jest już za późno? pomocy... - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2013-01-07, 18:36   #1
zakompleksiona11
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-01
Wiadomości: 16
Unhappy

jest już za późno? pomocy...


chyba najwyższy czas prosić o poradę, bo sama sobie już z tym nie radzę...
od ponad pół roku zaczęłam przyjaźnić się z chłopakiem, wszystko było w porządku, potem... we wrześniu pamiętam, jak mówił mi, że płonie na mój widok, poci się, serce mu bije i ogólnie...fascynowałam go, ale wtedy też jakoś tak wyszło, że nadal po tej rozmowie była tylko przyjaźń (przez pare dni chodził z inną laską, która się wpieprzyła)... facet jest naprawdę wspaniały, znaleźć drugiego takiego uważam za niewykonalne...
codziennie spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, godzinne telefony, rozmowy na skajpie czy gadu jeśli nie mogliśmy się spotkać np w niedziele...
Popełniłam mnóstwo błędów (nie mówię tu o jakiejkolwiek zdradzie czy coś w tym stylu). brak mi pewności siebie- wszystko co chciałam zrobić, długo analizowałam i ostatecznie dochodziłam do wniosku, że nie powiem czy nie zrobię tego i tego, bo to bez sensu, bo mnie wyśmieje, bo to, bo tamto. druga sprawa- jestem cholernie zakompleksiona, niepewna tego, co robię, nie lubię się chwalic itd...
od jakiś dwóch miesięcy bardzo często się kłócilismy- jakoś pare razy w tygodniu, naprawdę koszmar. wszystko z mojej winy
bo np nie powiedziałam mu, że mam umówioną sesję zdjęciową (mimo, że dowiedziałam się bardzo niedawno o tym) czy że spotkałam się z tą znajomą, czy jak pytał co robię twierdziłam, ze nic takiego, bo uważałam to za informacje zbędne. On przez to czuł się 'odrzucony', twierdził, że nie traktuję go sprawiedliwie, że tak nie może być... często np rozmawiałam z kimś innym, a on po jakimś czasie podchodził i mówił, że on na tym cierpi, bo wygląda tak, jakbym go nie znała...'
Zależy mi na nim potwornie, nawet nie umiem tego opisać słowami...
dwa tygodnie temu wyszła taka niemiła sytuacja- rozmawialiśmy wtedy ze 2h przez telefon w nocy i doszliśmy do wniosku, że przyjadę do niego na drugi dzień porozmawiać, nawet jeśli miałaby to być nasza ostatnia rozmowa (on wmawiał sobie, że będzie ostatnia)... na miejscu przeżyłam lekki szok. wszystko miał zaplanowane, tu martini, tu to, tu tamto, 3 warstwowa kawa...no naprawdę się postarał. rozmawialiśmy bardzo długo, ja utrzymywałam, że przyjaźń jest najważniejsza, a nie miłość (jak się okazało, wiedział, że ściemniam w tym momencie), podsumował, że jesteśmy 'przyjaciółmi ze zobowiązaniami'. np nie byłby w stanie wysłuchiwać ode mnie tego, że kogoś mam i jak mi się z nim dobrze układa. jest typem zazdrośnika, ma też swoje kompleksy i to mam wrażenie, że bardzo dużo, tylko stara się je dobrze maskować. wiele razy wręcz płakał przeze mnie, a tak naprawdę wszystko to co robiłam na przekór jemu było totalnie niezamierzone. w każdym razie wtedy doszło do tego, że zrobiła mu masaż, było naprawdę miło, wreszcie wróciłam uśmiechnięta do domu... Na sylwestrze... jeszcze 30 sekund przed nowym rokiem się kłóciliśmy i to ostro, a z wybiciem północy pierwszy raz pocałował mnie. aż mnie zamurowało, bo nic wg mnie na to nie wskazywało... w każdym razie wyszlo potem jeszcze (byliśmy u znajomych w bloku) że wyszliśmy na klatkę schodową i w totalnych ciemnościach rozmawialiśmy, on miał nadzieję, że ja faktycznie będę inna, że się zmienię, zaryzykował, całowaliśmy się, przytulaliśmy, mówił, jak bardzo mnie nienawidzi, a mimo wszystko... potem było dobrze dobrze... i w środę zaczęło się psuć. znowu popełniłam te same błędy typu on się wyłączył w☠☠☠☠iony na mnie, ja oddzwoniłam 2 razy i dałam sobie spokój, bo nie odbierał, a on jest osobą, która preferuje wszystko, żeby załatwiać od razu, natychmiast, a nie czekać niewiadomo ile i to głównie przez to to wszystko wychodziło, bo ja zwykle chciałam przeczekać, on wręcz przeciwnie...
dzisiaj było 'w miarę normalnie' ale powiedział mi, że już jest ZA PÓŹNO, za późno przejrzałam na oczy, on ma dość tego wszystkiego, nie ma siły... ja oczywiście bronię swojego twierdząc, że jeszcze nie w szystko stracone...
ale powiedział mi, że jutro to udowodni- że naprawde jest za późno.
ja wiem, że jemu dalej zależy tak samo jak mnie, ale to po prostu z tego braku siły to wszystko wynika, zniszczyłam go swoim stoickim spokojem...
proszę powiedzcie, doradźcie co mogę mu powiedzieć, co zrobić żeby jednak zmienić jego astawienie? żeby dał mi jeszcze jedną szansę? co robić? bo już po prostu sobie nie radzę ;(
zakompleksiona11 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 19:20   #2
nadto_skomplikowana
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2010-11
Wiadomości: 443
Dot.: jest już za późno? pomocy...

Cytat:
Napisane przez zakompleksiona11 Pokaż wiadomość
chyba najwyższy czas prosić o poradę, bo sama sobie już z tym nie radzę...
od ponad pół roku zaczęłam przyjaźnić się z chłopakiem, wszystko było w porządku, potem... we wrześniu pamiętam, jak mówił mi, że płonie na mój widok, poci się, serce mu bije i ogólnie...fascynowałam go, ale wtedy też jakoś tak wyszło, że nadal po tej rozmowie była tylko przyjaźń (przez pare dni chodził z inną laską, która się wpieprzyła)... facet jest naprawdę wspaniały, znaleźć drugiego takiego uważam za niewykonalne...
codziennie spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, godzinne telefony, rozmowy na skajpie czy gadu jeśli nie mogliśmy się spotkać np w niedziele...
Popełniłam mnóstwo błędów (nie mówię tu o jakiejkolwiek zdradzie czy coś w tym stylu). brak mi pewności siebie- wszystko co chciałam zrobić, długo analizowałam i ostatecznie dochodziłam do wniosku, że nie powiem czy nie zrobię tego i tego, bo to bez sensu, bo mnie wyśmieje, bo to, bo tamto. druga sprawa- jestem cholernie zakompleksiona, niepewna tego, co robię, nie lubię się chwalic itd...
od jakiś dwóch miesięcy bardzo często się kłócilismy- jakoś pare razy w tygodniu, naprawdę koszmar. wszystko z mojej winy
bo np nie powiedziałam mu, że mam umówioną sesję zdjęciową (mimo, że dowiedziałam się bardzo niedawno o tym) czy że spotkałam się z tą znajomą, czy jak pytał co robię twierdziłam, ze nic takiego, bo uważałam to za informacje zbędne. On przez to czuł się 'odrzucony', twierdził, że nie traktuję go sprawiedliwie, że tak nie może być... często np rozmawiałam z kimś innym, a on po jakimś czasie podchodził i mówił, że on na tym cierpi, bo wygląda tak, jakbym go nie znała...'
Zależy mi na nim potwornie, nawet nie umiem tego opisać słowami...
dwa tygodnie temu wyszła taka niemiła sytuacja- rozmawialiśmy wtedy ze 2h przez telefon w nocy i doszliśmy do wniosku, że przyjadę do niego na drugi dzień porozmawiać, nawet jeśli miałaby to być nasza ostatnia rozmowa (on wmawiał sobie, że będzie ostatnia)... na miejscu przeżyłam lekki szok. wszystko miał zaplanowane, tu martini, tu to, tu tamto, 3 warstwowa kawa...no naprawdę się postarał. rozmawialiśmy bardzo długo, ja utrzymywałam, że przyjaźń jest najważniejsza, a nie miłość (jak się okazało, wiedział, że ściemniam w tym momencie), podsumował, że jesteśmy 'przyjaciółmi ze zobowiązaniami'. np nie byłby w stanie wysłuchiwać ode mnie tego, że kogoś mam i jak mi się z nim dobrze układa. jest typem zazdrośnika, ma też swoje kompleksy i to mam wrażenie, że bardzo dużo, tylko stara się je dobrze maskować. wiele razy wręcz płakał przeze mnie, a tak naprawdę wszystko to co robiłam na przekór jemu było totalnie niezamierzone. w każdym razie wtedy doszło do tego, że zrobiła mu masaż, było naprawdę miło, wreszcie wróciłam uśmiechnięta do domu... Na sylwestrze... jeszcze 30 sekund przed nowym rokiem się kłóciliśmy i to ostro, a z wybiciem północy pierwszy raz pocałował mnie. aż mnie zamurowało, bo nic wg mnie na to nie wskazywało... w każdym razie wyszlo potem jeszcze (byliśmy u znajomych w bloku) że wyszliśmy na klatkę schodową i w totalnych ciemnościach rozmawialiśmy, on miał nadzieję, że ja faktycznie będę inna, że się zmienię, zaryzykował, całowaliśmy się, przytulaliśmy, mówił, jak bardzo mnie nienawidzi, a mimo wszystko... potem było dobrze dobrze... i w środę zaczęło się psuć. znowu popełniłam te same błędy typu on się wyłączył w☠☠☠☠iony na mnie, ja oddzwoniłam 2 razy i dałam sobie spokój, bo nie odbierał, a on jest osobą, która preferuje wszystko, żeby załatwiać od razu, natychmiast, a nie czekać niewiadomo ile i to głównie przez to to wszystko wychodziło, bo ja zwykle chciałam przeczekać, on wręcz przeciwnie...
dzisiaj było 'w miarę normalnie' ale powiedział mi, że już jest ZA PÓŹNO, za późno przejrzałam na oczy, on ma dość tego wszystkiego, nie ma siły... ja oczywiście bronię swojego twierdząc, że jeszcze nie w szystko stracone...
ale powiedział mi, że jutro to udowodni- że naprawde jest za późno.
ja wiem, że jemu dalej zależy tak samo jak mnie, ale to po prostu z tego braku siły to wszystko wynika, zniszczyłam go swoim stoickim spokojem...
proszę powiedzcie, doradźcie co mogę mu powiedzieć, co zrobić żeby jednak zmienić jego astawienie? żeby dał mi jeszcze jedną szansę? co robić? bo już po prostu sobie nie radzę ;(
Po pierwsze: Ile macie lat?

Po drugie:

Cytat:
Napisane przez zakompleksiona11 Pokaż wiadomość
we wrześniu pamiętam, jak mówił mi, że płonie na mój widok, poci się, serce mu bije i ogólnie...fascynowałam go, ale wtedy też jakoś tak wyszło, że nadal po tej rozmowie była tylko przyjaźń (przez pare dni chodził z inną laską, która się wpieprzyła)... facet jest naprawdę wspaniały, znaleźć drugiego takiego uważam za niewykonalne...
Facet wspaniały, płonie na Twój widok, a w razie W ma gdzieś w zanadrzu inną laskę? A może ta laska się później wpieprzyła? Tylko co, chłopak bezwolny jakiś? Zahipnotyzowała kolesia albo zaczarowała i on na parę dni zapomniał o Tobie, dlatego "chodził z nią"?

Widzę to następująco: on mówi Ci, że płonie na Twój widok i w ogóle się poci, a mimo to leci do innej, bo Ty nie poleciałaś na jego, hm, komplementy, a ona tak. Naprawdę, fantastyczny koleś

Ewentualnie: ma jedną, zaleca się do drugiej. Też ze świecą takich szukać.

Po trzecie: dorośnijcie. Ja w takie "już za późno" nie wierzę. Jakby chciał, to by się postarał do Ciebie dotrzeć, zrozumieć.

Po czwarte:

Cytat:
ja wiem, że jemu dalej zależy tak samo jak mnie,
A skąd? Wywróżyłaś z fusów? Jakby mi facet powiedział, że jest "za późno", to bym dała spokój. Zresztą, ja bym raczej dała spokój już po czymś w rodzaju "pocę się na Twój widok"
__________________
"Prawdziwy artysta nie posiada dumy. Widzi on, że sztuka nie ma granic, czuje, jak bardzo daleki jest od swego celu, i podczas gdy inni podziwiają go, on sam boleje nad tym, że nie dotarł jeszcze do tego punktu, który ukazuje mu się w oddali, jak światło słońca. "

Ludwig van Beethoven

Edytowane przez nadto_skomplikowana
Czas edycji: 2013-01-07 o 19:26
nadto_skomplikowana jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 19:21   #3
Verunka
Zadomowienie
 
Avatar Verunka
 
Zarejestrowany: 2013-01
Lokalizacja: Montenegro
Wiadomości: 1 250
Dot.: jest już za późno? pomocy...

Ile mace lat?

Na poczatku wypowiedzi wydawało mi sie, ze jestescie po prostu zakochanymi w sobie osobami, które gdzies tam sie pogubiły i którym ciezko przyznac ze im na sobie zalezy. Ale po tym jak po raz kolejny podkreślasz, że się kłóciliście a potem znowu się ostro kłociliście to nie dziwię mu się... Z resztą to nie jest nigdy tak, ze facet lata za dziewczyną a ona z założonymi rękami siedzi i czeka na jego kolejny ruch, sama nic nie robiąc. A niestety z jego perspektywy tak to moze wyglądać. Za dużo analizujesz i nie dajesz się porwać uczuciu. No i nie dziwię mu się, że chłopak ma w tej chwili dość, bo jeszcze nie jesteście razem a tu ciagle wojny i kłótnie. On jasno pokazał, ze mu na Tobie zalezy, ze jest zakochany, ze potrafi zawalczyć. Ty mu robisz jazdy i chyba nie zrobiłaś nic do tej pory, zeby mu pokazać, że jest dla Ciebie ważny i ze chcesz z nim być. No niestety może być 'po ptokach'. Jedyne co możesz teraz zrobić to zdobyć się albo na szczerą rozmowę, albo na totalną zmianę zachowania co wiąże się z koniecznością wyjścia ze skóry księżniczki i zaczęcie go zdobywać. A najlepiej i jedno i drugie.
__________________
"A ja bez ciebie jak wiadro bez wody, jak śliwka bez pestki,
bez poręczy schody"




Verunka jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 19:33   #4
allmode
Wtajemniczenie
 
Avatar allmode
 
Zarejestrowany: 2006-06
Wiadomości: 2 736
Dot.: jest już za późno? pomocy...

Cytat:
Napisane przez zakompleksiona11 Pokaż wiadomość
chyba najwyższy czas prosić o poradę, bo sama sobie już z tym nie radzę...
od ponad pół roku zaczęłam przyjaźnić się z chłopakiem, wszystko było w porządku, potem... we wrześniu pamiętam, jak mówił mi, że płonie na mój widok, poci się, serce mu bije i ogólnie...fascynowałam go, ale wtedy też jakoś tak wyszło, że nadal po tej rozmowie była tylko przyjaźń (przez pare dni chodził z inną laską, która się wpieprzyła)... facet jest naprawdę wspaniały, znaleźć drugiego takiego uważam za niewykonalne...
codziennie spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, godzinne telefony, rozmowy na skajpie czy gadu jeśli nie mogliśmy się spotkać np w niedziele...
Popełniłam mnóstwo błędów (nie mówię tu o jakiejkolwiek zdradzie czy coś w tym stylu). brak mi pewności siebie- wszystko co chciałam zrobić, długo analizowałam i ostatecznie dochodziłam do wniosku, że nie powiem czy nie zrobię tego i tego, bo to bez sensu, bo mnie wyśmieje, bo to, bo tamto. druga sprawa- jestem cholernie zakompleksiona, niepewna tego, co robię, nie lubię się chwalic itd...
od jakiś dwóch miesięcy bardzo często się kłócilismy- jakoś pare razy w tygodniu, naprawdę koszmar. wszystko z mojej winy
bo np nie powiedziałam mu, że mam umówioną sesję zdjęciową (mimo, że dowiedziałam się bardzo niedawno o tym) czy że spotkałam się z tą znajomą, czy jak pytał co robię twierdziłam, ze nic takiego, bo uważałam to za informacje zbędne. On przez to czuł się 'odrzucony', twierdził, że nie traktuję go sprawiedliwie, że tak nie może być... często np rozmawiałam z kimś innym, a on po jakimś czasie podchodził i mówił, że on na tym cierpi, bo wygląda tak, jakbym go nie znała...'

Zależy mi na nim potwornie, nawet nie umiem tego opisać słowami...
dwa tygodnie temu wyszła taka niemiła sytuacja- rozmawialiśmy wtedy ze 2h przez telefon w nocy i doszliśmy do wniosku, że przyjadę do niego na drugi dzień porozmawiać, nawet jeśli miałaby to być nasza ostatnia rozmowa (on wmawiał sobie, że będzie ostatnia)... na miejscu przeżyłam lekki szok. wszystko miał zaplanowane, tu martini, tu to, tu tamto, 3 warstwowa kawa...no naprawdę się postarał. rozmawialiśmy bardzo długo, ja utrzymywałam, że przyjaźń jest najważniejsza, a nie miłość (jak się okazało, wiedział, że ściemniam w tym momencie), podsumował, że jesteśmy 'przyjaciółmi ze zobowiązaniami'. np nie byłby w stanie wysłuchiwać ode mnie tego, że kogoś mam i jak mi się z nim dobrze układa. jest typem zazdrośnika, ma też swoje kompleksy i to mam wrażenie, że bardzo dużo, tylko stara się je dobrze maskować. wiele razy wręcz płakał przeze mnie, a tak naprawdę wszystko to co robiłam na przekór jemu było totalnie niezamierzone. w każdym razie wtedy doszło do tego, że zrobiła mu masaż, było naprawdę miło, wreszcie wróciłam uśmiechnięta do domu... Na sylwestrze... jeszcze 30 sekund przed nowym rokiem się kłóciliśmy i to ostro, a z wybiciem północy pierwszy raz pocałował mnie. aż mnie zamurowało, bo nic wg mnie na to nie wskazywało... w każdym razie wyszlo potem jeszcze (byliśmy u znajomych w bloku) że wyszliśmy na klatkę schodową i w totalnych ciemnościach rozmawialiśmy, on miał nadzieję, że ja faktycznie będę inna, że się zmienię, zaryzykował, całowaliśmy się, przytulaliśmy, mówił, jak bardzo mnie nienawidzi, a mimo wszystko... potem było dobrze dobrze... i w środę zaczęło się psuć. znowu popełniłam te same błędy typu on się wyłączył w☠☠☠☠iony na mnie, ja oddzwoniłam 2 razy i dałam sobie spokój, bo nie odbierał, a on jest osobą, która preferuje wszystko, żeby załatwiać od razu, natychmiast, a nie czekać niewiadomo ile i to głównie przez to to wszystko wychodziło, bo ja zwykle chciałam przeczekać, on wręcz przeciwnie...
dzisiaj było 'w miarę normalnie' ale powiedział mi, że już jest ZA PÓŹNO, za późno przejrzałam na oczy, on ma dość tego wszystkiego, nie ma siły... ja oczywiście bronię swojego twierdząc, że jeszcze nie w szystko stracone...
ale powiedział mi, że jutro to udowodni- że naprawde jest za późno.
ja wiem, że jemu dalej zależy tak samo jak mnie, ale to po prostu z tego braku siły to wszystko wynika, zniszczyłam go swoim stoickim spokojem...
proszę powiedzcie, doradźcie co mogę mu powiedzieć, co zrobić żeby jednak zmienić jego astawienie? żeby dał mi jeszcze jedną szansę? co robić? bo już po prostu sobie nie radzę ;(
Ile masz lat?
Co do pogrubionego -dziewczyno, w co Ty się ładujesz?
allmode jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 19:38   #5
perepepe
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-01
Wiadomości: 3
Dot.: jest już za późno? pomocy...

To brzmi jak jakaś gimnazjalna historia miłosna... Daj sobie spokój z tym kolesiem.
perepepe jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 20:06   #6
zakompleksiona11
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2013-01
Wiadomości: 16
Dot.: jest już za późno? pomocy...

nie potrafię cytować, więc odpowiem po kolei...
nadto_skomplikowana oboje mamy po 19 lat
co do drugiego- gadaliśmy i ustaliliśmy, że nie będzie między nami niczego więcej prócz przyjaźni, więc nie miałam mu przecież tego za złe, jednak szybko do niego dotarło, że to nie ta, z którą by chciał być.
będąc z tamtą wcale się od siebie nie oddaliliśmy i tak całe dnie spędzał w moim towarzystwie ku mojemu zdziwieniu, bo ja nawet w tym czasie starałam się trochę odsunąć żeby im 'nie przeszkadzać'
co do czwartego- my mnóstwo czasu spędzamy na szczerych rozmowach, o wszystkim i temat taki jak nasze uczucia itd nie jest dla nas tematem tabu. Mówił mi o tym, a co najważniejsze na każdym kroku również to okazywał w przeciwieństwie do mnie...
a co do tego, że by zrozumiał i dotarł- i tak kupę przeszkód pokonał żeby tak było i aktualnie jest jedyną osobą, która wie o mnie mnóstwo rzeczy i dodatkowo jestem pewna, że nigdy nie wykorzysta ich przeciwko mnie.

Verunka- dokładnie. za dużo analizuję, za mało spontaniczności we mnie i dokładnie on to tak odczuwał jak mówisz... może nie tyle z 'księżniczki' co faktycznie będę musiała sobie walnąć jakąś porządną terapię szokową, bo mój charakter mnie wykańcza ;/

Allmode- tak jak mówiłam- 19. zarabiam na swoje 'utrzymanie', uczę się...
a co do tej reszty pogrubionego- widzę w tym swoją winę, bo zamiast spędzić ten czas ze swoim przyjacielem, z osobą na której faktycznie mi zależy to ja zwykle tracę ten czas z kimś, kto próbuje mnie z każdej strony wykorzystać niestety ;/
zakompleksiona11 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2013-01-07, 21:09   #7
Verunka
Zadomowienie
 
Avatar Verunka
 
Zarejestrowany: 2013-01
Lokalizacja: Montenegro
Wiadomości: 1 250
Dot.: jest już za późno? pomocy...

Cytat:
Napisane przez zakompleksiona11 Pokaż wiadomość
nie potrafię cytować, więc odpowiem po kolei...
nadto_skomplikowana oboje mamy po 19 lat
co do drugiego- gadaliśmy i ustaliliśmy, że nie będzie między nami niczego więcej prócz przyjaźni, więc nie miałam mu przecież tego za złe, jednak szybko do niego dotarło, że to nie ta, z którą by chciał być.
będąc z tamtą wcale się od siebie nie oddaliliśmy i tak całe dnie spędzał w moim towarzystwie ku mojemu zdziwieniu, bo ja nawet w tym czasie starałam się trochę odsunąć żeby im 'nie przeszkadzać'
co do czwartego- my mnóstwo czasu spędzamy na szczerych rozmowach, o wszystkim i temat taki jak nasze uczucia itd nie jest dla nas tematem tabu. Mówił mi o tym, a co najważniejsze na każdym kroku również to okazywał w przeciwieństwie do mnie...
a co do tego, że by zrozumiał i dotarł- i tak kupę przeszkód pokonał żeby tak było i aktualnie jest jedyną osobą, która wie o mnie mnóstwo rzeczy i dodatkowo jestem pewna, że nigdy nie wykorzysta ich przeciwko mnie.

Verunka- dokładnie. za dużo analizuję, za mało spontaniczności we mnie i dokładnie on to tak odczuwał jak mówisz... może nie tyle z 'księżniczki' co faktycznie będę musiała sobie walnąć jakąś porządną terapię szokową, bo mój charakter mnie wykańcza ;/

Allmode- tak jak mówiłam- 19. zarabiam na swoje 'utrzymanie', uczę się...
a co do tej reszty pogrubionego- widzę w tym swoją winę, bo zamiast spędzić ten czas ze swoim przyjacielem, z osobą na której faktycznie mi zależy to ja zwykle tracę ten czas z kimś, kto próbuje mnie z każdej strony wykorzystać niestety ;/
rozumiem z tego co piszesz, że Twoja nieśmiałość bierze się z kompleksów. Wiele znam dziewczyn, ktore większe, lub mniejsze kompleksy miały i wyleczyły się z nich dzięki fajnym związkom z fajnym facetami. Też masz taką możliwość, tylko trzeba dac sobie szansę. Inaczej to będzie takie wieczne w koło macieju... Pojawi sie fajny facet a Ty zwiejesz bo sie bedziesz bała, czy wstydziła... bez sensu. Na czym teraz sprawa stanęła?
__________________
"A ja bez ciebie jak wiadro bez wody, jak śliwka bez pestki,
bez poręczy schody"




Verunka jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-01-01 00:00:00


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 11:58.






© 2000 - 2025 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.