Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później... - Strona 73 - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Zamknij wątek
 
Narzędzia
Stary 2011-06-18, 23:56   #2161
isza89
tree hugger
 
Avatar isza89
 
Zarejestrowany: 2010-09
Lokalizacja: wild west
Wiadomości: 1 443
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Co tu tak cicho?

Raport:
+ wykąpać się
+ pozmywać naczynia
+ zapytać bardziej zorientowane osoby o wybór promotora
+ pożyczyć koleżance foliopisy
+ wziąć udział w przedsięwzięciu o uroczej nazwie Zbiorowe Nakur***nie Projektów
plus nieplanowane:
+ zadbać o paznokcie
+ zadbać o stopy
+ wybrać promotora, napisać do niego i uzyskać potwierdzenie, że mogę u niego przygotowywać pracę dyplomową

Plan na jutro: dokończyć projekt z ruralistyki!

Dobranoc!
__________________
Nie potrafię zmierzyć się z codziennością, choć nadal zdarza mi się wierzyć w cuda i marzyć o lataniu.
isza89 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 09:22   #2162
lasubmersion
Rozeznanie
 
Avatar lasubmersion
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 854
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Plany na dzisiaj:
1. kosmetyka ciała
włosy-szampon,maska
twarz-peeling,tonik,maseczka
depilacja
stopy-peeling,sól morska i kremik
2. obranie 10 kg truskawek z szypułek, włożenie do woreczków i zamrożenie
3. wyrzucenie śmieci
4. odkurzenie pokoju
5. starcie kurzu
6. zakupy w Rossmannie
7. obiad z Tż
8.phrasal verbs (roz.33,34,35,36,37)
9. collocations (roz.19,20,25,26)
10. zakupy w aptece

Dzisiaj mój wielki dzień...
Po wielu ''wewnętrznych'' dyskusjach z samą siebie doszłam do wniosku,że obecna waga i wiążące się z nią trudności nie pomaga mi w życiu.
Znalazłam ostatnio na pewnym forum informację o suplemencie diety z fasoliną i chromem i chcę dzisiaj go zakupić.
Wczoraj ustaliła sobie godziny posiłków.Koniec z podjadaniem.
Totalnie rozregulowałam sobie godziny posiłków, co skończyło się poważnymi dolegliwościami(zaparcia, biegunki itp).
Miłej niedzieli!
lasubmersion jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 11:25   #2163
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

czesz dziewczyny!
jak sobie radzicie?
Ja wczoraj spedzilam bardzo mily dzien, jak tylko wrocilam wstawilam pranie i poszlam : ) Spotkalam sie z przyjaciolka, poszlysmy na polazenie po sklepach. Mialysmy isc do sauny, ale nie bylo jakos nam po drodze Ale za to po drodze nam bylo by kupic sliczne sandalki! Jestel bardzo z nich zadowolona poze dam zdjecie w pn. Bo dostalymsy 50% rabatu, jezeli odbierzemy butki w pn Wiec super, bo na dzis ich i tak nie porzebujemy.
Poza konczeniem raportu i prezentacji na dzis mam jeszcze
*manicure
*pedicure + kapiel z lawendy + peeling
*peeling na buzke
*odkurzyc
*zlew, kibel, wanna (czego tu oczekiwac od chlopaka w domu nic nie ruszone, a nawet mam wrazenie, ze uzywal caly czas jednego kubka by tylko nie zmywac za wiele - brat )
*weszlam na wage i powiem wam, ze nie jest super...tzn zobacze za tydzien. Bo poki co jest granica wagi, ponizej ktorej nie zeszlam od czasu przytycia - tzn 54,5...
*upiec biszkoptowe ciasto
*zaplanowac jutro. bedzie dziko...
*znalezc czek od gazu i go zrealizowac jutro.

to chyba tyle. I czuje sie tutaj jak w domu. jestem bardzo szczesliwa, ze wrocilam do St Etienne

---------- Dopisano o 11:25 ---------- Poprzedni post napisano o 11:18 ----------

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Plany na dzisiaj:
1. kosmetyka ciała
włosy-szampon,maska
twarz-peeling,tonik,maseczka
depilacja
stopy-peeling,sól morska i kremik
2. obranie 10 kg truskawek z szypułek, włożenie do woreczków i zamrożenie
3. wyrzucenie śmieci
4. odkurzenie pokoju
5. starcie kurzu
6. zakupy w Rossmannie
7. obiad z Tż
8.phrasal verbs (roz.33,34,35,36,37)
9. collocations (roz.19,20,25,26)
10. zakupy w aptece

Dzisiaj mój wielki dzień...
Po wielu ''wewnętrznych'' dyskusjach z samą siebie doszłam do wniosku,że obecna waga i wiążące się z nią trudności nie pomaga mi w życiu.
Znalazłam ostatnio na pewnym forum informację o suplemencie diety z fasoliną i chromem i chcę dzisiaj go zakupić.
Wczoraj ustaliła sobie godziny posiłków.Koniec z podjadaniem.
Totalnie rozregulowałam sobie godziny posiłków, co skończyło się poważnymi dolegliwościami(zaparcia, biegunki itp).
Miłej niedzieli!

z tym chromem to uwazaj lepiej... ogolnie nasz organizm nie potrzebuje go za duzo i jezeli jest nadmiar to jest naprawde nieciekawie. Jezeli chodzi o nie podjadanie, to super pomysl. Ale te suplementy wszystkie to o kant d potluc. lepiej wychodz na 30 minut na spacerki, zdziala to wiecej niz te suplementy. Mmowie Ci to z dobrego serca, bo ja testowalam chyba ze 20 roznych suplementow. I nic. tzn byl jeden, ktory mi pomagal, ale czulam sie po nim jak ...bleee.... nie umiem opisac uczucia. Ale bylo kiepskie. Nazywal sie Bioslim (ale nie widze go w sieci, wiec nei wiem czy nadal go sprzedaja). Polegalo to na wzieciu dwoch tabletek na mniej wiecej 30 minut przed posilkiem, popiciu dwoma szklankami wody i to sie zamienialo w zel w zoladku, ktory powodowal uczucie sytosci, poprawial teoretycznie perystaltyke jelit i ograniczal wchalanie. Stosowalam chyba przez 3 miesiace, faktycznie schudlam. Ale czulam sie okropnie po nim. Inne nie dzialaly.

W sumie z wlasnego doswiadczenia ostatnich miesiecy polecam odnalezc jakas diete, ktora bedzie Ci odpowiadac i pomalu sobie gubic wage. chyba zmadrzalam na starosc, bo do tej pory zazwyczaj sie glodzilam by schudnac (o ile mozna tak to nazwac, ale powiedzmy ograniczalam jedzenie) i zaowocowalo to gownianym metabolizmem.
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 15:14   #2164
LaBamBam
Raczkowanie
 
Avatar LaBamBam
 
Zarejestrowany: 2010-09
Wiadomości: 301
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Hej, rzadko się odzywam, bo wciąż sesja.

Na dziś:
- prezentacja (3 mce po terminie);
- plan lekcji (1 mc po terminie);
- koło z jzzn (1 mc po terminie);

Na jutro:
- koło z met (1 mc po terminie);
- egz z nauczania dzieci (przynajmniej to na bieżąco! ).

Życzę sobie i Wam powodzenia!

I moje ulubione hasło motywacyjne:

Nie narzekaj, że masz pod górę, skoro wspinasz się na szczyt!
LaBamBam jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 16:57   #2165
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez LaBamBam Pokaż wiadomość
Hej, rzadko się odzywam, bo wciąż sesja.

Na dziś:
- prezentacja (3 mce po terminie);
- plan lekcji (1 mc po terminie);
- koło z jzzn (1 mc po terminie);

Na jutro:
- koło z met (1 mc po terminie);
- egz z nauczania dzieci (przynajmniej to na bieżąco! ).

Życzę sobie i Wam powodzenia!

I moje ulubione hasło motywacyjne:

Nie narzekaj, że masz pod górę, skoro wspinasz się na szczyt!
cytat na grubo ostatnio moj kolega ma caly czas na opisie gg 'nie narzekaj ze masz pod gore jezeli chcesz wysoko zajsc'. Czesto sobie to powtarzam.

Apropos wysokiego wchodzenia. Stalo sie cos absolutnie cudownego. Z dr z ktorym pracowalam, mielismy jeden bardzo wazny wniosek. On powiedzial, ze opowie mojej szefowej jak to tam pracowalam i jakie mamy wnioski. Dzis dostalam maila z informacja, ze jej o tym najwazniejszym nie powiedzil. wiecie co to oznacza? Ze ODDAL MI GO. ze ja jej powiem, jako moja idee na dalszy doktorat. On tak naprawde dal mi cos bardzo bardzo cennego. Poplakalam sie ze szczescia. Ale to chyba nie szczescie, tylko jakis wielki stres z ostatnich tygodni, ktory nagle uszedl, bo ktos zrobil dla mnie cos dobrego.

I zrobilam dzis rolade biszkoptowa (waniliowo-cynamonowe ciasto) z nadzieniem kakaowo serowym. Jest pyszna, wlasnie studzi sie w lodowce i 100% Dukan moge zjesc cala i nadal byc szczupla :d
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 20:37   #2166
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Tygrysku, pomyliło Ci się. To odwrotnie miało być. Choćbyś nawet żadnego punktu nie odhaczyła na ani jednej swojej liście, to i tak będziesz cudowna.
Isza,bardzo dziękuję, jesteś kochana

Plan na weekend oraz pierwszy podpunkt mojej magicznej 7 spełniony, tzn:
1. zakończyłam studia w terminie (czyli dziś)
2. wynik mam nie najgorszy tzn. wg wszelkich praw matematycznych zaokrąglony bardzo delikatnie w górę daje "4"
3. wprowadziłam, zgodnie z zapowiedzią, pierwiastek baśniowości wieczorem wczoraj
4.(bonus) i dziś tak jakby niechcący też. Padam.

Fairytale, i jak Ci się podobają konwersacje z hrabiną?
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 21:06   #2167
Aranel
Raczkowanie
 
Avatar Aranel
 
Zarejestrowany: 2005-09
Lokalizacja: .....
Wiadomości: 335
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Co tu tak cicho?

Raport:
+ wykąpać się
+ pozmywać naczynia
+ zapytać bardziej zorientowane osoby o wybór promotora
+ pożyczyć koleżance foliopisy
+ wziąć udział w przedsięwzięciu o uroczej nazwie Zbiorowe Nakur***nie Projektów
plus nieplanowane:
+ zadbać o paznokcie
+ zadbać o stopy
+ wybrać promotora, napisać do niego i uzyskać potwierdzenie, że mogę u niego przygotowywać pracę dyplomową

Plan na jutro: dokończyć projekt z ruralistyki!

Dobranoc!
Jak tam nasza Przodowniczka pracy??? (to oczywiście było z całą sympatią i podziwem, zero złośliwosci


Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
cytat na grubo ostatnio moj kolega ma caly czas na opisie gg 'nie narzekaj ze masz pod gore jezeli chcesz wysoko zajsc'. Czesto sobie to powtarzam.

Apropos wysokiego wchodzenia. Stalo sie cos absolutnie cudownego. Z dr z ktorym pracowalam, mielismy jeden bardzo wazny wniosek. On powiedzial, ze opowie mojej szefowej jak to tam pracowalam i jakie mamy wnioski. Dzis dostalam maila z informacja, ze jej o tym najwazniejszym nie powiedzil. wiecie co to oznacza? Ze ODDAL MI GO. ze ja jej powiem, jako moja idee na dalszy doktorat. On tak naprawde dal mi cos bardzo bardzo cennego. Poplakalam sie ze szczescia. Ale to chyba nie szczescie, tylko jakis wielki stres z ostatnich tygodni, ktory nagle uszedl, bo ktos zrobil dla mnie cos dobrego.

I zrobilam dzis rolade biszkoptowa (waniliowo-cynamonowe ciasto) z nadzieniem kakaowo serowym. Jest pyszna, wlasnie studzi sie w lodowce i 100% Dukan moge zjesc cala i nadal byc szczupla :d
Gratulacje nie ma to jak bezinteresowna dobroć drugiej osoby...

p.s. czy moglabys podać linka albo jakoś na privie przepis na to apetycznie brzmiące ciasto???

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Isza,bardzo dziękuję, jesteś kochana

Plan na weekend oraz pierwszy podpunkt mojej magicznej 7 spełniony, tzn:
1. zakończyłam studia w terminie (czyli dziś)
2. wynik mam nie najgorszy tzn. wg wszelkich praw matematycznych zaokrąglony bardzo delikatnie w górę daje "4"
3. wprowadziłam, zgodnie z zapowiedzią, pierwiastek baśniowości wieczorem wczoraj
4.(bonus) i dziś tak jakby niechcący też. Padam.

Fairytale, i jak Ci się podobają konwersacje z hrabiną?
Gartulacje starsznie się ciesze czyli pierwiastek baśniowości należał Ci się jak chłopu ziemia super

A ja mam dzisiaj jakies smuty w nosie.... (plus okres).... czuje się nieprzecietnie i okrutnie samotna...... .
Aranel jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 23:35   #2168
Chwilami
Raczkowanie
 
Avatar Chwilami
 
Zarejestrowany: 2008-12
Lokalizacja: moja głowa
Wiadomości: 41
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Chwilami, z miesiąc z nami i robota zacznie Ci się palić w rękach Witaj!
Po cichu ale gorąco na to liczę bo jak sobie siądę i pomyślę jak wszystko mam do tyłu to dosłownie mam świeczki w oczach
Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość
No Dziewczyny, jak tam podsumowanie dnia??? nie ma ISzy89 i jej listy....to i nam średnia spadła Nie martw się Chwilami, jak widzisz nie jestes osamotniona... grunt to powoli załatwiac sprawy punkt po punkcie...inaczej nie da sie tego zrobic bedzie ciezko ale dasz rade, jak widzisz wszyscy tu walczymy
Muszę zacząć walczyć bo inaczej skończę bez wykształcenia wyższego i masą wściekłych na mnie ludzi, urzędników, członków rodziny. A mam tego dosyć, muszę zacząć być systematyczna i robić coś od razu a nie po czasie

U mnie trochę plusów:
-wizyta w dziekanacie
-biurokracja
-odebrane zęby do wybielania-tylko 3 miesiace na mnie czekaly...
-biurokracja słuzby zdrowia-kiedys zamorduje te kobiety w rejestracji...
-depilacja
-nieplanowana wizyta w bibliotece (ale na plus)
-przeprowadzka -done.... i troche sie po przeprowadzce rozmemłałam...bo zawsze to jakies emocje...
-ale przejrzałam kosmetyki i mam pytanie.... co robicie z kosmetykami,, które wam nie pasuja, szkodza?????...
ja jestem mistrzem uzaleznionym od kupowania i mi zwyczjanie kosmetyki sie przeterminowują....m ysle ze spokojnie wyrzucialam do kosza ze 2tys zloty przez ostatnie lata....jeszcze mam balsam ale juz kupuje nastepny i nastepny i nastepny...a potem i tak ich nie uzywam i tak... mam tez mnostwo cieni do powiek nieuzywanych lub użytych raz, z którymi nie wiem co robic....
Miałam straszny problem ze stosem starych kosmetyków (czasem raz użytych) i kupowałam nowe Kasy na to leciało multum. Problem rozwiązałam dość stanowczo bo rozdałam albo wyrzuciłam wszystko czego nie używam. Tylko trzeba to zrobić raz a porządnie bo inaczej rozwlecze sięto niemiłosiernie w czasie. Zostawiłam wszystkiego po jednej sztuce i stosuje PROJEKT DENKO

Chcialam dzis sobie kupic ladny kalendarz ale niestety empik nie jest przygotowany na szaleńców, którzy w czerwcu chca kupic kalendarz moze allegro mnie poratuje.

A jak u Was?? widzę że Nebula jest na fali wznoszącej.... a dziewczyny mają racje, nie czytaj bo net jest najgorszym źródłem wiedzy o medycynie, jesli obajwy beda sie utrzymywac niezaleznie od stresu i jego braku to idz do lekarza... ale nasz umysl i stres są mega obciazeniem dla organizmu stad dla mnie raczej sa to objawy stresu, niz choroba...napiecie miesni/kurcze/sztywnienie to nic innego jak stres w ciele... chociaz mądrze się a sama robie to samo

Pozdrawiam wieczorowo....21 a jeszcze widno!!
PLANY NA PONIEDZIAŁEK:
- odwiedzić urząd skarbowy..ehhh
- wydrukować i oprawić pracę
- wypalić pracę na płytę
- zrobić zdjęcia do dyplomu
- odebrać prezent dla TŻ-ta ze sklepu
- iść na uczelnie i poruszyć niebo, ziemię, instytut i dziekanat, paśćna kolana i błagać by pozwolili mi bronić się w lipcu (wszytko robię po terminie )
- poruszyć niebo i ziemię aby zdobyć wpis (tylko rok spóźnienia)
- oddać książki do biblioteki, które zalegają hoho (kara będzie jak nic)
- podpisać obiegówkę w Domu Studenta i Instytucie
- depilacja
- zadbać o paznokcie
- odkurzyć

Dużo tego
-
__________________
Zacznij wreszcie ŻYĆ !
Chwilami jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-19, 23:38   #2169
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość
Jak tam nasza Przodowniczka pracy??? (to oczywiście było z całą sympatią i podziwem, zero złośliwosci




Gratulacje nie ma to jak bezinteresowna dobroć drugiej osoby...

p.s. czy moglabys podać linka albo jakoś na privie przepis na to apetycznie brzmiące ciasto???



Gartulacje starsznie się ciesze czyli pierwiastek baśniowości należał Ci się jak chłopu ziemia super

A ja mam dzisiaj jakies smuty w nosie.... (plus okres).... czuje się nieprzecietnie i okrutnie samotna...... .
Nie czuj się samotna

A ja...ja dziś chciałam się pożalić i ogólnie napisać tutaj swoje wywody na pewien temat, ale stwierdziłam, że muszę się uczyć na egzamin, więc się powstrzymałam. A teraz już późnawo, więc wywodami zajmę się może jutro
Ale mój dzień jest dzisiaj też kiepskawy, bo dennie się czuję...chyba mam coś na kształt ataków lęku. Kołacze mi serce, mdli mnie i mam dziwne myśli. Oczywiście nie przez cały czas...ale za to psuje mi to samopoczucie zdrowotne na cały dzień...i nie wiem jak mam wyluzować Pewnie nawet wakacje nie przyniosą mi w tym ulgi...bo ja się niczym konkretnym nie denerwuję, tylko tak o..po prostu - czymś niezidentyfikowanym, czyli pewnie wymyślonym

Dobra, idę spać. Trzymajta jutro za mnie kciukasy, żeby już ten egzamin był ostatnim w sesji...później pójdę pić (znaczy "wprowadzać pierwiastek baśniowości" )
__________________


Edytowane przez bura kocurka
Czas edycji: 2011-06-19 o 23:40
bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 07:39   #2170
lasubmersion
Rozeznanie
 
Avatar lasubmersion
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 854
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

tigrinha GRATULACJE
nebula-ten suplemenent diety nazywa się ''Asystor plus''. Jedyną rzeczą, którą chcę osiągnąć zażywając go jest ograniczenie apetytu na słodycze.
Ustaliłam sobie plan 5 posiłków dziennie(7,11,14,17,19). Dzisiejszy i wczorajszy dzień zaczęłam od śniadania, co jest dużym sukcesem dla mnie. Wieczorem opychałam się niezdrowym jedzeniem, a rano nie byłam głodna i czułam się strasznie ociężała.
Wczoraj przeczytałam najnowszy numer Wróżki i znalazłam ciekawy artykuł dotyczący cukru.
Czy któraś z Was ma może doświadczenie ze stewią lub ksylitolem?
Z artykułu wynikało, że są to dwa o wiele zdrowsze niż cukier substancje dające poczucie ''słodkości''.
Aranel-nie kupuję kosmetyku dopóki nie skończy mi się poprzedni. Zdarzają się oczywiście kosmetyki, które mi nie odpowiadają i wtedy zazwyczaj podrzucam komuś. Nie kupuję raczej kosmetyków ''w promocji'' (typu 2 za 1) bo lubię urozmaicenie i od kilku miesięcy nie zdarzyło mi się na przykład używać non stop tego samego żelu pod prysznic.
Wczoraj byłam na zakupie w Rossmannie i miałam ''fazę'' na kupowanie maseczek. Już wpakowałam do koszyka, ale przypomniałam sobie,że w domu mam całe pudełko maseczek...

Plany na dzisiaj:
1. kosmetyka ciała
włosy-szampon,maska
twarz-peeling,tonik,maseczka
depilacja
stopy-peeling,sól morska i kremik
2. obranie 10 kg truskawek z szypułek, włożenie do woreczków i zamrożenie
3. wyrzucenie śmieci
4. odkurzenie pokoju
5. starcie kurzu
6. zakupy w Rossmannie
7. obiad z Tż
8.phrasal verbs (roz.33,34,35,36,37)
9. collocations (roz.19,20,25,26)
10. zakupy w aptece

lista na dziś(poniedziałek)
1. poczta(zapłacenie za książki)
2. korepetycje(ostatnie w tym roku szkolnym)
3. zadzwonić do szkoły językowej i zapytać, co z wakacyjnym kursem
4. phrasal verbs(roz.38,39)
5. collocations(roz.27,28)
6. poszukać w internetowych zasobach Buły książek z zakresu przekładu
7. francuski
8. biblioteka(oddać Cobena i wypożyczyć inne)
9. wyrzucić śmieci
lasubmersion jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 07:46   #2171
Aper
Zadomowienie
 
Zarejestrowany: 2009-02
Wiadomości: 1 400
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Witam!
Miałam trochę ciężki tydzień, jest plusik i sukcesik - wyrobiłam się z wyznaczonym sprawozdaniem( zarywając noce oczywiście - zła organizacja pracy własnej ugryzła w d..pę - trudno, było, minęło, odwalone)
Na szybko plan na dziś:
- pilnować się z wyznaczonymi zadaniami;
- nie dramatyzować, gdy coś nie idzie po myśli
miłego dnia wszystkim!
Aper jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 08:29   #2172
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
tigrinha GRATULACJE
nebula-ten suplemenent diety nazywa się ''Asystor plus''. Jedyną rzeczą, którą chcę osiągnąć zażywając go jest ograniczenie apetytu na słodycze.
Ustaliłam sobie plan 5 posiłków dziennie(7,11,14,17,19). Dzisiejszy i wczorajszy dzień zaczęłam od śniadania, co jest dużym sukcesem dla mnie. Wieczorem opychałam się niezdrowym jedzeniem, a rano nie byłam głodna i czułam się strasznie ociężała.
Wczoraj przeczytałam najnowszy numer Wróżki i znalazłam ciekawy artykuł dotyczący cukru.
Czy któraś z Was ma może doświadczenie ze stewią lub ksylitolem?
Z artykułu wynikało, że są to dwa o wiele zdrowsze niż cukier substancje dające poczucie ''słodkości''.
Aranel-nie kupuję kosmetyku dopóki nie skończy mi się poprzedni. Zdarzają się oczywiście kosmetyki, które mi nie odpowiadają i wtedy zazwyczaj podrzucam komuś. Nie kupuję raczej kosmetyków ''w promocji'' (typu 2 za 1) bo lubię urozmaicenie i od kilku miesięcy nie zdarzyło mi się na przykład używać non stop tego samego żelu pod prysznic.
Wczoraj byłam na zakupie w Rossmannie i miałam ''fazę'' na kupowanie maseczek. Już wpakowałam do koszyka, ale przypomniałam sobie,że w domu mam całe pudełko maseczek...

Plany na dzisiaj:
1. kosmetyka ciała
włosy-szampon,maska
twarz-peeling,tonik,maseczka
depilacja
stopy-peeling,sól morska i kremik
2. obranie 10 kg truskawek z szypułek, włożenie do woreczków i zamrożenie
3. wyrzucenie śmieci
4. odkurzenie pokoju
5. starcie kurzu
6. zakupy w Rossmannie
7. obiad z Tż
8.phrasal verbs (roz.33,34,35,36,37)
9. collocations (roz.19,20,25,26)
10. zakupy w aptece
Gratuluje listy wczorajszej! wychdoze juz do pracy wiec na szybko - ja sie skusilam na stevie, mimo iz te wszystkie 'slodziki' typu aspartan dzialaja na mnie jak plachta na byka... NIE NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE dla chemii w organizmie. Coz ...ksylitolu nie kupilam, bo nei znalazlam, ale ponoc najlepszy i drogi. Ludzie ktorzy stosuja cukier i dbaja o zdrowie (a nie o linie) kupuja go zamiast. Ale on cos chyba 90zl za kg. ale pewnosci nie mam, wiem ze drogi. Stevia droga nie jest, faktycznie jak upieklam to ciasto, to twarozek zrobil sie slodki. Ale nie mam pewnosci jak to stosowac. Na razie nie widze skutkow ubocznych. Zjadlam w sumie jakeis 20 tabletek przez ostatnie 2 tygodnie. to nie duzo, zwlaszcza ze ludzie dwie dodaja do herbaty np. W sumie moge polecic jezeli faktycznie chcesz piec ciasta bez cukru. Ale jako slodzik to jednak proponowalabym po prostu ograniczyc...bo co za duzo to nie zdrowo, kazdego.
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 10:41   #2173
tigrinha
Zadomowienie
 
Avatar tigrinha
 
Zarejestrowany: 2008-01
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 1 319
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Nebulko, strasznie się cieszę, że się ruszyło z doktoratem Należało Ci się to. I w ogóle Cię podziwiam, że masz tyle roboty, a jeszcze nie brak Ci energii na sporządzanie tych wszystkich pyszności

Kocurko, mnie czasem też dopadają takie stany lękowe, zwłaszcza rano. Wstaję i się boję, więc pytam się samej siebie czego właściwie i często jest tak, że przez cały dzień nie mam w planach nic, co by mnie choćby trochę stresowało. Dziwne

Aranel, z tą samotnością to coś wisi w powietrzu, też ostatnio trochę się tak czuję. To chyba dlatego, że już od jakiegoś czasu nie mam ani jednej osoby z którą mogłabym być całkowicie szczera i zupełnie jej zaufać, podczas gdy dotąd byłam przyzwyczajona do tego, że takich osób było kilka. Szkoda że to się tak wszystko zmienia

Patri, where are you?! Albo oślepłam albo od kilku dni Cię tu już nie widuję...
tigrinha jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 11:30   #2174
Addicted to love
Rozeznanie
 
Avatar Addicted to love
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 708
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Moj plan na dzis:
przygotowac sie do egzaminu

Tygrysku, bardzo dziekuje za wsparcie
Addicted to love jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 12:38   #2175
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Plan:
- konsultacje
- ewaluacja-sprawdziany
-uzupełnić protokoły
- skończyć artykuł
- znaleźć kurs angielskiego
-zrobić pranie
-przygotować półprodukty ułatwiające dietę
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 14:00   #2176
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Nebulko, strasznie się cieszę, że się ruszyło z doktoratem Należało Ci się to. I w ogóle Cię podziwiam, że masz tyle roboty, a jeszcze nie brak Ci energii na sporządzanie tych wszystkich pyszności

Kocurko, mnie czasem też dopadają takie stany lękowe, zwłaszcza rano. Wstaję i się boję, więc pytam się samej siebie czego właściwie i często jest tak, że przez cały dzień nie mam w planach nic, co by mnie choćby trochę stresowało. Dziwne

Aranel, z tą samotnością to coś wisi w powietrzu, też ostatnio trochę się tak czuję. To chyba dlatego, że już od jakiegoś czasu nie mam ani jednej osoby z którą mogłabym być całkowicie szczera i zupełnie jej zaufać, podczas gdy dotąd byłam przyzwyczajona do tego, że takich osób było kilka. Szkoda że to się tak wszystko zmienia

Patri, where are you?! Albo oślepłam albo od kilku dni Cię tu już nie widuję...
Właśnie...Patri, co z Tobą?
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 14:04   #2177
Chwilami
Raczkowanie
 
Avatar Chwilami
 
Zarejestrowany: 2008-12
Lokalizacja: moja głowa
Wiadomości: 41
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

No dziewczyny byle do przodu. Aż się człowiekowi chce cośrobić jak widzi ciągle posty, że tyle osób tyle spraw załatwili.


Jestem z siebie dumna dzisiaj bo mogę kilka punktów odchaczyć z listy .

PLANY NA PONIEDZIAŁEK:
odwiedzić urząd skarbowy..ehhh
wydrukować i oprawić pracę
wypalić pracę na płytę
zrobić zdjęcia do dyplomu
odebrać prezent dla TŻ-ta ze sklepu - byłam ale jeszcze nie dostarczono go do sklepu więc przeniesione na wtorek
iść na uczelnie i poruszyć niebo, ziemię, instytut i dziekanat, paść na kolana i błagać by pozwolili mi bronić się w lipcu (wszytko robię po terminie ) - babki dzisiaj nie było więc mogła błagać najwyżej klamkę od gabinetu, przeniesione na wtorek
poruszyć niebo i ziemię aby zdobyć wpis (tylko rok spóźnienia)
oddać książki do biblioteki, które zalegają hoho (kara będzie jak nic) nie starczyło mi kasy na karę więc nie oddałam
podpisać obiegówkę w Domu Studenta i Instytucie
depilacja
zadbać o paznokcie
odkurzyć

PLUS:
wyplewiłam ogródek
__________________
Zacznij wreszcie ŻYĆ !

Edytowane przez Chwilami
Czas edycji: 2011-06-20 o 20:46
Chwilami jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 14:13   #2178
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cześć.
Ze mną co...
Promotor tydzień temu nie mial czasu, w tym tez nie ma.

Ja. Wstaję rano, ubieram dziecko do przedszkola, wracam do łóżka, leżę, zwykle czytam. Jest 14. Wstałam, głodna. W lodówce pustki, w portfelu pustki, zrobiłam herbatę.

Pomyślałam, że do Was napiszę.

Czytam:
Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
dennie się czuję...chyba mam coś na kształt ataków lęku. Kołacze mi serce, mdli mnie i mam dziwne myśli. Oczywiście nie przez cały czas...ale za to psuje mi to samopoczucie zdrowotne na cały dzień...i nie wiem jak mam wyluzować Pewnie nawet wakacje nie przyniosą mi w tym ulgi...bo ja się niczym konkretnym nie denerwuję, tylko tak o..po prostu - czymś niezidentyfikowanym, czyli pewnie wymyślonym
I to znam od niedawna, pewnie było ze mną wcześniej, ale było potraktowane tłumieniem zewnętrzym wymuszonym - muzyka! (teraz mnie drazni, bo każdy kawałek z czymś mi się kojarzy, a nowe sa bez sensu) , ludzie ( nie mogę sie odnaleźć) , uczelnia ( brak oznak życia) , projekty, kolokwia, mobilizujący stres i towarzystwo równie mocno zmobilizowanych mobilizującym stresem ludzi - (super czasy - skończyły się) , spacery ( nie mam chęci wychodzić z domu, włóczyć się bez celu - mam poczucie straty czasu, o ironio!!!) .
Po anginie jakieś dwa tygodnie temu zwaliło mnie z nóg coś dziwnego, ból w klacie piersiowej, pikawa jakby oszalała, do tego temperatura 35 stopni i drętwienie ręki.
Wystraszyłam się. Okazało się, że to nerwica. Takie popularne słowo, za którym nie do końca wiadomo co się kryje. Dostałam syropki i leki na wyciszenie. Zaczynam obserwować siebie i dochodzę do wniosku, że się boję. Wszystkiego. Przede wszystkim przyszłości - wymyślonej, bo przecież nie czytam z fusów... Boję się w taki dziwny sposób, odczuwam niepokój, nie mogę się zająć niczym, bo nie koncentruję się. Mogę zająć się czymś co wymaga myślenia, ale nie na jakiś dużych obrotach, może być książka, odciąga moje myśli w treść, ale niepokój nadal odczuwam.

Sprzątnęłam w pokoju, zmyłam naczynia, leżę jak zwłoki i patrzę na mijający czas.
Boje się, że będą jakieś komplikacje z tą moją prcą magisterską, każą przy wznawianiu się robić jakieś różnice programowe... wszystko to wytwory mojej fantazji, przecież nie wiem jak będzie. Na razie nie słyszałam, żeby ktoś miał do zrobienia różnice programowe przy wznawianiu się obroną.

A gdzie jeszcze do obrony, skoro badań jeszcze nie mam.

Nie pracuję.
Nie mam korepetycji - one mnie fajnie trzymały w pionie. Lubiłam te zajęcia.
Zostałam bez nich.

Jeszcze nie popadłam w depresję.
Jestem bez leków antydepresyjnych.
Do tej pory- wcześniej- przy takim natężeniu bodźców z zewnątrz = żadnych pędziłabym do psychiatry po leki, ze strachu, że strace wolę życia. Teraz jest jakoś inaczej.

Odczuwam lęk, niepokój, ale jestem ich świadoma. Są nieznośne jak cholera. Jestem jak ślimak, żółw, z działaniem, myśleniem, odpowiadaniem na pytania. Gubię wątek w głowie.

A przede wszystkim wśród wszystkich rzeczy, które chciałam umieć, żadna nie przynosi stanu zadowolenia.
Zdecydowanie mam brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i znów wielką ochotę pożegnąc mojego TŻ i iść w świat. Tylko pytanie dokąd... i co z dzieckiem... i co dalej ze mną?
Czuję, że nie mam do kogo się odezwać, bo każdy zasypuje dobrymi radami, każdy wie lepiej co zrobić, zresztą sama czuję się jak wieczny maruder. Więc siedzę cicho. Nawet sama nie wiem jakiej reakcji chciałabym doświadczyć.
Biorę się za szydełko i myślę, że to mi chleba nie przyniesie. We wszystkim czuje sie początkująca i gdy patrzę na tych zaawansowanych czuję się jakbym wyważała otwarte drzwi marnując na to gigadżule energii!!
Chcę rozpisać algorytm simpleks dla diety, a myślałam już o tym 13 lat temu i nagle zdaję sobie sprawę, że to przecież tyle roboty i czasu w to wrzuconego bez minimum gwarancji, że przyniesie to jakąkolwiek korzyść, choćby zadowolenie, a ja tylko stracę czas. Więc rezygnuję po kolei ze wszystkiego i patrzę na zegarek jak czas mija, aż wreszcie będę mogła iść po dziecko, żeby wypełniło mi popołudnie wrzaskami, tupaniem, irytowaniem mnie. A wieczór to już znana, lubiana rutyna, tak samo zresztą jak poranek.
Nie mam czym wypełnić czasu. Mimo tylu rzeczy, które chcę/muszę/powinnam zrobić.

Wiem, wypruję aplikację z bluzki, to powinno zabić jakąś godzinę mojego życia... A potem po małą. Może razem coś porobimy.

A propos samotności: miałam kiesyś psiapsiółę od serca, przez wiele lat i dzieliłam z nią każdy centymetr mojego życia, emocje, wszystkie zdarzenia. Skończyło się, a na studiach też poznałam jakąś dziewczynę z pokrewną duszą, trwało kilka lat i też ostyłam, bo tak jak poprzednio człowiek to tylko człowiek. Jakoś się tak stało, ze nikogo więcej w moje życie aż tak nie wpuściłam. Miałam wrażenie, że moja osoba jest po to, żeby ktoś drugi miał gdzie zadzwonić jak coś się spieprzy albo jak się coś uda, jakoś nie czułam nici porozumienia i swobody, żeby bez oceniania mnie położyć na rękach tej drugiej osoby i moje troski i radości. Czasem było też tak, że czułam się jak dostawca sensacji albo ktoś gorszy, kto ma problemy, z kim warto się porównać dla podbudowania siebie, że nie jest tak źle.
Coś się ze mną porobiło, nie umiem rozmawiać z ludźmi o sobie. Nie tęsknię za nikim realnym. Czuję się wolna gdy nie wiszą na mnie ludzie. Odcinam osoby, które były kiedyś ze mną bardzo blisko.
Kiedyś tak bardzo brakowało mi ludzi, że zaczepiałam ich na gg. Ale zdałam sobie sprawę, że jeśli ja nie napiszę, to oni też nie, więc przestałam pisać. I ostygłam w tym czekaniu az ktoś się odezwie.
Mój telefon milczy, prawie nie jest mi potrzebny Gadanie o niczym mnie irytuje, wolę już siedziec sama. Co zabawne, a może i nie, narzekanie też mnie irytuje, klepię takie osoby po plecach, ale da się wyczuć czy to chwilowy kryzys czy stan permanentny. Jeśli permanentny - to klepanie po plecach nie przynosi skutku i staje się sztuczne i grzecznościowe, irytujące do granic mozliwości.
Nie wiem czego chcę.
Próbuję nakreślić jakiś plan na życie - ale widzę pustkę.
Nic mnie nie fascynuje.
Nie wiem co zrobić, żeby zarobić i nie musieć świecić uśmiechem, na który nie mam ochoty.
Muszę być w czymś dobra, a nie jestem, ginę poniżej średniej w którąkolwiek stronę się zwrócę.
Ostatnia moja nadzieja to nauczanie. Mam obawy, ale nie jest mi to obce. Nie odczuwam paniki na myśl o tym, choć moze tylko z tego powodu, że mi to na razie nie grozi, bo nie mam uprawnień.
Do zrobienia uprawnień potrzebne są pieniadze.
Tak...

Zastanawiałyście się czasem co byście robiły gdybyście NIC nie musiały robić??
Zastanawiałam się nad tym kiedyś, och, cóż ja bym nie robiła!!!
Nagle jestem w takiej sytuacji i jestem daleka od cieszenia się nią...
Nie dogodzisz...

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2011-06-20 o 15:25
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 17:28   #2179
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Cześć.
Ze mną co...
Promotor tydzień temu nie mial czasu, w tym tez nie ma.

Ja. Wstaję rano, ubieram dziecko do przedszkola, wracam do łóżka, leżę, zwykle czytam. Jest 14. Wstałam, głodna. W lodówce pustki, w portfelu pustki, zrobiłam herbatę.

Pomyślałam, że do Was napiszę.

Czytam:


I to znam od niedawna, pewnie było ze mną wcześniej, ale było potraktowane tłumieniem zewnętrzym wymuszonym - muzyka! (teraz mnie drazni, bo każdy kawałek z czymś mi się kojarzy, a nowe sa bez sensu) , ludzie ( nie mogę sie odnaleźć) , uczelnia ( brak oznak życia) , projekty, kolokwia, mobilizujący stres i towarzystwo równie mocno zmobilizowanych mobilizującym stresem ludzi - (super czasy - skończyły się) , spacery ( nie mam chęci wychodzić z domu, włóczyć się bez celu - mam poczucie straty czasu, o ironio!!!) .
Po anginie jakieś dwa tygodnie temu zwaliło mnie z nóg coś dziwnego, ból w klacie piersiowej, pikawa jakby oszalała, do tego temperatura 35 stopni i drętwienie ręki.
Wystraszyłam się. Okazało się, że to nerwica. Takie popularne słowo, za którym nie do końca wiadomo co się kryje. Dostałam syropki i leki na wyciszenie. Zaczynam obserwować siebie i dochodzę do wniosku, że się boję. Wszystkiego. Przede wszystkim przyszłości - wymyślonej, bo przecież nie czytam z fusów... Boję się w taki dziwny sposób, odczuwam niepokój, nie mogę się zająć niczym, bo nie koncentruję się. Mogę zająć się czymś co wymaga myślenia, ale nie na jakiś dużych obrotach, może być książka, odciąga moje myśli w treść, ale niepokój nadal odczuwam.

Sprzątnęłam w pokoju, zmyłam naczynia, leżę jak zwłoki i patrzę na mijający czas.
Boje się, że będą jakieś komplikacje z tą moją prcą magisterską, każą przy wznawianiu się robić jakieś różnice programowe... wszystko to wytwory mojej fantazji, przecież nie wiem jak będzie. Na razie nie słyszałam, żeby ktoś miał do zrobienia różnice programowe przy wznawianiu się obroną.

A gdzie jeszcze do obrony, skoro badań jeszcze nie mam.

Nie pracuję.
Nie mam korepetycji - one mnie fajnie trzymały w pionie. Lubiłam te zajęcia.
Zostałam bez nich.

Jeszcze nie popadłam w depresję.
Jestem bez leków antydepresyjnych.
Do tej pory- wcześniej- przy takim natężeniu bodźców z zewnątrz = żadnych pędziłabym do psychiatry po leki, ze strachu, że strace wolę życia. Teraz jest jakoś inaczej.

Odczuwam lęk, niepokój, ale jestem ich świadoma. Są nieznośne jak cholera. Jestem jak ślimak, żółw, z działaniem, myśleniem, odpowiadaniem na pytania. Gubię wątek w głowie.

A przede wszystkim wśród wszystkich rzeczy, które chciałam umieć, żadna nie przynosi stanu zadowolenia.
Zdecydowanie mam brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i znów wielką ochotę pożegnąc mojego TŻ i iść w świat. Tylko pytanie dokąd... i co z dzieckiem... i co dalej ze mną?
Czuję, że nie mam do kogo się odezwać, bo każdy zasypuje dobrymi radami, każdy wie lepiej co zrobić, zresztą sama czuję się jak wieczny maruder. Więc siedzę cicho. Nawet sama nie wiem jakiej reakcji chciałabym doświadczyć.
Biorę się za szydełko i myślę, że to mi chleba nie przyniesie. We wszystkim czuje sie początkująca i gdy patrzę na tych zaawansowanych czuję się jakbym wyważała otwarte drzwi marnując na to gigadżule energii!!
Chcę rozpisać algorytm simpleks dla diety, a myślałam już o tym 13 lat temu i nagle zdaję sobie sprawę, że to przecież tyle roboty i czasu w to wrzuconego bez minimum gwarancji, że przyniesie to jakąkolwiek korzyść, choćby zadowolenie, a ja tylko stracę czas. Więc rezygnuję po kolei ze wszystkiego i patrzę na zegarek jak czas mija, aż wreszcie będę mogła iść po dziecko, żeby wypełniło mi popołudnie wrzaskami, tupaniem, irytowaniem mnie. A wieczór to już znana, lubiana rutyna, tak samo zresztą jak poranek.
Nie mam czym wypełnić czasu. Mimo tylu rzeczy, które chcę/muszę/powinnam zrobić.

Wiem, wypruję aplikację z bluzki, to powinno zabić jakąś godzinę mojego życia... A potem po małą. Może razem coś porobimy.

A propos samotności: miałam kiesyś psiapsiółę od serca, przez wiele lat i dzieliłam z nią każdy centymetr mojego życia, emocje, wszystkie zdarzenia. Skończyło się, a na studiach też poznałam jakąś dziewczynę z pokrewną duszą, trwało kilka lat i też ostyłam, bo tak jak poprzednio człowiek to tylko człowiek. Jakoś się tak stało, ze nikogo więcej w moje życie aż tak nie wpuściłam. Miałam wrażenie, że moja osoba jest po to, żeby ktoś drugi miał gdzie zadzwonić jak coś się spieprzy albo jak się coś uda, jakoś nie czułam nici porozumienia i swobody, żeby bez oceniania mnie położyć na rękach tej drugiej osoby i moje troski i radości. Czasem było też tak, że czułam się jak dostawca sensacji albo ktoś gorszy, kto ma problemy, z kim warto się porównać dla podbudowania siebie, że nie jest tak źle.
Coś się ze mną porobiło, nie umiem rozmawiać z ludźmi o sobie. Nie tęsknię za nikim realnym. Czuję się wolna gdy nie wiszą na mnie ludzie. Odcinam osoby, które były kiedyś ze mną bardzo blisko.
Kiedyś tak bardzo brakowało mi ludzi, że zaczepiałam ich na gg. Ale zdałam sobie sprawę, że jeśli ja nie napiszę, to oni też nie, więc przestałam pisać. I ostygłam w tym czekaniu az ktoś się odezwie.
Mój telefon milczy, prawie nie jest mi potrzebny Gadanie o niczym mnie irytuje, wolę już siedziec sama. Co zabawne, a może i nie, narzekanie też mnie irytuje, klepię takie osoby po plecach, ale da się wyczuć czy to chwilowy kryzys czy stan permanentny. Jeśli permanentny - to klepanie po plecach nie przynosi skutku i staje się sztuczne i grzecznościowe, irytujące do granic mozliwości.
Nie wiem czego chcę.
Próbuję nakreślić jakiś plan na życie - ale widzę pustkę.
Nic mnie nie fascynuje.
Nie wiem co zrobić, żeby zarobić i nie musieć świecić uśmiechem, na który nie mam ochoty.
Muszę być w czymś dobra, a nie jestem, ginę poniżej średniej w którąkolwiek stronę się zwrócę.
Ostatnia moja nadzieja to nauczanie. Mam obawy, ale nie jest mi to obce. Nie odczuwam paniki na myśl o tym, choć moze tylko z tego powodu, że mi to na razie nie grozi, bo nie mam uprawnień.
Do zrobienia uprawnień potrzebne są pieniadze.
Tak...

Zastanawiałyście się czasem co byście robiły gdybyście NIC nie musiały robić??
Zastanawiałam się nad tym kiedyś, och, cóż ja bym nie robiła!!!
Nagle jestem w takiej sytuacji i jestem daleka od cieszenia się nią...
Nie dogodzisz...
Paaaatri... Smutno mi jakoś po tym Twoim poście, bo tak brzmi jakbyś się co najmniej poddała...ale może to tylko tak mi się wydaje? To pewnie przez to, że teraz właśnie utknęłaś w tym punkcie, w którym nie wiesz co robić...a nie jest łatwo nic wymyślić. Nie wiem co Ci napisać.

A, wyraźnie brak Ci przyjaciółki. Jakoś łatwiej nam zawierać przyjaźnie "od serca" gdy jesteśmy dziećmi, nie uważacie? Ja miałam wtedy przyjaciółki...wszystko było proste (nawet jeśli się kłóciłyśmy). Teraz tak naprawdę nie mam przyjaciółki...gdy mam problem, jedyną osobą której się zwierzam jest mój TŻ A wolałabym przyjaciółce, bo kto to widział, żeby jedyną osobą, która może Cię wysłuchać i doradzić był facet (oczywiście, fajnie, że mogę mu tak o wszystkim powiedzieć...ale czuję, że go zadręczam swoimi głupimi problemami ) Wszystkie moje niby przyjaciółki odzywają się do mnie średnio raz na miesiąc albo i rzadziej, nie widzę ich przez pół roku...z czego mam się zwierzać? Poza tym nie darzę ich aż takimi uczuciami, żeby nie zazdrościć im ich sukcesów...więc to żadna przyjaźń, szkoda...

Co do tej nerwicy, to ja tak...ok. 2 lat temu miałam kilka takich dosłownie "napadów". Leżałam sobie, nic się nie działo stresującego wokół mnie i nawet nie myślałam o niczym stresującym, a mnie...nagle zaczynało walić serce tak, że aż bolało, zlewałam się zimnym potem, było mi gorąco i zaczynałam bardzo szybko oddychać. Miałam tak 3 razy...ale wedle wszelkich objawów, to był ewidentny atak paniki Wtedy przeszło, ale zauważyłam, że denerwuję się nadal i nagle potrafię mieć czarne myśli: że coś się stanie, że nagle umrę, że ktoś umrze, że...milion innych dziwnych myśli

Wczoraj zamierzałam napisać pewne swoje przemyślenia i napiszę je teraz:

Czy macie może tak, że myślicie że dla was jest za późno? Bo ja tak myślę...złapałam się na tym ostatnio (chociaż dzieje się tak od dawna). Ja po prostu myślę, że na wszystko już jest za późno! Jakby w wieku 23 lat co najmniej zaczynała się starość (a przecież nawet wtedy nie jest jeszcze za późno na wiele rzeczy...ale to jest tak: chciałabym się nauczyć języka, bardzo bym z siebie była dumna gdybym potrafiła władać trzema językami. Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że jest to głównie kwestia wytrwałości i systematyczności, niczego innego. Ale ja mam wtedy w głowie: co z tego, że nauczę się tych języków? Skoro wiem, że są osoby, które w wieku 20 lat znają 3 języki i mają na to certyfikaty...to co ja tam w wieku 23 lat...pff...
Nie pojechałam na wymianę zagraniczną jak miałam okazję...już za późno.
Nie pojechałam do pracy do USA tak jak namawiał mnie brat....za późno na to.
Ładnie malowałam kiedyś, ale zaniedbałam umiejętności...teraz już za późno.
W zasadzie nie widzę wokół siebie nigdy niczego na co byłby świetny czas właśnie TERAZ.

I nie jestem szczęśliwa w takiej postaci...z takim charakterem, takim podejściem, ze wszystkim. Nie podoba mi się to...i nie do końca wiem jak się odmienić. Bo ja naprawdę niczym się nie cieszę - nie potrafię. Mój TŻ mówi mi, że jestem bardzo nerwowa...wyglądam jakbym ciągle się stresowała i nie umiem wyluzować...to się na wszystkim odbija.


No to tyle moich smutów.

Patri, trzymaj się Myślę, że jesteś i tak silna babka, bo nie każdy by dał radę kończyć studia mając małe dziecko na głowie, które wymaga sporo uwagi. A Ty jednak piszesz tą magisterkę i nie szkodzi, że się trochę odwlekła
__________________

bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 18:12   #2180
Aranel
Raczkowanie
 
Avatar Aranel
 
Zarejestrowany: 2005-09
Lokalizacja: .....
Wiadomości: 335
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
tigrinha GRATULACJE:
nebula-ten suplemenent diety nazywa się ''Asystor plus''. Jedyną rzeczą, którą chcę osiągnąć zażywając go jest ograniczenie apetytu na słodycze.
Ustaliłam sobie plan 5 posiłków dziennie(7,11,14,17,19). Dzisiejszy i wczorajszy dzień zaczęłam od śniadania, co jest dużym sukcesem dla mnie. Wieczorem opychałam się niezdrowym jedzeniem, a rano nie byłam głodna i czułam się strasznie ociężała.
Wczoraj przeczytałam najnowszy numer Wróżki i znalazłam ciekawy artykuł dotyczący cukru.
Czy któraś z Was ma może doświadczenie ze stewią lub ksylitolem?
Z artykułu wynikało, że są to dwa o wiele zdrowsze niż cukier substancje dające poczucie ''słodkości''.
Aranel-nie kupuję kosmetyku dopóki nie skończy mi się poprzedni. Zdarzają się oczywiście kosmetyki, które mi nie odpowiadają i wtedy zazwyczaj podrzucam komuś. Nie kupuję raczej kosmetyków ''w promocji'' (typu 2 za 1) bo lubię urozmaicenie i od kilku miesięcy nie zdarzyło mi się na przykład używać non stop tego samego żelu pod prysznic.
Wczoraj byłam na zakupie w Rossmannie i miałam ''fazę'' na kupowanie maseczek. Już wpakowałam do koszyka, ale przypomniałam sobie,że w domu mam całe pudełko maseczek...


No właśnie...Rossman moje przeklenstwo, moge tam łazic godzinami i czuje sie jak dziecko w sklepie z zabawkami, wszystko chce, wszystko moje, moje, moje....ale się lecze i staram się trzymac w ryzach, czasem miewam pol koszyka, przed kasa - opamietanie! wracam i odkladam wszytsko na pólki, teraz staram sie tylko neizbedniki -typu szampon etc...ale jest ciezko, bo wszytsko kusi, kusi a taki zakup zawsze poprawia mi humor...bo zawsze zbliza mnie do tego "ja idealnego" z wypielegnowaną skórą, włosami, stopami etc...

Co to są zasoby Buły??

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Nebulko, strasznie się cieszę, że się ruszyło z doktoratem Należało Ci się to. I w ogóle Cię podziwiam, że masz tyle roboty, a jeszcze nie brak Ci energii na sporządzanie tych wszystkich pyszności

Kocurko, mnie czasem też dopadają takie stany lękowe, zwłaszcza rano. Wstaję i się boję, więc pytam się samej siebie czego właściwie i często jest tak, że przez cały dzień nie mam w planach nic, co by mnie choćby trochę stresowało. Dziwne

Aranel, z tą samotnością to coś wisi w powietrzu, też ostatnio trochę się tak czuję. To chyba dlatego, że już od jakiegoś czasu nie mam ani jednej osoby z którą mogłabym być całkowicie szczera i zupełnie jej zaufać, podczas gdy dotąd byłam przyzwyczajona do tego, że takich osób było kilka. Szkoda że to się tak wszystko zmienia

Patri, where are you?! Albo oślepłam albo od kilku dni Cię tu już nie widuję...
Ja mam róznie, mam w sumie 4 dziewczyny - przyjaciólki, które wiem że się dadzą za mnie pokroić, każda z innego etapu życia - liceum, studia, doktorat, (no dwie z liceum) każda z nich jest inna, ale wszystkie mają swoje życie, ...i czasem juz mi glupio do nich wydzwaniac i ciagle marudzic, ale staram sie to im zawsze wynagradzac, wiec zawsze jak trzeba to odwoże na lotnisko, robie zakupy, ide do lekarza, odwiedzam w szpitalu etc.. Ale ciesze sie, że je mam bo do kazdej moge dzwonic o innej porze dnia i nocy i wiem, ze ktos mnie wyslucha.. aczkolwiek moja samotnosc bardziej dotyczy relacji damsko-meskich... moj TZ ma bardzo trudna osobowosc, nie że jest nerwowy, czy despota....ale jest tak zamkniety w sobie, tak malomowny, tak lakoniczny w swoich wypowiedziach, ze niby jestesmy razem ale obok... fakt, ze w dziecinstwie mial przerabane (totalna patologia) co napewno mialo na niego wplyw ale przez to tez jest niezwykle trudna osoba w zwiazku, bo nigdy nie byl w prawdziwej rodzinie, prawdziwej relacji, czy wyobrazacie sobie, że koles który ma 30lat, dopiero mnie powiedzial - kocham, ze nigdy w zyciu, nikomu tego nie powiedzial!!!! wiec jestesmy razem, ale czasem jakby osobno...a ja jestem osoba, która jest rodzinna, przylepa, potrzebuje ciaglego wsparcia, popychania, przytulania, wspierania etc.... On tego nie rozumie, uważa, że jak mi powie - No musisz napisac ten dr i zamknac ten temat, to juz wszystko zostalo powiedziane i wiecej o tym rozmawiac nie bedzie. bleh...

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Plan:
- konsultacje
- ewaluacja-sprawdziany
-uzupełnić protokoły
- skończyć artykuł
- znaleźć kurs angielskiego
-zrobić pranie
-przygotować półprodukty ułatwiające dietę
Ty konczysz art, ja zaczynam i jestem tak mądra że skladajac abstrakt wyslalam 2 zgloszenia, w jedym zglosilam sie do jednej dziedziny, w drugim do zupelnie innej az mnie zapytali -to do licha, w której pani cche wystepowac????

Cytat:
Napisane przez Chwilami Pokaż wiadomość
No dziewczyny byle do przodu. Aż się człowiekowi chce cośrobić jak widzi ciągle posty, że tyle osób tyle spraw załatwili.


Jestem z siebie dumna dzisiaj bo mogę kilka punktów odchaczyć z listy .
Jak burza

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Paaaatri... Smutno mi jakoś po tym Twoim poście, bo tak brzmi jakbyś się co najmniej poddała...ale może to tylko tak mi się wydaje? To pewnie przez to, że teraz właśnie utknęłaś w tym punkcie, w którym nie wiesz co robić...a nie jest łatwo nic wymyślić. Nie wiem co Ci napisać.

A, wyraźnie brak Ci przyjaciółki. Jakoś łatwiej nam zawierać przyjaźnie "od serca" gdy jesteśmy dziećmi, nie uważacie? Ja miałam wtedy przyjaciółki...wszystko było proste (nawet jeśli się kłóciłyśmy). Teraz tak naprawdę nie mam przyjaciółki...gdy mam problem, jedyną osobą której się zwierzam jest mój TŻ A wolałabym przyjaciółce, bo kto to widział, żeby jedyną osobą, która może Cię wysłuchać i doradzić był facet (oczywiście, fajnie, że mogę mu tak o wszystkim powiedzieć...ale czuję, że go zadręczam swoimi głupimi problemami ) Wszystkie moje niby przyjaciółki odzywają się do mnie średnio raz na miesiąc albo i rzadziej, nie widzę ich przez pół roku...z czego mam się zwierzać? Poza tym nie darzę ich aż takimi uczuciami, żeby nie zazdrościć im ich sukcesów...więc to żadna przyjaźń, szkoda...

Co do tej nerwicy, to ja tak...ok. 2 lat temu miałam kilka takich dosłownie "napadów". Leżałam sobie, nic się nie działo stresującego wokół mnie i nawet nie myślałam o niczym stresującym, a mnie...nagle zaczynało walić serce tak, że aż bolało, zlewałam się zimnym potem, było mi gorąco i zaczynałam bardzo szybko oddychać. Miałam tak 3 razy...ale wedle wszelkich objawów, to był ewidentny atak paniki Wtedy przeszło, ale zauważyłam, że denerwuję się nadal i nagle potrafię mieć czarne myśli: że coś się stanie, że nagle umrę, że ktoś umrze, że...milion innych dziwnych myśli

Wczoraj zamierzałam napisać pewne swoje przemyślenia i napiszę je teraz:

Czy macie może tak, że myślicie że dla was jest za późno? Bo ja tak myślę...złapałam się na tym ostatnio (chociaż dzieje się tak od dawna). Ja po prostu myślę, że na wszystko już jest za późno! Jakby w wieku 23 lat co najmniej zaczynała się starość (a przecież nawet wtedy nie jest jeszcze za późno na wiele rzeczy...ale to jest tak: chciałabym się nauczyć języka, bardzo bym z siebie była dumna gdybym potrafiła władać trzema językami. Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że jest to głównie kwestia wytrwałości i systematyczności, niczego innego. Ale ja mam wtedy w głowie: co z tego, że nauczę się tych języków? Skoro wiem, że są osoby, które w wieku 20 lat znają 3 języki i mają na to certyfikaty...to co ja tam w wieku 23 lat...pff...
Nie pojechałam na wymianę zagraniczną jak miałam okazję...już za późno.
Nie pojechałam do pracy do USA tak jak namawiał mnie brat....za późno na to.
Ładnie malowałam kiedyś, ale zaniedbałam umiejętności...teraz już za późno.
W zasadzie nie widzę wokół siebie nigdy niczego na co byłby świetny czas właśnie TERAZ.

I nie jestem szczęśliwa w takiej postaci...z takim charakterem, takim podejściem, ze wszystkim. Nie podoba mi się to...i nie do końca wiem jak się odmienić. Bo ja naprawdę niczym się nie cieszę - nie potrafię. Mój TŻ mówi mi, że jestem bardzo nerwowa...wyglądam jakbym ciągle się stresowała i nie umiem wyluzować...to się na wszystkim odbija.


No to tyle moich smutów.

Patri, trzymaj się Myślę, że jesteś i tak silna babka, bo nie każdy by dał radę kończyć studia mając małe dziecko na głowie, które wymaga sporo uwagi. A Ty jednak piszesz tą magisterkę i nie szkodzi, że się trochę odwlekła
Co do tych ataków, moje przejawiaja sie chęcia do wymiotow...to juz nie mdlosci, a raczej nie tylko mdlosci,ale doslownie od kilku miesiecy ze strachu jedzenie cofa mi sie do gardla...u mnie dochodzi do tego bezsennosc...noce gdzie budze sie po 3 godzinach, 3 godziny nie spie, potem 2 spie... i problemy ze skóra, która trace, swedzi mnie, wiec drapie sie do krwi... sposobow wyleczenia tego nei znam...chyba przeszczep osobowosci i mózgu...

A jesli chodzi o poruszony przez Ciebie temat, doslownie wyjmujesz slowa z mojej glowy ale to juz chyba wczesniej tez sie zdarzylo, w jakims innym temacie, tylko wtedy chyba ja mowilam za Ciebie
Tak, tak, tak mam wrazenie ze jest dla mnie za pozno, tyle ze ja mam 29 lat.....wokol wszyscy męzów, zony, dzieci, mieszkania, kredyty, stala praca...a ja...nic,żadnego punktu oparcia, nic....nic stalego, na wszytsko juz jest za pozno, nikt sie ze mna nie ozeni dzieci miec nie bede, mieszkania sama sie nie dorobie.....
Co prawda w innej tematyce ale mam tak samo.... sposobow na wyleczenie nie znam.... i nic mnie tak nei denerwuje jak frazesy pt. "Nigdy nei jest za pozno"....

To ogólnie stwierdzam, że jakis czarny okres u nas nastał, bo kazda jakiegos doła lapie... ogólne przemyslenia
a- wszystkie dążymy do perfekcji
b- nieustanie porównujemy sie do innych
c- ciagle podnosimy sobie poprzeczke
d-nie widzimy dotychczasowych dokonan
e- umniejszamy wartosc dotychczasowych zadań
f-wydluzamy w neiskonczonnosc liste zadan do zrobienia
g- wierzymy, że gdzies kiedys bedzie istniałą lepsza wersja Nas-zadbana, mądra, zaradna (dopisac wlasciwy przymiotnik), jak tylko wykonamy niekonczaca sie liste zadan
h-nie cieszymy sie z tego co mamy


I co wy na to????
Aranel jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 18:44   #2181
bura kocurka
Zakorzenienie
 
Avatar bura kocurka
 
Zarejestrowany: 2007-06
Lokalizacja: Łódź
Wiadomości: 5 735
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość
No właśnie...Rossman moje przeklenstwo, moge tam łazic godzinami i czuje sie jak dziecko w sklepie z zabawkami, wszystko chce, wszystko moje, moje, moje....ale się lecze i staram się trzymac w ryzach, czasem miewam pol koszyka, przed kasa - opamietanie! wracam i odkladam wszytsko na pólki, teraz staram sie tylko neizbedniki -typu szampon etc...ale jest ciezko, bo wszytsko kusi, kusi a taki zakup zawsze poprawia mi humor...bo zawsze zbliza mnie do tego "ja idealnego" z wypielegnowaną skórą, włosami, stopami etc...

Co to są zasoby Buły??



Ja mam róznie, mam w sumie 4 dziewczyny - przyjaciólki, które wiem że się dadzą za mnie pokroić, każda z innego etapu życia - liceum, studia, doktorat, (no dwie z liceum) każda z nich jest inna, ale wszystkie mają swoje życie, ...i czasem juz mi glupio do nich wydzwaniac i ciagle marudzic, ale staram sie to im zawsze wynagradzac, wiec zawsze jak trzeba to odwoże na lotnisko, robie zakupy, ide do lekarza, odwiedzam w szpitalu etc.. Ale ciesze sie, że je mam bo do kazdej moge dzwonic o innej porze dnia i nocy i wiem, ze ktos mnie wyslucha.. aczkolwiek moja samotnosc bardziej dotyczy relacji damsko-meskich... moj TZ ma bardzo trudna osobowosc, nie że jest nerwowy, czy despota....ale jest tak zamkniety w sobie, tak malomowny, tak lakoniczny w swoich wypowiedziach, ze niby jestesmy razem ale obok... fakt, ze w dziecinstwie mial przerabane (totalna patologia) co napewno mialo na niego wplyw ale przez to tez jest niezwykle trudna osoba w zwiazku, bo nigdy nie byl w prawdziwej rodzinie, prawdziwej relacji, czy wyobrazacie sobie, że koles który ma 30lat, dopiero mnie powiedzial - kocham, ze nigdy w zyciu, nikomu tego nie powiedzial!!!! wiec jestesmy razem, ale czasem jakby osobno...a ja jestem osoba, która jest rodzinna, przylepa, potrzebuje ciaglego wsparcia, popychania, przytulania, wspierania etc.... On tego nie rozumie, uważa, że jak mi powie - No musisz napisac ten dr i zamknac ten temat, to juz wszystko zostalo powiedziane i wiecej o tym rozmawiac nie bedzie. bleh...



Ty konczysz art, ja zaczynam i jestem tak mądra że skladajac abstrakt wyslalam 2 zgloszenia, w jedym zglosilam sie do jednej dziedziny, w drugim do zupelnie innej az mnie zapytali -to do licha, w której pani cche wystepowac????



Jak burza



Co do tych ataków, moje przejawiaja sie chęcia do wymiotow...to juz nie mdlosci, a raczej nie tylko mdlosci,ale doslownie od kilku miesiecy ze strachu jedzenie cofa mi sie do gardla...u mnie dochodzi do tego bezsennosc...noce gdzie budze sie po 3 godzinach, 3 godziny nie spie, potem 2 spie... i problemy ze skóra, która trace, swedzi mnie, wiec drapie sie do krwi... sposobow wyleczenia tego nei znam...chyba przeszczep osobowosci i mózgu...

A jesli chodzi o poruszony przez Ciebie temat, doslownie wyjmujesz slowa z mojej glowy ale to juz chyba wczesniej tez sie zdarzylo, w jakims innym temacie, tylko wtedy chyba ja mowilam za Ciebie
Tak, tak, tak mam wrazenie ze jest dla mnie za pozno, tyle ze ja mam 29 lat.....wokol wszyscy męzów, zony, dzieci, mieszkania, kredyty, stala praca...a ja...nic,żadnego punktu oparcia, nic....nic stalego, na wszytsko juz jest za pozno, nikt sie ze mna nie ozeni dzieci miec nie bede, mieszkania sama sie nie dorobie.....
Co prawda w innej tematyce ale mam tak samo.... sposobow na wyleczenie nie znam.... i nic mnie tak nei denerwuje jak frazesy pt. "Nigdy nei jest za pozno"....

To ogólnie stwierdzam, że jakis czarny okres u nas nastał, bo kazda jakiegos doła lapie... ogólne przemyslenia
a- wszystkie dążymy do perfekcji
b- nieustanie porównujemy sie do innych
c- ciagle podnosimy sobie poprzeczke
d-nie widzimy dotychczasowych dokonan
e- umniejszamy wartosc dotychczasowych zadań
f-wydluzamy w neiskonczonnosc liste zadan do zrobienia
g- wierzymy, że gdzies kiedys bedzie istniałą lepsza wersja Nas-zadbana, mądra, zaradna (dopisac wlasciwy przymiotnik), jak tylko wykonamy niekonczaca sie liste zadan
h-nie cieszymy sie z tego co mamy


I co wy na to????
My na to...że beznadzieja

Idę to zapić...a później (tzn. jutro jak dotrę do domu) usiądę i wymyślę coś co sprawi, że zacznę być zadowolona ze swojego życia i z siebie

Do tego wszystkiego mam czarne myśli, że powinnam zerwać ze swoim TŻtem, bo chociaż to cudowny człowiek, to ostatnio jakoś...brakuje we mnie namiętności. Myślałam, że to stres...może i tak. Może to tabletki anty....ale wcześniej było ok... A może jednak to nie ten TŻ? Wszystko przez to, że jakaś dziewczyna miała taki problem i napisała na wizażu - ktoś jej doradził zmianę partnera

A, egzamin zdany - także sesja pokonana
__________________


Edytowane przez bura kocurka
Czas edycji: 2011-06-20 o 18:50
bura kocurka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 19:03   #2182
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Czy macie może tak, że myślicie że dla was jest za późno? Bo ja tak myślę...złapałam się na tym ostatnio (chociaż dzieje się tak od dawna). Ja po prostu myślę, że na wszystko już jest za późno! Jakby w wieku 23 lat co najmniej zaczynała się starość (a przecież nawet wtedy nie jest jeszcze za późno na wiele rzeczy...ale to jest tak: chciałabym się nauczyć języka, bardzo bym z siebie była dumna gdybym potrafiła władać trzema językami. Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że jest to głównie kwestia wytrwałości i systematyczności, niczego innego. Ale ja mam wtedy w głowie: co z tego, że nauczę się tych języków? Skoro wiem, że są osoby, które w wieku 20 lat znają 3 języki i mają na to certyfikaty...to co ja tam w wieku 23 lat...pff...

W zasadzie nie widzę wokół siebie nigdy niczego na co byłby świetny czas właśnie TERAZ.
Myślę, że nie jest za późno, ale moje myslenie nie przekona Cię przecież.
Zaczynałam studia mając 26 lat!! Pierwszą najprawdziwszą miłość też przeżyłam w wieku 26, na tych właśnie studiach, kiedy myślałam, że niczym mnie już życie nie zaskoczy, wszystko już przeżyłam...
Teraz mam 34 i myślę, że za późno jest na cokolwiek, do trumny raptę parę lat... a w niczym nie będę najlepsza, bo każda nisza jest juz zajęta. Muszę się pogodzić z byciem przeciętniakiem i zacząć przeciętnie żyć, iść do przeciętnej pracy i przeciętnie się starać za przeciętne wynagrodzenie. Czas chyba pogrzebać ideały w stylu : każdy ma swoje miejsce w tym świecie i ma swoja tylko jego wspaniałą drogę i jest stworzony do wielkich rzeczy... Czas wyprawić takiemu myśleniu pogrzeb.

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2011-06-20 o 19:08
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 19:07   #2183
isza89
tree hugger
 
Avatar isza89
 
Zarejestrowany: 2010-09
Lokalizacja: wild west
Wiadomości: 1 443
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość
Jak tam nasza Przodowniczka pracy??? (to oczywiście było z całą sympatią i podziwem, zero złośliwosci
Przodowniczka zostaje w tyle. Wczoraj/dziś to u mnie jeden wielki minus. TŻ w szpitalu z przyczyn niewyjaśnionych, a w środę ma obronę. Kłębek nerwów vel Isza z ręką na sercu siedziała nad projektem cały wczorajszy dzień (bez żadnych wizaży, facebooków i innych takich). Wszystko wskazywało na to, że uda mi się wszystko skończyć i obronić dziś naprawdę fajny projekt, a tu lipa. Mój lapek postanowił wziąć udział w Międzynarodowej Nocy Formatowania Kompa, a żeby i mnie do tego nakłonić zaczął się wieszać i zacinać przy każdym poruszeniu myszką. Emo skubany. Efekt jest taki, że dopiero 2 godziny temu udało mi się go zreanimować i poinstalować od nowa wszystkie programy (czekam jeszcze tylko na licencje).

Aczkolwiek. Plusy tej sytuacji są dwa. Pierwszy jest taki, że koleżanka z grupy załatwiła mi dodatkowy termin w przyszłym tygodniu. Więc chociaż jeden stres mniej. A drugi... Hmmm... Dziwnie mi się o tym myśli, a tym bardziej pisze, ale gdyby udało mi się skończyć wszystko o czasie, to na 99% jechałabym na zajęcia jednym z tych tramwajów, który miał dziś wypadek. Także może ten komputer jednak nie jest aż taki zły.




Plan na dziś:
  • odzyskać notatki
  • zadbać o włosy
  • wynieść śmieci (zanim same wyjdą)
  • kupić coś normalnego do jedzenia
  • zacząć uczyć się na środowy egzamin (nie precyzuję, bo na razie nie wiem jeszcze, ile tego jest)
__________________
Nie potrafię zmierzyć się z codziennością, choć nadal zdarza mi się wierzyć w cuda i marzyć o lataniu.
isza89 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 19:11   #2184
Nebula
Zakorzenienie
 
Avatar Nebula
 
Zarejestrowany: 2007-01
Wiadomości: 5 131
GG do Nebula
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość

Co do tych ataków, moje przejawiaja sie chęcia do wymiotow...to juz nie mdlosci, a raczej nie tylko mdlosci,ale doslownie od kilku miesiecy ze strachu jedzenie cofa mi sie do gardla...u mnie dochodzi do tego bezsennosc...noce gdzie budze sie po 3 godzinach, 3 godziny nie spie, potem 2 spie... i problemy ze skóra, która trace, swedzi mnie, wiec drapie sie do krwi... sposobow wyleczenia tego nei znam...chyba przeszczep osobowosci i mózgu...

A jesli chodzi o poruszony przez Ciebie temat, doslownie wyjmujesz slowa z mojej glowy ale to juz chyba wczesniej tez sie zdarzylo, w jakims innym temacie, tylko wtedy chyba ja mowilam za Ciebie
Tak, tak, tak mam wrazenie ze jest dla mnie za pozno, tyle ze ja mam 29 lat.....wokol wszyscy męzów, zony, dzieci, mieszkania, kredyty, stala praca...a ja...nic,żadnego punktu oparcia, nic....nic stalego, na wszytsko juz jest za pozno, nikt sie ze mna nie ozeni dzieci miec nie bede, mieszkania sama sie nie dorobie.....
Co prawda w innej tematyce ale mam tak samo.... sposobow na wyleczenie nie znam.... i nic mnie tak nei denerwuje jak frazesy pt. "Nigdy nei jest za pozno"....

To ogólnie stwierdzam, że jakis czarny okres u nas nastał, bo kazda jakiegos doła lapie... ogólne przemyslenia
a- wszystkie dążymy do perfekcji
b- nieustanie porównujemy sie do innych
c- ciagle podnosimy sobie poprzeczke
d-nie widzimy dotychczasowych dokonan
e- umniejszamy wartosc dotychczasowych zadań
f-wydluzamy w neiskonczonnosc liste zadan do zrobienia
g- wierzymy, że gdzies kiedys bedzie istniałą lepsza wersja Nas-zadbana, mądra, zaradna (dopisac wlasciwy przymiotnik), jak tylko wykonamy niekonczaca sie liste zadan
h-nie cieszymy sie z tego co mamy


I co wy na to????
zgadzam sie. z kilkoma rzeczami. Ciezko o przyjaciolke. ale ciezko dlatego, ze chyba same zarzucamy sobie jakis kanon, jaka to ona powinna byc. ja sie z moja najlepsza przyjaciolka kontaktuje raz na miesiac, ale to dlatego, ze obie mamy klopot z czase, duzo pracy itd. Ale wiem, ze chocby sie walilo i palilo, zawsze moge liczyc na jej pomoc. mimo iz ja we Francji a ona w Holandii.

ponadto...tak. zgadzam sie, ze jest czarny okres i to wszystko jest jakies...nijakie. niby grupa wsparcia, ale rozlazimy sie jak...ogolnie, sadze, ze kazda z nas na swoj sposob przezywa rozterki, a prokrastynacja na dodatek sprawia, ze jestesmy do tylu z docenianiem siebie. pedzimy w tym by cokolwiek zrobic, bo przeciez juz pozno, juz prawie za pozno...a nie widzimy ILE dokonalysmy w tym czasie.
Ale problem jest tez w tym, ze czasem jestesmy tak bardzo zalezne od swiata zewnetrznego... tak cholernie :/

i rozpoczelyscie watek, ktory mnie totalnie paralizuje.
-chcialam spiewac, byc tancerka, uprawiac narciarstwo, nauczyc sie jezdzic na lyzwach, studiowac architekture, malowac, pisac wiersze, lepic z gliny, robic kolczyki i wisiorki z koralikow, trenowac lucznictwo, umiec fotografowac, umic programowac w kilku jezykach, mowic w kilku jezykach, miec certyfikaty, pracowac jako fotomodelka, pojsc na kurs wizazu, robic sobie sztuczne paznokcie, grac na perkusji, pisac muzyke elektroniczna, byc obeznana w klasycznym kinie dramatycznym, albo w klasycznej literaturze, w ogole miec taka omnibusowa wiedze o kulturze...

za pozno, nie?

nadrabiam pomalu...w rozny sposob znalazlam faceta co maluje, spiewa, gra, tworzy i jest architektem za mnie, na taniec sie zapisalam, ale nie powiem zebym prezentowala profesjonalny poziom, ale tak naprawde...czas minal na wiele.

Jaki z tego wniosek? kazdy mysli tak samo, czyli chyba nie jest tak zle, co?

Patri...z Twojego postu wylewa sie nicosc. to bardzo niedobrze. Ale jak chcesz, nie bede klepac po plecach. Chociaz i tak jestem zdania, ze zawsze da sie cos zrobic. ale nie bede wytaczac swoich racji tutaj, bo nie jestem bogiem. nie myslalas czy Twoj nastroj wynika z tego ze za duzo czasu spedzasz w domu? jakbys znalazla prace, ktora wynioslaby Cie z domu, albo jakis kurs (moze wez dofinansowanie z funduszu unijnego na dobranzowanie?) to uwazam, ze poczulabys sie lepiej.

apropos mnie - dzis taka ciekawostka. szefowa na moje dzien dobry gdy weszla do sali odpowiedziala tylko 'o, nikogo wiecej nie ma?' szkoda, ze dodala slowo 'wiecej' bo prawie poczulam sie jak powietrze
__________________
Lubisz metal? Poznaj Strain!

Edytowane przez Nebula
Czas edycji: 2011-06-20 o 19:12
Nebula jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 19:34   #2185
Aranel
Raczkowanie
 
Avatar Aranel
 
Zarejestrowany: 2005-09
Lokalizacja: .....
Wiadomości: 335
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
My na to...że beznadzieja

Idę to zapić...a później (tzn. jutro jak dotrę do domu) usiądę i wymyślę coś co sprawi, że zacznę być zadowolona ze swojego życia i z siebie

Do tego wszystkiego mam czarne myśli, że powinnam zerwać ze swoim TŻtem, bo chociaż to cudowny człowiek, to ostatnio jakoś...brakuje we mnie namiętności. Myślałam, że to stres...może i tak. Może to tabletki anty....ale wcześniej było ok... A może jednak to nie ten TŻ? Wszystko przez to, że jakaś dziewczyna miała taki problem i napisała na wizażu - ktoś jej doradził zmianę partnera

A, egzamin zdany - także sesja pokonana
Ja widzę, że Wy na to lakonicznie odpowiadacie przepraszam ale szalenie mnie rozbawiła Twoja=Wasza odpowiedz

Powiem Ci, że naprawde trzeba uważac co sugeruja tutaj ludzie na wizazu, bo generalnei wszystkie beda kazały ci rzucac, czekac na prawdziwa milosc, wieczne namietnosci a twojego TZ wyzwą od chamów, nierobow, sadystów etc... a niestety prawda jest taka, że nikt nie jest idealny to raz, a dwa- ze tylko Ty znasz naprawde swoja opowiesc, wszystkie jej deatle i niuanse... a trzy-życie to nie bajka.

Ja niestety sama nie wiem w co wierzyc, wierzylam w milosc do grobowej deski i ...zostałam na lodzie, porzucona, wierzylam ze czasem spotyka się odbicie siebie samej w drugiej osobie i co -dostalam odpowiedz-nie jestem gotowy na powazny zwiazek, slyszlam - jestes niesamowita, jedyna, ple, ple, ple, ple...a potem nic z tego nie wychodzilo...wiec wielkie namietnosci dały mi go...wno.... a teraz sa mniejsze namietnosci, wysoki milczek, kochajacy swego kota, mój niemowa... ale za to ta niemowa smaruje mi chorą głowe, myje wlosy gdy płacze nad ich utratą...pytanie co jest ważniejsze??? te piekne, ulotne chwile, z których jednak czasem nic nie wynika, czy dobroc, cierpliwosc......


Powinnam zmienic nick na - niezdecydowana lub znak zapytania lub wielokropek...

---------- Dopisano o 19:34 ---------- Poprzedni post napisano o 19:13 ----------

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Przodowniczka zostaje w tyle. Wczoraj/dziś to u mnie jeden wielki minus. TŻ w szpitalu z przyczyn niewyjaśnionych, a w środę ma obronę. Kłębek nerwów vel Isza z ręką na sercu siedziała nad projektem cały wczorajszy dzień (bez żadnych wizaży, facebooków i innych takich). Wszystko wskazywało na to, że uda mi się wszystko skończyć i obronić dziś naprawdę fajny projekt, a tu lipa. Mój lapek postanowił wziąć udział w Międzynarodowej Nocy Formatowania Kompa, a żeby i mnie do tego nakłonić zaczął się wieszać i zacinać przy każdym poruszeniu myszką. Emo skubany. Efekt jest taki, że dopiero 2 godziny temu udało mi się go zreanimować i poinstalować od nowa wszystkie programy (czekam jeszcze tylko na licencje).

Aczkolwiek. Plusy tej sytuacji są dwa. Pierwszy jest taki, że koleżanka z grupy załatwiła mi dodatkowy termin w przyszłym tygodniu. Więc chociaż jeden stres mniej. A drugi... Hmmm... Dziwnie mi się o tym myśli, a tym bardziej pisze, ale gdyby udało mi się skończyć wszystko o czasie, to na 99% jechałabym na zajęcia jednym z tych tramwajów, który miał dziś wypadek. Także może ten komputer jednak nie jest aż taki zły.




Plan na dziś:
  • odzyskać notatki
  • zadbać o włosy
  • wynieść śmieci (zanim same wyjdą)
  • kupić coś normalnego do jedzenia
  • zacząć uczyć się na środowy egzamin (nie precyzuję, bo na razie nie wiem jeszcze, ile tego jest)
Jak mawia jedna z moich przyjaciólek "kiedy człowiek popatrzy na swoje zycie wstecz to widzi, że nic nie dzieje sie bez przyczyny", wiec chyba cos w tym jest -komp, tramwaj etc.

Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość
zgadzam sie. z kilkoma rzeczami. Ciezko o przyjaciolke. ale ciezko dlatego, ze chyba same zarzucamy sobie jakis kanon, jaka to ona powinna byc. ja sie z moja najlepsza przyjaciolka kontaktuje raz na miesiac, ale to dlatego, ze obie mamy klopot z czase, duzo pracy itd. Ale wiem, ze chocby sie walilo i palilo, zawsze moge liczyc na jej pomoc. mimo iz ja we Francji a ona w Holandii.

ponadto...tak. zgadzam sie, ze jest czarny okres i to wszystko jest jakies...nijakie. niby grupa wsparcia, ale rozlazimy sie jak...ogolnie, sadze, ze kazda z nas na swoj sposob przezywa rozterki, a prokrastynacja na dodatek sprawia, ze jestesmy do tylu z docenianiem siebie. pedzimy w tym by cokolwiek zrobic, bo przeciez juz pozno, juz prawie za pozno...a nie widzimy ILE dokonalysmy w tym czasie.
Ale problem jest tez w tym, ze czasem jestesmy tak bardzo zalezne od swiata zewnetrznego... tak cholernie :/

i rozpoczelyscie watek, ktory mnie totalnie paralizuje.
-chcialam spiewac, byc tancerka, uprawiac narciarstwo, nauczyc sie jezdzic na lyzwach, studiowac architekture, malowac, pisac wiersze, lepic z gliny, robic kolczyki i wisiorki z koralikow, trenowac lucznictwo, umiec fotografowac, umic programowac w kilku jezykach, mowic w kilku jezykach, miec certyfikaty, pracowac jako fotomodelka, pojsc na kurs wizazu, robic sobie sztuczne paznokcie, grac na perkusji, pisac muzyke elektroniczna, byc obeznana w klasycznym kinie dramatycznym, albo w klasycznej literaturze, w ogole miec taka omnibusowa wiedze o kulturze...

za pozno, nie?

nadrabiam pomalu...w rozny sposob znalazlam faceta co maluje, spiewa, gra, tworzy i jest architektem za mnie, na taniec sie zapisalam, ale nie powiem zebym prezentowala profesjonalny poziom, ale tak naprawde...czas minal na wiele.

Jaki z tego wniosek? kazdy mysli tak samo, czyli chyba nie jest tak zle, co?

Patri...z Twojego postu wylewa sie nicosc. to bardzo niedobrze. Ale jak chcesz, nie bede klepac po plecach. Chociaz i tak jestem zdania, ze zawsze da sie cos zrobic. ale nie bede wytaczac swoich racji tutaj, bo nie jestem bogiem. nie myslalas czy Twoj nastroj wynika z tego ze za duzo czasu spedzasz w domu? jakbys znalazla prace, ktora wynioslaby Cie z domu, albo jakis kurs (moze wez dofinansowanie z funduszu unijnego na dobranzowanie?) to uwazam, ze poczulabys sie lepiej.

apropos mnie - dzis taka ciekawostka. szefowa na moje dzien dobry gdy weszla do sali odpowiedziala tylko 'o, nikogo wiecej nie ma?' szkoda, ze dodala slowo 'wiecej' bo prawie poczulam sie jak powietrze
dobrze, że Twoja szefowa dodała słowo '"o" to uczyniło Cie prawie człowiekiem ( to przytyk do szefowej nie do Ciebie

Ach moje pomysły.....znać conajmniej 6 jezyków w prostych zwrotach, i komunikacji, a 3 jezyki biegle, byc swietnym snowboardzista, robic bizuterie, kartki okolicznosciowe, byc wizazysta conajmniej jak ewa gil, uprawiac bonsai, grac na harfie, hodować pszczoły (tak, tak), miec uprawnienia zawodowe conajmiej 10 zawodów..., byc sprawna w conajmiej 5 programach graficznych, byc fotografem na miare national geo.... świetnie plywac, nurkowac jak foka, jezdzic poslizgami samochodem, jezdzic na lyzwach, rolkach,łucznictwo i strzelectwo -takoż.... rozpoznawac kompozytorów muzyki klasycznej conajmniej po jednej nutce, malowac lepiej niz Monet....(do spiewu i aktorstwa na szczescie nigdy mnie nie ciagnelo, a choroba i tak przypieczetowala reszte)...zwiedzic conajmniej 99% swiata, plus dwa wszechswiaty....taaaaa... ..

coś mi sie dzis buzia nie zamyka.....
Aranel jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 19:40   #2186
Addicted to love
Rozeznanie
 
Avatar Addicted to love
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 708
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

kurcze, jutro mam najwazniejszy egzamin. Bardzo sie stresuje, tak bardzo, ze jak tylko o tym pomysle to mam wielka kule w gradle. Modle sie zeby wylosowac jakis w miare normalny temat.
Juz nie moge sie doczekac jutra, kiedy w koncu spokojnie zasne i nie bede sie budzic z panicznym strachem.

A najlepsze jest to, ze jestem prawie pewna ze zdam, tylko po prostu nie chce miec 3 Czub ze mnie.
Addicted to love jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 21:50   #2187
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość

Wczoraj zamierzałam napisać pewne swoje przemyślenia i napiszę je teraz:

Czy macie może tak, że myślicie że dla was jest za późno? Bo ja tak myślę...złapałam się na tym ostatnio (chociaż dzieje się tak od dawna). Ja po prostu myślę, że na wszystko już jest za późno! Jakby w wieku 23 lat co najmniej zaczynała się starość (a przecież nawet wtedy nie jest jeszcze za późno na wiele rzeczy...ale to jest tak: chciałabym się nauczyć języka, bardzo bym z siebie była dumna gdybym potrafiła władać trzema językami. Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że jest to głównie kwestia wytrwałości i systematyczności, niczego innego. Ale ja mam wtedy w głowie: co z tego, że nauczę się tych języków? Skoro wiem, że są osoby, które w wieku 20 lat znają 3 języki i mają na to certyfikaty...to co ja tam w wieku 23 lat...pff...
Nie pojechałam na wymianę zagraniczną jak miałam okazję...już za późno.
Nie pojechałam do pracy do USA tak jak namawiał mnie brat....za późno na to.
Ładnie malowałam kiedyś, ale zaniedbałam umiejętności...teraz już za późno.
W zasadzie nie widzę wokół siebie nigdy niczego na co byłby świetny czas właśnie TERAZ.


No to tyle moich smutów.
Też tak mam.
I nie funkcjonowałabym bez ciągłego nakazu samej sobie: dasz radę, nie jest za późno, nie myśl, tylko pracuj, działaj.
I przestaję myśleć, działam jak mogę, bo stan ciągłego zwątpienia nie służy niczemu. Lepiej więc się w niego nie zapadać. A to, że się go odczuwa - trudno. Staram się go przegadać albo zignorować.


Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość
N


Ja mam róznie, mam w sumie 4 dziewczyny - przyjaciólki, które wiem że się dadzą za mnie pokroić, każda z innego etapu życia - liceum, studia, doktorat, (no dwie z liceum) każda z nich jest inna, ale wszystkie mają swoje życie, ...i czasem juz mi glupio do nich wydzwaniac i ciagle marudzic, ale staram sie to im zawsze wynagradzac, wiec zawsze jak trzeba to odwoże na lotnisko, robie zakupy, ide do lekarza, odwiedzam w szpitalu etc.. Ale ciesze sie, że je mam bo do kazdej moge dzwonic o innej porze dnia i nocy i wiem, ze ktos mnie wyslucha.. aczkolwiek moja samotnosc bardziej dotyczy relacji damsko-meskich... moj TZ ma bardzo trudna osobowosc, nie że jest nerwowy, czy despota....ale jest tak zamkniety w sobie, tak malomowny, tak lakoniczny w swoich wypowiedziach, ze niby jestesmy razem ale obok... fakt, ze w dziecinstwie mial przerabane (totalna patologia) co napewno mialo na niego wplyw ale przez to tez jest niezwykle trudna osoba w zwiazku, bo nigdy nie byl w prawdziwej rodzinie, prawdziwej relacji, czy wyobrazacie sobie, że koles który ma 30lat, dopiero mnie powiedzial - kocham, ze nigdy w zyciu, nikomu tego nie powiedzial!!!! wiec jestesmy razem, ale czasem jakby osobno...a ja jestem osoba, która jest rodzinna, przylepa, potrzebuje ciaglego wsparcia, popychania, przytulania, wspierania etc.... On tego nie rozumie, uważa, że jak mi powie - No musisz napisac ten dr i zamknac ten temat, to juz wszystko zostalo powiedziane i wiecej o tym rozmawiac nie bedzie. bleh...



Ty konczysz art, ja zaczynam i jestem tak mądra że skladajac abstrakt wyslalam 2 zgloszenia, w jedym zglosilam sie do jednej dziedziny, w drugim do zupelnie innej az mnie zapytali -to do licha, w której pani cche wystepowac????




Tak, tak, tak mam wrazenie ze jest dla mnie za pozno, tyle ze ja mam 29 lat.....wokol wszyscy męzów, zony, dzieci, mieszkania, kredyty, stala praca...a ja...nic,żadnego punktu oparcia, nic....nic stalego, na wszytsko juz jest za pozno, nikt sie ze mna nie ozeni dzieci miec nie bede, mieszkania sama sie nie dorobie.....
Co prawda w innej tematyce ale mam tak samo.... sposobow na wyleczenie nie znam.... i nic mnie tak nei denerwuje jak frazesy pt. "Nigdy nei jest za pozno"....

To ogólnie stwierdzam, że jakis czarny okres u nas nastał, bo kazda jakiegos doła lapie... ogólne przemyslenia
a- wszystkie dążymy do perfekcji
b- nieustanie porównujemy sie do innych
c- ciagle podnosimy sobie poprzeczke
d-nie widzimy dotychczasowych dokonan
e- umniejszamy wartosc dotychczasowych zadań
f-wydluzamy w neiskonczonnosc liste zadan do zrobienia
g- wierzymy, że gdzies kiedys bedzie istniałą lepsza wersja Nas-zadbana, mądra, zaradna (dopisac wlasciwy przymiotnik), jak tylko wykonamy niekonczaca sie liste zadan
h-nie cieszymy sie z tego co mamy


I co wy na to????
Z przyjaciółkami mam podobnie. Kilka dziewczyn, z różnych okresów życia, z różnych światów, ze swoją historią, ale każda bardzo wyjątkowa i godna zaufania. Z tym, że ja i tak nie umiem się do końca otworzyć. Więc po prostu cieszę się, że są. Świadomość ich obecności i nawet niewyrażonego wsparcia jest kojąca.

Twój TŻ jest wyjątkowy i to, co piszesz (o wyrażaniu uczuć) jest piękne, i smutne zarazem. Mój TŻ też nie motywuje mnie tak, jakbym to sobie najlepiej wymarzyła, i jak ja uważam, że by podziałało. Ale ważna dla mnie jest intencja, którą odczytuję w nim, czyli to, że naprawdę dobrze mi życzy i jest "po mojej stronie" - nawet jak zawalę terminy.

Czemu piszesz, że nikt się z Tobą nie ożeni etc. ? Nie złapałam tonu, nie wiem, czy napisałaś to dosłownie, czy nie?

Co do listy
a- wszystkie dążymy do perfekcji
jasne, a dlaczego nie? ja określam to u siebie - dążenie do rozwoju, do wykorzystania potencjału. Myślę, że to całkiem słuszne założenie, pytanie tylko co, jeśli cel się oddala, albo w ogóle jest nieuchwytny?

b- nieustanie porównujemy sie do innych

z tym się nie do końca zgadzam, tzn. jeśli chodzi o moje doświadczenia. Tylko w niektórych kwestiach się porównuję i nie zawsze. Ale fakt - te porównania zazwyczaj są bolesne, mimo, że wiem, że moja sytuacja jest inna, inne czynniki mają wpływ na to, że jestem w danym miejscu.


c- ciagle podnosimy sobie poprzeczke

znowu - a dlaczego nie? W moim przekonaniu tak trzeba... - chodzi raczej o wykształcenie pewnych mechanizmów regulujących emocje związane z procesem osiągania tego optimum/maximum.

d-nie widzimy dotychczasowych dokonan

e- umniejszamy wartosc dotychczasowych zadań

Myślę, że ludzi można podzielić na takich, którzy żyją swoimi uprzednimi dokonaniami i takich, którzy zawsze patrzą przed siebie, a nie za siebie i nie karmią się tym sukcesem, który udało się osiągnąć...
Potrzeba w tym względzie balansu...


f-wydluzamy w neiskonczonnosc liste zadan do zrobienia

ale to wszystko jest do zrobienia Tylko trzeba dobrze się zorganizować

g- wierzymy, że gdzies kiedys bedzie istniałą lepsza wersja
Nas-zadbana, mądra, zaradna (dopisac wlasciwy przymiotnik), jak tylko wykonamy niekonczaca sie liste zadan

Ja wierzę, że to się da osiągnąć

h-nie cieszymy sie z tego co mamy

no tak, to wspinanie się wyżej i wyżej sprawia, że nie ma "tu i teraz" radości i smaku życia...znów - potrzebny balans.


Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Myślę, że nie jest za późno, ale moje myslenie nie przekona Cię przecież.
Zaczynałam studia mając 26 lat!! Pierwszą najprawdziwszą miłość też przeżyłam w wieku 26, na tych właśnie studiach, kiedy myślałam, że niczym mnie już życie nie zaskoczy, wszystko już przeżyłam...
Teraz mam 34 i myślę, że za późno jest na cokolwiek, do trumny raptę parę lat... a w niczym nie będę najlepsza, bo każda nisza jest juz zajęta. Muszę się pogodzić z byciem przeciętniakiem i zacząć przeciętnie żyć, iść do przeciętnej pracy i przeciętnie się starać za przeciętne wynagrodzenie. Czas chyba pogrzebać ideały w stylu : każdy ma swoje miejsce w tym świecie i ma swoja tylko jego wspaniałą drogę i jest stworzony do wielkich rzeczy... Czas wyprawić takiemu myśleniu pogrzeb.
Nie podzielam Twojej argumentacji. Jeśli sama dla siebie jesteś punktem odniesienia, to nie powinno Cię martwić "przeciętniactwo" (czyli odnoszenie do innych). Ty sama nadajesz wartość temu, co robisz.
Oczywiście zmieszczenie się w społeczno-ekonomicznych ramach jest potrzebne, bo trzeba mieć pieniądze i zadbać o swój byt, ale poza tym ciągle możliwe jest podążanie swoją własną wyjątkową drogą.


A propos - rada Nebuli - czyli wychodzenie z domu, moim zdaniem jest bardzo słuszna. Jest sporo fajnych szkoleń, wyjście do ludzi, poszukanie nowej ścieżki - fajnie aktywizuje. Ja teraz (choć pracuję) znalazłam szkolenie finansowane ze środków UE i zaczynam pięciotygodniowy kurs.


Cytat:
Napisane przez Nebula Pokaż wiadomość

i rozpoczelyscie watek, ktory mnie totalnie paralizuje.
-chcialam spiewac, byc tancerka, uprawiac narciarstwo, nauczyc sie jezdzic na lyzwach, studiowac architekture, malowac, pisac wiersze, lepic z gliny, robic kolczyki i wisiorki z koralikow, trenowac lucznictwo, umiec fotografowac, umic programowac w kilku jezykach, mowic w kilku jezykach, miec certyfikaty, pracowac jako fotomodelka, pojsc na kurs wizazu, robic sobie sztuczne paznokcie, grac na perkusji, pisac muzyke elektroniczna, byc obeznana w klasycznym kinie dramatycznym, albo w klasycznej literaturze, w ogole miec taka omnibusowa wiedze o kulturze...

za pozno, nie?

nadrabiam pomalu...w rozny sposob znalazlam faceta co maluje, spiewa, gra, tworzy i jest architektem za mnie, na taniec sie zapisalam, ale nie powiem zebym prezentowala profesjonalny poziom, ale tak naprawde...czas minal na wiele.

Jaki z tego wniosek? kazdy mysli tak samo, czyli chyba nie jest tak zle, co?
Ja nawet nie będę wymieniać, co ja bym chciała umieć/wiedzieć/potrafić.
Podzielam Twoje doświadczenia - można nadrabiać, w różny sposób.


Cytat:
Napisane przez Aranel Pokaż wiadomość


Ja niestety sama nie wiem w co wierzyc, wierzylam w milosc do grobowej deski i ...zostałam na lodzie, porzucona, wierzylam ze czasem spotyka się odbicie siebie samej w drugiej osobie i co -dostalam odpowiedz-nie jestem gotowy na powazny zwiazek, slyszlam - jestes niesamowita, jedyna, ple, ple, ple, ple...a potem nic z tego nie wychodzilo...wiec wielkie namietnosci dały mi go...wno.... a teraz sa mniejsze namietnosci, wysoki milczek, kochajacy swego kota, mój niemowa... ale za to ta niemowa smaruje mi chorą głowe, myje wlosy gdy płacze nad ich utratą...pytanie co jest ważniejsze??? te piekne, ulotne chwile, z których jednak czasem nic nie wynika, czy dobroc, cierpliwosc......


Powinnam zmienic nick na - niezdecydowana lub znak zapytania lub wielokropek...



coś mi sie dzis buzia nie zamyka.....
Oczywiście, że ta dobroć, cierpliwość to wieeeelka wartość

Cytat:
Napisane przez Addicted to love Pokaż wiadomość
kurcze, jutro mam najwazniejszy egzamin. Bardzo sie stresuje, tak bardzo, ze jak tylko o tym pomysle to mam wielka kule w gradle. Modle sie zeby wylosowac jakis w miare normalny temat.
Juz nie moge sie doczekac jutra, kiedy w koncu spokojnie zasne i nie bede sie budzic z panicznym strachem.

A najlepsze jest to, ze jestem prawie pewna ze zdam, tylko po prostu nie chce miec 3 Czub ze mnie.
Nie myśl o ocenie, myśl o zdaniu U mnie to się zawsze sprawdzało. Ja chciałam tyyylko zdać, a potem wychodziłam z 5
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-20, 23:16   #2188
fairytale
Raczkowanie
 
Avatar fairytale
 
Zarejestrowany: 2007-04
Wiadomości: 472
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Mój dziadek:
- nauczył się poprawnie mówić po polsku w wieku 20 lat (wcześniej chłopsko-ukraiński)
- wziął po raz pierwszy kapiel w wannie w wieku 21 lat
- siedział w więzieniu za domniemaną próbę zamachu na Bieruta w wieku 22 lat
- poszedł na studia w wieku 25 lat
- zrobił magistra w wieku 38 lat
- nauczył się rosyjskiego w wieku 15 lat
- nauczył się francuskiego w wieku 35 lat
- nauczył się rumuńskiego w wieku 45 lat
- nauczył się angielskiego w wieku 75 lat
- nauczył się hodować pszczoły w wieku 83 lat
- nauczył się ekologiczne hodować kury w wieku 85 lat
- zrobił uprawnienia pedagogiczne w wieku 30 lat
- zrobił uprawnienia przewodnika turystycznego w wieku 60 lat (i zwiedził pół świata)
- wybudował dom i wykształcił dzieci
I zrobił jeszcze całe mnóstwo różnych rzeczy, choć akurat kiedy był w moim wieku gnił w więzieniu i zapowiadało się, że całe jego życie jest stracone.
Jak mi ktoś mówi, że na coś jest za późno, to po prostu nie wierzę. My jesteśmy takimi szczęściarzami, że żyjemy w tych czasach, w których żyjemy, że to szok. Normalnie powinniśmy pamiętniki pisać, bo zapewne niedługo coś pierdutnie, jakaś trzecia wojna światowa, i nasze czasy będzie się wspominać jako złoty wiek, belle epoque, anees folies, siedem lat tłustych czy jak to nazwać.
Nie jest za późno na nic. Takie moje zdanie. :P
fairytale jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-21, 04:27   #2189
isia_de
Raczkowanie
 
Avatar isia_de
 
Zarejestrowany: 2010-09
Lokalizacja: Gdansk
Wiadomości: 126
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Czesc dziewczyny,
trafilam na ten watek przypadkiem, ale temat jakze "bliski mojemu sercu". Cierpie na prokrastynacje od... nie pamietam kiedy, tak dlugo... i probowalam(probuje...?) z tym walczyc, bez skutku. Widze, ze jestescie tu bardzo aktywne, wspieracie sie, fajne takie mam nadzieje ze moge sie przylaczyc?
No coz... najlepszym przykladem mojego schorzenia jest chociazby obecna sytuacja...: jest po 4 nad ranem... za jakies 8 godzin mam egzamin, do ktorego tak naprawde i porzadnie przysiadlam wczoraj po poludniu... mam nadzieje ze jakos to bedzie, bo czuje sie nie za bardzo obkuta...
Poza tym zanim wyjde z domu musze:

-odkurzyc, zetrzec kurze
-umyc glowe
-zrobic makijaz
-spakowac sie do konca (po poludniu wyjezdzam na pare dni pracowac)
-wyjsc z psem
(-czy to aby na pewno wszystko...?)

Poza tym musze pamietac zeby odebrac zaswiadczenie z dziekanatu, skserowac dokument i oba wyslac priorytetem(!!!)

I czeka mnie jeszcze mega stresujaca rozmowa z promotorem, ktory mnie baaaardzo dlugo nie widzial, w sprawie przedluzenia terminu zlozenia pracy (oby nie robil pod gorke )... to bedzie cud jak po dzisiejszym dniu nie dostane wrzodow zoladka...
dobra, wracam do nauki, bo ten czas goni niemilosiernie...
isia_de jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2011-06-21, 04:42   #2190
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja - czyli zgubne odkładanie na później...

Cytat:
Napisane przez fairytale Pokaż wiadomość
Mój dziadek:
- nauczył się poprawnie mówić po polsku w wieku 20 lat (wcześniej chłopsko-ukraiński)
- wziął po raz pierwszy kapiel w wannie w wieku 21 lat
- siedział w więzieniu za domniemaną próbę zamachu na Bieruta w wieku 22 lat
- poszedł na studia w wieku 25 lat
- zrobił magistra w wieku 38 lat
- nauczył się rosyjskiego w wieku 15 lat
- nauczył się francuskiego w wieku 35 lat
- nauczył się rumuńskiego w wieku 45 lat
- nauczył się angielskiego w wieku 75 lat
- nauczył się hodować pszczoły w wieku 83 lat
- nauczył się ekologiczne hodować kury w wieku 85 lat
- zrobił uprawnienia pedagogiczne w wieku 30 lat
- zrobił uprawnienia przewodnika turystycznego w wieku 60 lat (i zwiedził pół świata)
- wybudował dom i wykształcił dzieci
I zrobił jeszcze całe mnóstwo różnych rzeczy, choć akurat kiedy był w moim wieku gnił w więzieniu i zapowiadało się, że całe jego życie jest stracone.
Powiało prawdziwym optymizmem z naciskiem na prawdziwym. Dzięki za to.
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Zamknij wątek

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-01-01 00:00:00


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 12:55.






© 2000 - 2026 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.