![]() |
#4501 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2011-08
Wiadomości: 106
|
Dot.: Dda
Czy mozna sie dolaczyc?
pozdrawiam Was wszystkie ! ![]() Edytowane przez eyeonfire Czas edycji: 2013-04-02 o 11:57 |
![]() ![]() |
![]() |
#4502 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-04
Lokalizacja: znienacka
Wiadomości: 12 553
|
Dot.: Dda
Też dołączę. Tylko u mnie nie jest aż tak "lekko".
Tak bardzo trudno mi o tym mówić ![]()
__________________
![]() |
![]() ![]() |
![]() |
#4503 | |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Hej dziewczyny
![]() Cytat:
Twoja mama manipuluje Tobą, próbuje w to wciągać, uważa wręcz, że skoro jesteś częścią rodziny, to masz obowiązek słuchać jej żalów, pocieszać ją, tylko komuś tutaj pomyliły się role - to nie Ty masz być tą dorosłą, rozsądną i odpowiedzialną, tylko oni oboje. Jesteś już dorosła, więc powinnaś dbać przede wszystkim o siebie, zostać, jak to mówi moja terapeutka - rodzicem dla samej siebie, zaopiekować się wreszcie sobą, zamiast całym światem. Terapia to bardzo dobry pomysł, na pewno lepszy, niż branie udziału w tej całej patologii. A co u mnie... dawno nie pisałam. Chcę się wyprowadzić, w październiku / listopadzie, ale bardziej realne będzie to pewnie wiosną przyszłego roku. Matka i siostra jeszcze nic nie wiedzą o moich planach, rok temu moja siostra była bardzo przeciwna (nie miałam ani pomysłu gdzie, ani pieniędzy, ani perspektyw ), poza tym "mama się starzeje" - dziwne, że ona o tym nie myślała, w wieku 18 lat uciekając z domu... Niby mama obecnie prawie nie pije (zdarzają jej się jednak po 2 piwa, tak jak dziś, po 3 nie ma o czym z nią gadać, a ostatnio wróciła do domu w stanie nienadającym się do niczego - musiałam ją targać na 4 piętro, wstyd przed sąsiadami, itd.), ale ciągle ten dom ciągnie się za mną, ciągle wszystko przypomina mi o tym, co się tu działo, i nie mogę już patrzeć na te same od lat odrapane ściany, muszę się od tego oderwać fizycznie, czuję, że fizyczna wyprowadzka wpłynie na psychiczną stronę moich relacji z mamą, których właściwie prawie że nie ma, nie czuję więzi, a to co nazywałam do tej pory więzią, było współuzależnieniem. I na mnie - pozytywnie. W domu pił ojciec, później również matka, bo nie chciała, żeby upijał się sam do nieprzytomności, więc mu "pomagała", albo jak najszybciej spijała i kładła spać, byle było cicho. Nadal mam jej to za złe, ale pałę przegięła totalnie ostatnio, wracając w takim stanie, kiedy wydawać mi się zaczynało, że wszystko zmierza ku lepszemu... Nie mogę wiecznie za nią odpowiadać, nie umiem stać się na starość kimś w rodzaju jej rodzica, skoro sama nigdy nie miałam możliwości być dzieckiem - byłam nadmiernie poważną, obowiązkową, zaradną i grzeczną dziewczynką, która dawała sobie ze wszystkim radę, izolowała się od wszystkiego i nigdy nie popadła w złe towarzystwo, a w domu praktycznie byłam "duchem", byłam niewidzialna - był taki czas, kiedy nikt by się mną nie zainteresował nawet, gdybym skoczyła z okna, wiele razy chciałam, żeby ktoś przyszedł i zabrał mnie do domu dziecka, groziłam, że się zabiję, a potem że zrobię krzywdę ojcu - myślę, że gdybym tam spędziła dzieciństwo, to byłoby ono o wiele lepsze niż we własnym domu. Nienawidziłam obojga za to, że trzymają razem sojusz "przeciwko" mnie, i za to, że byłam dla nich tylko gębą do wyżywienia i niczym więcej. Ojciec nie żyje od 5 lat, dostał to na co sobie zapracował. Matka nadal jest współuzależniona, możliwe nawet, że ma jakieś depresyjne stany, zostanie (niedługo mam nadzieję), sama z kotem - starsi ludzie nie zmieniają się tak łatwo, tylko ja sama mogę się obecnie zmienić. Zaakceptowałam to i poddałam się, teraz muszę poznać siebie, wydobyć się z tych warstw, które mnie otaczają i rozeznać w samej sobie - co jest we mnie prawdziwe i warte rozwijania, a co szkodliwe i nabyte. Chcę zacząć robić coś dla siebie i się wyrwać, ale nie wiem, jak moja matka to przyjmie - pewnie w nagrodę za podjęcie próby własnego życia zostanę niewdzięczną córką... Nasze stosunki po śmierci ojca opierały się do tej pory na wzajemnym niewchodzeniu sobie w drogę i pokojowej współegzystencji bez wzajemnego wnikania w życie osobiste, uczucia itp. sprawy, więc w sumie nie wiem, jaka będzie reakcja. Po tylu latach rewanż z mojej strony za kiepskie traktowanie ![]() Boję się trochę, że ona tego nie udźwignie i się rozpije jak się wyniosę, i chciałabym mieć do tego jakiś dystans - niby wiem, że ona jest zdecydowanie bardziej dorosła niż ja i odpowiada sama za siebie, ale boję się, że wraz z moim zniknięciem zniknie też ostatnia przeszkoda do tego, żeby dzień po dniu znowu zacząć się niszczyć na całego. Aha - oni nic nie zrozumieją i nie ma się co łudzić - tacy ludzie uważają, że to oni mają rację, a cały świat myli się w ich ocenie, i w ogóle lepiej się przyczepić do córki, która chce dobrze, niż przyznać, że ma się problem - alkohol przytępia umiejętność samokrytyki, daje poczucie zaiebistości. Nie da się nic zrobić na siłę, ale zawsze warto walczyć o siebie, jako produkt pochodny, "uboczny" takiego domu, do naprawienia.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." Edytowane przez ulicznica Czas edycji: 2012-06-06 o 20:49 |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4504 |
nyan nyan ^^
Zarejestrowany: 2009-09
Wiadomości: 2 956
|
Dot.: Dda
Ulicznica, bardzo trafnie ujęłaś to, o czym sama myślę. Za rok wraz z TŻ kończymy studia, TŻ myśli o znalezieniu pracy w mieście dwie godziny drogi od naszego, no i tam rozpocząć w końcu wspólne życie ze mną. Pomimo, że studiuję poza miastem rodzinnym i teoretycznie mama nawykła do samotnego mieszkania, to teraz bywam często w domu. No i okropnie boję się, że wróci do uzależnienia gdy wyjadę. Z jednej strony ciągnie mnie do życia w większym mieście, a z drugiej czuję się przywiązana do domu i ogarnia mnie strach o mamę. Dlatego na razie nie mówię o tym głośno. Jednak zarówno Ty i ja wiemy, że dla takich osób jak my to doskonałe wyjście. Bardzo Ci współczuję sytuacji w domu, jesteś bardzo silną osobą
![]() |
![]() ![]() |
![]() |
#4505 |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Oj tam, wszystkie jako DDA jesteśmy silne - bo mimo wszystko dajemy sobie radę. Niedawanie sobie rady to byłoby niszczenie samych siebie. Po części żyłam tak właśnie, z dnia na dzień, bez celów i marzeń, w takiej stagnacji, odpowiadając tylko na akcję, nie inicjując samodzielnie niczego - więc w pewnym sensie też się niszczyłam - przez lata stojąc w miejscu, zamiast się rozwijać. Paraliżowały mnie kwestie pt. "ktoś może się dowiedzieć" (podczas rozmów ze znajomymi), "nie mogę nikogo zaprosić, bo ojciec pije", "nie zaproszę nikogo, bo się wstydzę".
Oprócz tego, że od zawsze musiałam jakoś sama o siebie dbać i się troszczyć, miałam silne poczucie tego, że muszę to jakoś przetrzymać - ale nawet nie chcę myśleć, co by było gdyby ojciec żył nadal, jaką byłabym osobą, skoro jeszcze 3-4 lata temu byłam kompletnie stłamszona i bałam się być po prostu sobą. Nadal mam czasem poczucie, że do nikogo nie pasuję, mam momenty niepewności, a rzeczy, które robię, są dla innych niewiele warte, więc nie warto robić czegokolwiek - lepiej schować się w czterech ścianach, odizolować, ale na szczęście już coraz rzadziej. Co do mamy, to nadal mimo wszystko, traktuję ją jak jajko, któremu nie można zrobić "krzywdy". Piszę w cudzysłowie, bo wyprowadzka to normalna sprawa, która tutaj urasta do rangi SUPERTAJNEGO ;] planu na najbliższe pół roku. Zdaję sobie sprawę z tego, że to jest na głowie postawione, ale po ostatniej sytuacji, kiedy musiałam ją holować do domu, jestem na pewno bliżej niż dalej tej decyzji.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." |
![]() ![]() |
![]() |
#4506 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2009-06
Wiadomości: 137
|
Dot.: Dda
Witam, przepraszam, że tak nagle wpadam nie wiedząc nawet czy właściwy dział, ale mam pytanie: czy da się coś zrobić przez odległość, jakoś wpłynąć na dda aby trzymał się z daleka od alkoholu?
Nie wiem w sumie czy dda określa się każdego kto miał rodzica alkoholika czy tylko psychologicznie po pewnych zachowaniach, ale martwi mnie przyjaciółka za granicą, która chyba zaczęła wpadać w depresję... ![]() "Wiekszy problem jest taki, ze "wypralam sie z wlasnych uczuc". Nie potrafie juz tak do konca nikogo kochac, wspolczuc i sie cieszyc. Chyba stworzylam sobie swoj wlasny swiat i to w nim sie zamykam, bo nie ma sensu sie uzewnetrzniac. Jak mi zycie pokazalo nie przynosi to nic dobrego. Jesli chcesz utrzymywac dalej kontakt to sie ciesze, musisz sie jednak uzbroic w cierpliwosc jesli chodzi o odpisywanie bo pracuje w kilku miejscach co w sumie daje caly etat (a legalnie moge tylko na pol) do tego mam szkole i obowiazki w domu. O przyjemnosciach zaczynam zapominac i chyba powoli wpadam w alkoholizm ale szczezrze jest mi juz wszystko jedno. Whiskey z cola i lodem dobrze wplywa na moje zszarpane nerwy i smutki..." Nie wiem jak rozmawiać z dda skutecznie, czy odniesienie do ojca czy chce byc taka jak on to dobry pomysł? Co ja mam jej napisać by ją wesprzeć i żeby sie nie wpakowała w nałóg...?
__________________
"Pozwolić innym na niedoskonałość, dostrzegając tą niedoskonałość w sobie zamiast się jej wypierać i udawać kogoś innego, za wszelką cenę starając się aby maska stała się prawdziwą twarzą." |
![]() ![]() |
![]() |
#4507 |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 3
|
Dot.: Dda
Witam,
Zdaję sobie sprawę, że wątek jest już dosyć stary, ale trafiłam na niego, poczytałam i uznałam, że może warto napisać rzeczy, które leżą na sercu od dawna, a których nikomu nie potrafię powiedzieć. Nie wiem, czy jestem DDA, ale wydaje mi się, że tak i nawet zbierałam się kilka razy na jakąś terapię, w końcu na żadną nie docierając... Muszę krótko streścić moją historię, bo choć jest podobna do wielu opisywanych tutaj, to jednak niektóre elementy są istotne dla przekazu, jaki z tego wszystkiego wynika. U mnie problem alkoholizmu ojca przewijał się przez całe dzieciństwo do lat dziewiętnastu. Ojciec nas nie bił, ale przerażał mnie odkąd pamiętam, bo krzyczał, rzucał rzeczami, trzaskał drzwiami i różne takie. Zawsze się bałam, że lada chwila a coś komuś zrobi. Ale najgorszy ze wszystkiego był jego krzyk i kłótnie z mamą. Niby można się było do tego przyzwyczaić - do jego zapitego wzroku i kroku, do awantur i szarpanin, do ciągłego stresu czy dziś przyjdzie pijany- ale w jego przypadku choroba alkoholowa zmieniała tez jego samego. Pamiętam, choć słabo, że jak byliśmy bardzo mali(ja i moje rodzeństwo), to był weselszy, czulszy, normalny, po prostu był tatą. Ale takich wspomnień mam może kilka. Potem już widziałam w nim tylko osobę, którą trzeba szanować, ale która zamienia życie moje i mojej rodziny w piekło. Z czasem nawet na trzeźwo był szorstki, apodyktyczny, nie dało się z nim dogadać. Był taki okres w moim życiu, że zajmowałam się domem i obsługiwaniem ojca(bo inaczej tego nie można nazwać). Rzadko usłyszałam słowo aprobaty, często za to wyrzuty i pretensje, często o rzeczy na które nie miałam żadnego wpływu, teraz gdy musiał się wyładować, a nie miał z kim urządzić awantury, padało na mnie. Przy tym w sumie oszukiwał nas wszystkich, bo przepijał większość pensji a potem ja nie miałam nawet za co kupić chleba. Mam kilka takich gorzkich wspomnień, jak moje urodziny, albo dzień imprezy na którą długo czekałam, kiedy doprowadzał mnie do szaleństwa i myślałam o samobójstwie. W stosunkowo krótkim czasie doprowadził się do takiego stanu, że organizm już wysiadał - na przykład nie przeszkadzało mu w ogóle że jest minus ileś tam stopni w zimie i nie palił w piecu rano, tak, że jak wstawałam rano to jak najszybciej zbierałam się do szkoły, bo było tak zimno, że w domu nie dało się wytrzymać. Mogłabym sama palić rano, ale nie chciałam- bo przecież cały czas brakowało kasy, a węgiel kosztuje. To jest tylko kilka przykładów dla uświadomienia co ta choroba robi z człowiekiem. A zakończenie jest przewidywalne - ojciec dostał wylewu, w sumie nie wiadomo dokładnie czy to była jedyna przyczyna śmierci, bo zapił się na śmierć, przyszedł wtedy późno w nocy i był w takim stanie, że nawet nie chciałam na niego patrzeć, poszłam szybko do siebie spać, płacząc w poduszkę, i po raz kolejny zadając sobie(i Bogu, w którego zaczynałam poważnie wątpić) pytanie dlaczego to piekło nie może się skończyć. To straszne, ale na drugi dzień się skończyło - i chociaż w moich wewnętrznych wyrzutach nie miałam na myśli jego śmierci, to do dziś się częściowo za to obwiniam, bo byłam tej nocy w domu. I po prostu uciekłam do siebie, jak zawsze kiedy się zapił. Przepraszam, że tak długo to opisywałam, ale wszystko to staje mi teraz przed oczami i naprawdę ciężko ominąć pewne rzeczy, bo na beznadzieję sytuacji składało się wiele czynników. W sumie mam tez trochę nadzieję, że ktoś, kto przeżywa teraz podobne rzeczy, być może wyciągnie z tego co piszę jakąś naukę, może zmusi swojego bliskiego do walki z nałogiem, bo ja wiem... W każdym razie teraz, z perspektywy czasu widzę, że ojciec nie dał sobie pomóc, a co więcej zniechęcił nas skutecznie do pomocy sobie. W tym czasie przed śmiercią był mi już tak obcy, że z dużym wstrząsem zdałam sobie sprawę, gdy dotknęłam go na pogrzebie, że dotknęłam go w ogóle pierwszy raz od bardzo dawna. Pamiętam, że wcześniej miałam dreszcze, dziwnie się czułam, nawet gdy przypadkowo zetknęłam się z nim dłońmi w kuchni czy gdzieś - po prostu stał się dla mnie obcy. I to mnie przeraża. Nie doprowadźcie do tego, albo raczej - nie pozwólcie swoim bliskim na doprowadzenie się do takiego stanu, nawet jeżeli ktoś uważa, że panuje nad problemem - to tylko zamyka się w swojej skorupie i zatacza to błędne koło, jak mój ojciec. To takie moje podzielenie się doświadczeniem. A teraz, czytając sporo powyższych postów, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy faktycznie nie mam "symptomów" DDA. Choćby taki drobiazg; znajoma ostatnio zwróciła mi uwagę na to, że nigdy nie płaczę. I uświadomiłam sobie, że faktycznie. A wiecie kiedy płaczę, jeśli już w końcu się to zdarzy; otóż, patrząc wstecz zauważyłam że chce mi się ryczeć tylko wtedy, kiedy ktoś skrytykuje mnie,nawet delikatnie, słowami - lub kiedy zarzuci, że stać mnie na więcej, a mało z siebie daję. I to nie muszą być ostre słowa, bo ja nawet pomiędzy słowami potrafię znaleźć dowód mojej winy. Bardzo uważam ze słowami i właściwie nikomu do końca nie ufam, chociaż w kontaktach towarzyskich jestem normalne(ewentualnie uważana za nieco skrytą). Zastanawia mnie tez jeszcze jedna moja cecha- zawsze myślałam że to kwestia charakteru, a teraz już nie wiem czy i nie wpływu przeszłości- że wiecznie wysłuchuję cudzych problemów, doradzam, ludzie, nawet nie znając mnie zbyt dobrze, mówią mi swoje sekrety, podczas gdy sama nie odwdzięczam się tym samym. Jestem czymś w rodzaju spowiednika dla nich(?), wiedzą też, że mogą mi wszystko powiedzieć bezpiecznie. A ja chłonę i chłonę to wszystko aż mam głowę pełną różnych informacji i zachowuję je dla siebie nawet jeżeli ktoś zasłużył sobie czymś wręcz przeciwnym wobec mnie. Jestem też mediatorem, choć zawsze każda z dwóch stron(konfliktu) uważa, że ma mnie po swojej stronie. I to wszystko mi nie przeszkadza, lubię wysłuchiwać ludzi i cieszy mnie, że darzą mnie zaufaniem, ale czasem czuję się zmęczona tym, że sama nie potrafię, nawet mając osobę godną zaufania, powiedzieć jej wszystkiego, bo nie chcę zawracać komuś głowy głupimi problemikami. Myślicie, że to może być spowodowane podłożem DDA? Dodam tylko, że nie byłam nigdy w poważnym związku, bo najpierw dosyć wcześnie uznałam, że miłość w bardzo młodym wieku i tak nie ma przyszłości, a potem, gdy już stwierdziłam, że jestem gotowa się zakochać, to albo podobali mi się faceci, których ja niezbyt interesowałam, albo na odwrót. Muszę też przyznać, że mam duże problemy z zarejestrowaniem, że ktoś mnie podrywa - analizuję zachowania aż w końcu dochodzę do wniosku, że wszystkie one są czysto koleżeńskie, po czym po jakimś okresie czasu dowiaduję się, że ktoś do mnie "podbijał". Zaczynam się naprawdę zastanawiać, dlaczego taka jestem i co właściwie we mnie takiego jest, że nie mogę się zakochać z wzajemnością. Pozdrawiam wszystkie użytkowniczki forum i przepraszam za tak długą, jak na pierwszy post, treść. |
![]() ![]() |
![]() |
#4508 |
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2010-05
Lokalizacja: Katowice / London
Wiadomości: 1 636
|
witam, ale mnie tu dawno nie bylo... witam nowe osoby
![]() ![]() Wysyłane z mojego SA3CNT za pomocą Tapatalk 2
__________________
W oczekiwaniu na maleństwo... <3 |
![]() ![]() |
![]() |
#4509 |
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2008-03
Wiadomości: 2 769
|
Dot.: Dda
Dołączam... Może uda się aktywować wątek?
|
![]() ![]() |
![]() |
#4510 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-04
Lokalizacja: znienacka
Wiadomości: 12 553
|
Dot.: Dda
fajnie by było
![]() chodzi/chodziła któraś z was na terapię?
__________________
![]() |
![]() ![]() |
![]() |
#4511 |
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2008-03
Wiadomości: 2 769
|
Dot.: Dda
ja mam za sobą terapię indywidualną, ale nie pod kątem DDA - trochę to była porażka, podczas terapii w ogóle nie rozmawiałam o tym, że moja matka pije... Klasyczny przypadek zaprzeczenia. Proponowano mi wtedy terapię DDA, ale uważałam wtedy, że to nie mój problem.
Po pięciu latach zdecydowałam się spróbować ponownie, ale już identyfikuję się z DDA, jutro mam pierwsze spotkanie indywidualne (pod kątem DDA) i strasznie się stresuję ... |
![]() ![]() |
![]() |
#4512 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2011-08
Wiadomości: 106
|
Dot.: Dda
oh_my_dreams - mam takie same zachowania, syndromy.
intransitive - i jak pierwsza indywidualna terapia? |
![]() ![]() |
![]() |
#4513 | |
Wtajemniczenie
Zarejestrowany: 2008-03
Wiadomości: 2 769
|
Dot.: Dda
Cytat:
Czy jest tu ktoś kto ukończył terapię i mu pomogła, widać dużą różnicę w funkcjonowaniu przed/po? |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4514 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-12
Wiadomości: 6 429
|
Dot.: Dda
Boję się iść do psychologa albo na terapię... a mój ojciec potrafi mnie ściągnąć z innego miasta, bo w pijanym szale grozi, że nas pozabija, mamę, mojego chłopaka. Dzisiaj też mu się to udało. Tonę. Znowu straciłam swoją pewność siebie, którą tak długo zbierałam.
__________________
A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej. Andrzej Sapkowski – Ostatnie życzenie |
![]() ![]() |
![]() |
#4515 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-10
Wiadomości: 199
|
Dot.: Dda
Odesłąno mnie do tego wątku bo sama taki stworzyłam, ale ten tu już nie ejst młodziakiem
![]() Ostatnio zaczełam czytac ksiażkę Droga do uzdrowienia. I wiem,że muszę iść an terapię lecz gdy zebrałam się w sobie i poszłam a usłyszałam że dziś terapii nie ma popłakałam sie jak ta małą dziewczynka która we mnie jest i wróciłam z podkulony ogonem. Miałam taką myśl że, przyszłam po raz drugi prosić o pomoc i po raz drugi zostaje z kwitkiem. Wracając do książki, zgodnie z nią w każdym z nas jest to małe dziecko które patrzyło na pijaka i które tak naprawdę dorosło tak szybko,że nie zdążyło dorosnąć wcale.W dojrzałych 20/30 paro letnich dzieci siedzi dziecko ukrywające sie pod łóżkiem,albo bojące sie otworzyć drzwi. Co jest dla najtrudniejsze w tym by dać sobie szanse? 1) gdy powtarzam zdanie w myślach" byłam tylko dzieckiem, małym niewinnym dzieckiem nie mogłam nic zrobić, a musiałam robić wszystko 2) zrozumienie że alkoholizm to choroba. To dla mnie najtrudniejsze. Nie dociera to do mnie. w mojej rodzinie pił ojciec. a w rodzinie ojca jego ojciec. Z czego wynika że mój tato był DDA, podobnie jak jego 2 bracia. Czy to nie jest przerażające? Nie mogę pojąć że to jest choroba, a nie wygodnictwo(napije sie i znowu będzie fajnie) Co takiego stało sie w waszym życiu że zaczęliście widzieć prawdę o sobie?a może Ze rozpoczęliście terapie? ja nie miałam pracy, szkoły i beznadziejnego chłopaka. Teraz,mam szansę na pracę, a co za tym pójdzie idę na studia, chłopaka już nie chcę. Teraz skupiam się na sobie i dlatego chce sie budować od zera. Jak było u Was? Mój ojciec pił od zawsze. Gdy miałam 19lat chciał znowu ukraść pieniądze bratu ale on go przyłapał. Wtedy wzięłam jego rzeczy wpakowałam do auta i wywiozłam do matki ojca. To była najspokojniesza noc w moim życiu. Później kilka raz chciał wrócić do domu w końcu dał spokój. Ale rodziny tak naprawdę nigdy nie było, i nigdy nie będzie. Każdy z nas żył sam. Współczuje tym którzy żyją alkoholizmem w rodzinie nadal. I powiem wam więcej,musicie mieć świadomość tego jaki to ma na Was wpływ.Zawsze będzie miało. I jeśłi tego nie zrozumienie teraz, to nadejdzie czas gdziekolwiek będziecie, czy pod prysznicem, czy ze znajomyi,albo jadąc autobusem -zderzycie w końcu z prawdą. Ja chce zrozumieć świat, i chce zacząć żyć. |
![]() ![]() |
![]() |
#4516 | |
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2012-07
Lokalizacja: mazowieckie
Wiadomości: 2
|
Dot.: Dda
Cytat:
U mnie piła mama, od małego zajmowałam się nią, raz nienawidziłam raz kochałam ale zawsze byłam przy niej, pomimo że potrafiła spić się na umór. Oczywiście nikomu się nie zwierzałam że mama jest alkoholiczką, robiłam dobrą minę do złej gry. W końcu mama nie wytrzymała, powiesiła się... Do dziś nie wiem czy wiedziała co robi, czy naprawdę tego chciała, czy to wódka ją namówiła... Zawsze będę mieć ten ból w sobie, ten dzień będę odtwarzać w pamięci do końca życia, żadna terapia nie pomoże. Co się stało że zaczęłam widzieć prawdę o sobie? Zauważyłam że mam problemy z nawiązywaniem znajomości, zwłaszcza kobietami, ciężko się do nich przekonuje, jestem wycofana- mam wąskie grono znajomych z którymi nie widuje się codziennie a raz na jakiś czas, na co dzień jestem taka ciut zosia samosia, nie znoszę barów, dyskotek itp i najważniejsze: uwikłałam się w związek w którym facet absorbował moją całą energię, wymagał uwagi, skikania latania nad nim, wyżywał swoje nerwy na mnie mówiąc przykre słowa, według niego byłam czymś oczywistym co jest i będzie, lata mijały, on żył po swojemu, a ja coraz bardziej czułam się przytłoczona sytuacją, czułam że przegrywam swoje życie, że w d**ie byłam g**no widziałam...ale jednak trwałam w tym wszystkim jeszcze przez kolejne lata... aż w końcu usłyszałam w radiu o DDA, poczytałam trochę, dotarło do mnie że sama pcham się w chorą sytuację, że wcale tak nie musi być że mogę odmienić swoje życie i nie poświęcać się dla niego, bo robię dokładnie to samo co z mamą, jestem i dbam, a niestety pewnie nic nie otrzymam w zamian. Odeszłam od niego. Dziś staram się budować życie na nowo, jest ciężko, na horyzoncie pojawił się nowy facet- niesety chyba to skopałam, wystarszyłam go, przykro ale trudno taka jestem. Nie załamuje się, pojawiły się nowe możliwości, nowe furtki, skończyłam studia, szukam pracy,a jak los pozwoli może kiedyś zrealizuje swoje marzenia o podróżach, kto wie... ![]() Myślę że najważniejsze to przyznać przed samym sobą że ma się problem, nie bać się szukać rozwiązania, zaakceptować siebie i starać się nie popełniać błędów które dla DDA są częste... |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4517 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2008-10
Wiadomości: 199
|
Dot.: Dda
za 2 dni spotkanie Dda
moje pierwsze. Jak wcześniej poprstu wsiadłam w auto i pojechałam tak teraz boję się. Najbardziej tego że będę płakać...wogóle czesto czuję się jak zaszczute zwierzę... |
![]() ![]() |
![]() |
#4518 |
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2012-03
Wiadomości: 224
|
Dot.: Dda
Cześć dziewczyny, chciałam się was zapytać, bo niedawno założyłam wątek odnosnie problemu z pijącymi rodzicami, a dziewczyny powiedziały mi, że mam reakcje DDA. Dość szczegółowo opisałam tam swój problem :https://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=633183
Uważacie, że powinnam się wyprowadzić, czy może pogadać z nimi? Sama nie wiem... |
![]() ![]() |
![]() |
#4519 |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-08
Lokalizacja: Trójmiasto
Wiadomości: 3 119
|
Dot.: Dda
Cześć, kiedyś juz coś tu skrobnęłam w waszym wątku, teraz czuję potrzebę wyżalenia się, mam nadzieje, że nie wygonicie, chociaż widzę, że dużo z Was ma o wiele trudniejszą sytuację.
Ja się czuję raczej DDD niż DDA, bo wydaję mi sie, że jednak alkoholu u mnie w domu za bardzo nie było chociaż i co do tego już mam wątpliwości - bo piją piwo na wzmocnienie jak to mówią, ojciec raz trafił do szpitala bo sie przewrócił i uderzył w głowę, po alkoholu wtedy był. Czy oni jednak są alkoholikami? Poza tym jest choroba psychiczna, rodzic oczywiście nie chcę się leczyć, twierdzi, że wszystko dobrze i że rozmawia z Bogiem i to normalne a ja nc nie rozumiem. A bardzo religijni byli zawsze. Poza tym nie za bardzo sobie radzą finansowo, ja czuję się w obowiązku, żeby im pomóc z wszystkimi opłatami. Od lat marzę od wyprowadzce, natomiast nie umiem się do tego zabrać, czuje się winna, że chcę ich zostawić z problemami i uciec, wiem, że to wywoła taką awanturę, że zwyczajnie sie tego boję. Oni też uważają, że będę z nimi jeszcze długo mieszkać, do tego ciotki tłuką mi do głowy, że oni juz starzy są, maja tylko mnie i moim obowiązkiem jest się nimi opiekować. Prywatności też zero, znajomi do mnie raczej nie przychodzą, przez tą ich religijność chowam przed nim np. ładniejszą bieliznę, jakieś książki, które czytam, bo zawsze wszystko muszą wiedzieć czo czytam, co oglądam, co robię, mimo mojego wieku nadal czuję sie jak dziecko. Dziś sie jeszcze pokłóciłam z przyjaciółką bo znów się tymi finansowymi sprawami martwię, ona mi cos radzi, w końcu stwierdziła, że wie, że i tak nie zrobię nic ![]() Przepraszam za taki długi post. |
![]() ![]() |
![]() |
#4520 |
Rozeznanie
Zarejestrowany: 2008-06
Lokalizacja: Nigdziebądź
Wiadomości: 700
|
Dot.: Dda
A ja znowu nie potrafię poradzić sobie ze wspomnieniami. Siedzę i płaczę a w środku boli jak diabli. Znalazłam artykuł o śmierci mojego ojca z jego zdjęciem... i wszystko wróciło. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
![]() |
![]() ![]() |
![]() |
#4521 | |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Bardzo długo mnie tu nie było, i miałam mnóstwo postów do "nadgonienia" w związku z tym, ale jedno to, co rzuca mi się w oczy w przypadku wszystkich nowych (ściskam was na powitanie!
![]() Kluczem do tego wszystkiego, do uniezależnienia się od opinii CHORYCH ludzi jest chyba uświadomienie sobie, że te opinie nie są opiniami zdrowych ludzi, więc jeśli ktoś, nawet mama czy tata, których należy czcić itd., wmawiają nam, że jesteśmy niczym, zerami, to te opinie nie powinny się w ogóle liczyć. Trudno jest podejść w domu do alkoholika jako do osoby chorej - łatwiej już chyba do narkomanów, w przypadku których napiętnowanie społeczne jest większe. Bo często nawet dla osób uzależnionych od alkoholu napić się można zawsze, i nie jest się pijakiem, a już być ćpunem - to coś obrzydliwego. Jak ja do tego podeszłam, jak zaczęłam zdrowieć (mimo, że ciągle mimo upływu czasu - minęło 5 lat od jego śmierci, nie mogę się nazwać zdrową)? Chyba w momencie, w którym mój ojciec wyzwał mnie od "ku.ew i szmat - mimo, że z tą starą profesją nie miałam nigdy nic wspólnego ![]() Zracjonalizowałam to sobie - jak to, dlaczego mój ojciec mnie tak nazywa, jakie ma do tego podstawy, jakie ma prawo, by tak o mnie sądzić? Żadnego. Z dniem, kiedy mnie tak nazwał (miałam wtedy 16 lat), zakończyłam jakiekolwiek kontakty i znajomość z tym panem. Mój problem polega na tym, że racjonalnie potrafię zrozumieć i przyjąć wiele rzeczy, a mimo to, emocjonalnie, po usłyszeniu czegoś takiego, wciąż czuć się jak g.wno... - w tym momencie, po latach już nie czuję się nic niewarta i do wyrzucenia na śmietnik, jest postęp, bo pracuję nad tym, by czuć się ważna, potrzebna dla kogoś i dla czegoś (a ciągle i tak mam wrażenie, że nie jestem, że równie dobrze mogłoby mnie dla kogoś nie być, i nikt nie poczułby różnicy - głównie w związkach). Wzięło się to najprawdopodobniej stąd, że w ostatnich latach z ojcem częściej się unikaliśmy, niż nawiązywaliśmy jakikolwiek kontakt, czy rozmowę. Ja nie istniałam dla niego (chyba mu nie zależało), a on dla mnie. Wróciłam właśnie z Londynu, gdzie spędziłam miesiąc na szukaniu pracy i opieprz.niu się ![]() ---------- Dopisano o 23:46 ---------- Poprzedni post napisano o 23:35 ---------- Cytat:
Ile masz lat (zamiast marzeń postaw na plany: jakie masz REALNE szanse na wyprowadzkę - masz możliwość podjęcia pracy i życia na własny rachunek?) i dlaczego chcesz płacić za nich zobowiązania? Dlaczego jako dorosła osoba - bo piszesz jak osoba dorosła, albo prawie dorosła (a właściwie dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej), myślisz najpierw o nich, a na końcu o sobie? To oni są Twoimi rodzicami, a nie Ty jesteś rodzicami dla nich. I oni są dorośli, powinni sobie poradzić z tego powodu. A Ty nie powinnaś dawać się wpędzać w poczucie winy, w sytuację tego typu, że "wisisz" im coś w zamian za to, że Cię karmią i tam mieszkasz. Dopóki opinia Twoich ciotek i rodziców będzie liczyć się dla Ciebie bardziej niż Twoja (dopóki nie zauważysz, że jesteś dorosła i sama możesz za siebie odpowiadać), dopóty nic się nie zmieni.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." Edytowane przez ulicznica Czas edycji: 2012-08-15 o 23:03 |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4522 |
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2010-05
Lokalizacja: Katowice / London
Wiadomości: 1 636
|
ulicznica ja tez w londynie, szkoda ze wyjechalas..
__________________
W oczekiwaniu na maleństwo... <3 |
![]() ![]() |
![]() |
#4523 |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Ja nie żałuję, wróciłam bardzo zadowolona. Bardziej żałuję tego, że musiałam wrócić...
![]()
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." |
![]() ![]() |
Najlepsze Promocje i WyprzedaĹźe
![]() |
#4524 | |
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-08
Lokalizacja: Trójmiasto
Wiadomości: 3 119
|
Dot.: Dda
Cytat:
![]() |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4525 | |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Cytat:
Możesz przecież osobno zamieszkać i przychodzić tylko pomagać, uniezależniając się jednocześnie psychicznie, mogłabyś odetchnąć i zacząć żyć wreszcie swoim życiem. Wydaje mi się, że oni dość sprytnie Tobą manipulują, wzbudzając poczucie winy, którego nie powinnaś mieć. Nie ich powinnaś ratować, tylko siebie. Każde z tego układu jest już dorosłe i każde powinno odpowiadać głównie za siebie, Ty też. Piszę Ci to z perspektywy własnej, rok temu przed terapią, najgorszą chyba rzeczą jaka mogłaby się stać, byłoby dla mnie stracić moją mamę (67-letnią, ja mam 23 lata), dzisiaj już prawie nie mam takiego lęku.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4526 |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
a czy Wasi rodzice sie lecza??
Mam starsza siostre, ktora ma juz swoja rodzine, mam mlodszego brata, radzimy sobie naprawde nieźle ![]()
__________________
W życiu chodzi o ludzi których spotykasz na swojej drodze i o wszystko co z nimi możesz stworzyć! Edytowane przez _Ewelka___ Czas edycji: 2012-08-20 o 15:07 |
![]() ![]() |
![]() |
#4527 | |
nyan nyan ^^
Zarejestrowany: 2009-09
Wiadomości: 2 956
|
Dot.: Dda
Cytat:
|
|
![]() ![]() |
![]() |
#4528 | |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Cytat:
Jeśli nie możesz się wyprowadzić, odseparuj się psychicznie. Nie pomożesz mu, jeśli sam nie będzie tego chciał, więc skup się na sobie i dbaj o siebie, znajdź sobie jakąś pasję, coś do czego będziesz mogła wrócić, miej swoje życie (patrz: Twoje rodzeństwo). Zresztą nie Twoja w tym rola, żeby mu pomagać. On sam sobie musi pomóc.
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." |
|
![]() ![]() |
![]() |
#4529 |
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2010-05
Lokalizacja: Katowice / London
Wiadomości: 1 636
|
ulicznica. moja mama jest 40 lat ode mnie starsza. wrocilam do londynu tydzien temu i dziennie do niej dzwonie wydzwonilam 20f bo tak mi zal jej ze jest tam sama. nawet wyprowadzam sie od takiej rodziny gdzie mieszkam tylko po to zeby mogla przyjechac, zeby zwiedzila, zobaczyla jak zyje..
__________________
W oczekiwaniu na maleństwo... <3 |
![]() ![]() |
![]() |
#4530 |
Zakorzenienie
|
Dot.: Dda
Chyba nie tylko po to się wyprowadzasz, robisz to chyba głównie dla siebie, a nie dla mamy? Zazdroszczę Ci, że nie musisz wracać do Polski.
Przebijam, moja jest 42 lata starsza ode mnie ![]()
__________________
CZERWCOWE NOWOŚCI KOSMETYCZNE KSIĄŻKOWE NOWOŚCI W WĄTKU - KLIK! Biżu i ciuchy M, L, XL "Bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno..." |
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
|



Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 21:14.