28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce... - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2011-03-08, 11:35   #1
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173

28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...


Nie wiem czy zakładanie tego wątku jest dobrym pomysłem. Każdy z Was zapewne czytał już mnóstwo takich historii o porzuceniu... o cierpieniu... o miłości, która nie chce wygasnąć.
Pomyślałam, że jednak takie "wygadanie się" może być dla mnie jakąś terapią. Tym bardziej, że zostałam w takiej sytuacji, że nie mam obok siebie nikogo przed kim mogłabym to w ten chwili zrobić. Może wykrzyczenie mojego bólu publicznie mi pomoże? Boję się jednak, że wielu czytających ten temat będzie mnie krytykować i obrażać. Sama mam świadomość, że to ja jestem czynnikiem, który spowodował rozpad tego związku i jeżeli ktoś z Was pomyśli "masz to głupia dziewczyno na własne życzenie" to uprzedzam... tak wiem, więc proszę odpuście sobie takie komentarze.

Może zacznę od początku. ON był moją pierwszą miłością. Poznaliśmy się wiele lat temu, mieliśmy wtedy 14-15 lat. To z nim przeżyłam pierwsze chodzenie za rękę, pierwszy pocałunek, pierwsze doświadczenia seksualne. Mieszkaliśmy w innych miastach, dlatego postanowiłam, że żeby być bliżej niego przeniosę się do Poznania, jego miasta, i tak oto rozpoczęłam naukę w liceum w zupełnie obcym mieście. Oczywiście nam nie wyszło. Po ok. 2 latach rozstaliśmy się, gdyż mieliśmy dość kłótni, które ciągle pojawiały się w naszym związku. ON, po krótkim czasie od naszego rozstania, rozpoczął nowy związek, który trwał ponad 5 lat. Ja przez długi czas z nikim się nie wiązałam. ON przez te wszystkie lata zajmował w moim sercu wciąż wyjątkowe miejsce. Kilka razy odnawialiśmy kontakt, ale szybko się kończył, więc ja także postanowiłam spróbować jak to jest być z kimś innym. Byłam w kilkumiesięcznym związku, który okazał się porażką. Poza tym nie mogłam wyzbyć się porównywania każdego poznanego faceta do niego. Każdy z nich wypadał przy nim kiepsko, więc sobie odpuszczałam. Poza tym mieliśmy krótką przygodę ze sobą, gdy on był w tamtym związku. Tak, byłam tą drugą przez jakiś czas. Naiwnie wierzyłam, że porzuci ją dla mnie. Tak się nie stało... jedynym skutkiem tamtej sytuacji było to, że straciłam zupełnie zaufanie do tego faceta.

I tak oto ok. 2 lata temu odezwał się znowu do mnie informując mnie, że zakończył poprzedni związek. Namawiał mnie na spotkanie. Nauczona doświadczeniem, że zapewne chodzi mu tylko o jedno... długo odmawiałam... aż oczywiście wkońcu uległam. Już w pierwszej sekundzie, gdy go zobaczyłam moje uczucia do niego na nowo eksplodowały. To był cudowny wieczór... czułam, że nie tylko mi na nim zależy. Kolejne spotkania potwierdziły to i postanowiliśmy spróbować na nowo. Dałam klapę już na początku naszego związku, gdyż będąc na imprezie dałam się pocałować poznanemu na niej chłopakowi. Wiem, że nie ma wytłumaczenia co do tego, ale naprawdę byłam pod wpływem alkoholu i byłam nieświadoma swojego czynu. Następnego dnia bardzo tego żałowałam, czułam, że mogę go stracić, a to było najgorsze co mogło mnie spotkać, więc ukryłam to przed nim. Dowiedział się kilka miesięcy później, grzebiąc w moim komputerze, gdy wyjechałam na weekend do domu. Ta sytuacja bardzo go skrzywdziła, jednak dał mi następną szansę. Myślę, że to jednak z głównych przyczyn tego, co teraz dzieje się w moim życiu, bo nigdy mi tego nie wybaczył. Jednak wracając do naszego związku to rozwijał się on bardzo szybko... stawaliśmy się na nowo niesamowicie bliscy sobie. ON dał mi to, czego od tak dawna nie miałam... poczucie bezpieczeństwa, świadomość własnej wartości i chęć do życia. Zapomniałam dodać, że gdy odnowiliśmy naszą znajomość to byłam w rodzinnym mieście. Dla niego po raz drugi wróciłam do Poznania. Znalazłam tam mieszkanie i pracę. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem. Już wtedy zaczęło się psuć. Jestem totalną histeryczką, nerwuską. Mam trudny charakter. Dosłownie byle głupota potrafi mnie wyprowadzić z równowagi i rośnie ona w moich oczach do rozmiarów wielkiego problemu. I oczywiście na kim za każdym razem wylewałam swoje frustracje ? Tak, tak ... na nim. On dzielnie znosił moje humorki. Kilka razy nie wytrzymał, zabrał swoje rzeczy i odchodził. Jednak zawsze następnego dnia wracał. A gdy wracał to było cudownie. Kilka dni wielkiego szczęścia, a później na nowo nerwy, kłótnie, krzyki. Nie kontrolowałam swojej agresji... kilka razy uderzyłam go. Kiedyś kopnęłam go nawet tak mocno, że złamałam 3 palce u stopy. Dla niego to było za wiele. Już wtedy postanowił mnie zostawić. Tydzień bez niego był koszmarem... wkońcu wybłagałam spotkanie i daliśmy sobie kolejną szansę. Podjęliśmy decyzję o ucieczce z Poznania do mojego miasta. Tak się stało... wynajęliśmy tutaj mieszkanie, zaczęliśmy je urządzać, a ja rozpoczęłam własną działalność. ON nie mógł tutaj znaleźć pracy, więc pracował nadal w Poznaniu. Przyjeżdżał jedynie na weekendy. A gdy już przyjeżdżał to albo było niezwykle wspaniale, albo przechodziliśmy przez kolejne piekło.

Od 1 lutego prowadzę swoją firmę. Otwarcie jej kosztowało mnie duuużo nerwów. W okresie przed jej otwarciem oraz zaraz po byłam chodzącym kłębkiem nerwów. ON miał już tego dość. Nie wspierał mnie wtedy, tylko wkurzał się jak dzwoniłam do niego z płaczem, że znowu coś poszło nie po mojej myśli. Czułam, że moje ataki histerii są co raz silniejsze... że sama sobie z tym nie radzę... że nienawidzę sama siebie takiej jaką jestem. Podjęłam decyzję o wizycie u psychologa. Wydawało mi się, że pomogła... gdy przyjechał w piątek do domu było cudownie... sobota tak samo... nigdy nie zapomnę tego poranka, gdy obudziłam się w jego ramionach, a on czule pocałował mnie i wyznał, że mnie kocha. Podobno przed burzą zawsze jest cisza. I stało się. Mój psycholog kazał mi porozmawiać z nim o moich potrzebach. Gdy to zrobiłam, zdenerwował się i stwierdził, że odchodzi. Powiedział, że ma już dość tych rozmów. Dodatkowo oznajmił mi, że jego uczucie do mnie stopniowo gasło i na tą chwilę już mnie nie kocha. Wpadłam w kolejną histerię. Nic to nie dało... ODSZEDŁ.

Już wtedy czułam, że to koniec, jednak naiwnie prosiłam o szansę. Poprosił, żebym we wtorek do niego przyjechała... pojechałam. Zmarnowałam ostatnią szansę jaką mi dał... doprowadziłam do kolejnej kłótni, która go utwierdziłam w decyzji o odejściu. Nigdy, nigdy w życiu sobie nie wybaczę jak zachowałam się tamtego dnia. Świadomość, że swoim zachowaniem zrujnowałam ostatnią szansę, zabija mnie. I tak oto mija 9 dzień od naszego rozstania.

Już 9 dzień moje serce umiera. Wiem, że pisałam o tym jak to nam się nie układało, ale było też wiele tego dobrego. Ja naprawdę kocham tego człowieka. Czuję, że to mężczyzna, z którym chcę budzić się do końca życia. On też niejednokronie zapewniał mnie o tym, że jesem wyjątkową kobietą w jego życiu i bardzo mnie kocha. Razem planowaliśmy przyszłość. Dla niego zostawiłam w Poznaniu pracę, mieszkanie, przyjaciół i rozpoczęłam życie, które miało zapewnić nam spokojną przyszłość. Zostałam nagle sama... w mieszkaniu pełnym jego przedmiotów... w łóżku, w którym przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ON już mnie nie kocha. Jak to możliwe? Przecież jeszcze kilka dni temu zapewniał mnie o swoim uczuciu. Oszukiwał? Kłamał? Dlaczego? Wizażanki ja sobie nie radzę z tym cierpnieniem, które mnie wypełnia. Ten cholerny ból w klatce piersiowej jest nie do wytrzymania. Ciągle się łapię na tym, że myślę, że muszę do niego zadzwonić i mu o czymś opowiedzieć.
Dodatkowo popełniam błąd, bo płaszczę się przed nim... dzwonię, piszę maile, sms-y... błagam o szansę. Mam teraz tak silną motywację, że wiem, że mogę się zmienić. Oprócz psychologa chcę wybrać się także do psychiatry. Chcę zmienić swoje podłe nastawienie do życia i świata. Chcę stać się radosną, pełną życia dziewczyną, którą zawsze chciał mieć... chcę taka być... jednak on nie chce dać mi już szansy. Gardzi mną i powtarza, że nic do mnie nie czuje, ale ja tego nie potrafię przyjąć do wiadomości. Już 9 dzień prawie w całości przepłakuję. Czuję się tak strasznie bezsilna. Tak bardzo chciałabym, żeby mi zaufał... żeby uwierzył, że mogę się dla niego zmienić.

Wybłagałam na nim spotkanie w niedziele. Na spokojnie i bez emocji. Błagałam wczoraj godzinę przez telefon. Zgodził się, jednak jasno dał mi do zrozumienia, że nie zmieni decyzji, że spotyka się ze mną tylko dlatego, żeby na spokojnie zakończyć ten związek. A jak jak głupia będę teraz żyła nadzieją do tej niedzieli, że go przekonam... mimo, że wiem, że to się nie uda. Boże, jak ja za nim tęsknię... na duchu podtrzymuje mnie to, że w niedziele go zobaczę... usłyszę jego głos, a może nawet uda mi się do niego przytulić.

DZIEWCZYNY CZY JA ZUPEŁNIE POSKRADAŁAM ROZUM ?

Wiem, że ta nadzieja przyniesie mi w niedzielę kolejną dawkę cierpienia i bólu, ale nie potrafię się jej wyzbyć. Nie potrafię pogodzić się ze świadomością, że on już mnie nie chce, że tak łatwo wyzbył się naszych wspólnych marzeń i planów. Naprawdę tak niewiele dla niego znaczyłam ?
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 11:42   #2
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Nie wiem czy zakładanie tego wątku jest dobrym pomysłem. Każdy z Was zapewne czytał już mnóstwo takich historii o porzuceniu... o cierpieniu... o miłości, która nie chce wygasnąć.
Pomyślałam, że jednak takie "wygadanie się" może być dla mnie jakąś terapią. Tym bardziej, że zostałam w takiej sytuacji, że nie mam obok siebie nikogo przed kim mogłabym to w ten chwili zrobić. Może wykrzyczenie mojego bólu publicznie mi pomoże? Boję się jednak, że wielu czytających ten temat będzie mnie krytykować i obrażać. Sama mam świadomość, że to ja jestem czynnikiem, który spowodował rozpad tego związku i jeżeli ktoś z Was pomyśli "masz to głupia dziewczyno na własne życzenie" to uprzedzam... tak wiem, więc proszę odpuście sobie takie komentarze.

Może zacznę od początku. ON był moją pierwszą miłością. Poznaliśmy się wiele lat temu, mieliśmy wtedy 14-15 lat. To z nim przeżyłam pierwsze chodzenie za rękę, pierwszy pocałunek, pierwsze doświadczenia seksualne. Mieszkaliśmy w innych miastach, dlatego postanowiłam, że żeby być bliżej niego przeniosę się do Poznania, jego miasta, i tak oto rozpoczęłam naukę w liceum w zupełnie obcym mieście. Oczywiście nam nie wyszło. Po ok. 2 latach rozstaliśmy się, gdyż mieliśmy dość kłótni, które ciągle pojawiały się w naszym związku. ON, po krótkim czasie od naszego rozstania, rozpoczął nowy związek, który trwał ponad 5 lat. Ja przez długi czas z nikim się nie wiązałam. ON przez te wszystkie lata zajmował w moim sercu wciąż wyjątkowe miejsce. Kilka razy odnawialiśmy kontakt, ale szybko się kończył, więc ja także postanowiłam spróbować jak to jest być z kimś innym. Byłam w kilkumiesięcznym związku, który okazał się porażką. Poza tym nie mogłam wyzbyć się porównywania każdego poznanego faceta do niego. Każdy z nich wypadał przy nim kiepsko, więc sobie odpuszczałam. Poza tym mieliśmy krótką przygodę ze sobą, gdy on był w tamtym związku. Tak, byłam tą drugą przez jakiś czas. Naiwnie wierzyłam, że porzuci ją dla mnie. Tak się nie stało... jedynym skutkiem tamtej sytuacji było to, że straciłam zupełnie zaufanie do tego faceta.

I tak oto ok. 2 lata temu odezwał się znowu do mnie informując mnie, że zakończył poprzedni związek. Namawiał mnie na spotkanie. Nauczona doświadczeniem, że zapewne chodzi mu tylko o jedno... długo odmawiałam... aż oczywiście wkońcu uległam. Już w pierwszej sekundzie, gdy go zobaczyłam moje uczucia do niego na nowo eksplodowały. To był cudowny wieczór... czułam, że nie tylko mi na nim zależy. Kolejne spotkania potwierdziły to i postanowiliśmy spróbować na nowo. Dałam klapę już na początku naszego związku, gdyż będąc na imprezie dałam się pocałować poznanemu na niej chłopakowi. Wiem, że nie ma wytłumaczenia co do tego, ale naprawdę byłam pod wpływem alkoholu i byłam nieświadoma swojego czynu. Następnego dnia bardzo tego żałowałam, czułam, że mogę go stracić, a to było najgorsze co mogło mnie spotkać, więc ukryłam to przed nim. Dowiedział się kilka miesięcy później, grzebiąc w moim komputerze, gdy wyjechałam na weekend do domu. Ta sytuacja bardzo go skrzywdziła, jednak dał mi następną szansę. Myślę, że to jednak z głównych przyczyn tego, co teraz dzieje się w moim życiu, bo nigdy mi tego nie wybaczył. Jednak wracając do naszego związku to rozwijał się on bardzo szybko... stawaliśmy się na nowo niesamowicie bliscy sobie. ON dał mi to, czego od tak dawna nie miałam... poczucie bezpieczeństwa, świadomość własnej wartości i chęć do życia. Zapomniałam dodać, że gdy odnowiliśmy naszą znajomość to byłam w rodzinnym mieście. Dla niego po raz drugi wróciłam do Poznania. Znalazłam tam mieszkanie i pracę. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem. Już wtedy zaczęło się psuć. Jestem totalną histeryczką, nerwuską. Mam trudny charakter. Dosłownie byle głupota potrafi mnie wyprowadzić z równowagi i rośnie ona w moich oczach do rozmiarów wielkiego problemu. I oczywiście na kim za każdym razem wylewałam swoje frustracje ? Tak, tak ... na nim. On dzielnie znosił moje humorki. Kilka razy nie wytrzymał, zabrał swoje rzeczy i odchodził. Jednak zawsze następnego dnia wracał. A gdy wracał to było cudownie. Kilka dni wielkiego szczęścia, a później na nowo nerwy, kłótnie, krzyki. Nie kontrolowałam swojej agresji... kilka razy uderzyłam go. Kiedyś kopnęłam go nawet tak mocno, że złamałam 3 palce u stopy. Dla niego to było za wiele. Już wtedy postanowił mnie zostawić. Tydzień bez niego był koszmarem... wkońcu wybłagałam spotkanie i daliśmy sobie kolejną szansę. Podjęliśmy decyzję o ucieczce z Poznania do mojego miasta. Tak się stało... wynajęliśmy tutaj mieszkanie, zaczęliśmy je urządzać, a ja rozpoczęłam własną działalność. ON nie mógł tutaj znaleźć pracy, więc pracował nadal w Poznaniu. Przyjeżdżał jedynie na weekendy. A gdy już przyjeżdżał to albo było niezwykle wspaniale, albo przechodziliśmy przez kolejne piekło.

Od 1 lutego prowadzę swoją firmę. Otwarcie jej kosztowało mnie duuużo nerwów. W okresie przed jej otwarciem oraz zaraz po byłam chodzącym kłębkiem nerwów. ON miał już tego dość. Nie wspierał mnie wtedy, tylko wkurzał się jak dzwoniłam do niego z płaczem, że znowu coś poszło nie po mojej myśli. Czułam, że moje ataki histerii są co raz silniejsze... że sama sobie z tym nie radzę... że nienawidzę sama siebie takiej jaką jestem. Podjęłam decyzję o wizycie u psychologa. Wydawało mi się, że pomogła... gdy przyjechał w piątek do domu było cudownie... sobota tak samo... nigdy nie zapomnę tego poranka, gdy obudziłam się w jego ramionach, a on czule pocałował mnie i wyznał, że mnie kocha. Podobno przed burzą zawsze jest cisza. I stało się. Mój psycholog kazał mi porozmawiać z nim o moich potrzebach. Gdy to zrobiłam, zdenerwował się i stwierdził, że odchodzi. Powiedział, że ma już dość tych rozmów. Dodatkowo oznajmił mi, że jego uczucie do mnie stopniowo gasło i na tą chwilę już mnie nie kocha. Wpadłam w kolejną histerię. Nic to nie dało... ODSZEDŁ.

Już wtedy czułam, że to koniec, jednak naiwnie prosiłam o szansę. Poprosił, żebym we wtorek do niego przyjechała... pojechałam. Zmarnowałam ostatnią szansę jaką mi dał... doprowadziłam do kolejnej kłótni, która go utwierdziłam w decyzji o odejściu. Nigdy, nigdy w życiu sobie nie wybaczę jak zachowałam się tamtego dnia. Świadomość, że swoim zachowaniem zrujnowałam ostatnią szansę, zabija mnie. I tak oto mija 9 dzień od naszego rozstania.

Już 9 dzień moje serce umiera. Wiem, że pisałam o tym jak to nam się nie układało, ale było też wiele tego dobrego. Ja naprawdę kocham tego człowieka. Czuję, że to mężczyzna, z którym chcę budzić się do końca życia. On też niejednokronie zapewniał mnie o tym, że jesem wyjątkową kobietą w jego życiu i bardzo mnie kocha. Razem planowaliśmy przyszłość. Dla niego zostawiłam w Poznaniu pracę, mieszkanie, przyjaciół i rozpoczęłam życie, które miało zapewnić nam spokojną przyszłość. Zostałam nagle sama... w mieszkaniu pełnym jego przedmiotów... w łóżku, w którym przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ON już mnie nie kocha. Jak to możliwe? Przecież jeszcze kilka dni temu zapewniał mnie o swoim uczuciu. Oszukiwał? Kłamał? Dlaczego? Wizażanki ja sobie nie radzę z tym cierpnieniem, które mnie wypełnia. Ten cholerny ból w klatce piersiowej jest nie do wytrzymania. Ciągle się łapię na tym, że myślę, że muszę do niego zadzwonić i mu o czymś opowiedzieć.
Dodatkowo popełniam błąd, bo płaszczę się przed nim... dzwonię, piszę maile, sms-y... błagam o szansę. Mam teraz tak silną motywację, że wiem, że mogę się zmienić. Oprócz psychologa chcę wybrać się także do psychiatry. Chcę zmienić swoje podłe nastawienie do życia i świata. Chcę stać się radosną, pełną życia dziewczyną, którą zawsze chciał mieć... chcę taka być... jednak on nie chce dać mi już szansy. Gardzi mną i powtarza, że nic do mnie nie czuje, ale ja tego nie potrafię przyjąć do wiadomości. Już 9 dzień prawie w całości przepłakuję. Czuję się tak strasznie bezsilna. Tak bardzo chciałabym, żeby mi zaufał... żeby uwierzył, że mogę się dla niego zmienić.

Wybłagałam na nim spotkanie w niedziele. Na spokojnie i bez emocji. Błagałam wczoraj godzinę przez telefon. Zgodził się, jednak jasno dał mi do zrozumienia, że nie zmieni decyzji, że spotyka się ze mną tylko dlatego, żeby na spokojnie zakończyć ten związek. A jak jak głupia będę teraz żyła nadzieją do tej niedzieli, że go przekonam... mimo, że wiem, że to się nie uda. Boże, jak ja za nim tęsknię... na duchu podtrzymuje mnie to, że w niedziele go zobaczę... usłyszę jego głos, a może nawet uda mi się do niego przytulić.

DZIEWCZYNY CZY JA ZUPEŁNIE POSKRADAŁAM ROZUM ?

Wiem, że ta nadzieja przyniesie mi w niedzielę kolejną dawkę cierpienia i bólu, ale nie potrafię się jej wyzbyć. Nie potrafię pogodzić się ze świadomością, że on już mnie nie chce, że tak łatwo wyzbył się naszych wspólnych marzeń i planów. Naprawdę tak niewiele dla niego znaczyłam ?
Opis mega toksycznej znajomości (związku, czy jak zwał, tak zwał). Toksyczny - pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl. Do psychologa, czy wypłakać się dobrej (rozsądnej) przyjaciółce na ramieniu, a nie na spotkanie z nim. Przykuj się do kaloryfera, cokolwiek, tylko się z nim nie spotykaj. Pozabijacie się w końcu, albo coś innego złego.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 11:51   #3
Atila
Zadomowienie
 
Avatar Atila
 
Zarejestrowany: 2009-12
Lokalizacja: Sandomierz
Wiadomości: 1 045
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Masz problem sama ze sobą, ze swoimi uczuciami, warto z kimś porozmawiać jeśli nie masz przyjaciółki to idz do psychologa.

Twoje uczucia są niszczące i to sama siebie głownie ranisz.

Musisz definitywnie zakończyć ta toksyczną znajomość !
__________________

10.06.2009
24.12.2009

21.08.2010


Edytowane przez Atila
Czas edycji: 2011-03-08 o 11:52
Atila jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 11:58   #4
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Atila Pokaż wiadomość
Masz problem sama ze sobą, ze swoimi uczuciami, warto z kimś porozmawiać jeśli nie masz przyjaciółki to idz do psychologa.

Twoje uczucia są niszczące i to sama siebie głownie ranisz.

Musisz definitywnie zakończyć ta toksyczną znajomość !
Tak jak pisałam, byłam już na jednej wizycie i jestem umówiona na kolejną. Poza tym rozważam opcję pójścia do psychiatry.

Dlatego ja nie potrafię spojrzeć na to tak jak Wy? Ja nie chcę kończyć, ja chcę o nią walczyć, bo bardzo go kocham. Czy ja naprawdę jestem psychiczna?
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:04   #5
Malla
Nie depcze krokusów
 
Avatar Malla
 
Zarejestrowany: 2004-08
Wiadomości: 52 988
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Dearlie - kochał, zależało mu, ale nadszedł etap zmęczenia materiału. Ileż można taplać się w bagnie. Zajmij się sobą, pracą nad swoim charakterem i emocjami. Może kiedyś jeszcze się w życiu zgracie, ale teraz nie macie szans.
__________________
- Rób swoje, wiedźminie. Resztą się nie turbuj.
Geralt solennie obiecał sobie nie turbować się.
Malla jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:04   #6
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Tak jak pisałam, byłam już na jednej wizycie i jestem umówiona na kolejną. Poza tym rozważam opcję pójścia do psychiatry.

Dlatego ja nie potrafię spojrzeć na to tak jak Wy? Ja nie chcę kończyć, ja chcę o nią walczyć, bo bardzo go kocham. Czy ja naprawdę jestem psychiczna?
Jesteś uzależniona - nie mieszajmy w to miłości może na razie. Uzależniona, bo wmówiłaś sobie, że nigdy z nikim Ci już tak nie będzie. Zamknęłaś się na nowe znajomości, doznania, nie idziesz przez to uczuciowo do przodu. Jasne, z każdym innym będzie już inaczej, ale gdybyś trafiła na kogoś odpowiedniego (a przy tym od początku budowała z nim zdrowe relacje) to na pewno nie byłoby mniej intensywnie, mniej ekscytująco. Było między Wami fajnie, ciekawe, ale w to czas przeszły, to już nie wróci, za to jeszcze trochę i naprawdę sobie jakąś krzywdę zrobicie (w sensie fizycznym, bo w sensie psychicznym Tobie się już stała wielka krzywda).
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:15   #7
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

To niesamowite jak boli świadomość, że w Waszych słowach jest sama prawda. Tak boli to, że nawet Wy, obce mi osoby, widzicie jak wiele straciłam przez swoje zachowanie. Jak zmarnowałam tak wielką szansę od losu i straciłam wspaniałego faceta. Wierzcie Ci, jakbym mogła cofnąć czas to 3 razy bym się zastanowała przed każdym napadem szału. Teraz już nic nie mogę zrobić... straciłam go... straciłam i muszę żyć z tą świadomością. Tylko jak ? Jak długo to cierpienie będzie mi towarzyszyło? Wszędzie czytam, że czas leszy razy. W moim przypadku chyba jedynie będzie przyzwyczajał do cierpienia. Choć póki co z każdym dniem bez niego , zamiast lepiej, jest co raz gorzej.
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:21   #8
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
To niesamowite jak boli świadomość, że w Waszych słowach jest sama prawda. Tak boli to, że nawet Wy, obce mi osoby, widzicie jak wiele straciłam przez swoje zachowanie. Jak zmarnowałam tak wielką szansę od losu i straciłam wspaniałego faceta. Wierzcie Ci, jakbym mogła cofnąć czas to 3 razy bym się zastanowała przed każdym napadem szału. Teraz już nic nie mogę zrobić... straciłam go... straciłam i muszę żyć z tą świadomością. Tylko jak ? Jak długo to cierpienie będzie mi towarzyszyło? Wszędzie czytam, że czas leszy razy. W moim przypadku chyba jedynie będzie przyzwyczajał do cierpienia. Choć póki co z każdym dniem bez niego , zamiast lepiej, jest co raz gorzej.
Wina nie leży tylko po Twojej stronie. Skądś ta Twoja frustracja się brała - nie tylko z niskiej samooceny, czy z sufitu, ale i z jego działań (lub ich braku), więc nie obwiniaj się o wszystko, a jego nie idealizuj.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:22   #9
natal20ka
Rozeznanie
 
Avatar natal20ka
 
Zarejestrowany: 2010-11
Wiadomości: 644
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
To niesamowite jak boli świadomość, że w Waszych słowach jest sama prawda. Tak boli to, że nawet Wy, obce mi osoby, widzicie jak wiele straciłam przez swoje zachowanie. Jak zmarnowałam tak wielką szansę od losu i straciłam wspaniałego faceta. Wierzcie Ci, jakbym mogła cofnąć czas to 3 razy bym się zastanowała przed każdym napadem szału. Teraz już nic nie mogę zrobić... straciłam go... straciłam i muszę żyć z tą świadomością. Tylko jak ? Jak długo to cierpienie będzie mi towarzyszyło? Wszędzie czytam, że czas leszy razy. W moim przypadku chyba jedynie będzie przyzwyczajał do cierpienia. Choć póki co z każdym dniem bez niego , zamiast lepiej, jest co raz gorzej.

Leczy, uwierz, ze leczy jak nic innego.Daj sobie czas, napewno dlugo bedzie bolalo i wiem jak straszny jest ten bol, ale minie...Poradzisz sobie
natal20ka jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:31   #10
elvegirl
po drugiej stronie szafy
 
Avatar elvegirl
 
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Autorko...dlaczego chcesz walczyć o związek, który wyzwalał w Tobie najgorsze instynkty?
"bo kocham" nie jest wystarczającą odpowiedzią, ponieważ sama miłość (pomijam już, że u Ciebie to nie miłość, a uzależnienie od myśli, że żaden inny Ci się nie trafi, że żaden nie będzie tak dobry, plepleple) nie wystarczy do stworzenia zdrowego związku.

I nie, wina nie leży tylko po Twojej stronie. Owszem, powinnaś pracować nad panowaniem nad emocjami...ale...
Ja jestem straszna choleryczka, zazdrośnica, podła małpa ogólnie. Ciekawostką jest to, że jestem taka do ludzi, którzy mi na to pozwalają. Jeśli ktoś mnie usadzi na dzień dobry w odpowiedni sposób na swoim miejscu, to nie ma z moją nadpobudliwością problemów.

Tak, zdradziłaś go. Ale on Ci dał drugą szansę. Jeśli się daje drugą szansę, to się do przeszłości nie wraca. Albo odejść na dobre, albo wybaczyć. On teoretycznie dał wam szansę, ale w praktyce okazało się inaczej.

Wina leży po obu stronach.
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
elvegirl jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:31   #11
2f6abb6d3878858271ffdb3efd65c95d1f4fde9b_623d0cb3af0b6
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2005-08
Wiadomości: 4 241
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

histeria, histeria, histeria
i nadmierna egzaltacja

nie widzę w tym opisie związku z cyklu "taka miłość się nie zdarza" - facet oprzytomniał, więc i Tobie w końcu pasuje się ocknąć
2f6abb6d3878858271ffdb3efd65c95d1f4fde9b_623d0cb3af0b6 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:46   #12
Karena 73
Kobieta z klasą
 
Avatar Karena 73
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: śląsk
Wiadomości: 3 058
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Malla Pokaż wiadomość
Dearlie - kochał, zależało mu, ale nadszedł etap zmęczenia materiału. Ileż można taplać się w bagnie. Zajmij się sobą, pracą nad swoim charakterem i emocjami. Może kiedyś jeszcze się w życiu zgracie, ale teraz nie macie szans.
Zgadzam się , skup się w tej chwili na sobie. Jeżeli czujesz, ze terapia pomoże i jest Ci potrzebna skorzystaj z niej. Teraz nie myśl o nim, to Ty jesteś ważna, najważniejsza.
Myślę, że jeżeli uporasz się ze swoimi lękami staniesz się inną osobą i nawet gdy nie spowoduje to, że odzyskasz jego, zyskasz coś innego, myślę, że coś nawet cenniejszego - SIEBIE.
Skoro zeszliście się po tak długiej przerwie to nic tego nie wyklucza w przyszłości, ale najpierw uporaj się z tym co tak naprawdę Cię gryzie. Nie sądzę jednak aby teraz naleganie na spotkanie z nim miało jakiś sens, on tylko się upewni, że dobrze zrobił odchodząc.
__________________
Miłość to gra we dwoje, w której oboje muszą wygrywać.

Edytowane przez Karena 73
Czas edycji: 2011-03-08 o 12:48
Karena 73 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:52   #13
wandaweranda
Zakorzenienie
 
Avatar wandaweranda
 
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Doris1981 Pokaż wiadomość
Wina nie leży tylko po Twojej stronie. Skądś ta Twoja frustracja się brała - nie tylko z niskiej samooceny, czy z sufitu, ale i z jego działań (lub ich braku), więc nie obwiniaj się o wszystko, a jego nie idealizuj.
dokładnie, to samo chcę Ci przekazać
Cytat:
Napisane przez elvegirl Pokaż wiadomość
Autorko...dlaczego chcesz walczyć o związek, który wyzwalał w Tobie najgorsze instynkty?
100% racji, celna uwaga
i koniecznie wybierz się na psychoterapię, uzdrów swoje emocje.
wandaweranda jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:52   #14
Lexie
Przyjaciel wizaz.pl
 
Avatar Lexie
 
Zarejestrowany: 2004-06
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 33 576
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
To niesamowite jak boli świadomość, że w Waszych słowach jest sama prawda. Tak boli to, że nawet Wy, obce mi osoby, widzicie jak wiele straciłam przez swoje zachowanie. Jak zmarnowałam tak wielką szansę od losu i straciłam wspaniałego faceta.
Kto Ci tu coś takiego napisał?

Ja nie do końca wierzę, że on był taki idealny i świetny, skoro najwyraźniej wyzwalał w Tobie to, co najgorsze. Teraz go idealizujesz tak, że bardziej nie można, a ludzie mają wady, ZAWSZE i wszyscy mają. Bierzesz na siebie całą winę za rozpad tego związku, ale ten rozpad nastąpił kiedy chciałaś z nim porozmawiać o swoich potrzebach, za radą psychologa. Czy taka rozmowa powinna w kochającym kogoś człowieku spowodować reakcję typu "rozstajemy się"? No chyba nie za bardzo...

Ten związek był toksyczny ogólnie, nie działał na Ciebie dobrze, za dużo w nim dramatu.

A Ty jesteś w tej chwili dramatycznie uzależniona od niego, zgodzę się, że nie należy tu mieszać miłości. Wmówiłaś sobie, że jak nie ten, to żaden. To prawda, z żadnym nie będzie tak samo, bo każdy człowiek jest inny. Ale inaczej nie znaczy gorzej, a może wręcz znaczyć lepiej.

Nie powinnaś się z nim spotykać, to tylko nasypie Ci soli na tę ranę. Trzymaj się teraz swojego życia, pracy, firmy, znajomych, rodziny, psychologa, idź do tego psychiatry.

Edytowane przez Lexie
Czas edycji: 2011-03-08 o 17:41
Lexie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:55   #15
Rybka62
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2011-01
Wiadomości: 27
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Musicie dać sobie czas - on wszystko pokaże. Jeżeli pisane macie, że będziecie razem to bedziecie, w przeciwnym przypadku będziecie podążać osobnymi ścieżkami. Przeznaczenia nie zmienisz Mogę dodać jeszcze, że jestem w podobnej sytuacji, też straciłam kogoś kogo bardzo kocham. Ale nie ma sensu tworzyc czegoś na siłę, związku muszą chcieć obydwie strony!!! Póki co zajmij się czymś, organizuj sobie tak czas, by za dużo o nim nie myśleć, a przyszłość napisze samo życie pozdrawiam!
Rybka62 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:57   #16
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Doris1981 Pokaż wiadomość
Wina nie leży tylko po Twojej stronie. Skądś ta Twoja frustracja się brała - nie tylko z niskiej samooceny, czy z sufitu, ale i z jego działań (lub ich braku), więc nie obwiniaj się o wszystko, a jego nie idealizuj.
To nie jest tak, że ja zawsze wpadałam w histerię z byle głupoty. O pierdoły zazwyczaj troszkę pokrzyczałam, a po 5 minutach mi mijało. Natomiast jeżeli chodzi o chwile, w których wpadałam w furię to najczęściej była to ta sama przyczyna... pojawiały się w momecie, gdy po kłótni on zaczynał zbierać swoje rzeczy twierdząc, że odchodzi. Początkowo była reakcja na świadomość, że chce mnie zostawić, przy kolejnych razach reakcja na to, że on znowu to robi.

Cytat:
Napisane przez elvegirl Pokaż wiadomość
Autorko...dlaczego chcesz walczyć o związek, który wyzwalał w Tobie najgorsze instynkty?
"bo kocham" nie jest wystarczającą odpowiedzią, ponieważ sama miłość (pomijam już, że u Ciebie to nie miłość, a uzależnienie od myśli, że żaden inny Ci się nie trafi, że żaden nie będzie tak dobry, plepleple) nie wystarczy do stworzenia zdrowego związku.

I nie, wina nie leży tylko po Twojej stronie. Owszem, powinnaś pracować nad panowaniem nad emocjami...ale...
Ja jestem straszna choleryczka, zazdrośnica, podła małpa ogólnie. Ciekawostką jest to, że jestem taka do ludzi, którzy mi na to pozwalają. Jeśli ktoś mnie usadzi na dzień dobry w odpowiedni sposób na swoim miejscu, to nie ma z moją nadpobudliwością problemów.

Tak, zdradziłaś go. Ale on Ci dał drugą szansę. Jeśli się daje drugą szansę, to się do przeszłości nie wraca. Albo odejść na dobre, albo wybaczyć. On teoretycznie dał wam szansę, ale w praktyce okazało się inaczej.

Wina leży po obu stronach.
Myślę, że masz rację. Tyle razy go prosiłam, żeby reagował inaczej, gdy wpadałam w szał. Błagałam o to, że zamiast uciekać, powinien mnie mocno przytulić i poczekać aż w jego ramionach emocje opadną. Nawet raz się udało. Więcej razy nie próbował, gdyż stwierdził, że nie jest w stanie w takich momentach mnie przytulać.

Jeżeli chodzi o zdradę to rzeczywiście wypominał mi ją conajmniej raz w tygodniu. Już nie muszę chyba wspominać jak mnie to dodatkowo wyprowadzało z równowagi. Przecież tyle razy przepraszałam za to, a on ciągle miał mi za złe.


Cytat:
Napisane przez natal20ka Pokaż wiadomość
Leczy, uwierz, ze leczy jak nic innego.Daj sobie czas, napewno dlugo bedzie bolalo i wiem jak straszny jest ten bol, ale minie...Poradzisz sobie
Mam wielką, wielką nadzieję, że masz rację. Chciałabym przyspieszyć ten czas, bo te dni, które przeżywam są nie do zniesienia.
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 12:57   #17
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez lexie Pokaż wiadomość
Kto Ci tu coś takiego napisał?

Ja nie do końca wierzę, że on był taki idealny i świetny, skoro najwyraźniej wyzwalał w Tobie to, co najgorsze. Teraz go idealizujesz tak, że bardziej nie można, a ludzie mają wady, ZAWSZE i wszyscy mają. Bierzesz na siebie całą winę za rozpad tego związku, ale ten rozpad nastąpił kiedy chciałaś z nim porozmawiać o swoich potrzebach, za radą psychologa. Czy taka rozmowa powinna z kochających kogoś człowieku spowodować reakcję typu "rozstajemy się"? No chyba nie za bardzo...

Ten związek był toksyczny ogólnie, nie działał na Ciebie dobrze, za dużo w nim dramatu.

A Ty jesteś w tej chwili dramatycznie uzależniona od niego, zgodzę się, że nie należy tu mieszać miłości. Wmówiłaś sobie, że jak nie ten, to żaden. To prawda, z żadnym nie będzie tak samo, bo każdy człowiek jest inny. Ale inaczej nie znaczy gorzej, a może wręcz znaczyć lepiej.

Nie powinnaś się z nim spotykać, to tylko nasypie Ci soli na tę ranę. Trzymaj się teraz swojego życia, pracy, firmy, znajomych, rodziny, psychologa, idź do tego psychiatry.
Lexie, święte słowa.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:08   #18
natal20ka
Rozeznanie
 
Avatar natal20ka
 
Zarejestrowany: 2010-11
Wiadomości: 644
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Mam wielką, wielką nadzieję, że masz rację. Chciałabym przyspieszyć ten czas, bo te dni, które przeżywam są nie do zniesienia.

Jest wiele osob w takich sytuacjach, czujacych ten bol...czasu nie przyspieszysz ale za to mozesz go wykorzystac i traktowac to jako lekcje ktora pozniej pozwoli Tobie nie popelniac bledow przez ktore bedziesz cierpiala.Wiem po sobie, bylam 4lata w toksycznym zwiazku i widzialam to tak jak Ty, on to bylo bostwo bez skazy, a za jakis czas uswiadomilam sobie ze to wcale nie byla taka milosc do konca i zwiazek przynosil mi wiecej cierpienia niz radosci...cierpialam, plakalam, pozwalalam sobie na bol i teraz jestem w szczesliwym zwiazku w ktorym staram sie nie popelniac bledow takich jak w przeszlosci

i nigdy nie pozwalaj sobie myslec, ze to wszystko z Twojej winy bo oszalejesz, przestan go usprawiedliwiac bo wina ZAWSZE lezy po dwuch stronach w mniejszym lub wiekszym stopniu, ale zawsze po dwuch stronach
natal20ka jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:09   #19
wandaweranda
Zakorzenienie
 
Avatar wandaweranda
 
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
To nie jest tak, że ja zawsze wpadałam w histerię z byle głupoty. O pierdoły zazwyczaj troszkę pokrzyczałam, a po 5 minutach mi mijało. Natomiast jeżeli chodzi o chwile, w których wpadałam w furię to najczęściej była to ta sama przyczyna... pojawiały się w momecie, gdy po kłótni on zaczynał zbierać swoje rzeczy twierdząc, że odchodzi. Początkowo była reakcja na świadomość, że chce mnie zostawić, przy kolejnych razach reakcja na to, że on znowu to robi.



Myślę, że masz rację. Tyle razy go prosiłam, żeby reagował inaczej, gdy wpadałam w szał. Błagałam o to, że zamiast uciekać, powinien mnie mocno przytulić i poczekać aż w jego ramionach emocje opadną. Nawet raz się udało. Więcej razy nie próbował, gdyż stwierdził, że nie jest w stanie w takich momentach mnie przytulać.

Jeżeli chodzi o zdradę to rzeczywiście wypominał mi ją conajmniej raz w tygodniu. Już nie muszę chyba wspominać jak mnie to dodatkowo wyprowadzało z równowagi. Przecież tyle razy przepraszałam za to, a on ciągle miał mi za złe.
juz dawno powinniście sie rozejść. Nie jestescie dla siebie, zupełnie. Wzbudzacie w sobie nawzajem agresję, to istny poligon, a nie związek. uwierz, tak nie wygląda miłość.
Miłość nie wyniszcza, nie boli. A Wy tkwiliście w uzależniającym, bardzo szkodliwym układzie.
swoją drogą straszna jest taka pierwsza toksyczna "miłosć" i świete przekonanie, że nic lepszego się juz nie wydarzy.......

edit
Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość

Mam wielką, wielką nadzieję, że masz rację. Chciałabym przyspieszyć ten czas, bo te dni, które przeżywam są nie do zniesienia.
wiem, że to straszne , usiedzieć na tyłku spokojnie nie można , skrajne emocje, i ogólna masakra. Ale dasz radę. Wybierz się do specjalisty, a i tu na wizażu, znajdziesz wsparcie. Cierpliwości, będzie lepiej.

Edytowane przez wandaweranda
Czas edycji: 2011-03-08 o 13:12
wandaweranda jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:16   #20
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Karena 73 Pokaż wiadomość
Zgadzam się , skup się w tej chwili na sobie. Jeżeli czujesz, ze terapia pomoże i jest Ci potrzebna skorzystaj z niej. Teraz nie myśl o nim, to Ty jesteś ważna, najważniejsza.
Myślę, że jeżeli uporasz się ze swoimi lękami staniesz się inną osobą i nawet gdy nie spowoduje to, że odzyskasz jego, zyskasz coś innego, myślę, że coś nawet cenniejszego - SIEBIE.
Skoro zeszliście się po tak długiej przerwie to nic tego nie wyklucza w przyszłości, ale najpierw uporaj się z tym co tak naprawdę Cię gryzie. Nie sądzę jednak aby teraz naleganie na spotkanie z nim miało jakiś sens, on tylko się upewni, że dobrze zrobił odchodząc.
Dziękuję za Twoje słowa. Bardzo mi pomogły, bo jest w nich wiara we mnie. Wiara, której ja sama nie mam, ale mogę Cię zapewnić, że zrobię wszystko, żeby ona wróciła. Bardzo bym chciała, żeby moje dni nie były takim koszmarem jak są. Nawet jeżeli to mają być samotne dni. Po prostu to co się ze mną dzieje, niszczy mnie całkowicie.

Cytat:
Napisane przez wandaweranda Pokaż wiadomość
dokładnie, to samo chcę Ci przekazać

100% racji, celna uwaga
i koniecznie wybierz się na psychoterapię, uzdrów swoje emocje.
Jak tylko znajdę siły i finanse, żeby to zrobić, to daję słową, że pójdę za Twoją radą na terapię. Bardzo liczę, że to mi pomoże.

Cytat:
Napisane przez lexie Pokaż wiadomość
Kto Ci tu coś takiego napisał?

Ja nie do końca wierzę, że on był taki idealny i świetny, skoro najwyraźniej wyzwalał w Tobie to, co najgorsze. Teraz go idealizujesz tak, że bardziej nie można, a ludzie mają wady, ZAWSZE i wszyscy mają. Bierzesz na siebie całą winę za rozpad tego związku, ale ten rozpad nastąpił kiedy chciałaś z nim porozmawiać o swoich potrzebach, za radą psychologa. Czy taka rozmowa powinna z kochających kogoś człowieku spowodować reakcję typu "rozstajemy się"? No chyba nie za bardzo...

Ten związek był toksyczny ogólnie, nie działał na Ciebie dobrze, za dużo w nim dramatu.

A Ty jesteś w tej chwili dramatycznie uzależniona od niego, zgodzę się, że nie należy tu mieszać miłości. Wmówiłaś sobie, że jak nie ten, to żaden. To prawda, z żadnym nie będzie tak samo, bo każdy człowiek jest inny. Ale inaczej nie znaczy gorzej, a może wręcz znaczyć lepiej.

Nie powinnaś się z nim spotykać, to tylko nasypie Ci soli na tę ranę. Trzymaj się teraz swojego życia, pracy, firmy, znajomych, rodziny, psychologa, idź do tego psychiatry.
W każdym Twoim słowie jest cała prawda o tym związku. Mimo to, czytając o jego tosksyczności, łzy same mi płyną po policzku. Tak, to ta prawda tak boli. Prawda, której ja sama nie zauważałam. Mimo, że to rzeczywiście może być uzależenie, a nie miłość... czymkolwiek by nie było jest silne. Ja bez niego po prostu czuję się nikim. Czuję, że straciłam wszystko co miałam.

Staram się odwracać uwagę od tego, ale złośliwy los nie pozwala. Firma nie funcjonuje dobrze , będzie funkcjonować jeszcze gorzej, bo on dostarczał mi towar, a teraz muszę szukać innego rozwiązania. Klientek niewiele, więc nawet nie mam czym się zająć. W sobotę jadę do przyjaciółki... myślę, że bardzo mi to spotkanie pomoże, mimo, że pewnie też usłyszę wiele bolesnej prawdy.

Cytat:
Napisane przez Rybka62 Pokaż wiadomość
Musicie dać sobie czas - on wszystko pokaże. Jeżeli pisane macie, że będziecie razem to bedziecie, w przeciwnym przypadku będziecie podążać osobnymi ścieżkami. Przeznaczenia nie zmienisz Mogę dodać jeszcze, że jestem w podobnej sytuacji, też straciłam kogoś kogo bardzo kocham. Ale nie ma sensu tworzyc czegoś na siłę, związku muszą chcieć obydwie strony!!! Póki co zajmij się czymś, organizuj sobie tak czas, by za dużo o nim nie myśleć, a przyszłość napisze samo życie pozdrawiam!
Dziękuję za odpowiedź. Serce pęka, że to przeznaczenie, którym wydawał mi się być on, okazuje się inne. Dla mnie szokiem są zmiany, które muszą zajść teraz w moim życiu. Zmiany, których nie planowałam. Zmiany, których bardzo się boję. Również pozdrawiam.

Przepraszam wszystkim za chaotyczność moich wypowiedzi, ale proszę miejscie na uwadze, że towarzyszą mi duże emocje.
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:31   #21
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Autorko wątku, masz Ty jakąś koleżankę / kolegę, którym możesz się wypłakać na ramieniu? Mam nadzieję, że tak. Dzwoń po wsparcie, umów się na najbliższe dni z kim się da - na cokolwiek, niech będzie jedzenie lodów, czy żelek (ja na amerykańskich filmach), oglądanie bzdur w tv, wyjście na spacer i dotlenienie mózgu, malowanie sobie pazurów na 5 różnych kolorów. Zajmij czymś czas. Jeżeli się od 3 miesięcy zbierasz do fryzjera, to zrób to teraz. Jeżeli na gwiazdkę dostałaś książkę i leży gdzieś w szufladzie, to zacznij ją czytać już dzisiaj. Zrób katalog z piosenkami z "pies" w tytule lub filmów, w których pojawia się tematyka kulinarna.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:49   #22
elvegirl
po drugiej stronie szafy
 
Avatar elvegirl
 
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Doris1981 Pokaż wiadomość
Zrób katalog z piosenkami z "pies" w tytule (...)
http://www.youtube.com/watch?v=Sxp7W0CVnus



---------- Dopisano o 13:49 ---------- Poprzedni post napisano o 13:46 ----------

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
To nie jest tak, że ja zawsze wpadałam w histerię z byle głupoty. O pierdoły zazwyczaj troszkę pokrzyczałam, a po 5 minutach mi mijało. Natomiast jeżeli chodzi o chwile, w których wpadałam w furię to najczęściej była to ta sama przyczyna... pojawiały się w momecie, gdy po kłótni on zaczynał zbierać swoje rzeczy twierdząc, że odchodzi. Początkowo była reakcja na świadomość, że chce mnie zostawić, przy kolejnych razach reakcja na to, że on znowu to robi.



Myślę, że masz rację. Tyle razy go prosiłam, żeby reagował inaczej, gdy wpadałam w szał. Błagałam o to, że zamiast uciekać, powinien mnie mocno przytulić i poczekać aż w jego ramionach emocje opadną. Nawet raz się udało. Więcej razy nie próbował, gdyż stwierdził, że nie jest w stanie w takich momentach mnie przytulać.

Jeżeli chodzi o zdradę to rzeczywiście wypominał mi ją conajmniej raz w tygodniu. Już nie muszę chyba wspominać jak mnie to dodatkowo wyprowadzało z równowagi. Przecież tyle razy przepraszałam za to, a on ciągle miał mi za złe.
O widzisz, już masz początek pięknej listy jego przewinień w tym związku. Pomyśl, na bank znajdziesz kolejne podpunkty i się okaże, że wcale nie był takim ideałem...
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
elvegirl jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:50   #23
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Doris1981 jadę w sobotę do mojej przyjaciółki, która niestety jest w innym mieście, bo tak jak pisał, w imię naszych wspólnych planów na przyszłość przeniosłam się z nim do mojego rodzinnego miasta, zostawiając w Poznaniu 7 lat mojego życia. Do fryzjera wybieram się w następnym tygodniu... zamierzam obciąć sporo włosów, bo przez ponad rok zapuszczałam je dla niego, bo lubił długie włosy ( no to męczyłam się długimi ). Staram się sięgać po książki, ale to też budzi niepotrzebne wspomnienia, bo czytanie to było nasze wspólne hobby. Poza tym jestem uziemniona w pracy od 10 do 18... klientek brak, więc zostaję ze swoimi myślami, a to mi nie służy.
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:54   #24
liketoysoldiers
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2009-05
Wiadomości: 195
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Witaj

Powiem Ci że widzę tu bardzo dużo podobieństwa do mojej historii... Też była "wielka love", zaręczyny w wieku 19 lat, wspólne mieszkanie, problemy, życie... I chyba to życie nas przerosło - mnie przerosło... ciągłe kłótnie.

Ja- podobnie tak jak Ty -bardzo wiele razy się wściekałam, wiele razy prowokowałam kłótnie, bywałam zaborcza, sfochowana, zazdrosna... taka toksyczna relacja w sumie.
Też pierwszy facet na poważnie, pierwszy sex, ale z czasem po prostu obydwoje mieliśmy siebie nawzajem dość - wystarczył jeden błachy powód by wytrącić mnie z równowagi. Były chwile piękne, a były też straszne awantury, "ciche dni", rzucane w niego poduszki. Oprócz tego ten związek przestał się opierać na zaufaniu - ja przestałam ufać (chociaż wiem ze mnie nie zdradził), stałam się takim "bluszczem", nawzajem się osaczaliśmy. W końcu - pod wpływem emocji - decyzja o rozstaniu - koniec wspólnego mieszkania, koniec planów o ślubie. Potem powrót. I znów rozstanie.

Od tego czasu minęło ponad1,5 roku. Po drodze poznałam wielu facetów - z żadnym nie stworzyłam dłuższej relacji. To nie tak że porównuje ich do ex - po prostu nie potrafię się przed nikim otworzyć, tak jak przed nim. Przez rok po rozstaniu praktycznie nie mieliśmy kontaktu.

Nagle -szok-tragedia- niespodziewanie zmarł mój tata - zadzwoniłam do mamy ex-a żeby zawiadomić o pogrzebie (nasze rodziny dobrze sie poznały). Telefon odebrał on- nie minęła godz. i był u mnie - wyryczałam mu się na kolanie - tak po przyjacielsku, jakbyśmy nie widzieli się dzień, jakby nic się nie zdarzyło między nami.....(wiedział jak trudno mi się otworzyć i jak bardzo tata był ważny w moim życiu) Od tego czasu mamy ze sobą kontakt. Bardzo mi wtedy pomógł.... Co jakiś czas on dzwoni - gadamy, śmiejemy się, opowiadamy o swoim życiu - nie ma już kłótni, ale to jest przyjacielska relacja.... powiedział mi wprost że żałuje że tak się to skończyło, że obydwoje popełniliśmy wiele błędów, że spotkaliśmy się za wcześnie, że on i ja bardzo się zraniliśy, wypowiedzieliśmy wiele złych słów... on chciałby zacząć to od nowa - ja... no cóż...
Tak jak mówicie - toksyczna relacja - czy sens to zaczynać....? Ciężko jest zacząć nowy związek po czymś takim, ciężko przyzwyczaić się do innego faceta, ale ciężko też myśleć o ewentualnym powrocie.....

Emocje muszą u Ciebie opaść, obydwoje musicie to przemyśleć, dojrzeć, ja wiem że nie byliśmy dojrzali do tego związku. W wieku 19 lat powinno się wspólnie szaleć na dyskotekach a nie bawić w dom...
Jeśli on Cię naprawdę kocha - jeśli jesteście dla siebie - jeszcze się odnajdziecie w życiu... za jakiś czas. Powiem Ci że obietnica poprawy 1 dzień po kłótni nic nie da. Ja też obiecywałam że nie będę się czepiać, że będę bardziej wyrozumiała, ale do tego trzeba czasu, trzeba po prostu dojrzeć. Ja widzę sama po sobie - poznałam przez te 1,5 roku kilku facetów i dzięki tym znajomościom- widzę teraz dokładniej jakie błędy robiłam, jakie robił on, że obydwoje schrzaniliśmy po całości.
Teoretycznie- z naszym, doświadczeniami - powinniśmy stworzyć teraz idealny związek z nowymi partnerami. W praktyce nie jesteśmy z nikim na stałe. Ale chyba zbyt boję się do tego wracać. Myślę sobie - co ma być to i tak będzie - jeśli on rzeczywiście jest tą osobą - to w kocu to się jakoś ułoży....
proszę Cię pomyśl na spokojnie o wszystkim - nie błagaj go o powrót, ustąp, pogódź się z tym co jest teraz - on musi Cię szanować, musi wiedzieć że dasz sobie radę bez niego - wtedy zyskasz w jego oczach. Nie panikuj gdy on spotka nowe kobiety, nowe doświadczenia są Wam potrzebne - właśnie po to by zobaczyć czy to była naprawdę miłość, czy z kimś innym będzie Wam lepiej, czy może nadal będziecie dla siebie ważni.
Tak jak w często przytaczanym tu cytacie: Jeśli coś kochasz, puść to wolno, jeśli wróci - jest Twoje, jeśli nie - nigdy Twoje nie było.

Przepraszam że tak się rozpisałam ze swoją historią ale chcę żebyś wiedziała, że naprawdę czasem trzeba odpuścić. Nie znacie się m-c czy rok, dużo Was łączy - jeśli rzeczywiście obydwoje dojrzejecie to tego związku, nabierzecie nowych doświadczeń - być może zrozumiecie jeszcze że to jest właśnie to i nie warto tracić życia na kłótnie. Ale to musi potrwać....
Ja jak na razie boje się powrotu do przeszłości - u Was może być inaczej

Pozdrawiam no i oczywiście spełnienia marzeń dla nas Dziewczynki! : roza:
__________________

Jeśli cię kocham to cicho
tak jak oddech lub szept
kokardy twoim bucikom
przypinam z najbielszych nieb


liketoysoldiers jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 13:55   #25
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez elvegirl Pokaż wiadomość
O widzisz, już masz początek pięknej listy jego przewinień w tym związku. Pomyśl, na bank znajdziesz kolejne podpunkty i się okaże, że wcale nie był takim ideałem...
Ja to wiem, mogłabym wymienić mnóstwo jego wad, jednak rzecz w tym, że ja umiałam je w nim akceptować. Po woli uczyłam się z nimi żyć. A on mnie z moimi przekreślił
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 14:06   #26
wandaweranda
Zakorzenienie
 
Avatar wandaweranda
 
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Ja to wiem, mogłabym wymienić mnóstwo jego wad, jednak rzecz w tym, że ja umiałam je w nim akceptować. Po woli uczyłam się z nimi żyć. A on mnie z moimi przekreślił
przekreślił, bo Cię nie kochał. Przerosło go to wszystko. Po prostu to nie jest ten człowiek.

---------- Dopisano o 14:06 ---------- Poprzedni post napisano o 14:00 ----------

Cytat:
Napisane przez liketoysoldiers Pokaż wiadomość
chcę żebyś wiedziała, że naprawdę czasem trzeba odpuścić. Nie znacie się m-c czy rok, dużo Was łączy - jeśli rzeczywiście obydwoje dojrzejecie to tego związku, nabierzecie nowych doświadczeń - być może zrozumiecie jeszcze że to jest właśnie to i nie warto tracić życia na kłótnie.
a ja bym powiedziała, że właśnie dużo ich dzieli. Zbyt dużo.
wandaweranda jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 14:09   #27
elvegirl
po drugiej stronie szafy
 
Avatar elvegirl
 
Zarejestrowany: 2007-03
Wiadomości: 41 583
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Ja to wiem, mogłabym wymienić mnóstwo jego wad, jednak rzecz w tym, że ja umiałam je w nim akceptować. Po woli uczyłam się z nimi żyć. A on mnie z moimi przekreślił
Związek nie polega tylko i wyłącznie na akceptacji wad partnera, kosztem akceptacji siebie.

Ty się skupiłaś w życiu dla niego. On był sensem Twojego życia, Ty jego nie. Teraz nie masz nic, bo wszystko co robiłaś, było związane z nim.

Nie popełnij więcej tego błędu.

Nie można opierać swojego poczucia wartości na drugim człowieku...

---------- Dopisano o 14:09 ---------- Poprzedni post napisano o 14:07 ----------

Cytat:
Napisane przez wandaweranda Pokaż wiadomość
przekreślił, bo Cię nie kochał. Przerosło go to wszystko. Po prostu to nie jest ten człowiek.

---------- Dopisano o 14:06 ---------- Poprzedni post napisano o 14:00 ----------


a ja bym powiedziała, że właśnie dużo ich dzieli. Zbyt dużo.
__________________
"Widziałeś tę dziewczynę? Ma nogi za milion złotych!" - pomagamy Dianie https://www.siepomaga.pl/dla-diany
elvegirl jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 14:10   #28
201803290936
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2006-10
Wiadomości: 43 611
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez elvegirl Pokaż wiadomość
(...)
Nie można opierać swojego poczucia wartości na drugim człowieku...
Święte słowa, sama tak robiłam i to było straszne, bo jak człowiek odchodził, to cała pewność siebie, poczucie wartości znikały w niebyt. Nigdy więcej.
201803290936 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 14:25   #29
Dearlie
Zakorzenienie
 
Avatar Dearlie
 
Zarejestrowany: 2008-03
Lokalizacja: Wielkopolska
Wiadomości: 3 173
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez liketoysoldiers Pokaż wiadomość
Witaj

Powiem Ci że widzę tu bardzo dużo podobieństwa do mojej historii... Też była "wielka love", zaręczyny w wieku 19 lat, wspólne mieszkanie, problemy, życie... I chyba to życie nas przerosło - mnie przerosło... ciągłe kłótnie.

Ja- podobnie tak jak Ty -bardzo wiele razy się wściekałam, wiele razy prowokowałam kłótnie, bywałam zaborcza, sfochowana, zazdrosna... taka toksyczna relacja w sumie.
Też pierwszy facet na poważnie, pierwszy sex, ale z czasem po prostu obydwoje mieliśmy siebie nawzajem dość - wystarczył jeden błachy powód by wytrącić mnie z równowagi. Były chwile piękne, a były też straszne awantury, "ciche dni", rzucane w niego poduszki. Oprócz tego ten związek przestał się opierać na zaufaniu - ja przestałam ufać (chociaż wiem ze mnie nie zdradził), stałam się takim "bluszczem", nawzajem się osaczaliśmy. W końcu - pod wpływem emocji - decyzja o rozstaniu - koniec wspólnego mieszkania, koniec planów o ślubie. Potem powrót. I znów rozstanie.

Od tego czasu minęło ponad1,5 roku. Po drodze poznałam wielu facetów - z żadnym nie stworzyłam dłuższej relacji. To nie tak że porównuje ich do ex - po prostu nie potrafię się przed nikim otworzyć, tak jak przed nim. Przez rok po rozstaniu praktycznie nie mieliśmy kontaktu.

Nagle -szok-tragedia- niespodziewanie zmarł mój tata - zadzwoniłam do mamy ex-a żeby zawiadomić o pogrzebie (nasze rodziny dobrze sie poznały). Telefon odebrał on- nie minęła godz. i był u mnie - wyryczałam mu się na kolanie - tak po przyjacielsku, jakbyśmy nie widzieli się dzień, jakby nic się nie zdarzyło między nami.....(wiedział jak trudno mi się otworzyć i jak bardzo tata był ważny w moim życiu) Od tego czasu mamy ze sobą kontakt. Bardzo mi wtedy pomógł.... Co jakiś czas on dzwoni - gadamy, śmiejemy się, opowiadamy o swoim życiu - nie ma już kłótni, ale to jest przyjacielska relacja.... powiedział mi wprost że żałuje że tak się to skończyło, że obydwoje popełniliśmy wiele błędów, że spotkaliśmy się za wcześnie, że on i ja bardzo się zraniliśy, wypowiedzieliśmy wiele złych słów... on chciałby zacząć to od nowa - ja... no cóż...
Tak jak mówicie - toksyczna relacja - czy sens to zaczynać....? Ciężko jest zacząć nowy związek po czymś takim, ciężko przyzwyczaić się do innego faceta, ale ciężko też myśleć o ewentualnym powrocie.....

Emocje muszą u Ciebie opaść, obydwoje musicie to przemyśleć, dojrzeć, ja wiem że nie byliśmy dojrzali do tego związku. W wieku 19 lat powinno się wspólnie szaleć na dyskotekach a nie bawić w dom...
Jeśli on Cię naprawdę kocha - jeśli jesteście dla siebie - jeszcze się odnajdziecie w życiu... za jakiś czas. Powiem Ci że obietnica poprawy 1 dzień po kłótni nic nie da. Ja też obiecywałam że nie będę się czepiać, że będę bardziej wyrozumiała, ale do tego trzeba czasu, trzeba po prostu dojrzeć. Ja widzę sama po sobie - poznałam przez te 1,5 roku kilku facetów i dzięki tym znajomościom- widzę teraz dokładniej jakie błędy robiłam, jakie robił on, że obydwoje schrzaniliśmy po całości.
Teoretycznie- z naszym, doświadczeniami - powinniśmy stworzyć teraz idealny związek z nowymi partnerami. W praktyce nie jesteśmy z nikim na stałe. Ale chyba zbyt boję się do tego wracać. Myślę sobie - co ma być to i tak będzie - jeśli on rzeczywiście jest tą osobą - to w kocu to się jakoś ułoży....
proszę Cię pomyśl na spokojnie o wszystkim - nie błagaj go o powrót, ustąp, pogódź się z tym co jest teraz - on musi Cię szanować, musi wiedzieć że dasz sobie radę bez niego - wtedy zyskasz w jego oczach. Nie panikuj gdy on spotka nowe kobiety, nowe doświadczenia są Wam potrzebne - właśnie po to by zobaczyć czy to była naprawdę miłość, czy z kimś innym będzie Wam lepiej, czy może nadal będziecie dla siebie ważni.
Tak jak w często przytaczanym tu cytacie: Jeśli coś kochasz, puść to wolno, jeśli wróci - jest Twoje, jeśli nie - nigdy Twoje nie było.

Przepraszam że tak się rozpisałam ze swoją historią ale chcę żebyś wiedziała, że naprawdę czasem trzeba odpuścić. Nie znacie się m-c czy rok, dużo Was łączy - jeśli rzeczywiście obydwoje dojrzejecie to tego związku, nabierzecie nowych doświadczeń - być może zrozumiecie jeszcze że to jest właśnie to i nie warto tracić życia na kłótnie. Ale to musi potrwać....
Ja jak na razie boje się powrotu do przeszłości - u Was może być inaczej

Pozdrawiam no i oczywiście spełnienia marzeń dla nas Dziewczynki! : roza:
Dziękuję Ci za tę wiadomość. Postaram się dostosować do Twoich rad, choć będzie mi trudno. Na samą myśl, że on może się związać z kimś innym i ułożyć sobie życie, łzy same napływają do oczu. Ja bardzo chciałabym, żeby czas zadziałał na naszą korzyć, jednak obawiam się, że będzie zupełnie inaczej, że on zobaczy jak łatwo i bezproblemowo jest, gdy mnie nie ma. Poza tym boję się, że nie ułożę sobie już z nikim życia. Będę bała się znowu tych kłamst, oszustw i cierpienia.

Cytat:
Napisane przez elvegirl Pokaż wiadomość
Związek nie polega tylko i wyłącznie na akceptacji wad partnera, kosztem akceptacji siebie.

Ty się skupiłaś w życiu dla niego. On był sensem Twojego życia, Ty jego nie. Teraz nie masz nic, bo wszystko co robiłaś, było związane z nim.

Nie popełnij więcej tego błędu.

Nie można opierać swojego poczucia wartości na drugim człowieku...

---------- Dopisano o 14:09 ---------- Poprzedni post napisano o 14:07 ----------



Jak ja bardzo chciałabym dostosować się do tego. Mam nadzieję, że za jakiś czas jak emocje opadną będę mogła. Na tą chwilę pragnę spotkania z nim. Wiem, że mnie za to potępiacie, że powiecie, że ze mną to jak grochem o ścianę. Ja po prostu pragnę go zobaczyć. Nawet jeżeli to ma boleć.

Przed chwilą dzwonił, że załatwił dla mnie towar i wyśle go do mnie. Boże jak ta jego obojętność rani... czy ja się kiedykolwiek do niej przyzwyczaję?
Dearlie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2011-03-08, 14:31   #30
wandaweranda
Zakorzenienie
 
Avatar wandaweranda
 
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 3 227
Dot.: 28.02.2011 - Dzień, w którym złamano mi serce...

Cytat:
Napisane przez Dearlie Pokaż wiadomość
Ja bardzo chciałabym, żeby czas zadziałał na naszą korzyć, jednak obawiam się, że będzie zupełnie inaczej, że on zobaczy jak łatwo i bezproblemowo jest, gdy mnie nie ma. Poza tym boję się, że nie ułożę sobie już z nikim życia. Będę bała się znowu tych kłamst, oszustw i cierpienia.

ile masz lat? napisałaś, ze znacie się od wielu wielu lat, tzn. dokładnie od kiedy? z pobieżnych rachunków wychodzi mi, że to jest totalnie przeciągnięta historia, za dużo zmarnowanych szans, niepotrzebne powroty.
Wybierz się do specjalisty jak najszybciej, bo lęki można skutecznie leczyć. Trzeba tylko chcieć.
wandaweranda jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-01-01 00:00:00


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 17:44.






© 2000 - 2026 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.