Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II. - Strona 11 - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Zamknij wątek
 
Narzędzia
Stary 2012-01-30, 00:46   #301
isza89
tree hugger
 
Avatar isza89
 
Zarejestrowany: 2010-09
Lokalizacja: wild west
Wiadomości: 1 443
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Isza!

Halo, Halo!
Kobieto,co się z Tobą dzieje??
Przeczytałam Twojego bloga(całego) i jestem w lekkiej konsternacji.
Hmmm...jakby to określić-za mocno(na nieszczęście) odnajduję w Twoich słowach to, co u mnie było depresją...
Co teraz robisz(w sensie czym się zajmujesz)?
Pisałaś kiedyś o depresji, dalo radę wyleczyć ją?
Bralaś jakieś leki?

Isza, martwię się o Ciebie bo wiem, jak to cholernie mocno boli(w sensie to, co opisujesz).
Ten wątek to przecież nie tylko nasze chichy-śmichy, ale też porażki/ lęki/ stany psychiczne daleko odbiegające od normy...
Ten wątek to moja swoista terapia-czasem we mnie tak bulgocze, że jak wywalę z siebie to od razu mi lepiej.
Jeśli Ty też potrzebujesz takiego emocjonalnego wywalenia tych wszystkich kiepskich myśli to śmiało, przecież nikt Cię za to nie zgani.
Aktualnie zajmuję się przesypianiem 2/3 doby. Można by rzec, że prawie zawodowo. Zniżam się do poziomu pięciolatka i udaję, że gdy zasłonię oczy, to staję się niewidzialna. Od stycznia nie mam pracy (miałam umowę na czas określony do końca roku). Ze studiami sama nie wiem, na czym stoję.

Z moją depresją i jej leczeniem sprawa jest nieznacznie skomplikowana. Choruję na oporną w leczeniu astmę (siedzi ze mną skubana cały czas - powinna zacząć się do czynszu dorzucać), której przebieg pogarsza się pod wpływem antydepresantów. Z kolei sterydy podawane na astmę pogłębiają depresję. Ostatni rok to była taka huśtawka: depresja -> antydepresanty -> coraz gorsze ataki astmy -> kilku(nasto/dziesięcio)godzinny atak pod tytułem: pozwólcie mi oddychać albo dobijcie -> seria sterydów -> zjadz psychiczny -> zaczynamy zabawę od początku. Ogólnie wszystko sprowadza się do pytania: jak lepiej umrzeć - dusząc się czy popełniając samobójstwo? Od listopada sprawa ma się tak, że moje serce oflagowało się i ogłosiło strajk włoski i z lekka zamula. Niby nic mu (jeszcze) nie jest, ale podobno kolejnej dawki sterydów może nie zdzierżyć, więc leczenie depresji też trzeba było odpuścić. Tyle chyba w temacie. Yeah.

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Iszka, to nie chodzi o optymizm w Twoich tekstach (przynajmniej nie dla mnie)... Łączysz w nich wrażliwość, głębię spostrzeżeń z metaforycznością, ale taką bardzo współczesną, przez to trafiasz w sedno. Jasne, że podziw wzbudzała Twoja walka pokazywana przez pryzmat świetnych tekstów, ale chyba każda z nas odczuwała też współczucie dla Ciebie ze względu na ten kolosalny wysiłek, jaki podejmowałaś.

Pisz, dobrze Cię tu mieć. Chyba każda z nas jakoś "zamula" tutaj czasem...
Chyba właśnie na własne życzenie zafundowałam sobie obecny stan (a Nebula ostrzegała). Odpiszę szczegółowo pod postem Tygryska, bo mi się tekst o pajacyku spodobał.

Cytat:
Napisane przez MaryAnne Pokaż wiadomość
po pierwsze - popieram.
a po drugie, po prostu się martwimy (ja też, mimo że tu rzadko piszę i słabo się znamy). ja zawalenie roku na studiach (a zwłaszcza zawalenie oczekiwań rodziny) przypłaciłam załamaniem, bardzo mnie to rozbiło życiowo, na szczęście wylądowałam u psychiatry. wszystkie wiemy, że to nie są proste sprawy i nie łatwo przez to przejść w ogóle. ale wydaje mi się, że lepiej by było gdybyś pisała jak najwięcej, tutaj też.
Oczekiwania rodziny (i krewnych i znajomych królika) - napisałaś o sprawie, które ostatnio najbardziej mnie przeraża. Jak to przetrwałaś?

Cytat:
Napisane przez bura kocurka Pokaż wiadomość
Iszaaaaa...przecież nie musisz w tym wątku ciągle być uśmiechnięta i promienieć optymizmem. Nie musisz i już. Pisz po prostu, żal się...wszystkie tu się żalimy (aż nawet za często, ale to pomaga)
Niby nie muszę (w sensie, że Wy tego nie wymagacie), ale sama sobie narzuciłam taką rolę (jak i wiele innych) i ciężko mi z niej wyjść.

Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
Isza MaryAnne bardzo dobrze napisała. Ja żałuję, że wcześniej nie poprosiłam o pomoc. Sytuacja nie była zła, tylko ja tak ją postrzegałam. Zamiast dwóch lat, które są dla mnie jak dziura w życiorysie, mogłam w tym czasie np. zdobyć doświadczenie zawodowe, dać sobie czas na odpoczynek zamiast dokręcać sobie śrubę i próbować wszystko nadrobić (nie udawało się). Nawet jeśli będziesz miała przerwę, można ten czas super wykorzystać- doświadczenie zawodowe, rozwijanie innych umiejętności, pasji, podróże. Taki Gap Year. ;p Ale do tego trzeba być w dobrej formie. Mieć siłę. Namawiam na wizytę u lekarza. Przy uczelni powinna być taka możliwość. Jakbym mieszkała w Twoim mieście to bym chyba przyszła i Cię siłą w tej "wanny" wyciągnęła.
To kolejna moja wada - nie potrafię prosić o pomoc. Mam opory jak stąd na księżyc i z powrotem. Niby wiem, że mogę przez ten rok robić mnóstwo ciekawych rzeczy, tylko... nie chcę? Nie widzę sensu? Nie mam siły?

Cytat:
Napisane przez tigrinha Pokaż wiadomość
Iszeczko, przecież nie jesteś jakimś nakręcanym pajacykiem, którego jedyną funkcją jest zabawianie innych. A poza tym czegokolwiek nie napiszesz, to to będzie musiało być w Twoim stylu, bo nie może być w niczyim innym, a jak wiesz my Twój styl kochamy A ile razy nie mogłaś wyjść z wanny, bo bałaś się, że nie ogarniesz kolejnych czynności (a może to był tylko taki przykład i nie zrozumiałam ironii?) w każdym razie to była pojedyncza sytuacja tego typu czy zdarza się regularnie?

Edit:

A wychodzenie z wanny, być może przypadkiem i niechcący, już opisałaś swoim brawurowym stylem, więc nie musisz się więcej zastanawiać jak to zrobić
To z wanną to jak najbardziej dosłownie i bez ironii i zdarza się za każdym razem, kiedy już uda mi się wydostać z łóżka i do niej dowlec. No i problem nie ogranicza się tylko do wanny. Zły świat czai się wszędzie.

Co do pajacyka, który tak mi się spodobał (chociaż w trochę innym kontekście niż Ty go użyłaś): kiedy o tym wszystkim myślę, to wydaje mi się, że w ciągu tego semestru weszłam w taką rolę impossible is nothing. Zrobiłam z siebie takiego pajacyka-cyborga (pisałam już o tym trochę cymemont, ale napiszę i tu), który ma wykonywać określone zadania bez względu na okoliczności. Dusisz się od kilku godzin? Nie ma takiej wymówki - siadaj do projektu. Nie spałaś od 130 godzin? No i co z tego? Idź na egzamin. A później jeszcze na nockę do pracy. I znowu siadaj do projektu... Weszłam w taki schemat, w którym sen częściej niż 2-3 razy w tygodniu powodował wyrzuty sumienia, myłam się w ciągu kilku minut właściwie z przymusu (byle nie śmierdzieć, balsam to już strata czasu), ubierałam się w to, co akurat leżało na wierzchu, jadłam to, co dało się przygotować i zjeść w mniej niż 10 minut. I cały czas obiecywałam sobie, że jeszcze tylko jeden projekt, jedno zaliczenie, jedno zlecenie i odpuszczę, odpocznę. Tylko zawsze był kolejny projekt, kolejne zaliczenie i kolejne zlecenie. I tak przez dwa miesiące. Kiedy już zaliczyłam ten cholerny semestr wraz ze wszystkimi zaległościami i oddałam indeks, poczułam ULGĘ. Trwała dosłownie kilka minut do momentu, gdy dowiedziałam się o śmierci ojczyma. Tragedia, która w normalnych okolicznościach byłaby trudna, ale do przeżycia stała się tym jednym ciosem za dużo. Posypałam się totalnie, ale gdzieś w środku nadal nie potrafiłam wyjść z tego schematu cyborga, który sama sobie stworzyłam. Teraz życie samo mnie z niego wykopało i... no właśnie - co dalej? Nie potrafię normalnie spać (mam fazy bezsenności na przemian z przesypianiem całych dni), ciągle czuję presję, że MUSZĘ coś robić (mimo że nie jestem w stanie skupić się na niczym), nie potrafię normalnie jeść, nawet to nieszczęsne ubieranie się jest problemem. I jedyne, co umiem zrobić, żeby poczuć się lepiej, to starać się nie myśleć (tak - wiem, że to droga donikąd), bo inaczej poczucie winy dosłownie mnie zżera. Więc się chowam, udaję, że nie istnieję i chyba liczę, że zdarzy się cud i zniknę. Wiem, że jestem chora. Wiem, że powinnam się leczyć. Ale naprawdę nie mam już siły.
__________________
Nie potrafię zmierzyć się z codziennością, choć nadal zdarza mi się wierzyć w cuda i marzyć o lataniu.

Edytowane przez isza89
Czas edycji: 2012-01-30 o 02:17
isza89 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 10:42   #302
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Wrócę jak tylko nauczę się, jak w brawurowym stylu opisać wychodzenie z wanny przez dwie godziny z powodu ooo-nie-przecież-jak-wyjdę-to-będę-musiała-się-wytrzeć-i-ubrać-i-umyć-zęby-i-jeszcze-poszukać-skarpet-i-nie-wiadomo-co-jeszcze-i-w-ogóle-to-mnie-to-przerasta-nie-wychodzę połączone ze znacznym wzrostem zasolenia wody.
Iszka, znam to aż za dobrze, również w wariancie - wyjście z łóżka. Generalnie o zmianę pozycji z horyzontalnej na wertykalną...
Do wanny, bywa, że wielokrotnie wody dolewam, żeby zimno mi nie było jak sobie leżę i zasalam tę wodę...
No i permanentnie mi zimno, nawet w pozycji wertykalnej.
Cytat:
Napisane przez change Pokaż wiadomość
Jeju wiecie co im dłuzej to czytam tym bardziej widzę jak problem z prokastynacją przekłada się na wszelkie przejawy życia i to nie chodzi tylko o odkładanie wszystkiego na świete nigdy, tylko zdążeniem do bycia perfekcyjnym albo wcale... z jakimś lękiem w podejmowaniu decyzji, zmian, z braką wiary w siebie.
Mnie też wychowano przy dużej nadopiekuńczości, dzisiaj stuknelo mi ćwiercwiecze a nadal mieszkam z rodzicami, paradoks jest taki, że przeszkadza mi to i coraz bardziej ogranicza, ale mam tak jak Patri z pracą itp... że sama sobie wmawiam, że do czegoś się nie nadaje, sama siebie ograniczam. Jedyne wyjście widze naprawde w wyprowadzce, wyjezdzie na dłuzszy czas, żeby samej stanać na nogi...
Nie mam tez szczescia do ludzi. Ogarnia mnie takie poczucie beznadzieji czasami, że nie umiem sobie z tym poradzić... Nie rozumiem, że wielu ludziom wszystko wychodzi, spotykają się z zainteresowaniem innych oosb, mimo ze wcale jakos bardzo sie nie poswiecaja i czy nie daja z siebie niewiadomo ile, a przyciagaja ludzi i dzieje im sie w zyciu tak jakby chcieli...
Ja tez zawsze na wszystkich czekam, sama gdy musze cos zalatwic/pojechac do kogos wychodze z domu z duzym zapasem, nigdy nie potrafilabym leciec gdzies w biegu, gonic pociag... Wiekszosc rzeczy musze miec w drobnych szczegolach przemyslane.

Najbardziej mnie na ten moment martwi jednak to, ze inwestuje swoj czas i uczucia w osoby, ktore kompletnie tego nie doceniaja.
W kazdym razie tak jak ze spoznianiem sie, jezeli juz kogos lubie, to nie dosc ze pamietam o urodzinach tej osoby, skladam zyczenia na swieta itp... To staram sie, zeby zyczenia byly super, zeby byly zlozone od razu po polnocy, chetnie cos daje, ode mnie dostal drogi bilet, kalendarz, karty itp i gdyby tylko chcial moglabym odlozyc duzo, zeby mu sprawic przyjemnosc... Podobnie z kolezankami. Jedna dostala butelke alko i ciastko tego samego dnia, w ktorym miala urodziny (ale ma teraz faceta i mimo, ze nie uprzedzala ze on tez bedzie, to on jest najwazniejszy). Innej wreczylam ostatnio bizuterie, bardzo sie lubimy mimo ze spotykamy rzadko, prawie bym w swoje wlasne urodziny jechala z rosolkiem i kupowaniem lekow, bo ona jest chora, jednak niedalam rady i bylam zuszona odwolac Teraz nawet na facebooku latwo mozna podejrzec kto kiedy ma urodziny i jakos przynajmniej udawac, ze sie pamieta... a czasami nawet tego glupiego 100 lat niektorym niechce sie napisac....
Tak samo z Nim... Jakos nagle przestal sie odzywac akurat teraz, kiedy chcialoby sie zeby czuc czyjas obecnosc, poczuc sie troche bardziej wyjatkowo... Byl dostepny i niby dobrze wie kiedy mam urodziny, ale ani smsa, o telefonie mozna zapomniec, dopiero popoludniu napisal zyczenia alternatywnie w innym jezyku z linkiem do piosenki, a i tak pare razy wczesniej sie zalogowal... Nie wiem czy ma na to wplyw to, ze sie uczy do sesji, czy to ze ja pare dni temu troszke sie na niego obrazilam, peklam jeden z niewielu razy kiedy tez jakos glupio sobie zazartowal i nie chcial tego odkrecic... Dla mnie zarty z mojego poczucia wlasnej wartosci powoduja zachowanie 5 latka, trace dystans do siebie. Ale niby skad mam go miec, jak od nikogo nie slysze, ze jestem fajna/ladna itp...
Jest mi zle, zwazywszy ze tydzien temu jechalam do niego 200 km w 1 strone, zeby sie tylko z nim chwile zobaczyc... Tez niby poswiecil mi swoj czas, ale gdy 1 raz go odwiedzilam, bokserki w ktorych spi lezaly na srodku lozka, lozko tez nieposlane, a on przez chwile jeszcze odpowiadal na wiadomosci na fb... Nie wiem dla mnie to jakies chore, ze podejrzewam, ze gdybym ja przyjela go z burdelem w pokoju i patrzyla sie w komp odwrocil by sie na piecie i wyszedl...a ja jeszcze takie rzeczy znosze, uwazam za normalne (niby juz troche sie znamy...). To mi tylko uswiadamia jak bardzo jestem mało wazna. Nigdy zreszta nie umialam byc w centrum uwagi itp.. On ma zaraz imieniny, po polnocy wysylam mu smsa z krotkimi zyczeniami i smiesznym obrazkiem i od tego momentu przestaje mnie to wszystko obchodzic
Przytulam i rozumiem.
Mam troche przemyśleń z tym zwiazanych...
Przypomina mi się rozmowa z psychologiem... niejasno, przez mgłę.
Czujesz się niegodna (moze za wielkie słowo, lepszego nie mogę sobie przypomnieć) przyjaźni, zainteresoania innych osób, dlatego robisz tak bardzo wiele, żeby istnieć dla nich. Wyłazisz ze skóry, zeby im zrobic dobrze, zeby było im miło (moje paszteciki...) a oni nie odwzajemniają tego tak. W Tobie rodzi się poczucie rzywdy, widzisz ten brak wzajemnosci, ale ciągle myślisz, ze jeśli zaprzestaniesz starania się, to ich stracisz....
Moze nie powinnam tych słów kierowac do Ciebie, zwrotem Ty, bo one były kierowane do mnie przez psychologa i cholernie to wszystko się zgadzało.
Tylko że ja ciągle za bardzo bałam się stracić ludzi, którzy coś dla mnie znaczyli, BO ja dla nich byłam kimś wiecej niż zwykle byłam dla ludzi, kimś z imieniem, nazwiskiem, a nie tłem, anonimową postacią. Więc skoro już dostałam to wyróżnienie, ze zechcieli w moim kierunku zerknąć i nawet wiedzą jak mam na imię i o jej! zdarza im się zaprosić mnie na wspólne przebywanie!!! to znaczy, zę ja muszę się bardzo za to odwdzięczyć! I się odwdzieczam, byciem miłym, czekaniem na nich, biegnieciem do nich gdy skiną palcem................... ................. Ale oni są normalni i nie robią takich ceregieli z powodu koleżeństwa, przyjaźni, a ja czuję wtedy, że wcale im nie zależy. Bywa że w takim razie odcinam się pierwsza, zanim dojdzie do tego, że to oni się mnie pozbyli, bo taka jestem beznadziejna....
I tak sobie buja się to w mojej głowie od pieczenia pasztecików w euforii z powodu spotkania do złosci i zniechęcenia, rozpaczy, gdy to spotkanie jednak do skutku nie dochodzi, bo nie, bo czasem tak bywa i już.
To nie życie jest takie dla mnie okrutne, tylko ten bałagan w mojej głowie, z moją własną samooceną............
Nie wiem czy ktokolwiek zrozumie to tak jak chciałam zeby zrozumiał.
Chodzi o moje pisanie- nie wiem czy udalo mi się przekazac słowami odczucia.
Nie wiem czy nie opisałam tego zbyt intensywnie, bo nie jest aż tak intensywne, że liżę stopy gdy ktoś potraktuje mnie jak człowieka, koleżankę, slowa przyjaciel niemal nie używam, boję się tak wielkich słów.............


Cytat:
Napisane przez MaryAnne Pokaż wiadomość
mark twain chyba powiedział coś w tym stylu: złych nawyków nie da się wywalić przez okno, trzeba je powoli spychać po schodach. ja tylko mogę powiedzieć, że zmiana jest możliwa
Pięknie powiedziane.

A koleś na jej wyrzuty, zę bałagan w pokoju spojrzał by na nią jak na jakąś hrabinę z innej epoki i się pośmiał ewentualnie z niesmakiem, bo nie sądzę, że taka rozmowa zostaje potraktowana jako konstruktywna, szczególnie z tej naprawianej strony.
Ja sobie pomyślałam, że traktuje ją już jak kogoś przed kim moze czuć sie swobodnie i nie udawać, dzieki temu w sumie masz obraz tego jaki jest naprawdę, a nie tego udawania randkowego kogoś kim się nie jest. Druga strona medalu czy to fajnie widzieć niedoskonałości tej drugiej osoby tak wywalone otwarcie, czy nie chciałabym widziec jednak staran, jesli to w ten sposób rozumiem szacunek dla mojej osoby.
Drogie prezenty? Mnie wkurzają, bo wlacza mi się obowiazek odwdzieczenia się, a często nie mam ani pomysłów, ani srodków, i zamiast czuć radość i wdzięcznosc czuje złość...

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Zastanowiło mnie to, co napisałaś...
W zasadzie, muszę stwierdzić, że od nowego roku całkiem dobrze u mnie. Przynajmniej na poziomie faktów, organizacji ważniejszych spraw, wypoczynku. Sporo się z mężem "ruszamy" - testujemy nowe knajpki, wyjeżdżaliśmy, spotykamy się sporo ze znajomymi, chodzimy do teatru, sporo czytam dla siebie Mniej zapychaczy czasu stosuję.
Brzmisz jak ja z moich marzeń...
Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Ale faktem jest, że czasami mam takie dziwne stany. Mam wrażenie, że nie ogarniam swoich spraw, bez względu na stosowanie różnych metod, ... że nie umiem doprowadzić do końca różnych zadań.

Po wszystkim trudno tak po prostu przejść do porządku dziennego, gdzieś w środku emocje się kłębią, a ja nie mam czasu ich rozważać, rozkładać na czynniki, bo przede mną kolejne zadania.
Dzięki za dobre słówko
Nie czujesz przeładowania z tego powodu i chęci odcięcia się na chwilę od zycia, posprzątania wewnatrz siebie i znow wejścia w życie?
Ja mam tak cały czas, ale ja utknełam na sprzątaniu w sobie i tylko momentami wynurzam sie do zycia, podejmuję obowiazki, ale tak mocno jestem zmęczona sobą i tym chaosem w głowie, ze rozpadam się jak zgniłe jabłko, znów z tą chęcia ucieczki od życia, zeby w sobie posprzątać. A to sprzątanie w sobie to papranie się w jakimś nieusuwalnym bagnie.........
Czy ja kiedyś z tego wyjdę?????
Czy ja kiedyś zacznę żyć jak człowiek??
Zwykły, normalny człowiek?
Każdy ma swoje bagno do sprzątania?
To jak sobie radzą?
Ja nie mam siły!

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2012-01-30 o 11:08
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 11:08   #303
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Bliskie mi jest to, co piszesz o chomikowaniu, tylko ja właśnie jestem w procesie zmiany...
Powstrzymuję swoje zapędy do gromadzenia, wertowania, zgłębiania metod wszelakich.
I ja, i ja.
Juz nie kupuje gazet, ksiazek psychologicznych ani innych (choć myslałam nad "Jaki kolor ma twój spadochron" czy jakoś tak... nie zbieram juz, nie chomikuje, i tak mam tych smieci za dużo... i one sobie są, wszystkie potrzebne, i brak dla nich miejsca..........

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Patri, Kobieto-zagadko!
Co chwila wychodzą jakieś Twoje kolejne ciekawe doświadczenia, umiejętności, pasje, że zupełnie nie współgrają z Twoim poczuciem niepewności, bycia z tyłu etc.
Chorwacki? Bosko
Myślę, że lista Twoich umiejętności jest imponująca, i że jej nie uwzględniasz, myśląc o poszukiwaniu pracy...
Co z tego, że poznałam chorwacki, skoro nie używałam tego języka przez wiele dalszych lat. Być moze teraz w moim mózgu jest jedynie wspomnienie o tym, ze kiedyś ten język znałam, po nim samym ślad jest mały...
Co z tego, że w studium, w indeksie mam 6 z włoskiego, skoro go nie używałam i w zasadzie nie mówię. To tez jest wspomnieniem w mojej głowie, że miał miejsce fakt mowienia w tym jezyku.
W CV.... nie wpiszę znajomość włoskiego w stopniu dobrym, bo takiej znajomości już nie posiadam.......
To samo dotyczy różnych umiejętnosci... AUTOCAD- no mam dyplom ukończenia kursu... czy umiem go obsługiwać? Jest dla mnie jak fortepian, na którym nigdy nie grałam..............
Boje się konfrontacji.
Tego, zę te liczne błyszczące moje rzeczy to tylko piach, nic nie wart.
Była to kiedyś wartościowa rzecz, ale nic z niej już nie zostało....
Boję się kpin, boję się sponiewierania z powodu tego nierealistycznego myślenia o sobie, tego co kiedyś umiałam, a co jest już w przeszłości......... po prostu czuję się jak wrak...
I z takim nastawieniem muszę zabrać się za szukanie pracy z mało imponujacym cv na wszystkie zdarzenia, które były moim udziałem w tym moim zakichanym życiu........
Z czym do ludzi....?

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Iszka, to nie chodzi o optymizm w Twoich tekstach (przynajmniej nie dla mnie)... Łączysz w nich wrażliwość, głębię spostrzeżeń z metaforycznością, ale taką bardzo współczesną, przez to trafiasz w sedno. Jasne, że podziw wzbudzała Twoja walka pokazywana przez pryzmat świetnych tekstów, ale chyba każda z nas odczuwała też współczucie dla Ciebie ze względu na ten kolosalny wysiłek, jaki podejmowałaś.

Pisz, dobrze Cię tu mieć. Chyba każda z nas jakoś "zamula" tutaj czasem...

Dobrze prawi Emi_lka!

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Aktualnie zajmuję się przesypianiem 2/3 doby. Można by rzec, że prawie zawodowo. Zniżam się do poziomu pięciolatka i udaję, że gdy zasłonię oczy, to staję się niewidzialna. Od stycznia nie mam pracy (miałam umowę na czas określony do końca roku). Ze studiami sama nie wiem, na czym stoję.
Isza, a daj sobie prawo do tego.
Daj sobie prawo do spania ile wlezie.
Zrobiłaś sobie solidne kuku, przez to swoje dzielne cyborgowanie i ogólny stan zdrowia, leki, która swoje dołożyły, wcale nie pomagając....
Daj sobie pozwolenia na to odreagowania - zobacz jakie szczęscie w nieszczęściu, nie musisz isć na wydział(choć piszesz że nie wiesz co ze studiami:/) , do pracy.
Daj sobie się wyspać, wyleżeć, wypłakać.
Daj sobie ten tydzień czy dwa.
A potem posprzątasz sobie w życiu, z pomocą psychologa, dobrego jakiegoś najlepiej, nie tablet, ktore widzisz co robią..........

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
To kolejna moja wada - nie potrafię prosić o pomoc. Mam opory jak stąd na księżyc i z powrotem. Niby wiem, że mogę przez ten rok robić mnóstwo ciekawych rzeczy, tylko... nie chcę? Nie widzę sensu? Nie mam siły?
Nie widzisz sensu, nie masz siły, jak ma ci się chcieć?
Depresja ma swoje zasady i nimi się wchrzania w życie. Za mało energii nawet na zastanowienie się co mi się chce robić, bo odpowiedź jest prosta: "dajcie mi spokój"....
Najpierw daj sobie zezwolenie na taki stan, bo mi sie wydaje, żę ciagle tli się w Tobie to cyborgowanie....
Powinien CIę ktoś teraz porozpieszczać, dać rosolku, pogłaskać po glowie, powiedzieć wyśpij się.
Może gdy poczujesz ze masz już chęć, wyjsć z Toba na ten mroźny spacer....
Aż znów poczuejesz, zę chcesz coś zrobić.
A na pewno tak poczujesz...
Iszka, chciałabym pomóc, bo za dobrze czuję taki stan...
No chyba, ze to znowu moje marzenia, a to Tobie życze żeby bylo jak życzę....
Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Co do pajacyka, który tak mi się spodobał (chociaż w trochę innym kontekście niż Ty go użyłaś): kiedy o tym wszystkim myślę, to wydaje mi się, że w ciągu tego semestru weszłam w taką rolę impossible is nothing. Zrobiłam z siebie takiego pajacyka-cyborga (pisałam już o tym trochę cymemont, ale napiszę i tu), który ma wykonywać określone zadania bez względu na okoliczności. Dusisz się od kilku godzin? Nie ma takiej wymówki - siadaj do projektu. Nie spałaś od 130 godzin? No i co z tego? Idź na egzamin. A później jeszcze na nockę do pracy. I znowu siadaj do projektu... Weszłam w taki schemat, w którym sen częściej niż 2-3 razy w tygodniu powodował wyrzuty sumienia, myłam się w ciągu kilku minut właściwie z przymusu (byle nie śmierdzieć, balsam to już strata czasu), ubierałam się w to, co akurat leżało na wierzchu, jadłam to, co dało się przygotować i zjeść w mniej niż 10 minut. I cały czas obiecywałam sobie, że jeszcze tylko jeden projekt, jedno zaliczenie, jedno zlecenie i odpuszczę, odpocznę. Tylko zawsze był kolejny projekt, kolejne zaliczenie i kolejne zlecenie. I tak przez dwa miesiące. Kiedy już zaliczyłam ten cholerny semestr wraz ze wszystkimi zaległościami i oddałam indeks, poczułam ULGĘ. Trwała dosłownie kilka minut do momentu, gdy dowiedziałam się o śmierci ojczyma. Tragedia, która w normalnych okolicznościach byłaby trudna, ale do przeżycia stała się tym jednym ciosem za dużo. Posypałam się totalnie, ale gdzieś w środku nadal nie potrafiłam wyjść z tego schematu cyborga, który sama sobie stworzyłam. Teraz życie samo mnie z niego wykopało i... no właśnie - co dalej? Nie potrafię normalnie spać (mam fazy bezsenności na przemian z przesypianiem całych dni), ciągle czuję presję, że MUSZĘ coś robić (mimo że nie jestem w stanie skupić się na niczym), nie potrafię normalnie jeść, nawet to nieszczęsne ubieranie się jest problemem. I jedyne, co umiem zrobić, żeby poczuć się lepiej, to starać się nie myśleć (tak - wiem, że to droga donikąd), bo inaczej poczucie winy dosłownie mnie zżera. Więc się chowam, udaję, że nie istnieję i chyba liczę, że zdarzy się cud i zniknę. Wiem, że jestem chora. Wiem, że powinnam się leczyć. Ale naprawdę nie mam już siły.
Pozwól sobie odpocząć.
Pozwól sobie...

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2012-01-30 o 11:33
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 11:48   #304
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Aktualnie zajmuję się przesypianiem 2/3 doby. Można by rzec, że prawie zawodowo. Zniżam się do poziomu pięciolatka i udaję, że gdy zasłonię oczy, to staję się niewidzialna. Od stycznia nie mam pracy (miałam umowę na czas określony do końca roku). Ze studiami sama nie wiem, na czym stoję.

Z moją depresją i jej leczeniem sprawa jest nieznacznie skomplikowana. Choruję na oporną w leczeniu astmę (siedzi ze mną skubana cały czas - powinna zacząć się do czynszu dorzucać), której przebieg pogarsza się pod wpływem antydepresantów. Z kolei sterydy podawane na astmę pogłębiają depresję. Ostatni rok to była taka huśtawka: depresja -> antydepresanty -> coraz gorsze ataki astmy -> kilku(nasto/dziesięcio)godzinny atak pod tytułem: pozwólcie mi oddychać albo dobijcie -> seria sterydów -> zjadz psychiczny -> zaczynamy zabawę od początku. Ogólnie wszystko sprowadza się do pytania: jak lepiej umrzeć - dusząc się czy popełniając samobójstwo? Od listopada sprawa ma się tak, że moje serce oflagowało się i ogłosiło strajk włoski i z lekka zamula. Niby nic mu (jeszcze) nie jest, ale podobno kolejnej dawki sterydów może nie zdzierżyć, więc leczenie depresji też trzeba było odpuścić. Tyle chyba w temacie. Yeah.


Chyba właśnie na własne życzenie zafundowałam sobie obecny stan (a Nebula ostrzegała). Odpiszę szczegółowo pod postem Tygryska, bo mi się tekst o pajacyku spodobał.


Oczekiwania rodziny (i krewnych i znajomych królika) - napisałaś o sprawie, które ostatnio najbardziej mnie przeraża. Jak to przetrwałaś?


Niby nie muszę (w sensie, że Wy tego nie wymagacie), ale sama sobie narzuciłam taką rolę (jak i wiele innych) i ciężko mi z niej wyjść.


To kolejna moja wada - nie potrafię prosić o pomoc. Mam opory jak stąd na księżyc i z powrotem. Niby wiem, że mogę przez ten rok robić mnóstwo ciekawych rzeczy, tylko... nie chcę? Nie widzę sensu? Nie mam siły?


To z wanną to jak najbardziej dosłownie i bez ironii i zdarza się za każdym razem, kiedy już uda mi się wydostać z łóżka i do niej dowlec. No i problem nie ogranicza się tylko do wanny. Zły świat czai się wszędzie.

Co do pajacyka, który tak mi się spodobał (chociaż w trochę innym kontekście niż Ty go użyłaś): kiedy o tym wszystkim myślę, to wydaje mi się, że w ciągu tego semestru weszłam w taką rolę impossible is nothing. Zrobiłam z siebie takiego pajacyka-cyborga (pisałam już o tym trochę cymemont, ale napiszę i tu), który ma wykonywać określone zadania bez względu na okoliczności. Dusisz się od kilku godzin? Nie ma takiej wymówki - siadaj do projektu. Nie spałaś od 130 godzin? No i co z tego? Idź na egzamin. A później jeszcze na nockę do pracy. I znowu siadaj do projektu... Weszłam w taki schemat, w którym sen częściej niż 2-3 razy w tygodniu powodował wyrzuty sumienia, myłam się w ciągu kilku minut właściwie z przymusu (byle nie śmierdzieć, balsam to już strata czasu), ubierałam się w to, co akurat leżało na wierzchu, jadłam to, co dało się przygotować i zjeść w mniej niż 10 minut. I cały czas obiecywałam sobie, że jeszcze tylko jeden projekt, jedno zaliczenie, jedno zlecenie i odpuszczę, odpocznę. Tylko zawsze był kolejny projekt, kolejne zaliczenie i kolejne zlecenie. I tak przez dwa miesiące. Kiedy już zaliczyłam ten cholerny semestr wraz ze wszystkimi zaległościami i oddałam indeks, poczułam ULGĘ. Trwała dosłownie kilka minut do momentu, gdy dowiedziałam się o śmierci ojczyma. Tragedia, która w normalnych okolicznościach byłaby trudna, ale do przeżycia stała się tym jednym ciosem za dużo. Posypałam się totalnie, ale gdzieś w środku nadal nie potrafiłam wyjść z tego schematu cyborga, który sama sobie stworzyłam. Teraz życie samo mnie z niego wykopało i... no właśnie - co dalej? Nie potrafię normalnie spać (mam fazy bezsenności na przemian z przesypianiem całych dni), ciągle czuję presję, że MUSZĘ coś robić (mimo że nie jestem w stanie skupić się na niczym), nie potrafię normalnie jeść, nawet to nieszczęsne ubieranie się jest problemem. I jedyne, co umiem zrobić, żeby poczuć się lepiej, to starać się nie myśleć (tak - wiem, że to droga donikąd), bo inaczej poczucie winy dosłownie mnie zżera. Więc się chowam, udaję, że nie istnieję i chyba liczę, że zdarzy się cud i zniknę. Wiem, że jestem chora. Wiem, że powinnam się leczyć. Ale naprawdę nie mam już siły.
Iszka, dużo przeszłaś. Kwestie zdrowotne są poważne, utrudniają leczenie... to obiektywne problemy. Śmierć w rodzinie, nawał pracy i obowiązków - nazbierało się...
Trudno mi radzić, bo nie mam doświadczenia, ale może oprócz farmakologii (którą trudno uskuteczniać ze względu na astmę) dobrze byłoby znaleźć terapeutę... Ktoś pisał o uczelnianej pomocy psychologicznej...
Wierzę, że nie masz siły na najprostsze czynności i nie masz siły na decyzję w sprawie leczenia, ale w końcu może to przyniosłoby Ci jakąś ulgę?
Przeszłaś niezły trening pomijania siebie i zatracania w działaniu... trudno się na nowo odnaleźć i wyrwać z poczucia winy... ale jest to możliwe, trzymam mocno kciuki za Ciebie!
Tylko nie wycofuj się...

---------- Dopisano o 11:31 ---------- Poprzedni post napisano o 11:09 ----------

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Iszka, znam to aż za dobrze, również w wariancie - wyjście z łóżka. Generalnie o zmianę pozycji z horyzontalnej na wertykalną...
Do wanny, bywa, że wielokrotnie wody dolewam, żeby zimno mi nie było jak sobie leżę i zasalam tę wodę...
No i permanentnie mi zimno, nawet w pozycji wertykalnej.


I tak sobie buja się to w mojej głowie od pieczenia pasztecików w euforii z powodu spotkania do złosci i zniechęcenia, rozpaczy, gdy to spotkanie jednak do skutku nie dochodzi, bo nie, bo czasem tak bywa i już.
To nie życie jest takie dla mnie okrutne, tylko ten bałagan w mojej głowie, z moją własną samooceną............
Nie wiem czy ktokolwiek zrozumie to tak jak chciałam zeby zrozumiał.
Chodzi o moje pisanie- nie wiem czy udalo mi się przekazac słowami odczucia.
Nie wiem czy nie opisałam tego zbyt intensywnie, bo nie jest aż tak intensywne
, że liżę stopy gdy ktoś potraktuje mnie jak człowieka, koleżankę, slowa przyjaciel niemal nie używam, boję się tak wielkich słów.............
Myślę, że wiem, o co Ci chodzi, jesteś komunikatywna w tym co piszesz, mimo szczegółowości

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Pięknie powiedziane.


Brzmisz jak ja z moich marzeń...
Widzisz, niby wszystko fajnie. A jednak pod tym wszystkim ten nieuporządkowany stan nagromadzonych i nieprzerobionych emocji sprawia, że trudno mi uzyskać poczucie błogości... które kiedyś niekiedy odczuwałam...

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Nie czujesz przeładowania z tego powodu i chęci odcięcia się na chwilę od zycia, posprzątania wewnatrz siebie i znow wejścia w życie?
Ja mam tak cały czas, ale ja utknełam na sprzątaniu w sobie i tylko momentami wynurzam sie do zycia, podejmuję obowiazki, ale tak mocno jestem zmęczona sobą i tym chaosem w głowie, ze rozpadam się jak zgniłe jabłko, znów z tą chęcia ucieczki od życia, zeby w sobie posprzątać. A to sprzątanie w sobie to papranie się w jakimś nieusuwalnym bagnie.........
Czy ja kiedyś z tego wyjdę?????
Czy ja kiedyś zacznę żyć jak człowiek??
Zwykły, normalny człowiek?
Każdy ma swoje bagno do sprzątania?
To jak sobie radzą?
Ja nie mam siły!
Czuję potrzebę i to robię... ale na dłuższe porządki nie mam czasu, bo właśnie nie da się ich zrobić szybko, sprawnie i z całą pewnością, że praca jest wykonana...
Jestem pewna, że i ja "utknę" w sobie, jeśli tylko zabiorę się za całość mojego wnętrza... "A to sprzątanie w sobie to papranie się w jakimś nieusuwalnym bagnie" - piszesz i ja dokładnie to przeczuwam też w sobie.

---------- Dopisano o 11:48 ---------- Poprzedni post napisano o 11:31 ----------

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość

Co z tego, że poznałam chorwacki, skoro nie używałam tego języka przez wiele dalszych lat. Być moze teraz w moim mózgu jest jedynie wspomnienie o tym, ze kiedyś ten język znałam, po nim samym ślad jest mały...
Co z tego, że w studium, w indeksie mam 6 z włoskiego, skoro go nie używałam i w zasadzie nie mówię. To tez jest wspomnieniem w mojej głowie, że miał miejsce fakt mowienia w tym jezyku.
W CV.... nie wpiszę znajomość włoskiego w stopniu dobrym, bo takiej znajomości już nie posiadam.......
To samo dotyczy różnych umiejętnosci... AUTOCAD- no mam dyplom ukończenia kursu... czy umiem go obsługiwać? Jest dla mnie jak fortepian, na którym nigdy nie grałam..............
Boje się konfrontacji.
Tego, zę te liczne błyszczące moje rzeczy to tylko piach, nic nie wart.
Była to kiedyś wartościowa rzecz, ale nic z niej już nie zostało....
Boję się kpin, boję się sponiewierania z powodu tego nierealistycznego myślenia o sobie, tego co kiedyś umiałam, a co jest już w przeszłości......... po prostu czuję się jak wrak...
I z takim nastawieniem muszę zabrać się za szukanie pracy z mało imponujacym cv na wszystkie zdarzenia, które były moim udziałem w tym moim zakichanym życiu........
Z czym do ludzi....?
Patri, to za bardzo asekuracyjne myślenie...
Znałaś te języki, mówiłaś w nich - tzn. że gdyby zaszła taka potrzeba i miałabyś możliwość poćwiczyć, pewnie szybko byś się wdrożyła.
Jesteś w zupełnie innej sytuacji niż ktoś, kto nie zna tych języków.
Podobnie z tym programem - nie używałaś od lat... ale gdybyś musiała, nauczyłabyś się go szybciej niż ktoś, kto się nim nie posługiwał.

Zawsze może dookreślić swoją znajomość języka, czy programu, zawsze możesz wytłumaczyć, jak dokładnie z tym u Ciebie jest.

Wszystko, co Ci się nazbierało w życiu, jest Twoją wartością dodaną, do kwalifikacji i kompetencji bieżących, odczuwanych jako aktualne. Nie umniejszaj tego, bo to naprawdę coś


Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Isza, a daj sobie prawo do tego.
Daj sobie prawo do spania ile wlezie.
Zrobiłaś sobie solidne kuku, przez to swoje dzielne cyborgowanie i ogólny stan zdrowia, leki, która swoje dołożyły, wcale nie pomagając....
Daj sobie pozwolenia na to odreagowania - zobacz jakie szczęscie w nieszczęściu, nie musisz isć na wydział(choć piszesz że nie wiesz co ze studiami:/) , do pracy.
Daj sobie się wyspać, wyleżeć, wypłakać.
Daj sobie ten tydzień czy dwa.
A potem posprzątasz sobie w życiu, z pomocą psychologa, dobrego jakiegoś najlepiej, nie tablet, ktore widzisz co robią..........


Nie widzisz sensu, nie masz siły, jak ma ci się chcieć?
Depresja ma swoje zasady i nimi się wchrzania w życie. Za mało energii nawet na zastanowienie się co mi się chce robić, bo odpowiedź jest prosta: "dajcie mi spokój"....
Najpierw daj sobie zezwolenie na taki stan, bo mi sie wydaje, żę ciagle tli się w Tobie to cyborgowanie....
Powinien CIę ktoś teraz porozpieszczać, dać rosolku, pogłaskać po glowie, powiedzieć wyśpij się.
Może gdy poczujesz ze masz już chęć, wyjsć z Toba na ten mroźny spacer....
Aż znów poczuejesz, zę chcesz coś zrobić.
A na pewno tak poczujesz...
Napisałaś tak, jak ja nie umiałam...
W pełni się z tym zgadzam.
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 11:56   #305
Addicted to love
Rozeznanie
 
Avatar Addicted to love
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 708
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Patri, dziekuje za odpowiedz

Wiecie moze gdzie moge ogladac Tv po angielsku? Bo jednak radio mnie troche meczy, zarowno polskie jak i angielskie.
__________________
staram się być miłą dziewczyną
nie obgryzam paznokci

systematycznie pracuje nad angielskim
najwyższy czas nauczyć się gotować
5/50

Addicted to love jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 12:01   #306
Halimaa
Rozeznanie
 
Avatar Halimaa
 
Zarejestrowany: 2011-09
Wiadomości: 742
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Lacturia Pokaż wiadomość
Kochane, ja tylko na moment bo juz spakowana do szpitala, prosze o kciuki!
Trzymam!

Weszłam tylko na chwilkę, myślałam że nie ma nowych postów, a tu tyyyle do czytania.
Jestem na uczelni, prawie na pewno właśnie uwaliłam egzamin z bardzo ciekawego dla mnie przedmiotu. Perspektywa douczenia się nie jest zła, ale jest to egzamin krótki, który łatwo oblać, specyficzne zasady punktacji. No i 2 z pierwszego terminu nie pomoże przy wyborze specjalizacji. :/
Ale nic to. Zjem coś i idę się uczyć na następny egzamin. Nie wracam do ciepłego łóżeczka, nie nie.....

Mój wczorajszy dzień był jedną wielką masakrą. Nastrój mam dobry, tylko czemu po dniu pozytywnym musi być taki do bani i tak w koło? Zła organizacja i niechęć do wstania z łóżka, nawet jak czekają mnie przyjemności głównie. Huśtawka.

Wieczorem odniosę się do Waszych postów jeszcze. Trochę zaczynam odczuwać, że stosunkowo późno dołączyłam do wątku (zaczęłam czytać we wrześniu, jednak ze względu chyba na mój ówczesny stan za wiele nie pamiętam niestety, taka dziura w pamięci jak i w życiu) i nie znam waszych historii.

Cytat:
Napisane przez Addicted to love Pokaż wiadomość
Patri, dziekuje za odpowiedz

Wiecie moze gdzie moge ogladac Tv po angielsku? Bo jednak radio mnie troche meczy, zarówno polskie jak i angielskie.
Czemu radio Cie męczy? Ja od czasu choroby, kiedy przez 3 tygodnie leżałam w domu z wysoką gorączką zbyt chora na oglądanie TV, czytanie książek czy siedzenie przy kompie uwieeeelbiam radio (dobre radio of course ).

Edytowane przez Halimaa
Czas edycji: 2012-01-30 o 12:09
Halimaa jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 12:22   #307
Addicted to love
Rozeznanie
 
Avatar Addicted to love
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 708
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
Czemu radio Cie męczy? Ja od czasu choroby, kiedy przez 3 tygodnie leżałam w domu z wysoką gorączką zbyt chora na oglądanie TV, czytanie książek czy siedzenie przy kompie uwieeeelbiam radio (dobre radio of course ).
Nie chodzi mi tutaj o sluchanie piosenek bo takie tez lubie, tylko o podszkolenie jezyka. Pewnie dlatego mnie meczy bo jeszcze nie udalo mi sie trafic na interesujaca ( dla mnie) audycje
Sluchajac radia musze sie bardzo skupiac zeby nie myslec o czyms innym, jest to meczace i za chwile zaczyna mnie nudzic
__________________
staram się być miłą dziewczyną
nie obgryzam paznokci

systematycznie pracuje nad angielskim
najwyższy czas nauczyć się gotować
5/50

Addicted to love jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 14:04   #308
lasubmersion
Rozeznanie
 
Avatar lasubmersion
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 854
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Bardzo fajnie Isza, że napisałaś
Może jeszcze Nebulka by sie odezwała, jak myślicie?

Do zrobienia dzisiaj:
-przebrać bieliznę(skarpetki z ''maleńką dziurką'' wywalić bo i tak nie umiem cerować, więc po mi takie?, niepasujące figi i biustonosze również)
-rozpakować plecak, wyrzucić notatki z administracji i ekonomii, które nie były mi do szczęścia potrzebne
-zaznaczyć w kalendarzu zjazdy w szkole policealnej i studiach i ustalić jakąś hierarchię
-korki x1
-hiszpański:
16 el calendario
17 el tiempo y las estaciones
18 la casa 1
19 la casa 2
20 numeros 1
21 numeros 2
-przygotować korepetycje na jutro
-przeczytać 2 rozdziały z ''New ways to languges''
chapter 1 Language and language studies
chapter 2 A cross-language perspective
-dokończyć stronę internetową i pobrać ćwiczenia na informatykę
-wypisać wszystkie słówka z konwersacji i powtórzyć je(przynajmniej dwa razy)
-rozpisać naukę na kolokwia w tym tygodniu
-przeczytać 20 rozdziałów ''Niebywałego skandalu'' Penniego Vinvenzi
-sprawdzić informacje na temat gimnazjum językowego dla uczennicy
__________________
http://lasubmersion.blogspot.com/


Słucham: VIDEO ''Dobrze, że jesteś''
lasubmersion jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 15:11   #309
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Heh, prokrastynuję dziś na potęgę
Marnuję swój czas. Mogłabym tyyyle zrobić. A tymczasem siedzę nad jednym wrednym zadaniem i nie potrafię go skończyć
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 15:53   #310
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Lacturia Pokaż wiadomość
Guz watroby, niestety ogromny, ale prawdopodobnie niezlosliwy. Nie mieli dla mnie miejsca tyyyyyyle czasu i nareszcie
Trzymam kciuki za Ciebie. Mocno!

---------- Dopisano o 15:53 ---------- Poprzedni post napisano o 15:51 ----------

Kupiłam "Jakiego koloru jest twój spadochron".
Kupiłam "Potęga teraźniejszości".
Portfel jest lżejszy o 1/10 mojej "pensji".
Mam nadzieje, że te książki są tego warte.
Jeśli nie, zostanę piratem.

Oprócz tego w sprawie pracy zrobiłam na razie tyle, że do strony szybkiego wybierania dodałam 7 stron z pracą, przejrzałam kilka jak funkcjonują. Jeszcze się nie zalogowałam.
Przejrzałam kilka ofert pracy dla inżynierów i pole wymagania masakrują moja nadzieje na załapanie się do jakiejkolwiek pracy. Nie umiem programów jakich tam chcą, nie mam doświadczenia. Usiąść i płakać, ale to już przerabiałam.

Popływałam w Twojej zupie Isza.
Głęboko tam.
Baaaardzo głęboko. I pięknie zarazem.
U mnie dla porównania dużo paplaniny, odczucia może podobne, ale głębia rozpływa się w szerokiej paplaninie.
Zamyśliłam się nad obrazkami...

Odpoczniesz troszkę?
Chcesz rosołu?

Zabieram się za uporządkowanie pokoju.
Co będzie dalej okaże się.
Mam nadzieję poczuć się lepiej po tym porządkowaniu...
Wieczorem zanurzę się w nowej lekturze... czekam na tę chwilę już teraz...

Edytowane przez Patri
Czas edycji: 2012-01-30 o 16:25
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 17:55   #311
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Eh, skończyłam to %$&*#@
Pewnie będę musiała jeszcze poprawiać, ale w środę mam deadline, więc maksymalnie jeszcze jeden dzień stracę

Idę zrobić ciepłą strawę jakąś, bo zapomniałam przez 6 godzin się posilić....
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 18:31   #312
Lilith890502
Zakorzenienie
 
Avatar Lilith890502
 
Zarejestrowany: 2009-10
Lokalizacja: Lbn
Wiadomości: 3 812
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez MaryAnne Pokaż wiadomość
jak jest Ci źle z przyjacielem, to czemu mu o tym nie powiesz i wszystkiego nie wygarniesz? serio, czemu? trochę ryzykujesz, zwłaszcza własnego stresu - ale co możesz zyskać! gwarantuję Ci, że na temat porządku w pokoju podczas odwiedzin ma zupełnie inne zdanie, może go na przykład w ogóle nie zauważać gdybyś poruszyła tą kwestię, może nie musiałabyś się tym przejmować?
i jeszcze, obiecywanie sobie że teraz się zmieni i ułoży, samo w sobie nic nie da. mark twain chyba powiedział coś w tym stylu: złych nawyków nie da się wywalić przez okno, trzeba je powoli spychać po schodach. ja tylko mogę powiedzieć, że zmiana jest możliwa
ja swojej przyjaciółce powiedziałam, co mi się nie podobało w jej zachowaniu, przecież od tego jesteśmy przyjaciółkami, żeby nie bać się ze sobą rozmawiać. Przyjęła to bardzo dobrze i powiedziała, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że z mojej perspektywy może to tak wyglądać.
Cytat:
Napisane przez Lacturia Pokaż wiadomość
Kochane, ja tylko na moment bo juz spakowana do szpitala, prosze o kciuki!
trzymam mocno

co do moich przemyśleń, jest bardzo duży plus nie spędzam przy kompie tyle czasu, co zawsze, mam dużo więcej czasu wolnego, w którym mogę robić co trzeba albo rozwijać się. walczę dalej ze swoim "wewnętrznym chomikiem" bo tylko to może dać mi szczęście. doszłam też do wniosku, że mniej marudząc chce mi się więcej rzeczy robić
__________________
My

Szczęście to sposób patrzenia na świat

Daniel
Lilith890502 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 19:09   #313
Halimaa
Rozeznanie
 
Avatar Halimaa
 
Zarejestrowany: 2011-09
Wiadomości: 742
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Przypomniałam sobie o co chciałam Was zapytać: co myślicie o sposobie z flylady, żeby w domu chodzić wyjściowych ubraniach, w sznurowanych butach? Przeszło mi nawet przez głowę, żeby kupić jazzówki do chodzenia po domu zamiast kapci, ale ze spodniami dresowymi trudno byłoby mi się rozstać. To duża zmiana przyzwyczajeń.

Czy któraś z Was ma pracę typu 8-16 poza domem? Chyba większość z Nas musi się mobilizować do pracy w domu..
Halimaa jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 19:22   #314
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Eh, skończyłam to %$&*#@
Pewnie będę musiała jeszcze poprawiać, ale w środę mam deadline, więc maksymalnie jeszcze jeden dzień stracę

zasługujesz na ciepły posiłek

Nie ruszyłam porządku w pokoju.
Komputer, internet, zjada mi czas.
Kilka godzin minęło jak mgnienie oka.
A ja nie ruszyłam się sprzed monitora...............

Jutro zrobię dzień bez kompa, ja mam nadzieję, że mi się to uda!!!

---------- Dopisano o 19:22 ---------- Poprzedni post napisano o 19:18 ----------

Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
Przypomniałam sobie o co chciałam Was zapytać: co myślicie o sposobie z flylady, żeby w domu chodzić wyjściowych ubraniach, w sznurowanych butach? Przeszło mi nawet przez głowę, żeby kupić jazzówki do chodzenia po domu zamiast kapci, ale ze spodniami dresowymi trudno byłoby mi się rozstać. To duża zmiana przyzwyczajeń.

Czy któraś z Was ma pracę typu 8-16 poza domem? Chyba większość z Nas musi się mobilizować do pracy w domu..
Nie wiem czy w takim ubraniu jest wygodnie.
Nie wiem czy według Flylady w domu ma być wygodnie czy też dom ma spełniać inne funkcje.
Jesli juz wyjdę z domu, to później chodzę po domu tak jak byłam ubrana na zewnątrz. Jeśłi nie wychodzę, to niestety jestem ubrana w cichego zabójcę - pizama, szlafrok, a jak ma być porządniej, lub dość mam szlafrokowego dołowania, to dresowe spodnie i jakiś T-shirt.
Nie wiem czemu ma słuzyć chodzenie w domu "w kantach", może jest w tym ukryty cel. Ja się w tym nie widzę, ja się w ogole nie widzę......
Miałam pracę 8-16 poza domem, teraz mam tylko dom...
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 19:38   #315
Halimaa
Rozeznanie
 
Avatar Halimaa
 
Zarejestrowany: 2011-09
Wiadomości: 742
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Może nie chodzi o ciuchy na kant, ale np. ładne, niepowyciągane dresy. Żeby nie było trzeba w popłochu się przebierać ktokolwiek by nie przyszedł. I uniknąć rozmemłania. A jazzówki, żeby nie rozsiadać się na kanapach, łóżkach. Wygodne są całkiem. A kiedy przed walnięciem się na łóżko trzeba by je rozsznurować może łatwiej jest odeprzeć pokusę. :p Ja nie lubię siedzieć w piżamie i szlafroku. Taki zinternalizowany przekaz od taty: trzeba rano wstać, umyć się, ubrać, zjeść śniadanie itp, inaczej dzień zmarnowany. A w ciuchach "z dworu" czuję się brudno w domu, siadam w nich w różnych miejscach, np komunikacji miejskiej itp. Więc od razu przebieram się w dres i często zdejmuję też stanik. Wtedy jak ktoś przyjdzie jest popłoch ;p
PS: Spotkanie ze znajomą doszło do skutku?

Edytowane przez Halimaa
Czas edycji: 2012-01-30 o 19:44
Halimaa jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-30, 20:46   #316
MaryAnne
Rozeznanie
 
Avatar MaryAnne
 
Zarejestrowany: 2006-02
Lokalizacja: Kraków
Wiadomości: 762
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
MaryAnne Widzę, że mamy podobną historię. Teraz muszę się zabrać za naukę do jutrzejszego egzaminu, ale chętnie z Tobą porozmawiam na ten temat doświadczeń, które tu opisałaś. Jeśli będziesz miała ochotę oczywiście.
Jak najbardziej, bardzo chętnie

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Oczekiwania rodziny (i krewnych i znajomych królika) - napisałaś o sprawie, które ostatnio najbardziej mnie przeraża. Jak to przetrwałaś?
No więc nie mam za bardzo dobrych wiadomości na ten temat. Lata mi zajęło dojście to stanu uprzejmego olewania ich zdania. Potrzebowałam czasu i pomocy ludzi "z zewnątrz".
Wtedy to godzinami gapiłam się w ścianę i wysłuchiwałam co mieli do powiedzenia. Następnie wymyśliłam plan co dalej i go zrealizowałam, mimo, że teraz bym na pewno tak nie postąpiła. Załamałam się poważnie jakieś dwa lata później, jak sytuacja się w miarę ustabilizowała i nawet przestali się mnie czepiać oj, wtedy to się działo.
mogę Ci poradzić tylko, że jedyna metoda to robienie tego co sama masz ochotę. i jeszcze jedno - ludzie którzy się teraz czepiają, naprawdę nie czepiają się Ciebie, nawet jeśli to najbliższa rodzina. oni po prostu mają żal w temacie własnych wyobrażeń i nadziei na Twój temat, własnych uczuć. nikt kto by Ciebie rozumiał, nie miałby do Ciebie pretensji i teraz (i w ogóle) nie wywierałby na Tobie presji. ignorować, albo wypluć z siebie cały żal i najpierw wysłuchać odgłosów opadających szczęk, a potem dzwoniącej ciszy...


Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
I jedyne, co umiem zrobić, żeby poczuć się lepiej, to starać się nie myśleć (tak - wiem, że to droga donikąd), bo inaczej poczucie winy dosłownie mnie zżera. Więc się chowam, udaję, że nie istnieję i chyba liczę, że zdarzy się cud i zniknę. Wiem, że jestem chora. Wiem, że powinnam się leczyć. Ale naprawdę nie mam już siły.
a mnie się wydaje, że "niemyślenie" to najlepsze co możesz teraz zrobić.
fizycznie jesteś wykończona, psychicznie się ledwo trzymasz, to co mogłoby być lepsze? o przyszłości teraz nie dasz rady myśleć, a przeszłość teraz trzeba zapomnieć - czasem jest dobrze po prostu przetrwać. jak będziesz mieć siłę pomyśleć o przyjemnościach (i zająć się nimi!), to wtedy możesz powoli się zastanawiać co dalej. zwłaszcza jeśli nie możesz ot tak, wziąć antydepresantów. pozwól sobie teraz na okres wegetacji i lizania ran. ja tak myślę przynajmniej...


Halimaa, ja nie chodzę tak codziennie (dla flylady to skandal ), ale jak mam np więcej sprzątania, albo wiem że muszę kilka rzeczy w domu zrobić to zakładam rozklekotane adidasy (moje ukochane). i faktycznie działa to tak, że produktywność wzrasta o 50% co najmniej po prostu jakoś jest wygodniej i szybciej, i nawet jak już walnę się na łóżko, to szybciej wstaję itd


dziewczyny, jest w tym wątku ktoś z Krakowa? zastanawiam się nad "powołaniem" takiej grupy motywacyjnej w "realu" i szukam chętnych

a i jeszcze co do flylady - ja w kantach nie chodzę po domu i ona też nie - widziałam na filmikach

Edytowane przez MaryAnne
Czas edycji: 2012-01-30 o 22:16
MaryAnne jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 08:23   #317
Dilayla
Zadomowienie
 
Avatar Dilayla
 
Zarejestrowany: 2010-01
Wiadomości: 1 226
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość

zasługujesz na ciepły posiłek


---------- Dopisano o 19:22 ---------- Poprzedni post napisano o 19:18 ----------



Nie wiem czy w takim ubraniu jest wygodnie.
Nie wiem czy według Flylady w domu ma być wygodnie czy też dom ma spełniać inne funkcje.
Jesli juz wyjdę z domu, to później chodzę po domu tak jak byłam ubrana na zewnątrz. Jeśłi nie wychodzę, to niestety jestem ubrana w cichego zabójcę - pizama, szlafrok, a jak ma być porządniej, lub dość mam szlafrokowego dołowania, to dresowe spodnie i jakiś T-shirt.
Nie wiem czemu ma słuzyć chodzenie w domu "w kantach", może jest w tym ukryty cel. Ja się w tym nie widzę, ja się w ogole nie widzę......
Miałam pracę 8-16 poza domem, teraz mam tylko dom...
mam dokładnie tak samo jak wracam do domu to sie nie przebieram juz wogole nie chodze raczej w pizamie czy w dresach bo ich nie mam raczej jest to np.bluza tz i jakies spodnie ..bojowki..i tak to wszystko nic nie zmienia...

a dzis brak weny bardzo wyczuwalny na cokolwiekdobrze ze chociaz słonce swieci to depresja mnie ominie moze
__________________
„…to żaden powód nic nie robić tylko dlatego,
że nie można zrobić wszystkiego…”

Dilayla jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 09:13   #318
armania82
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2011-01
Wiadomości: 163
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cześć, Dziewczyny. Z mojego życia zrobił się taki kołowrotek: praca-dom-praca-dom.... do tego mam wrażenie, ze w pracy nie robię nic konstruktywnego, taka rutyna. Zastój się zrobił w tym moim życiu. Zresztą rozwekanie wszystkiego do granic nieskończonosci. A życie nie jest z gumy.

W rodzinie pytania o dziecko. Widzicie, dobiegam 30-tki i coraz częściej bardzo tego dziecka chcę. A potem znów boję się, że nie podołałabym. I nie chcę bez ślubu. Mój TŻ jednak się z tym nie spieszy.

Wczoraj tak zmarzłam w drodze do i z pracy, że mnie strasznie zamuliło. Jak się okazało, że TŻ nie może jechać ze mną, zrezygnowałam i nie pojechałam na hiszpański. Dużo miałam na ten moment wymówek. Ogrzewanie w aucie nie działa. I tak bym się spóźniła.
A potem zostało już tylko karcenie się. I od wczoraj tak się karcę. Jestem zerem i z moim podejściem nic w życiu nie osiągnę. Tak najczęściej się karcę.

Czytam wątek jak książkę. Ale jest tyle rzeczy, które do mnie pasują w Was, Dziewczyny, że to jakby ksiązka o mnie.

Iszka, ściskam Cię mocno.. nie wiem, czy się nie pogniewasz jak powiem, że byłam w takim stanie kiedyś, dlatego może trudno przychodzą mi słowa pocieszenia dla Ciebie. Trzymaj się, widzisz, ja też tu zamulam. To też może pomóc. Ściskam.

Lacturia, trzymam kciuki!

Change, spóźnionie życzenia urodzinowe: wszystkiego najlepszego!

Edytowane przez armania82
Czas edycji: 2012-01-31 o 09:21
armania82 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 10:29   #319
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cześć!
Dziś jestem bojowo nastawiona
Rozmawiałam wczoraj z TŻtem. Jest bardzo zadaniowy w swojej pracy, planuje czynności i rozkłada pracę z dużym wyprzedzeniem.
Jego tekst (racjonalny, pewny, nieopresyjny): wiem, że nie mogę sobie pozwolić na przestój.
On ma to uwewnętrznione. Oczywiście, że zdarza się wiele sytuacji-niespodzianek, na które trzeba na bieżąco zareagować, ale ma coś stałego, pewnego, swój własny system...
A ja? Ja też niby wiem, że nie mogą sobie pozwolić na przestój. I "jakby" igram ze sobą... nie mogę, ale mogę...

Zaimponował mi i muszę się od niego nauczyć tego.


Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
Przypomniałam sobie o co chciałam Was zapytać: co myślicie o sposobie z flylady, żeby w domu chodzić wyjściowych ubraniach, w sznurowanych butach? Przeszło mi nawet przez głowę, żeby kupić jazzówki do chodzenia po domu zamiast kapci, ale ze spodniami dresowymi trudno byłoby mi się rozstać. To duża zmiana przyzwyczajeń.

Czy któraś z Was ma pracę typu 8-16 poza domem? Chyba większość z Nas musi się mobilizować do pracy w domu..
Moja refleksja jest bardzo subiektywna... Mieszkam w bloku. Przez kilka ostatnich tygodni moja sąsiadka na górze, szykując się do pracy, zakładała buty na obcasie i chodziła w nich jeszcze 15 minut po domu, dokładnie 15 minut przed naszym budzikiem. Zawsze nas budząc tym stukotem.
Powiem tak: gdybym miała doświadczać tego 12 godzin, to bym albo się wyprowadziła, albo odbyła niejedną rozmowę z sąsiadką
<na szczęście od tygodnia jest cisza>.
W związku z tym doświadczeniem nie jestem w stanie na pomysł chodzenia po domu w wyjściowych butach przystać, odrzuca mnie od niego

Sama po domu chodzę normalnie, w tym samym, w czym mogłabym wyjść gdzieś, albo w legginsach i tunice - mój domowy strój.
Dla mnie obowiązkiem jest wstać rano i od razu się ubrać. Nie zdarza mi się siedzieć w piżamie lub szlafroku, chyba że wieczorem przed pójściem spać... Mam trochę tak, jak w powiedzeniu Twojego taty...

Cytat:
Napisane przez armania82 Pokaż wiadomość
Cześć, Dziewczyny. Z mojego życia zrobił się taki kołowrotek: praca-dom-praca-dom.... do tego mam wrażenie, ze w pracy nie robię nic konstruktywnego, taka rutyna. Zastój się zrobił w tym moim życiu. Zresztą rozwekanie wszystkiego do granic nieskończonosci. A życie nie jest z gumy.

W rodzinie pytania o dziecko. Widzicie, dobiegam 30-tki i coraz częściej bardzo tego dziecka chcę. A potem znów boję się, że nie podołałabym. I nie chcę bez ślubu. Mój TŻ jednak się z tym nie spieszy.

Wczoraj tak zmarzłam w drodze do i z pracy, że mnie strasznie zamuliło. Jak się okazało, że TŻ nie może jechać ze mną, zrezygnowałam i nie pojechałam na hiszpański. Dużo miałam na ten moment wymówek. Ogrzewanie w aucie nie działa. I tak bym się spóźniła.
A potem zostało już tylko karcenie się. I od wczoraj tak się karcę. Jestem zerem i z moim podejściem nic w życiu nie osiągnę. Tak najczęściej się karcę.

Czytam wątek jak książkę. Ale jest tyle rzeczy, które do mnie pasują w Was, Dziewczyny, że to jakby ksiązka o mnie.
Kurcze, to chyba gorsze niż samo "przewinienie" i jego kaliber...
Nie warto tak się chłostać, bo tym się chyba wcale nie motywujesz?

Jak ciągle mówię do siebie: działaj, dasz radę, zrobisz to...
I jakoś się dźwigam...
Choć oczywiście i inne teksty lecą

-----------------------

Tak jak myślałam dziś muszę poprawić to, co wczoraj napisałam, dostałam uwagi. Nie chce mi się
Muszę to załatwić jak najszybciej.
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 11:37   #320
isza89
tree hugger
 
Avatar isza89
 
Zarejestrowany: 2010-09
Lokalizacja: wild west
Wiadomości: 1 443
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Isza, a daj sobie prawo do tego.
Daj sobie prawo do spania ile wlezie.
Zrobiłaś sobie solidne kuku, przez to swoje dzielne cyborgowanie i ogólny stan zdrowia, leki, która swoje dołożyły, wcale nie pomagając....
Daj sobie pozwolenia na to odreagowania - zobacz jakie szczęscie w nieszczęściu, nie musisz isć na wydział(choć piszesz że nie wiesz co ze studiami:/) , do pracy.
Daj sobie się wyspać, wyleżeć, wypłakać.
Daj sobie ten tydzień czy dwa.
A potem posprzątasz sobie w życiu, z pomocą psychologa, dobrego jakiegoś najlepiej, nie tablet, ktore widzisz co robią..........
Problem w tym, że chyba jednak muszę. Po zapłaceniu czynszu za luty zostanie mi ok. 200 zł. Nie stać mnie na wypłakanie się, o psychologu nie wspominając. Poza tym po tym, jak nie oddałam pracy w terminie powiedziałam mamie, że przedłużyli nam termin do końca miesiąca (wiem, że to nieładnie kłamać, ale święty spokój był mi bardziej potrzebny) i ona już od kilku dni dzwoni i pyta, czy JUŻ W KOŃCU tę pracę oddałam. Obawiam się, że dziś już nie da się zbyć i czeka mnie trudna rozmowa.

Cytat:
Napisane przez Patri Pokaż wiadomość
Nie widzisz sensu, nie masz siły, jak ma ci się chcieć?
Depresja ma swoje zasady i nimi się wchrzania w życie. Za mało energii nawet na zastanowienie się co mi się chce robić, bo odpowiedź jest prosta: "dajcie mi spokój"....
Najpierw daj sobie zezwolenie na taki stan, bo mi sie wydaje, żę ciagle tli się w Tobie to cyborgowanie....
Powinien CIę ktoś teraz porozpieszczać, dać rosolku, pogłaskać po glowie, powiedzieć wyśpij się.
Może gdy poczujesz ze masz już chęć, wyjsć z Toba na ten mroźny spacer....
Aż znów poczuejesz, zę chcesz coś zrobić.
A na pewno tak poczujesz...
Iszka, chciałabym pomóc, bo za dobrze czuję taki stan...
No chyba, ze to znowu moje marzenia, a to Tobie życze żeby bylo jak życzę....

Pozwól sobie odpocząć.
Pozwól sobie...
Kto...?

Cytat:
Napisane przez emi_lka Pokaż wiadomość
Iszka, dużo przeszłaś. Kwestie zdrowotne są poważne, utrudniają leczenie... to obiektywne problemy. Śmierć w rodzinie, nawał pracy i obowiązków - nazbierało się...
Trudno mi radzić, bo nie mam doświadczenia, ale może oprócz farmakologii (którą trudno uskuteczniać ze względu na astmę) dobrze byłoby znaleźć terapeutę... Ktoś pisał o uczelnianej pomocy psychologicznej...
Wierzę, że nie masz siły na najprostsze czynności i nie masz siły na decyzję w sprawie leczenia, ale w końcu może to przyniosłoby Ci jakąś ulgę?
Przeszłaś niezły trening pomijania siebie i zatracania w działaniu... trudno się na nowo odnaleźć i wyrwać z poczucia winy... ale jest to możliwe, trzymam mocno kciuki za Ciebie!
Tylko nie wycofuj się...
Nie jestem już studentem, uczelniana pomoc mi nie przysługuje.

Cytat:
Napisane przez MaryAnne Pokaż wiadomość
No więc nie mam za bardzo dobrych wiadomości na ten temat. Lata mi zajęło dojście to stanu uprzejmego olewania ich zdania. Potrzebowałam czasu i pomocy ludzi "z zewnątrz".
Wtedy to godzinami gapiłam się w ścianę i wysłuchiwałam co mieli do powiedzenia. Następnie wymyśliłam plan co dalej i go zrealizowałam, mimo, że teraz bym na pewno tak nie postąpiła. Załamałam się poważnie jakieś dwa lata później, jak sytuacja się w miarę ustabilizowała i nawet przestali się mnie czepiać oj, wtedy to się działo.
mogę Ci poradzić tylko, że jedyna metoda to robienie tego co sama masz ochotę. i jeszcze jedno - ludzie którzy się teraz czepiają, naprawdę nie czepiają się Ciebie, nawet jeśli to najbliższa rodzina. oni po prostu mają żal w temacie własnych wyobrażeń i nadziei na Twój temat, własnych uczuć. nikt kto by Ciebie rozumiał, nie miałby do Ciebie pretensji i teraz (i w ogóle) nie wywierałby na Tobie presji. ignorować, albo wypluć z siebie cały żal i najpierw wysłuchać odgłosów opadających szczęk, a potem dzwoniącej ciszy...
Czyli wychodzi na to, że poza Wami chyba nikt mnie nie rozumie. A ja mam parcie na spełnianie czyichś oczekiwań, żeby 'zasłużyć' na uczucia, troskę, zainteresowanie...

Cytat:
Napisane przez MaryAnne Pokaż wiadomość
a mnie się wydaje, że "niemyślenie" to najlepsze co możesz teraz zrobić.
fizycznie jesteś wykończona, psychicznie się ledwo trzymasz, to co mogłoby być lepsze? o przyszłości teraz nie dasz rady myśleć, a przeszłość teraz trzeba zapomnieć - czasem jest dobrze po prostu przetrwać. jak będziesz mieć siłę pomyśleć o przyjemnościach (i zająć się nimi!), to wtedy możesz powoli się zastanawiać co dalej. zwłaszcza jeśli nie możesz ot tak, wziąć antydepresantów. pozwól sobie teraz na okres wegetacji i lizania ran. ja tak myślę przynajmniej...
Chyba kończy mi się czas na 'niemyślenie'.

Cytat:
Napisane przez armania82 Pokaż wiadomość
Iszka, ściskam Cię mocno.. nie wiem, czy się nie pogniewasz jak powiem, że byłam w takim stanie kiedyś, dlatego może trudno przychodzą mi słowa pocieszenia dla Ciebie. Trzymaj się, widzisz, ja też tu zamulam. To też może pomóc. Ściskam.
Spoko, też już byłam w takim stanie. Cztery razy. Taka jakaś 'beyond repair' jestem. Też się trzymaj.
__________________
Nie potrafię zmierzyć się z codziennością, choć nadal zdarza mi się wierzyć w cuda i marzyć o lataniu.
isza89 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 12:59   #321
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez isza89 Pokaż wiadomość
Nie jestem już studentem, uczelniana pomoc mi nie przysługuje.

a przychodnie - publiczna służba zdrowia? Patri pisała coś o tym. Wiem, że np. w mojej przychodni jest psycholog i psychiatra...

---------- Dopisano o 12:59 ---------- Poprzedni post napisano o 12:21 ----------

Skończyłam - na razie
Za chwilę pewnie dostanę nowe uwagi
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 13:14   #322
Patri
Zakorzenienie
 
Avatar Patri
 
Zarejestrowany: 2007-07
Lokalizacja: Słońce
Wiadomości: 3 387
GG do Patri
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Jestem, ale nie czytam :p
Poczytam, ale nie teraz.
Sprzątam, na biurku. Wreszcie.
Zrobiłam jak pan piszący w kompasie:
http://www.wewnetrznykompas.pl/jak-z...iecej-swobody/
spisałam te wszystkie szelesty w głowie co POWINNAM!!!!
zabrałam się za pierwsze z brzegu... i siedzę w tym po uszy... i kurka dobrze!
Raz a dobrze!
Szykują mi się urodziny córki, nie mam siły, natchnienia, ochoty....
A jednak moze, moze, moze się nagnę, znów zrobię imprezkę, znów się będę musiała się uśmiechać... boze..................... ....
Patri jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:13   #323
lasubmersion
Rozeznanie
 
Avatar lasubmersion
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 854
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Boże,ale to życie czasem bywa głupie.
W sobotę mam 6 cholernie ważnych kolokwiów, a dzisiaj(idąc za radą rodzicielki) poświęciłam 2 godziny na znalezienie swetrów,których nie znalazłam w końcu.
W lumpeksie były 2 cudowne swetry-zanim doszłam do kasy obejrzałam je. Obydwa miały dziurę.
W 2 sklepach sprzedawczyni próbowała mnie przekonać,że świetnie wie jaki rozmiar będzie dobry dla mnie(a kiedy założyłam podane przez nią swetry to okazało się, że wyglądam jak świnka połączona z baleronem). Właściwego rozmiaru nie było.

Wróciłam do domu i sypią się komentarze na temat mojej niechęci do kupowania sobie ubrań.
I dochodzę do wniosku, że powinnam być idealna.
Powinnam świetnie się uczyć i właściwie podchodzić do studiów.
Powinnam oszczędzać pieniądze i jednocześnie wyglądać jak dama.
Powinnam być towarzyska, troskliwa i utrzymywać kontakty z ludźmi(bo teraz jestem ''dzika'').
Powinnam utrzymywać porządek dookoła siebie.
Powinnam mieć dobrze płatną prace, męża itp itd.

Boże, jak ja jestem zmęczona tymi oczekiwaniami...

Zrobiłam sobie spis wszystkich rzeczy, które powinnam zrobić na weekend i wyszło jakieś 12 pozycji.
Wszystko mam przygotowane, wystarczy usiąść, przeczytać, nauczyć się.
A ja nie mam siły.

Muszę jakoś się zmotywować.
Tylko jak?
Jestem cholernie zmęczona
__________________
http://lasubmersion.blogspot.com/


Słucham: VIDEO ''Dobrze, że jesteś''
lasubmersion jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:24   #324
78ec78392a9e84b50fa9c61260c26510682869d7_6517570db0492
Konto usunięte
 
Zarejestrowany: 2010-12
Wiadomości: 1 352
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

oj napisałyście przez weekend TYLE postów.... ale przebrnęłam....

najbardziej chciałabym życzyć zdrowia dla Lacturii!!!

i w sumie dzisiaj jestem w takim stanie, że nie wiem co mam radzić i napisać dla każdej z Was... dzisiaj mam mega zastój i najchętniej uwaliłabym sie pod kołdrę, ale wiem, że to w niczym mi nie pomoże, bo to będzie przekładanie na później.... kilka żab zjadłam, ale pojawiły sie nowe i znowu trzeba się z nimi zmierzyć.
Wiem, że powinno się zaczynac prace od tych najgorszych rzeczy, ale ja dzisiaj zaczęlam prace od tych najbardziej banalnych: wysłać maile, zadzownić.... a te projektowe rzeczy czekają na moje pomysły i rozwiązania. A pomyslów brak
Mam mega dzień do użalania się i nie wiem kiedy ten stan się skończy. Mam tyle rzeczy nie skończonych i boję się kiedy sie mnie ktoś zapyta: "kiedy koniec?", a ja odpowiem..."nie zaczęłam...."
78ec78392a9e84b50fa9c61260c26510682869d7_6517570db0492 jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:29   #325
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Boże,ale to życie czasem bywa głupie.
W sobotę mam 6 cholernie ważnych kolokwiów, a dzisiaj(idąc za radą rodzicielki) poświęciłam 2 godziny na znalezienie swetrów,których nie znalazłam w końcu.
W lumpeksie były 2 cudowne swetry-zanim doszłam do kasy obejrzałam je. Obydwa miały dziurę.
W 2 sklepach sprzedawczyni próbowała mnie przekonać,że świetnie wie jaki rozmiar będzie dobry dla mnie(a kiedy założyłam podane przez nią swetry to okazało się, że wyglądam jak świnka połączona z baleronem). Właściwego rozmiaru nie było.

Wróciłam do domu i sypią się komentarze na temat mojej niechęci do kupowania sobie ubrań.
I dochodzę do wniosku, że powinnam być idealna.
Powinnam świetnie się uczyć i właściwie podchodzić do studiów.
Powinnam oszczędzać pieniądze i jednocześnie wyglądać jak dama.
Powinnam być towarzyska, troskliwa i utrzymywać kontakty z ludźmi(bo teraz jestem ''dzika'').
Powinnam utrzymywać porządek dookoła siebie.
Powinnam mieć dobrze płatną prace, męża itp itd.

Boże, jak ja jestem zmęczona tymi oczekiwaniami...

Zrobiłam sobie spis wszystkich rzeczy, które powinnam zrobić na weekend i wyszło jakieś 12 pozycji.
Wszystko mam przygotowane, wystarczy usiąść, przeczytać, nauczyć się.
A ja nie mam siły.

Muszę jakoś się zmotywować.
Tylko jak?
Jestem cholernie zmęczona
A jaka Ty chciałabyś być?

Nie dziwię się, że jesteś zmęczona, nie masz sił...
Odpocznij... choć trochę.

W ekstremalnych sytuacjach pociesza mnie myśl, że TO (ten wysiłek) się kiedyś skończy...
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:37   #326
lasubmersion
Rozeznanie
 
Avatar lasubmersion
 
Zarejestrowany: 2010-10
Wiadomości: 854
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Dobra...opracowuję wersję minimalistyczną
Przetłumaczę słówka na konwersacje i zrobię mapę myśli na prezentację.
Wypiszę wszystkie słówka do kolokwiów ze sztuki(ale tylko te,które będą na kolokwiach).
Pomyślę nad esejem na kulturę USA(jeśli się uda to go napiszę).

Wieczorem przeczytam 4 razy wszystkie słówka na ekonomię.

Emilka,
ja też tak się pocieszam-jeśli się uda to w piątek będę mieć dwa pierwsze wpisy, w sobotę z 4 na 6 przedmiotów, w niedzielę może uda mi się wpis z hiszpańskiego załatwić.

Nie wiem czy to normalna reakcja,ale jak dowiedziałam się,że zamknęłam semestr na administracji i ekonomii to nawet nie poczułam ulgi-tylko zaczęłam się zastanawiać co muszę zrobić w nowym tygodniu...

Jutro ostatnie korepetycje w czasie ferii z pewnym chłopcem, którego pomimo, że bardzo lubię to doprowadza mnie do szewskiej pasji(dzieciak jest nastawiony ANTY do każdej formy nauki i w ciągu 60 minut musze się naprawdę bardzo mocno nagimnastykować, żeby cokolwiek zrobić oprócz opierniczania się-on najchętniej by właśnie to robił).
__________________
http://lasubmersion.blogspot.com/


Słucham: VIDEO ''Dobrze, że jesteś''
lasubmersion jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:51   #327
Halimaa
Rozeznanie
 
Avatar Halimaa
 
Zarejestrowany: 2011-09
Wiadomości: 742
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Wiecie co? Jak tak siebie obserwuję, to zastanawiam się czy nie mam odchyłu nastroju w drugą stronę niż wcześniej, echhhh. Jakoś tak mało rzeczy mnie obchodzi, mam dobry humor, ale boję się że to taka przykrywka tylko, a w środku w garze się gotuje i za jakiś czas ta przykrywka spadnie po prostu w hukiem, a z garnka wykipi i zgasi palnik, a gaz będzie dalej leciał ... Albo szukam dziury w ałym może.

Ja myślę, że takie flylady nie jest od rozwiązywania swoich wewnętrznych problemów, tylko usprawniania sobie dnia, ogranizacji, uczenia się dyscypliny. To dwie różne sprawy.

Wstałam o 12:40
nacisnęłam guzik laptopa, ale zastanowiłam się nad sobą..
poszłam się ubrać, śniadanie, ogarnęłam, pościeliłam, obłożyłam się książkami i nastawiłam alarm, że tylko 20 min posiedzę przy kompie, sprawdzę co trzeba, trochę mi się dłużej zeszło...
nie chcę dzisiaj iść do czytelni, jest tam zimno teraz, a ja czuję że mnie łapie infekcja, chcę się wygrzać w domku.
Wczorajszy egzamin zdałam na 3,5. Próg został obniżony o połowę, bardzo trudny był egzamin. Szkoda mi trochę, zależało mi na tym przedmiocie

Plan na dziś: UCZYĆ!!!!! Wejść w stan flow....
Chyba wezmę tabletkę, głowa mnie boli od zatok
Halimaa jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 14:51   #328
Addicted to love
Rozeznanie
 
Avatar Addicted to love
 
Zarejestrowany: 2010-07
Wiadomości: 708
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość
Jutro ostatnie korepetycje w czasie ferii z pewnym chłopcem, którego pomimo, że bardzo lubię to doprowadza mnie do szewskiej pasji(dzieciak jest nastawiony ANTY do każdej formy nauki i w ciągu 60 minut musze się naprawdę bardzo mocno nagimnastykować, żeby cokolwiek zrobić oprócz opierniczania się-on najchętniej by właśnie to robił).

Heh znam ten bol, tez mam takiego jednego ananasa czasami nie wiem czy smiac sie czy plakac, a po zajeciach z nim jestem wykonczona.
__________________
staram się być miłą dziewczyną
nie obgryzam paznokci

systematycznie pracuje nad angielskim
najwyższy czas nauczyć się gotować
5/50

Addicted to love jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 15:04   #329
emi_lka
Zakorzenienie
 
Avatar emi_lka
 
Zarejestrowany: 2007-10
Wiadomości: 6 068
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Cytat:
Napisane przez lasubmersion Pokaż wiadomość

Emilka,
ja też tak się pocieszam-jeśli się uda to w piątek będę mieć dwa pierwsze wpisy, w sobotę z 4 na 6 przedmiotów, w niedzielę może uda mi się wpis z hiszpańskiego załatwić.

Nie wiem czy to normalna reakcja,ale jak dowiedziałam się,że zamknęłam semestr na administracji i ekonomii to nawet nie poczułam ulgi-tylko zaczęłam się zastanawiać co muszę zrobić w nowym tygodniu...
Też tak mam ostatnio... nawet ulgi nie czuję.
Myślę, że to nie jest dobre, myślę, że trzeba się jakoś "ucieszyć" z tego, co się udało zrobić... a jeśli nie - to poważny wskaźnik przepracowania..


Cytat:
Napisane przez Halimaa Pokaż wiadomość
Wiecie co? Jak tak siebie obserwuję, to zastanawiam się czy nie mam odchyłu nastroju w drugą stronę niż wcześniej, echhhh. Jakoś tak mało rzeczy mnie obchodzi, mam dobry humor, ale boję się że to taka przykrywka tylko, a w środku w garze się gotuje i za jakiś czas ta przykrywka spadnie po prostu w hukiem, a z garnka wykipi i zgasi palnik, a gaz będzie dalej leciał ... Albo szukam dziury w ałym może.

nie chcę dzisiaj iść do czytelni, jest tam zimno teraz, a ja czuję że mnie łapie infekcja, chcę się wygrzać w domku.
Wczorajszy egzamin zdałam na 3,5. Próg został obniżony o połowę, bardzo trudny był egzamin. Szkoda mi trochę, zależało mi na tym przedmiocie

Plan na dziś: UCZYĆ!!!!! Wejść w stan flow....
Chyba wezmę tabletkę, głowa mnie boli od zatok
Mi też się nie chce nigdzie wychodzić. Dziś musiałam zmienić plan dnia, zostać w domu, z powodu konieczności naniesienia poprawek na projekt, ale cieszę się, bo jest potwornie zimno i to demotywuje do ruchu na zewnątrz.

Trzymam kciuki za Ciebie!
emi_lka jest offline Zgłoś do moderatora  
Stary 2012-01-31, 16:02   #330
change
Zadomowienie
 
Avatar change
 
Zarejestrowany: 2008-08
Wiadomości: 1 978
Dot.: Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.II.

Isha spróbuj skorzystac z konsultacji bezplatnej mailowej na kobieceserca.pl. Pisze sie maila do 10000 tys znakow :P i w tytule slowo konsultacja :P Mysle, ze tematyka nie ma znaczenia i jak odbiora Twojego maila to na pewno wyczerpujaco Ci odpowiedza. Ja napisalam takiego i doczekalam sie w obiecanym czasie odpowiedzi. Fakt, ze troche trzeba czekac, ale przynajmniej mozna sobie pewne sprawy GLOSNO powiedziec...
takze polecam!!
i uszy do góry... zgadzam sie z radami Patri, powinnas po prostu wreszcie odpoczac!

http://www.kobieceserca.pl/konsultacje.html

---------- Dopisano o 15:37 ---------- Poprzedni post napisano o 15:33 ----------

gdybys mieszkala gdzies blisko ja bym Ci tego rosołku zrobiła!

---------- Dopisano o 16:02 ---------- Poprzedni post napisano o 15:37 ----------

Dodam wam dla zachęty odpwiedz na swojego maila z w/w konsultacji, jest dosyc osobisty, ale teoretycznie nikt mnie tu nie zna... a rady udzielone przez ta Pania, mysle ze nie tylko mi moga dac do myslenia... Poza tym na tym wątku panuje tak wyjątkowa atmosfera, każda z nas boryka się z jakimiś problemami i tak jak mówię, prokastynacja to tylko wierzchołek góry lodowej... Powiem szczerze spodziewałam się czegoś innego, jednak to co przeczytałam trafia w sedno i czas na jakieś zmiany... Takze jezeli, ktoras z was potrzebuje sie wygadac, to polecam te droge.


Cytat:
Witam

przeczytałam uważnie Pani list i chcę podzielić się z Panią moimi
spostrzeżeniami. Mam trudność z odpowiedzeniem Pani, ponieważ nie
jestem
pewna czego dokładnie Pani oczekuje. Z jednej strony pisze Pani, że
kocha
za bardzo i nie może być z X a z drugiej - pyta Pani jak
pokierować
znajomością z nim. Nie wiem w którą stronę chce Pani nawigować i w
jaki
sposób wyobraża sobie Pani kontakt koleżeński, przyjacielski z
chłopakiem, w
którym jest Pani zakochana. Nasunęła mi się myśl, że chce Pani
zmienić coś w
swoich emocjach i zachowaniu jednocześnie nie zmieniając niczego.
Zastanawiam się, co jest właściwie Pani problemem: czy to (o czym Pani
pisze), że uszczęśliwia go Pani na siłę i liczy na wzajemność,
której nie
dostaje, czy też może to, że X nie chce z Panią być. To kwestia
zasadnicza, bo pozwala zobaczyć gdzie stawia Pani punkt ciężkości: na
sobie
i uwikłaniu w niesatysfakcjonującą relację czy też na X Mówiąc
prościej
zastanawiam się, co w tym momencie liczy się dla Pani bardziej: on czy
Pani?
Czytając Pani słowa odnoszę wrażenie, że cały list jak i cała Pani
jest
skoncentrowana na kwestii pod tytułem „X”. Pani Change (:P), proszę

zastanowić się ile zostawia Pani miejsca dla siebie w swoim życiu.

Kiedy pisze Pani, że dla osoby, którą się kocha można zrobić
wszystko, to
budzi to mój niepokój. Po pierwsze dlatego, że to stwierdzenie nie
zawiera
słowa „granica”, po drugie - nie pyta czy ta osoba jest tego warta.
W
filozofii istnieje coś takiego jak cnota darząca. Zakłada ona, że
bezinteresownie dawanie jest najwyższym dobrem. Ale uwaga! Dawać może
jedynie ten, kto ma nadmiar, kto ma z czego dawać i robi to tak, by nie
oddać wszystkiego. Darzenie to dawanie z pełni, z przepełnienia
miłością,
energią, wolą. Mam poczucie, że pisze Pani o tym zjawisku, ale w życiu
ma
Pani do czynienia z czymś zupełnie innym. Daje Pani to, co tak bardzo
pragnie otrzymać: troskę, miłość, bezpieczeństwo, szczęście. W
pewnym
momencie dostała Pani od x namiastkę, przedsmak, być może iluzję
tego
dobrego, czego wcześniej nie znała i ...oszalała na jego punkcie.
Proszę się
zastanowić czy jest Pani w stanie rozróżnić czy kocha Pani X czy
tez to,
co niosą ze sobą te wszystkie fantazje, nadzieje i obietnice, które
mogą
Panią nakarmić.


Zaniepokoiłam się o Panią, kiedy przeczytałam o kompulsywnych napadach

jedzenia. Rozumiem, że jest to Pani sposób na poradzenie sobie z
emocjami.
Sposób to niebezpieczny i mało skuteczny – pomaga na chwilę a potem
dodaje
cierpienia.

Tym maile chce Panią zachęcić do uczciwości przed samą sobą (a jest
to
trudne zadanie, o czym wiem z autopsji). Uczciwość, którą mam na
myśli
polega na zrzuceniu fantazji, iluzji i przyjrzeniu się sobie taką, jaka
Pani
jest. Przyjrzeniu się Pani zasobom, ale i deficytom (zwłaszcza w obszarze

bliskości i miłości), po to by mogła Pani nauczyć się dawać sobie

samej
miłość, której Pani tak bardzo pragnie i by móc darzyć innych
dlatego, że
Pani chce a nie dlatego, że musi, by zasłużyć na miłość.

Szukanie rozwiązania swoich problemów w relacjach, to sposób z góry

skazany
na niepowodzenie, lecz niestety kuszący. Kolejność do szczęśliwego
związku
jest zgoła inna: najpierw musi sobie Pani poradzić z lękiem przed
samotnością, odrzuceniem, pustką i może innymi szarpiącymi Panią
emocjami,
później pojawi się w Pani życiu miejsce na zbudowanie konstruktywnej i

sycącej relacji. Jest coś głęboko prawdziwego w stwierdzeniu "Prawdziwa


miłość zaczyna się od siebie". Trzymam kciuki by znalazła Pani sposób

na
obdarzenie siebie miłością.


Jeżeli poczuje Pani potrzebę poradzenia sobie z trudnymi emocjami, to
spotkanie z terapeutą/-ką albo grupa terapeutyczno-rozwojowa może
okazać się
pomocną. Sfera emocjonalna i duchowa, podobnie jak cielesna, to coś o co

można dbać, kształtować i rozwijać. Są specjalne grupy przeznaczone
dla
kobiet uzależnionych od miłości – Fundacja Kobiece Serca również
oferuje
taką formę. Z całą pewnością pomocne są książki – zresztą nie
bez kozery
czytanie nazywa się biblioterapią. Informacje na temat grup wsparcia i
literatury znajdzie Pani na stronie Fundacji oraz na stronie
http://www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/start/. Polecam Pani zwłaszcza
książkę „Grzeczne dziewczynki kończą z nadwagą” Koenig R. Karen
- polecam,
bo łączy ona temat zajadania smutków z trudnością w byciu dla siebie i

stawianiu innym granic.

Z serdecznymi pozdrowieniami,
__________________
“Happiness is when what you think, what you say, and what you do are in harmony.” ― Mahatma Gandhi


I) 10 kg
II) 10 kg
change jest offline Zgłoś do moderatora  
Zamknij wątek

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2016-12-16 10:51:17


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 23:25.






© 2000 - 2026 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.