|
|
#1 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Nie wiem czy zakładanie tego wątku jest dobrym pomysłem. Każdy z Was zapewne czytał już mnóstwo takich historii o porzuceniu... o cierpieniu... o miłości, która nie chce wygasnąć.
Pomyślałam, że jednak takie "wygadanie się" może być dla mnie jakąś terapią. Tym bardziej, że zostałam w takiej sytuacji, że nie mam obok siebie nikogo przed kim mogłabym to w ten chwili zrobić. Może wykrzyczenie mojego bólu publicznie mi pomoże? Boję się jednak, że wielu czytających ten temat będzie mnie krytykować i obrażać. Sama mam świadomość, że to ja jestem czynnikiem, który spowodował rozpad tego związku i jeżeli ktoś z Was pomyśli "masz to głupia dziewczyno na własne życzenie" to uprzedzam... tak wiem, więc proszę odpuście sobie takie komentarze. Może zacznę od początku. ON był moją pierwszą miłością. Poznaliśmy się wiele lat temu, mieliśmy wtedy 14-15 lat. To z nim przeżyłam pierwsze chodzenie za rękę, pierwszy pocałunek, pierwsze doświadczenia seksualne. Mieszkaliśmy w innych miastach, dlatego postanowiłam, że żeby być bliżej niego przeniosę się do Poznania, jego miasta, i tak oto rozpoczęłam naukę w liceum w zupełnie obcym mieście. Oczywiście nam nie wyszło. Po ok. 2 latach rozstaliśmy się, gdyż mieliśmy dość kłótni, które ciągle pojawiały się w naszym związku. ON, po krótkim czasie od naszego rozstania, rozpoczął nowy związek, który trwał ponad 5 lat. Ja przez długi czas z nikim się nie wiązałam. ON przez te wszystkie lata zajmował w moim sercu wciąż wyjątkowe miejsce. Kilka razy odnawialiśmy kontakt, ale szybko się kończył, więc ja także postanowiłam spróbować jak to jest być z kimś innym. Byłam w kilkumiesięcznym związku, który okazał się porażką. Poza tym nie mogłam wyzbyć się porównywania każdego poznanego faceta do niego. Każdy z nich wypadał przy nim kiepsko, więc sobie odpuszczałam. Poza tym mieliśmy krótką przygodę ze sobą, gdy on był w tamtym związku. Tak, byłam tą drugą przez jakiś czas. Naiwnie wierzyłam, że porzuci ją dla mnie. Tak się nie stało... jedynym skutkiem tamtej sytuacji było to, że straciłam zupełnie zaufanie do tego faceta. I tak oto ok. 2 lata temu odezwał się znowu do mnie informując mnie, że zakończył poprzedni związek. Namawiał mnie na spotkanie. Nauczona doświadczeniem, że zapewne chodzi mu tylko o jedno... długo odmawiałam... aż oczywiście wkońcu uległam. Już w pierwszej sekundzie, gdy go zobaczyłam moje uczucia do niego na nowo eksplodowały. To był cudowny wieczór... czułam, że nie tylko mi na nim zależy. Kolejne spotkania potwierdziły to i postanowiliśmy spróbować na nowo. Dałam klapę już na początku naszego związku, gdyż będąc na imprezie dałam się pocałować poznanemu na niej chłopakowi. Wiem, że nie ma wytłumaczenia co do tego, ale naprawdę byłam pod wpływem alkoholu i byłam nieświadoma swojego czynu. Następnego dnia bardzo tego żałowałam, czułam, że mogę go stracić, a to było najgorsze co mogło mnie spotkać, więc ukryłam to przed nim. Dowiedział się kilka miesięcy później, grzebiąc w moim komputerze, gdy wyjechałam na weekend do domu. Ta sytuacja bardzo go skrzywdziła, jednak dał mi następną szansę. Myślę, że to jednak z głównych przyczyn tego, co teraz dzieje się w moim życiu, bo nigdy mi tego nie wybaczył. Jednak wracając do naszego związku to rozwijał się on bardzo szybko... stawaliśmy się na nowo niesamowicie bliscy sobie. ON dał mi to, czego od tak dawna nie miałam... poczucie bezpieczeństwa, świadomość własnej wartości i chęć do życia. Zapomniałam dodać, że gdy odnowiliśmy naszą znajomość to byłam w rodzinnym mieście. Dla niego po raz drugi wróciłam do Poznania. Znalazłam tam mieszkanie i pracę. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem. Już wtedy zaczęło się psuć. Jestem totalną histeryczką, nerwuską. Mam trudny charakter. Dosłownie byle głupota potrafi mnie wyprowadzić z równowagi i rośnie ona w moich oczach do rozmiarów wielkiego problemu. I oczywiście na kim za każdym razem wylewałam swoje frustracje ? Tak, tak ... na nim. On dzielnie znosił moje humorki. Kilka razy nie wytrzymał, zabrał swoje rzeczy i odchodził. Jednak zawsze następnego dnia wracał. A gdy wracał to było cudownie. Kilka dni wielkiego szczęścia, a później na nowo nerwy, kłótnie, krzyki. Nie kontrolowałam swojej agresji... kilka razy uderzyłam go. Kiedyś kopnęłam go nawet tak mocno, że złamałam 3 palce u stopy. Dla niego to było za wiele. Już wtedy postanowił mnie zostawić. Tydzień bez niego był koszmarem... wkońcu wybłagałam spotkanie i daliśmy sobie kolejną szansę. Podjęliśmy decyzję o ucieczce z Poznania do mojego miasta. Tak się stało... wynajęliśmy tutaj mieszkanie, zaczęliśmy je urządzać, a ja rozpoczęłam własną działalność. ON nie mógł tutaj znaleźć pracy, więc pracował nadal w Poznaniu. Przyjeżdżał jedynie na weekendy. A gdy już przyjeżdżał to albo było niezwykle wspaniale, albo przechodziliśmy przez kolejne piekło. Od 1 lutego prowadzę swoją firmę. Otwarcie jej kosztowało mnie duuużo nerwów. W okresie przed jej otwarciem oraz zaraz po byłam chodzącym kłębkiem nerwów. ON miał już tego dość. Nie wspierał mnie wtedy, tylko wkurzał się jak dzwoniłam do niego z płaczem, że znowu coś poszło nie po mojej myśli. Czułam, że moje ataki histerii są co raz silniejsze... że sama sobie z tym nie radzę... że nienawidzę sama siebie takiej jaką jestem. Podjęłam decyzję o wizycie u psychologa. Wydawało mi się, że pomogła... gdy przyjechał w piątek do domu było cudownie... sobota tak samo... nigdy nie zapomnę tego poranka, gdy obudziłam się w jego ramionach, a on czule pocałował mnie i wyznał, że mnie kocha. Podobno przed burzą zawsze jest cisza. I stało się. Mój psycholog kazał mi porozmawiać z nim o moich potrzebach. Gdy to zrobiłam, zdenerwował się i stwierdził, że odchodzi. Powiedział, że ma już dość tych rozmów. Dodatkowo oznajmił mi, że jego uczucie do mnie stopniowo gasło i na tą chwilę już mnie nie kocha. Wpadłam w kolejną histerię. Nic to nie dało... ODSZEDŁ. Już wtedy czułam, że to koniec, jednak naiwnie prosiłam o szansę. Poprosił, żebym we wtorek do niego przyjechała... pojechałam. Zmarnowałam ostatnią szansę jaką mi dał... doprowadziłam do kolejnej kłótni, która go utwierdziłam w decyzji o odejściu. Nigdy, nigdy w życiu sobie nie wybaczę jak zachowałam się tamtego dnia. Świadomość, że swoim zachowaniem zrujnowałam ostatnią szansę, zabija mnie. I tak oto mija 9 dzień od naszego rozstania. Już 9 dzień moje serce umiera. Wiem, że pisałam o tym jak to nam się nie układało, ale było też wiele tego dobrego. Ja naprawdę kocham tego człowieka. Czuję, że to mężczyzna, z którym chcę budzić się do końca życia. On też niejednokronie zapewniał mnie o tym, że jesem wyjątkową kobietą w jego życiu i bardzo mnie kocha. Razem planowaliśmy przyszłość. Dla niego zostawiłam w Poznaniu pracę, mieszkanie, przyjaciół i rozpoczęłam życie, które miało zapewnić nam spokojną przyszłość. Zostałam nagle sama... w mieszkaniu pełnym jego przedmiotów... w łóżku, w którym przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ON już mnie nie kocha. Jak to możliwe? Przecież jeszcze kilka dni temu zapewniał mnie o swoim uczuciu. Oszukiwał? Kłamał? Dlaczego? Wizażanki ja sobie nie radzę z tym cierpnieniem, które mnie wypełnia. Ten cholerny ból w klatce piersiowej jest nie do wytrzymania. Ciągle się łapię na tym, że myślę, że muszę do niego zadzwonić i mu o czymś opowiedzieć. Dodatkowo popełniam błąd, bo płaszczę się przed nim... dzwonię, piszę maile, sms-y... błagam o szansę. Mam teraz tak silną motywację, że wiem, że mogę się zmienić. Oprócz psychologa chcę wybrać się także do psychiatry. Chcę zmienić swoje podłe nastawienie do życia i świata. Chcę stać się radosną, pełną życia dziewczyną, którą zawsze chciał mieć... chcę taka być... jednak on nie chce dać mi już szansy. Gardzi mną i powtarza, że nic do mnie nie czuje, ale ja tego nie potrafię przyjąć do wiadomości. Już 9 dzień prawie w całości przepłakuję. Czuję się tak strasznie bezsilna. Tak bardzo chciałabym, żeby mi zaufał... żeby uwierzył, że mogę się dla niego zmienić. Wybłagałam na nim spotkanie w niedziele. Na spokojnie i bez emocji. Błagałam wczoraj godzinę przez telefon. Zgodził się, jednak jasno dał mi do zrozumienia, że nie zmieni decyzji, że spotyka się ze mną tylko dlatego, żeby na spokojnie zakończyć ten związek. A jak jak głupia będę teraz żyła nadzieją do tej niedzieli, że go przekonam... mimo, że wiem, że to się nie uda. Boże, jak ja za nim tęsknię... na duchu podtrzymuje mnie to, że w niedziele go zobaczę... usłyszę jego głos, a może nawet uda mi się do niego przytulić. DZIEWCZYNY CZY JA ZUPEŁNIE POSKRADAŁAM ROZUM ? Wiem, że ta nadzieja przyniesie mi w niedzielę kolejną dawkę cierpienia i bólu, ale nie potrafię się jej wyzbyć. Nie potrafię pogodzić się ze świadomością, że on już mnie nie chce, że tak łatwo wyzbył się naszych wspólnych marzeń i planów. Naprawdę tak niewiele dla niego znaczyłam ? |
|
|
|
|
#2 | |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#3 |
|
Zadomowienie
Zarejestrowany: 2009-12
Lokalizacja: Sandomierz
Wiadomości: 1 045
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Masz problem sama ze sobą, ze swoimi uczuciami, warto z kimś porozmawiać jeśli nie masz przyjaciółki to idz do psychologa.
Twoje uczucia są niszczące i to sama siebie głownie ranisz. Musisz definitywnie zakończyć ta toksyczną znajomość !
__________________
10.06.2009 24.12.2009 21.08.2010 ![]() Edytowane przez Atila Czas edycji: 2011-03-08 o 11:52 |
|
|
|
|
#4 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Dlatego ja nie potrafię spojrzeć na to tak jak Wy? Ja nie chcę kończyć, ja chcę o nią walczyć, bo bardzo go kocham. Czy ja naprawdę jestem psychiczna? |
|
|
|
|
|
#5 |
|
Nie depcze krokusów
Zarejestrowany: 2004-08
Wiadomości: 52 988
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Dearlie - kochał, zależało mu, ale nadszedł etap zmęczenia materiału. Ileż można taplać się w bagnie. Zajmij się sobą, pracą nad swoim charakterem i emocjami. Może kiedyś jeszcze się w życiu zgracie, ale teraz nie macie szans.
__________________
- Rób swoje, wiedźminie. Resztą się nie turbuj.
Geralt solennie obiecał sobie nie turbować się. |
|
|
|
|
#6 | |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#7 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
To niesamowite jak boli świadomość, że w Waszych słowach jest sama prawda. Tak boli to, że nawet Wy, obce mi osoby, widzicie jak wiele straciłam przez swoje zachowanie. Jak zmarnowałam tak wielką szansę od losu i straciłam wspaniałego faceta. Wierzcie Ci, jakbym mogła cofnąć czas to 3 razy bym się zastanowała przed każdym napadem szału. Teraz już nic nie mogę zrobić... straciłam go... straciłam i muszę żyć z tą świadomością. Tylko jak ? Jak długo to cierpienie będzie mi towarzyszyło? Wszędzie czytam, że czas leszy razy. W moim przypadku chyba jedynie będzie przyzwyczajał do cierpienia. Choć póki co z każdym dniem bez niego , zamiast lepiej, jest co raz gorzej.
|
|
|
|
|
#8 | |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#9 | |
|
Rozeznanie
Zarejestrowany: 2010-11
Wiadomości: 644
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Leczy, uwierz, ze leczy jak nic innego.Daj sobie czas, napewno dlugo bedzie bolalo i wiem jak straszny jest ten bol, ale minie...Poradzisz sobie |
|
|
|
|
|
#10 |
|
po drugiej stronie szafy
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Autorko...dlaczego chcesz walczyć o związek, który wyzwalał w Tobie najgorsze instynkty?
"bo kocham" nie jest wystarczającą odpowiedzią, ponieważ sama miłość (pomijam już, że u Ciebie to nie miłość, a uzależnienie od myśli, że żaden inny Ci się nie trafi, że żaden nie będzie tak dobry, plepleple) nie wystarczy do stworzenia zdrowego związku. I nie, wina nie leży tylko po Twojej stronie. Owszem, powinnaś pracować nad panowaniem nad emocjami...ale... Ja jestem straszna choleryczka, zazdrośnica, podła małpa ogólnie. Ciekawostką jest to, że jestem taka do ludzi, którzy mi na to pozwalają. Jeśli ktoś mnie usadzi na dzień dobry w odpowiedni sposób na swoim miejscu, to nie ma z moją nadpobudliwością problemów. Tak, zdradziłaś go. Ale on Ci dał drugą szansę. Jeśli się daje drugą szansę, to się do przeszłości nie wraca. Albo odejść na dobre, albo wybaczyć. On teoretycznie dał wam szansę, ale w praktyce okazało się inaczej. Wina leży po obu stronach.
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
|
|
|
|
|
#11 |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2005-08
Wiadomości: 4 241
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
histeria, histeria, histeria
i nadmierna egzaltacja nie widzę w tym opisie związku z cyklu "taka miłość się nie zdarza" - facet oprzytomniał, więc i Tobie w końcu pasuje się ocknąć |
|
|
|
|
#12 | |
|
Kobieta z klasą
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: śląsk
Wiadomości: 3 058
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Myślę, że jeżeli uporasz się ze swoimi lękami staniesz się inną osobą i nawet gdy nie spowoduje to, że odzyskasz jego, zyskasz coś innego, myślę, że coś nawet cenniejszego - SIEBIE. Skoro zeszliście się po tak długiej przerwie to nic tego nie wyklucza w przyszłości, ale najpierw uporaj się z tym co tak naprawdę Cię gryzie. Nie sądzę jednak aby teraz naleganie na spotkanie z nim miało jakiś sens, on tylko się upewni, że dobrze zrobił odchodząc.
__________________
Miłość to gra we dwoje, w której oboje muszą wygrywać. Edytowane przez Karena 73 Czas edycji: 2011-03-08 o 12:48 |
|
|
|
|
|
#13 | ||
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Cytat:
i koniecznie wybierz się na psychoterapię, uzdrów swoje emocje. |
||
|
|
|
|
#14 | |
|
Przyjaciel wizaz.pl
Zarejestrowany: 2004-06
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 33 576
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Ja nie do końca wierzę, że on był taki idealny i świetny, skoro najwyraźniej wyzwalał w Tobie to, co najgorsze. Teraz go idealizujesz tak, że bardziej nie można, a ludzie mają wady, ZAWSZE i wszyscy mają. Bierzesz na siebie całą winę za rozpad tego związku, ale ten rozpad nastąpił kiedy chciałaś z nim porozmawiać o swoich potrzebach, za radą psychologa. Czy taka rozmowa powinna w kochającym kogoś człowieku spowodować reakcję typu "rozstajemy się"? No chyba nie za bardzo... Ten związek był toksyczny ogólnie, nie działał na Ciebie dobrze, za dużo w nim dramatu. A Ty jesteś w tej chwili dramatycznie uzależniona od niego, zgodzę się, że nie należy tu mieszać miłości. Wmówiłaś sobie, że jak nie ten, to żaden. To prawda, z żadnym nie będzie tak samo, bo każdy człowiek jest inny. Ale inaczej nie znaczy gorzej, a może wręcz znaczyć lepiej. Nie powinnaś się z nim spotykać, to tylko nasypie Ci soli na tę ranę. Trzymaj się teraz swojego życia, pracy, firmy, znajomych, rodziny, psychologa, idź do tego psychiatry. Edytowane przez Lexie Czas edycji: 2011-03-08 o 17:41 |
|
|
|
|
|
#15 |
|
Przyczajenie
Zarejestrowany: 2011-01
Wiadomości: 27
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Musicie dać sobie czas - on wszystko pokaże. Jeżeli pisane macie, że będziecie razem to bedziecie, w przeciwnym przypadku będziecie podążać osobnymi ścieżkami. Przeznaczenia nie zmienisz
Mogę dodać jeszcze, że jestem w podobnej sytuacji, też straciłam kogoś kogo bardzo kocham. Ale nie ma sensu tworzyc czegoś na siłę, związku muszą chcieć obydwie strony!!! Póki co zajmij się czymś, organizuj sobie tak czas, by za dużo o nim nie myśleć, a przyszłość napisze samo życie pozdrawiam!
|
|
|
|
|
#16 | ||
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Cytat:
Jeżeli chodzi o zdradę to rzeczywiście wypominał mi ją conajmniej raz w tygodniu. Już nie muszę chyba wspominać jak mnie to dodatkowo wyprowadzało z równowagi. Przecież tyle razy przepraszałam za to, a on ciągle miał mi za złe. Mam wielką, wielką nadzieję, że masz rację. Chciałabym przyspieszyć ten czas, bo te dni, które przeżywam są nie do zniesienia. |
||
|
|
|
|
#17 | |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#18 | |
|
Rozeznanie
Zarejestrowany: 2010-11
Wiadomości: 644
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Jest wiele osob w takich sytuacjach, czujacych ten bol...czasu nie przyspieszysz ale za to mozesz go wykorzystac i traktowac to jako lekcje ktora pozniej pozwoli Tobie nie popelniac bledow przez ktore bedziesz cierpiala.Wiem po sobie, bylam 4lata w toksycznym zwiazku i widzialam to tak jak Ty, on to bylo bostwo bez skazy, a za jakis czas uswiadomilam sobie ze to wcale nie byla taka milosc do konca i zwiazek przynosil mi wiecej cierpienia niz radosci...cierpialam, plakalam, pozwalalam sobie na bol i teraz jestem w szczesliwym zwiazku w ktorym staram sie nie popelniac bledow takich jak w przeszlosci i nigdy nie pozwalaj sobie myslec, ze to wszystko z Twojej winy bo oszalejesz, przestan go usprawiedliwiac bo wina ZAWSZE lezy po dwuch stronach w mniejszym lub wiekszym stopniu, ale zawsze po dwuch stronach
|
|
|
|
|
|
#19 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Miłość nie wyniszcza, nie boli. A Wy tkwiliście w uzależniającym, bardzo szkodliwym układzie. swoją drogą straszna jest taka pierwsza toksyczna "miłosć" i świete przekonanie, że nic lepszego się juz nie wydarzy....... ![]() edit wiem, że to straszne , usiedzieć na tyłku spokojnie nie można , skrajne emocje, i ogólna masakra. Ale dasz radę. Wybierz się do specjalisty, a i tu na wizażu, znajdziesz wsparcie. Cierpliwości, będzie lepiej. Edytowane przez wandaweranda Czas edycji: 2011-03-08 o 13:12 |
|
|
|
|
|
#20 | ||||
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Cytat:
Cytat:
Staram się odwracać uwagę od tego, ale złośliwy los nie pozwala. Firma nie funcjonuje dobrze , będzie funkcjonować jeszcze gorzej, bo on dostarczał mi towar, a teraz muszę szukać innego rozwiązania. Klientek niewiele, więc nawet nie mam czym się zająć. W sobotę jadę do przyjaciółki... myślę, że bardzo mi to spotkanie pomoże, mimo, że pewnie też usłyszę wiele bolesnej prawdy. Cytat:
Przepraszam wszystkim za chaotyczność moich wypowiedzi, ale proszę miejscie na uwadze, że towarzyszą mi duże emocje. |
||||
|
|
|
|
#21 |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Autorko wątku, masz Ty jakąś koleżankę / kolegę, którym możesz się wypłakać na ramieniu? Mam nadzieję, że tak. Dzwoń po wsparcie, umów się na najbliższe dni z kim się da - na cokolwiek, niech będzie jedzenie lodów, czy żelek (ja na amerykańskich filmach), oglądanie bzdur w tv, wyjście na spacer i dotlenienie mózgu, malowanie sobie pazurów na 5 różnych kolorów. Zajmij czymś czas. Jeżeli się od 3 miesięcy zbierasz do fryzjera, to zrób to teraz. Jeżeli na gwiazdkę dostałaś książkę i leży gdzieś w szufladzie, to zacznij ją czytać już dzisiaj. Zrób katalog z piosenkami z "pies" w tytule lub filmów, w których pojawia się tematyka kulinarna.
|
|
|
|
|
#22 | |
|
po drugiej stronie szafy
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
http://www.youtube.com/watch?v=Sxp7W0CVnus
![]() ---------- Dopisano o 13:49 ---------- Poprzedni post napisano o 13:46 ---------- Cytat:
i się okaże, że wcale nie był takim ideałem...
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
|
|
|
|
|
|
#23 |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Doris1981 jadę w sobotę do mojej przyjaciółki, która niestety jest w innym mieście, bo tak jak pisał, w imię naszych wspólnych planów na przyszłość przeniosłam się z nim do mojego rodzinnego miasta, zostawiając w Poznaniu 7 lat mojego życia. Do fryzjera wybieram się w następnym tygodniu... zamierzam obciąć sporo włosów, bo przez ponad rok zapuszczałam je dla niego, bo lubił długie włosy ( no to męczyłam się długimi ). Staram się sięgać po książki, ale to też budzi niepotrzebne wspomnienia, bo czytanie to było nasze wspólne hobby. Poza tym jestem uziemniona w pracy od 10 do 18... klientek brak, więc zostaję ze swoimi myślami, a to mi nie służy.
|
|
|
|
|
#24 |
|
Raczkowanie
Zarejestrowany: 2009-05
Wiadomości: 195
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Witaj
Powiem Ci że widzę tu bardzo dużo podobieństwa do mojej historii... Też była "wielka love", zaręczyny w wieku 19 lat, wspólne mieszkanie, problemy, życie... I chyba to życie nas przerosło - mnie przerosło... ciągłe kłótnie. Ja- podobnie tak jak Ty -bardzo wiele razy się wściekałam, wiele razy prowokowałam kłótnie, bywałam zaborcza, sfochowana, zazdrosna... taka toksyczna relacja w sumie. Też pierwszy facet na poważnie, pierwszy sex, ale z czasem po prostu obydwoje mieliśmy siebie nawzajem dość - wystarczył jeden błachy powód by wytrącić mnie z równowagi. Były chwile piękne, a były też straszne awantury, "ciche dni", rzucane w niego poduszki. Oprócz tego ten związek przestał się opierać na zaufaniu - ja przestałam ufać (chociaż wiem ze mnie nie zdradził), stałam się takim "bluszczem", nawzajem się osaczaliśmy. W końcu - pod wpływem emocji - decyzja o rozstaniu - koniec wspólnego mieszkania, koniec planów o ślubie. Potem powrót. I znów rozstanie. Od tego czasu minęło ponad1,5 roku. Po drodze poznałam wielu facetów - z żadnym nie stworzyłam dłuższej relacji. To nie tak że porównuje ich do ex - po prostu nie potrafię się przed nikim otworzyć, tak jak przed nim. Przez rok po rozstaniu praktycznie nie mieliśmy kontaktu. Nagle -szok-tragedia- niespodziewanie zmarł mój tata - zadzwoniłam do mamy ex-a żeby zawiadomić o pogrzebie (nasze rodziny dobrze sie poznały). Telefon odebrał on- nie minęła godz. i był u mnie - wyryczałam mu się na kolanie - tak po przyjacielsku, jakbyśmy nie widzieli się dzień, jakby nic się nie zdarzyło między nami.....(wiedział jak trudno mi się otworzyć i jak bardzo tata był ważny w moim życiu) Od tego czasu mamy ze sobą kontakt. Bardzo mi wtedy pomógł.... Co jakiś czas on dzwoni - gadamy, śmiejemy się, opowiadamy o swoim życiu - nie ma już kłótni, ale to jest przyjacielska relacja.... powiedział mi wprost że żałuje że tak się to skończyło, że obydwoje popełniliśmy wiele błędów, że spotkaliśmy się za wcześnie, że on i ja bardzo się zraniliśy, wypowiedzieliśmy wiele złych słów... on chciałby zacząć to od nowa - ja... no cóż... Tak jak mówicie - toksyczna relacja - czy sens to zaczynać....? Ciężko jest zacząć nowy związek po czymś takim, ciężko przyzwyczaić się do innego faceta, ale ciężko też myśleć o ewentualnym powrocie..... Emocje muszą u Ciebie opaść, obydwoje musicie to przemyśleć, dojrzeć, ja wiem że nie byliśmy dojrzali do tego związku. W wieku 19 lat powinno się wspólnie szaleć na dyskotekach a nie bawić w dom... Jeśli on Cię naprawdę kocha - jeśli jesteście dla siebie - jeszcze się odnajdziecie w życiu... za jakiś czas. Powiem Ci że obietnica poprawy 1 dzień po kłótni nic nie da. Ja też obiecywałam że nie będę się czepiać, że będę bardziej wyrozumiała, ale do tego trzeba czasu, trzeba po prostu dojrzeć. Ja widzę sama po sobie - poznałam przez te 1,5 roku kilku facetów i dzięki tym znajomościom- widzę teraz dokładniej jakie błędy robiłam, jakie robił on, że obydwoje schrzaniliśmy po całości. Teoretycznie- z naszym, doświadczeniami - powinniśmy stworzyć teraz idealny związek z nowymi partnerami. W praktyce nie jesteśmy z nikim na stałe. Ale chyba zbyt boję się do tego wracać. Myślę sobie - co ma być to i tak będzie - jeśli on rzeczywiście jest tą osobą - to w kocu to się jakoś ułoży.... proszę Cię pomyśl na spokojnie o wszystkim - nie błagaj go o powrót, ustąp, pogódź się z tym co jest teraz - on musi Cię szanować, musi wiedzieć że dasz sobie radę bez niego - wtedy zyskasz w jego oczach. Nie panikuj gdy on spotka nowe kobiety, nowe doświadczenia są Wam potrzebne - właśnie po to by zobaczyć czy to była naprawdę miłość, czy z kimś innym będzie Wam lepiej, czy może nadal będziecie dla siebie ważni. Tak jak w często przytaczanym tu cytacie: Jeśli coś kochasz, puść to wolno, jeśli wróci - jest Twoje, jeśli nie - nigdy Twoje nie było. Przepraszam że tak się rozpisałam ze swoją historią ale chcę żebyś wiedziała, że naprawdę czasem trzeba odpuścić. Nie znacie się m-c czy rok, dużo Was łączy - jeśli rzeczywiście obydwoje dojrzejecie to tego związku, nabierzecie nowych doświadczeń - być może zrozumiecie jeszcze że to jest właśnie to i nie warto tracić życia na kłótnie. Ale to musi potrwać.... Ja jak na razie boje się powrotu do przeszłości - u Was może być inaczej Pozdrawiam no i oczywiście spełnienia marzeń dla nas Dziewczynki!
__________________
Jeśli cię kocham to cicho tak jak oddech lub szept kokardy twoim bucikom przypinam z najbielszych nieb |
|
|
|
|
#25 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
|
|
|
|
|
|
#26 | ||
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
. Po prostu to nie jest ten człowiek.---------- Dopisano o 14:06 ---------- Poprzedni post napisano o 14:00 ---------- Cytat:
|
||
|
|
|
|
#27 | ||
|
po drugiej stronie szafy
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Ty się skupiłaś w życiu dla niego. On był sensem Twojego życia, Ty jego nie. Teraz nie masz nic, bo wszystko co robiłaś, było związane z nim. Nie popełnij więcej tego błędu. Nie można opierać swojego poczucia wartości na drugim człowieku... ---------- Dopisano o 14:09 ---------- Poprzedni post napisano o 14:07 ---------- Cytat:
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
|
||
|
|
|
|
#28 |
|
Konto usunięte
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
|
|
|
|
|
#29 | ||
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Cytat:
Przed chwilą dzwonił, że załatwił dla mnie towar i wyśle go do mnie. Boże jak ta jego obojętność rani... czy ja się kiedykolwiek do niej przyzwyczaję? |
||
|
|
|
|
#30 | |
|
Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
|
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...
Cytat:
Wybierz się do specjalisty jak najszybciej, bo lęki można skutecznie leczyć. Trzeba tylko chcieć. |
|
|
|
![]() |
Nowe wątki na forum Intymnie
|
|
|
| Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości) | |
|
|
Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 17:50.













pozdrawiam! 

i się okaże, że wcale nie był takim ideałem...
. Po prostu to nie jest ten człowiek.
