaz Forum.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
#22 |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2011-06
Wiadomości: 3 979
|
Dot.: Potrzebuję porady
Przykre... Przypomina wątek " Teściowie z piekła rodem"- facet też stawiał żonę na trzecim miejscu.
Ja chyba nie potrafiłabym tak żyć- zastanów się dobrze czy na pewno chcesz to ciągnąć... |
|
|
|
|
#23 | |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
Wysłane z aplikacji mobilnej Wizaz Forum.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
|
#24 |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2011-06
Wiadomości: 3 979
|
Dot.: Potrzebuję porady
|
|
|
|
|
#25 |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
Tak to zabrzmialo.
Wysłane z aplikacji mobilnej Wizaz Forum.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
#26 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Pokłóciliśmy się dzisiaj. Powiedział, że nie zostawi swojej matki w potrzebie, dopóki nie sprzeda się dom, ponieważ ona sobie nie radzi finansowo i czasami trzeba jej pomóc. Na pytanie, czy nie może pomagać jej i mieć przy tym swoje życie, mieszkać ze mną a nie dojeżdżać, powiedział: a co mam jej 500zł przesyłać co miesiąc w kopercie? Napisałam, że może jej robić przelewy i, że w tym całym pomaganiu tylko ona nie jest poszkodowana.
Czy on serio nie może pomagać jej, jednocześnie mając swoje życie? Czy nie możemy być razem, zanim ten dom się nie sprzeda? Przecież to może trwać rok, 2 lata, 10 lat... Mówi, że interesuje mnie tylko mój tyłek, ale przecież już 2 lata to się ciągnie i zawsze jest coś! Po remoncie mieliśmy żyć razem, po lecie, po tym, jak myślałam, że już jest lepiej i zawsze znajduje się kolejny pretekst do tego, by znowu odwlec na dalszy plan naszą przyszłość, a pomagać matce... Zadzwoniłam i powiedziałam, że nie chce z nim być, choć chcę... Nie chcę być tą 2, tą złą, tą, która wiecznie będzie na niego czekała, będzie mniej ważna. Przez 2 lata się oszukiwałam, że będzie lepiej, a nic się nie zmieniło... Jak dobre by jego intencje nie były, to się pogubił. Mam nadzieję, że gdy dziś wracając z pracy spojrzy matce w oczy, powie - było warto. Przegrałam. Edytowane przez konieclata Czas edycji: 2014-04-15 o 15:03 |
|
|
|
|
#27 | |
|
.
Zarejestrowany: 2010-07
Lokalizacja: koniec świata
Wiadomości: 28 052
|
Dot.: Potrzebuję porady
Cytat:
i tak swoją drogą, największą przegraną odniosła ta matka. wychowała faceta-kalekę życiową, która nie jest zdolna do samodzielnej egzystencji. matka nie będzie żyła wiecznie, a przez takie zachowanie może zniszczyć życie własnemu synowi.
__________________
-27,9 kg |
|
|
|
|
|
#28 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2013-07
Wiadomości: 22
|
Dot.: Potrzebuję porady
Wątpię, żeby ona uważała to, jaki on jest za przegraną. Ta kobieta to straszna egoistka, raczej ma teraz powód do radości, bo jej ukochany synuś będzie tylko jej. Ona tak go szantażuje emocjonalnie, płacze z byle powodu, jest infantylna, zachowuje się tak, jakby bez niego miała umrzeć w przeciągu godziny. Oczywiście tylko przy nim jest taka, bo gdy w domu są goście jest normalna, wtedy nagle z nieporadnej, biednej kobiety staje się kimś twardo stąpającym po ziemi.
Jak zareagował on? 'Skoro tego chcesz, to on nic nie mogę zrobić'. Napisał później, że zawsze będę w jego sercu. Wiecie, gdzie ja będę? W DUPIE! W dupie byłam i w dupie będę. Serio myślałam, że uda mi się go zmienić, że się ogranie! Ale on żyje życiem własnej matki od wielu lat i nie jest w stanie tego zmienić nawet osobie, której mówił, że chciałby wziąć z nią ślub. Której ni stąd ni zowąd mówił 'ej wiesz co, chciałbym mieć z Tobą kiedyś dzieci'. |
|
|
|
|
#29 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 8 974
|
Dot.: Potrzebuję porady
Wygrałaś, tylko jesteś jeszcze zbyt rozżalona, żeby to dostrzec.
|
|
|
|
|
#30 |
|
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2010-06
Lokalizacja: Nibylandia :)
Wiadomości: 1 321
|
Dot.: Potrzebuję porady
To żadna przegrana tylko wygrana, jesteś po prostu świeżo po rozstaniu i tego nie dostrzegasz. Masz szansę związać się z kimś kto nie będzie takim maminsynkiem, wykorzystaj to
__________________
Nikt nie zasługuje na Twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości. Książki 31/2016r. Filmy 462/2016r.
2017r.: Filmy - 305 |
|
|
![]() |
Nowe wątki na forum Intymnie
|
|
|
| Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 00:08.








a nie dzwoni do mnie 5 razy dziennie, jak jestem w pracy i nie zawraca mi głowy każdą bzdurą.



to ON ma w planach mamę a nie mama jego. to ON każe Ci się przeprowadzić do jej mieszkania a nie planuje wynająć choćby z Tobą osobnego albo przenieść się do Ciebie czy w inne miejsce Pl, żeby układać sobie z Tobą życie. to ON planuje nawet w Anglii ściągnąć mamusię i mieszkać obok niej. to są jego plany, nie jej, wierz mi. martwi się o nią, jasne, chce jej pomagać, chwalebne, ale jakby chciał to może to ustawić na innej relacji, w innym wymiarze czasowym i przestrzennym.
Przegrywam.


