Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomóżcie. - Strona 3 - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Kobieta > Intymnie

Notka

Intymnie Forum intymnie, to wyjątkowe miejsce, w którym podzielisz się emocjami, uczuciami, związkami oraz uzyskasz wsparcie i porady społeczności.

Odpowiedz
 
Narzędzia
Stary 2014-06-02, 21:35   #61
Lina9213
Rozeznanie
 
Avatar Lina9213
 
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 742
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Zawsze trzeba sie pozytywnie nastawić, a wesela zazwyczaj są fajne i zawsze jest się z kim pobawić i potańczyć (nawet jeżeli ma być to wujek Czesiek)
Lina9213 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-02, 23:00   #62
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Lina9213 Pokaż wiadomość
Zawsze trzeba sie pozytywnie nastawić, a wesela zazwyczaj są fajne i zawsze jest się z kim pobawić i potańczyć (nawet jeżeli ma być to wujek Czesiek)
Sęk w tym, że to wesele mojej dobrej koleżanki, która nota bene pomaga mi wygrzebać się z tego emocjonalnego dołka... Znamy się od czasów wczesnoszkolnych jeszcze. Oprócz niej i dziewczyn, które poznam na jej wieczorze panieńskim, nie będę znała nikogo:/ Mam nadzieję, że chociaż jacyś fajni wolni koledzy przyszłego męża będą

Jejuuuuuu, znowu zaczęłam o tym gadzie myśleć W połowie tygodnia napiszę mu maila (już zaczęłam pisać, połowę wykasowałam, znowu pisałam, wykasowała, i tak w kółko) z pytaniem czy już wszystko przemyślał, że wiem, że to wszystko znaczy wiadomo co i chciałabym wiedzieć co się stało, że tak nagle to zrobił i w ten sposób. I żebyśmy porozmawiali, bo na to po tych wszystkich miesiącach zasługuję. I zapytam kiedy odda mi moje książki.

Jednak to prawda, że "mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna". Zaczęło się pięknie, nie wyobrażałam sobie, że może być tak cudownie. Skończyło się/kończy bardzo brzydko...
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 02:32   #63
niebieskie_oczko
Zakorzenienie
 
Avatar niebieskie_oczko
 
Zarejestrowany: 2011-06
Lokalizacja: całe życie na walizkach ;-)
Wiadomości: 6 298
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość

Jejuuuuuu, znowu zaczęłam o tym gadzie myśleć W połowie tygodnia napiszę mu maila (już zaczęłam pisać, połowę wykasowałam, znowu pisałam, wykasowała, i tak w kółko) z pytaniem czy już wszystko przemyślał, że wiem, że to wszystko znaczy wiadomo co i chciałabym wiedzieć co się stało, że tak nagle to zrobił i w ten sposób. I żebyśmy porozmawiali, bo na to po tych wszystkich miesiącach zasługuję. I zapytam kiedy odda mi moje książki.
Ja nadal nie rozumiem po co się go pytać, czy przemyślał? Jak powie, że nie, to co? Nadal będziesz czekać aż się łaskawy pan określi?
Ta rozmowa, jeśli dojdzie do skutku, będzie dla ciebie Autorko bardzo ciężka.
A dlaczego w taki sposób uciął kontakt to też chyba wiesz. Jak dla mnie to po prostu brak odwagi, może nawet brak chęci poświęcenia wolnego czasu (skoro ma go tak mało niby) na to by odbyć z tobą rozmowę.
__________________
Postanowienie: jeździć, latać, zwiedzać za grosze!
2016: Berlin, Monachium, Erfurt, Budapeszt, Chicago, Nowy Jork
Podróże 2015: Praga, Bolonia, Oslo, Rodos, Kijów, Kos
Podróże 2014: Wiedeń, Bratysława, Londyn, Lwów, Budapeszt, Ostrava, Berlin, Budva, Paryż
K&K
niebieskie_oczko jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 06:46   #64
Coyotes
Przyczajenie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 13
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

No właśnie, na pytanie czy już to przemyślał on może odpisać za tydzień że nie. I ile jeszcze będziesz na niego czekać? Nie chcesz być, chociaż na końcu, tą stroną decyzyjna? I napisać mu że to koniec, niech odda rzeczy i potem zero kontaktu? Coś takiego oczyszcza. Bo tu nie ma za bardzo co wyjaśniac, jedyne co, to usłyszysz różne przykre rzeczy dlaczego mu przeszło. Po co Ci to? To nie będą racjonalne argumenty - błędy które mogłabyś poprawić w przyszlości. To będą jego przemyślenia nt. rzeczy które robisz i które mu nie pasują, a którymi inny mężczyzna byłby zachwycony.
Coyotes jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 06:50   #65
WhiteCherry
Zakorzenienie
 
Avatar WhiteCherry
 
Zarejestrowany: 2008-01
Wiadomości: 19 328
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość
S

Jednak to prawda, że "mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna". Zaczęło się pięknie, nie wyobrażałam sobie, że może być tak cudownie. Skończyło się/kończy bardzo brzydko...
__________________
sun goes down
WhiteCherry jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 08:32   #66
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość


@smutna_dziewczyna84
Nie sądziłam, że ktokolwiek mnie AŻ tak zrozumie jak Ty! Dziękuję Ci za te słowa.
Właśnie... pewnie był zauroczony, pewnie kochał, ale przeszło. I coraz bardziej się odsuwał, pogrążał w myślach o czymś co było dla niego ciekawsze, atrakcyjniejsze... nowsze, czyli o studiach. Pamiętam jak mówiłam, że boję się, że te studia źle wpłyną na nasz związek, bo już zanim zaczął miał więcej pracy. Obiecywał, że nie, że wszystko będzie ok. Potem coraz bardziej zaczęłam się obawiać, że dojdzie do wniosku, że ma tyle zajęć i z czegoś będzie musiał zrezygnować (powtarzał nie raz, że przecież z pracy nie może, ze studiów już też nie, zresztą nie chce)... i zrezygnuje ze mnie. I tak też uczynił. Ciekawe ile mu starczy motywacji, skoro poprzednich studiów nie skończył, bo pod koniec mu się odwidziało... (mając absolutorium! wystarczyło tylko napisać pracę. Więc zamiast już skończyć tamte studia, mieć papier, to ten zaczął nowe dzienne 5-letnie studia...).
Pamiętam jak kiedyś jechaliśmy samochodem (może jakieś 2 m-ce związku) i rozmawialiśmy o nas. I on wtedy mówił, że chciałby abym się bardziej otworzyła, zaufała, bardziej myślała przyszłościowo o nas i że z jego strony to pewne. A ja wtedy mu mówiłam, że nie może być tego pewny, może jeszcze mu się odwidzi (w żartach mówiłam), a on wtedy zatrzymał się na poboczu, złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i powiedział, że on jest pewny. Zrobiłoby to spore wrażenie na każdej, nawet takiej nieromantycznej dziewczynie jak ja;P I coraz bardziej zaczęłam się przekonywać, że to jest to.
I zaczęłam się zmieniać - z takiej nieromantycznej (aż za bardzo) osoby stałam się romantyczna. Dystans zniknął. Lęk też. Zaczęłam się bardziej angażować - bo przecież dawał mi dowody na to, że warto.
Pamiętam też jak opowiadał mi o swoich planach... że marzy mu się pełna rodzina. Jego ojciec zostawił gdy miał niecały rok. Mówił, że takie osoby jak on - albo chcą stabilizacji i chcą mieć własną, pełną rodzinę albo nie chcą się totalnie angażować. I że on należy do tej pierwszej grupy i myśli o mnie poważnie, bo "przecież nie spotykamy się dla samego spotykania, tylko do czegoś to musi prowadzić". Opowiadał coś o dzieciach, imiona wymyślał... i wiecie co? Mnie to wszystko przytłaczało, ogarniała mnie panika gdy o tym mówił, bo on chciał rzeczy na które kompletnie nie byłam gotowa. Kiedyś zapytał czy chce mieć dzieci - ja się wahałam, odpowiedziałam, że chyba kiedyś tak - a on, że na pewno kiedyś chce. Hmm. Potem temat ucichł. Zaczął te głupie studia i miał więcej pracy, zaczęła się gadka w stylu, że on chyba dopiero czas będzie miał za 10 lat (bo sobie doktorat wymyślił. Na I r. studiów:P), a dzieci to są niepotrzebne,bo tylko koszty i problemy. I on teraz nie wie czy chciałby a jak mu powiedziałam, że mówił niedawno co innego, to on odparł, że przecież się wycofał z tego i nie ma warunków teraz. Hmm. A, żeby nie było - ja nigdy NIC mu o dzieciach nie mówiłam nie mój etap jeszcze, owszem kiedyś może i chciałabym, ale nie teraz, nie mam takich marzeń obecnie. Pewnie gdyby to się dalej potoczyło i dłużej utrzymało pojawiłby się problem na tej płaszczyźnie - bo ja już miałabym pewnie ustabilizowaną sytuację zawodową, skończone drugie studia, trochę inny etap - mimo, że jestem od niego młodsza.

Tak, pewnie wyniosłam jakieś doświadczenia. Pewnie zobaczę je za jakiś czas. Na razie widzę, że najlepiej nie zatracać się za bardzo w uczuciu na początek, nie ufać w zapewnienia "na zawsze" na początek, bo i tak czas to zweryfikuje. I stawiać na piedestale przede wszystkim siebie [COLOR="Silver"]
No tak, on był Tobą ewidentnie zauroczony - to zapewnienie o swoich uczuciach, rozmowy o przyszłości, namawianie do otwartości, dzieci, roztaczanie przed Tobą wizji przyszłości --> tak zachowuje się zakochany facet. Po prostu. On deklarując Ci to wszystko wierzył, że tak właśnie Wasze życie będzie wyglądało. Ale się przeliczył.
Widać u niego dość dużą niedojrzałość, bo deklaracja miłości i wymyślanie imion dla dzieci po kilku miesiącach znajomości, jest lekkim przegięciem. A Ty chciałaś w to wszystko wierzyć, i naprawdę... nie ma w tym nic złego. Masz 25 lat, jesteś młodziutka, a to był Twój pierwszy poważny związek, pierwszy mężczyzna. Wcale się nie dziwię, że wierzyłaś w jego deklaracje. Może w przyszłości traktuj takie wyznania z większym dystansem.

Poradziłabym Ci nie rozpamiętywanie tego wszystkiego i przestanie analizowania każdego atomu w najmniejszym szczególe, ale wiem, że przez taki etap przejść po prostu musisz. Z czasem będzie tylko lepiej - zaręczam Ci to. Zobaczysz. Idziesz w dobrym kierunku, bo wyciągasz mądre wnioski. Tak, Ty i Twoje uczucia są najważniejsze, ale też to w jaki schemat wchodzisz w związku i jaką przyjmujesz rolę. Może trzeba by było nad tym popracować. Możesz się zastanowić dlaczego aż tak bardzo się zaangażowałaś i tak długo bagatelizowałś czerwoną lampkę, która świeciła w Twojej głowie z coraz większą mocą? Skąd takie gigantyczne przywiązanie? Skąd taka ogromna potrzeba bycia kochaną i w pełni akceptowaną? Pisałaś w pierwszym poście, że masz problem z samoakceptacją. Może dlatego teraz czujesz się tak bardzo odrzucona, bo zniknął z Twojego życia ktoś, kto Cię uwielbiał i adorował, a wraz z nim Twoje poczucie ważności i pewności?
Ten związek rozpadł się nie z Twojej winy. To pewne. Ale ewidentnie powinnaś wyciągnąć wnioski z tego co czujesz, czułaś, jak się zachowujesz i dlaczego tak silnie przeżywasz?

I jeszcze jedno - nie ładuj się w kolejną relację za szybko. To nigdy nie przynosi niczego dobrego. Teraz jest dla Ciebie bardzo ważny czas - czas na wyciszenie emocji, przyjrzeniu się sobie, wyciągnięciu wniosków i nauczeniu się czegoś o sobie. Nie roztrwoń tego czasu na szukanie kolejnego faceta.

A myśli, że jako 25-letnia kobieta nigdy już się nie zakochasz, nie spotkasz nikogo itd., są po takiej traumie naturalne I mówię Ci to ja 30-latka

Będzie dobrze. Zaufaj mi
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 10:39   #67
justynkag10
Zadomowienie
 
Avatar justynkag10
 
Zarejestrowany: 2010-06
Lokalizacja: Nibylandia :)
Wiadomości: 1 321
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Ale po co chcesz go pytać czy przemyślał? Wyjdziesz na desperatkę. Ale wyjaśnień też bym oczekiwała. Jeśli ciągle będziesz się zadręczała pytaniami ,,dlaczego?" to nigdy nie ruszysz do przodu. Po prostu umów się z nim na pozamykanie ostatnich spraw np. oddanie rzeczy i niech Ci wyjaśni czemu tak się stało. Ale nie licz, że to coś zmieni, że wrócicie do siebie.
__________________
Nikt nie zasługuje na Twoje łzy,
a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu.

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Książki 31/2016r.
Filmy 462/2016r.

2017r.:
Filmy - 305

justynkag10 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Najlepsze Promocje i Wyprzedaże

REKLAMA
Stary 2014-06-03, 10:57   #68
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez justynkag10 Pokaż wiadomość
Ale po co chcesz go pytać czy przemyślał? Wyjdziesz na desperatkę. Ale wyjaśnień też bym oczekiwała. Jeśli ciągle będziesz się zadręczała pytaniami ,,dlaczego?" to nigdy nie ruszysz do przodu. Po prostu umów się z nim na pozamykanie ostatnich spraw np. oddanie rzeczy i niech Ci wyjaśni czemu tak się stało. Ale nie licz, że to coś zmieni, że wrócicie do siebie.
Ale czy Ty nie rozumiesz, że on nie odbiera od niej telefonów i nie odpisuje na maile? Jak ma się z nim umówić.
I jakoś wątpię czy Autorkę obchodzi po tym wszystkim czy wyjdzie na desperatkę czy nie.
Ja też oczekiwałabym wyjaśnień, ale jak druga strona się nie odzywa i ma nas w dup.ie to niczego się nie wskóra.

Dla własnego zdrowia psychicznego napisałabym ostatecznego maila - że to koniec. Możesz mu tam napisać co czujesz i jak się czujesz. Niech się poczuje do winy ten gnój. Skończ to definitywnie i poproś żeby wysłała Ci Twoje rzeczy kurierem.

Jest szansa, że się w końcu opamięta i z Tobą porozmawia, ale nie liczyłabym na to. Skoro od kilku tygodni tak totalnie Cię olewa, to wątpię żeby coś się jeszcze zmieni.

Autorko, on jest zerem. Bez względu na Twoje wspomnienia, całą przeszłość, wszystkie jego gesty i słowa - nie zasługuje na Ciebie. W końcu to zrozumiesz. Teraz odetnij się od niego i daj sobie czas.

Btw, mój przyjaciel właśnie się rozwodzi po 10 latach małżeństwa. Żona odeszła od niego z dnia na dzień. Bez rozmowy i szansy na powrót. Powiedziała, że go od dawna nie kocha, a na drugi dzień już jej nie było. (to jest dopiero dramat!). Był w takim szoku i rozbiciu, że postanowił pójść na kilkanaście sesji terapeutycznych. Dużo mu to dało. Mocno się pozbierał.
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 11:13   #69
WhiteCherry
Zakorzenienie
 
Avatar WhiteCherry
 
Zarejestrowany: 2008-01
Wiadomości: 19 328
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez smutna_dziewczyna84 Pokaż wiadomość

Poradziłabym Ci nie rozpamiętywanie tego wszystkiego i przestanie analizowania każdego atomu w najmniejszym szczególe, ale wiem, że przez taki etap przejść po prostu musisz. Z czasem będzie tylko lepiej - zaręczam Ci to. Zobaczysz. Idziesz w dobrym kierunku, bo wyciągasz mądre wnioski. Tak, Ty i Twoje uczucia są najważniejsze, ale też to w jaki schemat wchodzisz w związku i jaką przyjmujesz rolę. Może trzeba by było nad tym popracować. Możesz się zastanowić dlaczego aż tak bardzo się zaangażowałaś i tak długo bagatelizowałś czerwoną lampkę, która świeciła w Twojej głowie z coraz większą mocą? Skąd takie gigantyczne przywiązanie? Skąd taka ogromna potrzeba bycia kochaną i w pełni akceptowaną? Pisałaś w pierwszym poście, że masz problem z samoakceptacją. Może dlatego teraz czujesz się tak bardzo odrzucona, bo zniknął z Twojego życia ktoś, kto Cię uwielbiał i adorował, a wraz z nim Twoje poczucie ważności i pewności?
Ten związek rozpadł się nie z Twojej winy. To pewne. Ale ewidentnie powinnaś wyciągnąć wnioski z tego co czujesz, czułaś, jak się zachowujesz i dlaczego tak silnie przeżywasz?
jakbym czytała o sobie... też mam problem ze zbyt szybkim angażowaniem się, przywiązywaniem do ludzi, a potem boli to 100x bardziej niż gdybym traktowała wszystko luźno, z dystansem - ale nie umiem.

Cytat:
Napisane przez justynkag10 Pokaż wiadomość
Ale po co chcesz go pytać czy przemyślał? Wyjdziesz na desperatkę. Ale wyjaśnień też bym oczekiwała. Jeśli ciągle będziesz się zadręczała pytaniami ,,dlaczego?" to nigdy nie ruszysz do przodu. Po prostu umów się z nim na pozamykanie ostatnich spraw np. oddanie rzeczy i niech Ci wyjaśni czemu tak się stało. Ale nie licz, że to coś zmieni, że wrócicie do siebie.
generalnie dziewczyna nie ma nic do stracenia, bo i tak i tak facet się nie odzywa, więc nie powinna się przejmować czy w jego oczach wyjdzie na desperatkę czy nie. On i tak ma to w czterech literach. Taki wysłany mail czy tam rozmowa ma pomóc przede wszystkim jej - bo z wykrzyczanymi emocjami łatwiej sobie poradzić.
__________________
sun goes down
WhiteCherry jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 11:33   #70
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez WhiteCherry Pokaż wiadomość
jakbym czytała o sobie... też mam problem ze zbyt szybkim angażowaniem się, przywiązywaniem do ludzi, a potem boli to 100x bardziej niż gdybym traktowała wszystko luźno, z dystansem - ale nie umiem.
wcale się nie dziwię, że nie umiesz, bo nie wystarczy powiedzieć sobie: "nie angażuj się". To się dzieje gdzieś poza nami.
Trzeba po prostu znaleźć źródło, które powoduje, że się tak szybko i mocno angażujemy. A to jest dopiero pierwszy krok, żeby móc coś zmienić. To ciężka praca - zmienić swoje myślenie i nastawienie, które było z nami przez całe życie. Ale można.

Ja bardzo żałuję, że tak dużo emocji zostawiałam w każdej relacji. Często gęsto zupełnie niepotrzebnie. Spalałam się strasznie i cierpiałam. Zmarnowałam mnóstwo czasu na wszelkie analizy i trawienie każdego zdania i gestu.

Po prostu życie takie jest - weryfikuje mnóstwo rzeczy. Na relacje z innymi ludźmi mamy wpływ tylko w połowie, dlatego zawsze musimy zostawiać sobie ten margines bezpieczeństwa i pamiętać, że ten ktoś po drugiej stronie ZAWSZE można nas porzucić, okłamać, skrzywdzić po prostu. Ale im bardziej będzie lubić siebie, znać swoje potrzeby i być "osadzeni w sobie" tym mniej rzeczy nas dotknie po prostu.

Cała filozofia jest w tym, żeby kochać i dbać o siebie i w momencie, kiedy ktoś po drugiej stronie nie szanuje naszych uczuć, potrzeb i wrażliwości móc po prostu odwrócić się na pięcie i powiedzieć: "Oj, chyba mnie z kimś pomyliłeś. To nie do mnie. Mnie się tak nie traktuje". I odejść z poczuciem, że dobrze się postąpiło, nie trwoniąc czasu na rozpamiętywanie czegoś co ostatecznie okazało się dla nas złe.
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 12:48   #71
justynkag10
Zadomowienie
 
Avatar justynkag10
 
Zarejestrowany: 2010-06
Lokalizacja: Nibylandia :)
Wiadomości: 1 321
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez smutna_dziewczyna84 Pokaż wiadomość
Ale czy Ty nie rozumiesz, że on nie odbiera od niej telefonów i nie odpisuje na maile? Jak ma się z nim umówić.
I jakoś wątpię czy Autorkę obchodzi po tym wszystkim czy wyjdzie na desperatkę czy nie.
Ja też oczekiwałabym wyjaśnień, ale jak druga strona się nie odzywa i ma nas w dup.ie to niczego się nie wskóra.

Dla własnego zdrowia psychicznego napisałabym ostatecznego maila - że to koniec. Możesz mu tam napisać co czujesz i jak się czujesz. Niech się poczuje do winy ten gnój. Skończ to definitywnie i poproś żeby wysłała Ci Twoje rzeczy kurierem.

Jest szansa, że się w końcu opamięta i z Tobą porozmawia, ale nie liczyłabym na to. Skoro od kilku tygodni tak totalnie Cię olewa, to wątpię żeby coś się jeszcze zmieni.

Autorko, on jest zerem. Bez względu na Twoje wspomnienia, całą przeszłość, wszystkie jego gesty i słowa - nie zasługuje na Ciebie. W końcu to zrozumiesz. Teraz odetnij się od niego i daj sobie czas.

Btw, mój przyjaciel właśnie się rozwodzi po 10 latach małżeństwa. Żona odeszła od niego z dnia na dzień. Bez rozmowy i szansy na powrót. Powiedziała, że go od dawna nie kocha, a na drugi dzień już jej nie było. (to jest dopiero dramat!). Był w takim szoku i rozbiciu, że postanowił pójść na kilkanaście sesji terapeutycznych. Dużo mu to dało. Mocno się pozbierał.
Bez przesady chyba wie gdzie mieszka, więc może do niego pojechać oddać co tam chce i odebrać swoje przedmioty.
__________________
Nikt nie zasługuje na Twoje łzy,
a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu.

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Książki 31/2016r.
Filmy 462/2016r.

2017r.:
Filmy - 305

justynkag10 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Okazje i pomysły na prezent

REKLAMA
Stary 2014-06-03, 12:55   #72
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez justynkag10 Pokaż wiadomość
Bez przesady chyba wie gdzie mieszka, więc może do niego pojechać oddać co tam chce i odebrać swoje przedmioty.
Ale to po pierwsze ogromny akt odwagi, bo:

a. nie wiadomo czy w ogóle otworzy jej drzwi (i wtedy boleć będzie jeszcze bardziej)

b. nawet jak otworzy i odda jej jej rzeczy, to może w ogóle nie chcieć z nią rozmawiać

Ja nie mówię, że to zły pomysł, bo decyduje Autorka.

Niemniej zastanowiłabym się sześć razy zanim bym do niego pojechała, bo do wzięcia byłby kolejny cios prosto w serce.
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 13:00   #73
Nat Hol
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2011-07
Lokalizacja: Poznań
Wiadomości: 229
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Współczuję sytuacji.

Nie zważając na ewentualne ośmieszenie dążyłabym do wyjaśnienia kwestii, tak aby ze spokojem móc zamknąć ten rozdział.

Inna sprawa, że naprawdę trudno mówić o miłości do końca życia po kilku miesiącach związku, którego ponad połowa upłynęła pod znakiem zabiegania o spotkania.

Z tego co doczytałam to przez dwa miesiące mieliście czas, by spotykać się częściej - przez taki okres nie da się poznać osoby na tyle, by móc z dużą dozą pewności składać deklaracji.

W ogóle facet, który po trzech miesiącach spotykania się mówi, że teraz to czułości się skończyły, bo już nie ten etap związku jest naprawdę śmieszny, a jego zachowanie świadczy jedynie o tym, że po prostu przestał być zauroczony, przestał czuć cokolwiek, bo nie sądzę, by była to miłość.

Jak się chce ( komuś zależy na drugiej osobie ) to zawsze znajdzie czas, mój mąż jak zaczynaliśmy się spotykać miał dwie prace, pomagał ojcu w firmie, chodził na kurs rosyjskiego, na studia zaoczne i prawie zawsze przychodził do mnie koło 23, rozmawialiśmy 2 czy 3 godziny i szliśmy spać, wstawał o 5 ( jeśli musiał na przykład coś zrobić na dany dzień ), czasem o 6, jechał gdzie musiał, w co drugi weekend miał zjazdy, ale kiedy nie miał spędzaliśmy całe dwa dni razem. Fakt, widziałam, że jest zmęczony, że za dużo ma na głowie, czasem sama mówiłam mu żeby nie przyjeżdżał, żeby się wyspał, ale z mojej rady skorzystała może ze dwa razy, mówił, że woli się nie wyspać ze mną niż wyspać samemu.

Zatem można, ja nie musiałam zabiegać o spotkanie, nie był nieczuły, niemiły, choć czasem zasypiał na stojąco

Dodatkowo nie uważam, że jakkolwiek osaczałaś tż, normalne, że chciałaś się z nim spotykać, sama masz swoje zajęcia, więc nie wymagałaś, by był na każde zawołanie, ale aby dawał Ci, to co w związku powinno być normą - poczucie ważności, bezpieczeństwa, jakąś czułość, miłe słowo.
Więc nie powinnaś mieć jakiś wyrzutów sumienia to on zachował się nieodpowiedzialnie, dziecinnie i po prostu beznadziejnie.
__________________
(...)Marzyła wtedy, że "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie",dokładnie pamiętała tę radość, gdy uznała, że tak właśnie jest i tę nadzieję, że tak zostanie.
http://koherencja.bloog.pl/?smoybbtticaid=612f02
Nat Hol jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 14:05   #74
justynkag10
Zadomowienie
 
Avatar justynkag10
 
Zarejestrowany: 2010-06
Lokalizacja: Nibylandia :)
Wiadomości: 1 321
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez smutna_dziewczyna84 Pokaż wiadomość
Ale to po pierwsze ogromny akt odwagi, bo:

a. nie wiadomo czy w ogóle otworzy jej drzwi (i wtedy boleć będzie jeszcze bardziej)

b. nawet jak otworzy i odda jej jej rzeczy, to może w ogóle nie chcieć z nią rozmawiać

Ja nie mówię, że to zły pomysł, bo decyduje Autorka.

Niemniej zastanowiłabym się sześć razy zanim bym do niego pojechała, bo do wzięcia byłby kolejny cios prosto w serce.
Zgadzam się, że decydujac się na taką konfrontację musi być bardzo silna, ale wydaje mi się, że to jedyne wyjście. Ale jeśli nie spróbuje, nie wyjaśni to będzie tylko dłużej nad tym myśleć i dłużej cierpieć.
Pewnie, że jak zamknie jej drzwi przed nosem to będzie strasznie mocny cios i nie życzę jej tego. Ale chyba bym wolała spróbować i wiedzieć na czym stoję niż ciągle myśleć. Ale wybór należy do autorki.
__________________
Nikt nie zasługuje na Twoje łzy,
a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu.

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Książki 31/2016r.
Filmy 462/2016r.

2017r.:
Filmy - 305

justynkag10 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 15:30   #75
Jolanna
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2009-06
Wiadomości: 181
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Wklejam ,może komuś się przyda :
Klasyczny psychopata w naszych głowach ma wytatuowaną swastykę na potylicy, dziwne spojrzenie, jest po czterdziestce i mówi od rzeczy. To trochę jak z pedofilami wydaje nam się, że oni „wyglądają jakoś” lub zachowują się w odpowiedni sposób, przypisany stereotypom. I mylimy się. Na naszej dodrze na pewno spotkamy takie osoby, kobiety oraz mężczyzn. Zainspirowany tekstem blogerki Kiri Blakeley postanowiłem wypisać nienaukową listę wskazówek, które powinny budzić nasze podejrzenia. Piszę tu w rodzajniku męskim – psychopata, lecz na równi dotyczy on mężczyzn jak i kobiet.
Nadrzędnym celem psychopaty jest uzależnieniem od siebie ofiary, w celu przejęcia nad nią kontroli.

1. Idealne komplementy

Psychopaci szybko wyczuwają słabości osób, wobec których snują pewne plany. Dzięki temu będą schlebiać w taki sposób, by nasze słabości obrócić w zaletę. Jeżeli masz wrażenie, że jesteś gruba, powie że kocha Twoje ciało. Jeżeli czujesz się mało atrakcyjny, powie że masz tak nietypową urodę, że powinieneś zostać modelem. To najprostszy sposób na uzależnienie od siebie drugiej osoby. Wydaje się, że każdy stara się tak zagrać podczas zwykłej randki i to prawda, jednak psychopata w pewnym momencie, gdy już nie będzie to użyteczne wyłączy takie zachowanie, by druga osoba walczyła o zainteresowanie, uzyskując pewne cele oraz ustępstwa.
2. Kserowanie zachowań

Psychopata, będzie starał się udowodnić za wszelką cenę, że jesteście dwiema połówkami tego samego jabłka. Jest w stanie dyskretnie posunąć się do śledzenia Twojej codziennej aktywności, w celu ich naśladownictwa. Jeżeli przypadkiem zaczniecie się spotykać w tej samej kawiarni, pubie czy siłowni będzie to oznaczało, że macie takie same upodobania. Jeżeli ofiara miała trudne dzieciństwo, wykorzysta to mówiąc, że „oboje mieliśmy ciężkie dzieciństwo dlatego tak dobrze się rozumiemy”.
3. Złe wspomnienia

Jeżeli podczas pierwszych spotkań dowiesz się, że wszyscy najbliżsi zawsze go/ją ranią, jeżeli jego matka jest dla niego tyranem i jej nienawidzi, jeżeli jej były chciał ją zniszczyć, może to oznaczać, że jest to swojego rodzaju tarcza ochronna i możesz się spodziewać po niej, że za wszelką cenę nie pozwoli się zranić, dlatego będzie z wyprzedzeniem planować uzależnienie przyszłego partnera.
4. Choroby i wypadki

P. uwielbiają litość dlatego będą użalać się nad sobą gdy będzie to konieczne, chorować i ulegać wypadkom, których celem jest zdobycie uwagi. Niekiedy pojawiają się bardzo hardcorowe przypadki typu, symulowanie śmiertelnej choroby, jak stary case „eksmisja sublokatora” o którym pisałem. Matka symulowała przez pięć lat wiele chorób, wyłudzając pieniądze, uwagę i uzależniając rodzinę od niej. Wszystko się wydało, gdy fundacja, która jej pomagała poprosiła o dokumentację chorób. Obecnie poddaje się leczeniu psychiatrycznemu oraz zadeklarowała zwrot wszystkich otrzymanych pieniędzy.
5. Niesamowity seks

Jak już wiesz celem samym w sobie jest uzależnienie dla własnych celów. Jednym ze środków w arsenale jest genialny seks. Seks z psychopatą może być najlepszym z doświadczeń seksualnych w ogóle. Celem P jest ekstatyczne zadowolenie partnera za wszelką cenę. A dlaczego? Bo jeżeli możesz dać komuś niesamowity seks to i …… możesz go odebrać, emocjonalne manipulując drugą osobę i warunkując ją do pożądanych zachowań. Cena za taką rozkosz może być bardzo wysoka.
6. Przypadkowe przyznanie

Psychopaci mają tendencje do sprawdzania poziomu zaangażowani i zniewolenia ofiary. Między innymi do tego celu wykorzystują oświadczenia, które mogą ich demaskować „Wiesz, że jestem wariatem/świrem/niebespieczny” by sprawdzić czy ofiara zacznie się śmiać czy weźmie to na poważnie, testuje swoje umiejętności oraz sprawdza czy dana osoba nic nie podejrzewa.
7. Wychłodzenie

Po fazie genialnego seksu, łączności dusz, której celem jest uzależnienie, następuje faza obniżania wartości ofierze. Pierwszym krokiem w tym celu będzie cisza, psychopata będzie się wyłączał niekiedy znikał na kilka dni, by dać odczuć swoją wartość. Będzie to swojego rodzaju dość symptomatyczna próba wychłodzenia partnera.
8. Wprowadzanie osób trzecich

Kolejnym etapem sieci uzależniania, będzie wprowadzania do waszej relacji osób trzecich, może to być były partner, zwykle dotyczy to osoby tej samej płci co ofiara. Na początku zaczyna się to od niewinnego wtrącania historii o tej osobie, by w rezultacie zapraszać ją podczas waszych spotkań. Ma to na celu podobnie jak w stosowaniu ciszy, podniesienie statusu psychopaty, pozorna demonstracja, że jest gotowy odejścia, gdy coś mu się nie spodoba.
9. Odrzucenie

Gdy psychopata totalnie uzależni od siebie ofiarę, totalnie zdewaluuje jej wartość, psychicznie odetnie od świata zewnętrznego następuje faza działania. Ofiara zostaje wykorzystana dla danego celu, a następnie zostaje porzucona. Celem samym w sobie dla psychopaty może być samo uzależnienie ofiary od siebie. To dowodzi wartości jego samego, w światopoglądzie, który nosi w sobie.
Co zrobić w przypadku, gdy jesteśmy z psychopatą?

Jedynym rozwiązaniem i to dość bolesnym dla nas, będzie totalne odcięcie się od niego. Gdy taki krok nastąpi mogą pojawić się groźby samobójcze lub autodestrukcyjne ze strony psychopaty. Nie powinniśmy nic z tym robić. W 90% przypadków będzie to tylko próba zwrócenia uwagi, emocjonalny test czy jest między wami jeszcze emocjonalna więź.
Mówiąc o psychopacie, mówię o osobie z zaburzeniami budowania relacji wynikającej, z przeszłych doświadczeń, nie jest to nazwa kliniczna ani naukowa, a etykieta mająca kategoryzować zachowanie takiej osoby jako nieprawidłowe, powyższa opinia może mieć więcej wspólnego z objawami socjopatii niż psychopatii. Dlatego zapraszam do dyskusji osoby zaznajomione w tych dość eterycznych różnicach obu zaburzeń.




Jolanna jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Najlepsze Promocje i WyprzedaĹźe

REKLAMA
Stary 2014-06-03, 15:44   #76
Ercola
Zadomowienie
 
Avatar Ercola
 
Zarejestrowany: 2009-05
Lokalizacja: Gdańsk
Wiadomości: 1 020
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Jolanna Pokaż wiadomość
Wklejam ,może komuś się przyda :
Klasyczny psychopata w naszych głowach ma wytatuowaną swastykę na potylicy, dziwne spojrzenie, jest po czterdziestce i mówi od rzeczy. To trochę jak z pedofilami wydaje nam się, że oni „wyglądają jakoś” lub zachowują się w odpowiedni sposób, przypisany stereotypom. I mylimy się. Na naszej dodrze na pewno spotkamy takie osoby, kobiety oraz mężczyzn. Zainspirowany tekstem blogerki Kiri Blakeley postanowiłem wypisać nienaukową listę wskazówek, które powinny budzić nasze podejrzenia. Piszę tu w rodzajniku męskim – psychopata, lecz na równi dotyczy on mężczyzn jak i kobiet.
Nadrzędnym celem psychopaty jest uzależnieniem od siebie ofiary, w celu przejęcia nad nią kontroli.

1. Idealne komplementy

Psychopaci szybko wyczuwają słabości osób, wobec których snują pewne plany. Dzięki temu będą schlebiać w taki sposób, by nasze słabości obrócić w zaletę. Jeżeli masz wrażenie, że jesteś gruba, powie że kocha Twoje ciało. Jeżeli czujesz się mało atrakcyjny, powie że masz tak nietypową urodę, że powinieneś zostać modelem. To najprostszy sposób na uzależnienie od siebie drugiej osoby. Wydaje się, że każdy stara się tak zagrać podczas zwykłej randki i to prawda, jednak psychopata w pewnym momencie, gdy już nie będzie to użyteczne wyłączy takie zachowanie, by druga osoba walczyła o zainteresowanie, uzyskując pewne cele oraz ustępstwa.
2. Kserowanie zachowań

Psychopata, będzie starał się udowodnić za wszelką cenę, że jesteście dwiema połówkami tego samego jabłka. Jest w stanie dyskretnie posunąć się do śledzenia Twojej codziennej aktywności, w celu ich naśladownictwa. Jeżeli przypadkiem zaczniecie się spotykać w tej samej kawiarni, pubie czy siłowni będzie to oznaczało, że macie takie same upodobania. Jeżeli ofiara miała trudne dzieciństwo, wykorzysta to mówiąc, że „oboje mieliśmy ciężkie dzieciństwo dlatego tak dobrze się rozumiemy”.
3. Złe wspomnienia

Jeżeli podczas pierwszych spotkań dowiesz się, że wszyscy najbliżsi zawsze go/ją ranią, jeżeli jego matka jest dla niego tyranem i jej nienawidzi, jeżeli jej były chciał ją zniszczyć, może to oznaczać, że jest to swojego rodzaju tarcza ochronna i możesz się spodziewać po niej, że za wszelką cenę nie pozwoli się zranić, dlatego będzie z wyprzedzeniem planować uzależnienie przyszłego partnera.
4. Choroby i wypadki

P. uwielbiają litość dlatego będą użalać się nad sobą gdy będzie to konieczne, chorować i ulegać wypadkom, których celem jest zdobycie uwagi. Niekiedy pojawiają się bardzo hardcorowe przypadki typu, symulowanie śmiertelnej choroby, jak stary case „eksmisja sublokatora” o którym pisałem. Matka symulowała przez pięć lat wiele chorób, wyłudzając pieniądze, uwagę i uzależniając rodzinę od niej. Wszystko się wydało, gdy fundacja, która jej pomagała poprosiła o dokumentację chorób. Obecnie poddaje się leczeniu psychiatrycznemu oraz zadeklarowała zwrot wszystkich otrzymanych pieniędzy.
5. Niesamowity seks

Jak już wiesz celem samym w sobie jest uzależnienie dla własnych celów. Jednym ze środków w arsenale jest genialny seks. Seks z psychopatą może być najlepszym z doświadczeń seksualnych w ogóle. Celem P jest ekstatyczne zadowolenie partnera za wszelką cenę. A dlaczego? Bo jeżeli możesz dać komuś niesamowity seks to i …… możesz go odebrać, emocjonalne manipulując drugą osobę i warunkując ją do pożądanych zachowań. Cena za taką rozkosz może być bardzo wysoka.
6. Przypadkowe przyznanie

Psychopaci mają tendencje do sprawdzania poziomu zaangażowani i zniewolenia ofiary. Między innymi do tego celu wykorzystują oświadczenia, które mogą ich demaskować „Wiesz, że jestem wariatem/świrem/niebespieczny” by sprawdzić czy ofiara zacznie się śmiać czy weźmie to na poważnie, testuje swoje umiejętności oraz sprawdza czy dana osoba nic nie podejrzewa.
7. Wychłodzenie

Po fazie genialnego seksu, łączności dusz, której celem jest uzależnienie, następuje faza obniżania wartości ofierze. Pierwszym krokiem w tym celu będzie cisza, psychopata będzie się wyłączał niekiedy znikał na kilka dni, by dać odczuć swoją wartość. Będzie to swojego rodzaju dość symptomatyczna próba wychłodzenia partnera.
8. Wprowadzanie osób trzecich

Kolejnym etapem sieci uzależniania, będzie wprowadzania do waszej relacji osób trzecich, może to być były partner, zwykle dotyczy to osoby tej samej płci co ofiara. Na początku zaczyna się to od niewinnego wtrącania historii o tej osobie, by w rezultacie zapraszać ją podczas waszych spotkań. Ma to na celu podobnie jak w stosowaniu ciszy, podniesienie statusu psychopaty, pozorna demonstracja, że jest gotowy odejścia, gdy coś mu się nie spodoba.
9. Odrzucenie

Gdy psychopata totalnie uzależni od siebie ofiarę, totalnie zdewaluuje jej wartość, psychicznie odetnie od świata zewnętrznego następuje faza działania. Ofiara zostaje wykorzystana dla danego celu, a następnie zostaje porzucona. Celem samym w sobie dla psychopaty może być samo uzależnienie ofiary od siebie. To dowodzi wartości jego samego, w światopoglądzie, który nosi w sobie.
Co zrobić w przypadku, gdy jesteśmy z psychopatą?

Jedynym rozwiązaniem i to dość bolesnym dla nas, będzie totalne odcięcie się od niego. Gdy taki krok nastąpi mogą pojawić się groźby samobójcze lub autodestrukcyjne ze strony psychopaty. Nie powinniśmy nic z tym robić. W 90% przypadków będzie to tylko próba zwrócenia uwagi, emocjonalny test czy jest między wami jeszcze emocjonalna więź.
Mówiąc o psychopacie, mówię o osobie z zaburzeniami budowania relacji wynikającej, z przeszłych doświadczeń, nie jest to nazwa kliniczna ani naukowa, a etykieta mająca kategoryzować zachowanie takiej osoby jako nieprawidłowe, powyższa opinia może mieć więcej wspólnego z objawami socjopatii niż psychopatii. Dlatego zapraszam do dyskusji osoby zaznajomione w tych dość eterycznych różnicach obu zaburzeń.




Yyyy ? Ale że o co chodzi ?
__________________
Nie wiem jak Ty, ale ja żyję RAPEM.


Ercola jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 16:05   #77
Hibiku
Zakorzenienie
 
Avatar Hibiku
 
Zarejestrowany: 2012-01
Wiadomości: 4 468
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Jolanna Pokaż wiadomość
Wklejam ,może komuś się przyda :
Klasyczny psychopata w naszych głowach ma wytatuowaną swastykę na potylicy, dziwne spojrzenie, jest po czterdziestce i mówi od rzeczy. To trochę jak z pedofilami wydaje nam się, że oni „wyglądają jakoś” lub zachowują się w odpowiedni sposób, przypisany stereotypom. I mylimy się. Na naszej dodrze na pewno spotkamy takie osoby, kobiety oraz mężczyzn. Zainspirowany tekstem blogerki Kiri Blakeley postanowiłem wypisać nienaukową listę wskazówek, które powinny budzić nasze podejrzenia. Piszę tu w rodzajniku męskim – psychopata, lecz na równi dotyczy on mężczyzn jak i kobiet.
Nadrzędnym celem psychopaty jest uzależnieniem od siebie ofiary, w celu przejęcia nad nią kontroli.

1. Idealne komplementy

Psychopaci szybko wyczuwają słabości osób, wobec których snują pewne plany. Dzięki temu będą schlebiać w taki sposób, by nasze słabości obrócić w zaletę. Jeżeli masz wrażenie, że jesteś gruba, powie że kocha Twoje ciało. Jeżeli czujesz się mało atrakcyjny, powie że masz tak nietypową urodę, że powinieneś zostać modelem. To najprostszy sposób na uzależnienie od siebie drugiej osoby. Wydaje się, że każdy stara się tak zagrać podczas zwykłej randki i to prawda, jednak psychopata w pewnym momencie, gdy już nie będzie to użyteczne wyłączy takie zachowanie, by druga osoba walczyła o zainteresowanie, uzyskując pewne cele oraz ustępstwa.
2. Kserowanie zachowań

Psychopata, będzie starał się udowodnić za wszelką cenę, że jesteście dwiema połówkami tego samego jabłka. Jest w stanie dyskretnie posunąć się do śledzenia Twojej codziennej aktywności, w celu ich naśladownictwa. Jeżeli przypadkiem zaczniecie się spotykać w tej samej kawiarni, pubie czy siłowni będzie to oznaczało, że macie takie same upodobania. Jeżeli ofiara miała trudne dzieciństwo, wykorzysta to mówiąc, że „oboje mieliśmy ciężkie dzieciństwo dlatego tak dobrze się rozumiemy”.
3. Złe wspomnienia

Jeżeli podczas pierwszych spotkań dowiesz się, że wszyscy najbliżsi zawsze go/ją ranią, jeżeli jego matka jest dla niego tyranem i jej nienawidzi, jeżeli jej były chciał ją zniszczyć, może to oznaczać, że jest to swojego rodzaju tarcza ochronna i możesz się spodziewać po niej, że za wszelką cenę nie pozwoli się zranić, dlatego będzie z wyprzedzeniem planować uzależnienie przyszłego partnera.
4. Choroby i wypadki

P. uwielbiają litość dlatego będą użalać się nad sobą gdy będzie to konieczne, chorować i ulegać wypadkom, których celem jest zdobycie uwagi. Niekiedy pojawiają się bardzo hardcorowe przypadki typu, symulowanie śmiertelnej choroby, jak stary case „eksmisja sublokatora” o którym pisałem. Matka symulowała przez pięć lat wiele chorób, wyłudzając pieniądze, uwagę i uzależniając rodzinę od niej. Wszystko się wydało, gdy fundacja, która jej pomagała poprosiła o dokumentację chorób. Obecnie poddaje się leczeniu psychiatrycznemu oraz zadeklarowała zwrot wszystkich otrzymanych pieniędzy.
5. Niesamowity seks

Jak już wiesz celem samym w sobie jest uzależnienie dla własnych celów. Jednym ze środków w arsenale jest genialny seks. Seks z psychopatą może być najlepszym z doświadczeń seksualnych w ogóle. Celem P jest ekstatyczne zadowolenie partnera za wszelką cenę. A dlaczego? Bo jeżeli możesz dać komuś niesamowity seks to i …… możesz go odebrać, emocjonalne manipulując drugą osobę i warunkując ją do pożądanych zachowań. Cena za taką rozkosz może być bardzo wysoka.
6. Przypadkowe przyznanie

Psychopaci mają tendencje do sprawdzania poziomu zaangażowani i zniewolenia ofiary. Między innymi do tego celu wykorzystują oświadczenia, które mogą ich demaskować „Wiesz, że jestem wariatem/świrem/niebespieczny” by sprawdzić czy ofiara zacznie się śmiać czy weźmie to na poważnie, testuje swoje umiejętności oraz sprawdza czy dana osoba nic nie podejrzewa.
7. Wychłodzenie

Po fazie genialnego seksu, łączności dusz, której celem jest uzależnienie, następuje faza obniżania wartości ofierze. Pierwszym krokiem w tym celu będzie cisza, psychopata będzie się wyłączał niekiedy znikał na kilka dni, by dać odczuć swoją wartość. Będzie to swojego rodzaju dość symptomatyczna próba wychłodzenia partnera.
8. Wprowadzanie osób trzecich

Kolejnym etapem sieci uzależniania, będzie wprowadzania do waszej relacji osób trzecich, może to być były partner, zwykle dotyczy to osoby tej samej płci co ofiara. Na początku zaczyna się to od niewinnego wtrącania historii o tej osobie, by w rezultacie zapraszać ją podczas waszych spotkań. Ma to na celu podobnie jak w stosowaniu ciszy, podniesienie statusu psychopaty, pozorna demonstracja, że jest gotowy odejścia, gdy coś mu się nie spodoba.
9. Odrzucenie

Gdy psychopata totalnie uzależni od siebie ofiarę, totalnie zdewaluuje jej wartość, psychicznie odetnie od świata zewnętrznego następuje faza działania. Ofiara zostaje wykorzystana dla danego celu, a następnie zostaje porzucona. Celem samym w sobie dla psychopaty może być samo uzależnienie ofiary od siebie. To dowodzi wartości jego samego, w światopoglądzie, który nosi w sobie.
Co zrobić w przypadku, gdy jesteśmy z psychopatą?

Jedynym rozwiązaniem i to dość bolesnym dla nas, będzie totalne odcięcie się od niego. Gdy taki krok nastąpi mogą pojawić się groźby samobójcze lub autodestrukcyjne ze strony psychopaty. Nie powinniśmy nic z tym robić. W 90% przypadków będzie to tylko próba zwrócenia uwagi, emocjonalny test czy jest między wami jeszcze emocjonalna więź.
Mówiąc o psychopacie, mówię o osobie z zaburzeniami budowania relacji wynikającej, z przeszłych doświadczeń, nie jest to nazwa kliniczna ani naukowa, a etykieta mająca kategoryzować zachowanie takiej osoby jako nieprawidłowe, powyższa opinia może mieć więcej wspólnego z objawami socjopatii niż psychopatii. Dlatego zapraszam do dyskusji osoby zaznajomione w tych dość eterycznych różnicach obu zaburzeń.






Obawiam się, że to mocno nie na temat. Nie każda osoba która na etapie zakochania jest cudowna i wspaniała, a po skończeniu tego etapu nie ma jaj powiedzieć wprost "jednak się pomyliłem" jest psychopatą, to bardzo poważne nadużycie...
Hibiku jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 18:53   #78
Jolanna
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2009-06
Wiadomości: 181
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Hibiku Pokaż wiadomość
Obawiam się, że to mocno nie na temat. Nie każda osoba która na etapie zakochania jest cudowna i wspaniała, a po skończeniu tego etapu nie ma jaj powiedzieć wprost "jednak się pomyliłem" jest psychopatą, to bardzo poważne nadużycie...
Tak , wklejony artykuł ma poważny,naukowy wydźwięk , ale znawcy /osoby , które były w związkach z zaburzonymi emocjonalnie partnerami / tematu będą wiedziały o co chodzi cyt. autora artykułu :
"Mówiąc o psychopacie, mówię o osobie z zaburzeniami budowania relacji wynikającej, z przeszłych doświadczeń, nie jest to nazwa kliniczna ani naukowa, a etykieta mająca kategoryzować zachowanie takiej osoby jako nieprawidłowe"
Polecam blog "Moje dwie głowy ". U autorki występował podobnie gorący ,bajkowy początek i wszystko -między innymi deklaracje odnośnie wspólnego życia działo się zbyt szybko .Być może to czysty przypadek , każdy musi ocenić indywidualnie .A najlepiej skonfrontować własne doświadczenia i przeżycia z doświadczeniami autorki bloga.
Jolanna jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 20:15   #79
Hibiku
Zakorzenienie
 
Avatar Hibiku
 
Zarejestrowany: 2012-01
Wiadomości: 4 468
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Jolanna Pokaż wiadomość
Tak , wklejony artykuł ma poważny,naukowy wydźwięk , ale znawcy /osoby , które były w związkach z zaburzonymi emocjonalnie partnerami / tematu będą wiedziały o co chodzi cyt. autora artykułu :
"Mówiąc o psychopacie, mówię o osobie z zaburzeniami budowania relacji wynikającej, z przeszłych doświadczeń, nie jest to nazwa kliniczna ani naukowa, a etykieta mająca kategoryzować zachowanie takiej osoby jako nieprawidłowe"
Polecam blog "Moje dwie głowy ". U autorki występował podobnie gorący ,bajkowy początek i wszystko -między innymi deklaracje odnośnie wspólnego życia działo się zbyt szybko .Być może to czysty przypadek , każdy musi ocenić indywidualnie .A najlepiej skonfrontować własne doświadczenia i przeżycia z doświadczeniami autorki bloga.
Nie mówię o naukowym wydźwięku tylko poważnej nadinterpretacji...
Serio uważasz że każda osoba, która słodziła partnerowi w początkowym okresie zakochania (czyli tak e...większość osób?) a potem nagle się odkochała i nie umie tego powiedzieć w twarz (o rany, tych też na pęczki) ma powiązanie z psychopatami? to że przypisujesz taką łatkę do tego wątku świadczy wyłącznie o tym, że nie przeczytałaś ani wątku, ani cytowanego fragmentu ze zrozumieniem.

I jedna kluczowa sprawa w kwestii psychologii i innych chorób - każda osoba czytająca opisy znajduje objawy masy schorzeń w sobie, wszystko jej pasuje. Sęk w tym, że większość to nadinterpretacja, a właściwa diagnoza nie ma z nimi wiele wspólnego.
Hibiku jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Okazje i pomysły na prezent

REKLAMA
Stary 2014-06-03, 21:16   #80
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez smutna_dziewczyna84 Pokaż wiadomość
No tak, on był Tobą ewidentnie zauroczony - to zapewnienie o swoich uczuciach, rozmowy o przyszłości, namawianie do otwartości, dzieci, roztaczanie przed Tobą wizji przyszłości --> tak zachowuje się zakochany facet. Po prostu. On deklarując Ci to wszystko wierzył, że tak właśnie Wasze życie będzie wyglądało. Ale się przeliczył.
Widać u niego dość dużą niedojrzałość, bo deklaracja miłości i wymyślanie imion dla dzieci po kilku miesiącach znajomości, jest lekkim przegięciem. A Ty chciałaś w to wszystko wierzyć, i naprawdę... nie ma w tym nic złego. Masz 25 lat, jesteś młodziutka, a to był Twój pierwszy poważny związek, pierwszy mężczyzna. Wcale się nie dziwię, że wierzyłaś w jego deklaracje. Może w przyszłości traktuj takie wyznania z większym dystansem.

Poradziłabym Ci nie rozpamiętywanie tego wszystkiego i przestanie analizowania każdego atomu w najmniejszym szczególe, ale wiem, że przez taki etap przejść po prostu musisz. Z czasem będzie tylko lepiej - zaręczam Ci to. Zobaczysz. Idziesz w dobrym kierunku, bo wyciągasz mądre wnioski. Tak, Ty i Twoje uczucia są najważniejsze, ale też to w jaki schemat wchodzisz w związku i jaką przyjmujesz rolę. Może trzeba by było nad tym popracować. Możesz się zastanowić dlaczego aż tak bardzo się zaangażowałaś i tak długo bagatelizowałś czerwoną lampkę, która świeciła w Twojej głowie z coraz większą mocą? Skąd takie gigantyczne przywiązanie? Skąd taka ogromna potrzeba bycia kochaną i w pełni akceptowaną? Pisałaś w pierwszym poście, że masz problem z samoakceptacją. Może dlatego teraz czujesz się tak bardzo odrzucona, bo zniknął z Twojego życia ktoś, kto Cię uwielbiał i adorował, a wraz z nim Twoje poczucie ważności i pewności?
Ten związek rozpadł się nie z Twojej winy. To pewne. Ale ewidentnie powinnaś wyciągnąć wnioski z tego co czujesz, czułaś, jak się zachowujesz i dlaczego tak silnie przeżywasz?

I jeszcze jedno - nie ładuj się w kolejną relację za szybko. To nigdy nie przynosi niczego dobrego. Teraz jest dla Ciebie bardzo ważny czas - czas na wyciszenie emocji, przyjrzeniu się sobie, wyciągnięciu wniosków i nauczeniu się czegoś o sobie. Nie roztrwoń tego czasu na szukanie kolejnego faceta.

A myśli, że jako 25-letnia kobieta nigdy już się nie zakochasz, nie spotkasz nikogo itd., są po takiej traumie naturalne I mówię Ci to ja 30-latka

Będzie dobrze. Zaufaj mi
Dziękuję Ci właśnie uświadomiłam sobie, że minął równy miesiąc od tego feralnego dnia. I jak? przeżyłam, czuję się coraz lepiej, sporo przemyślałam, wyciągnęłam wiele wniosków... przede wszystkim to, że świat się nie skończył, życie toczy się dalej. Jeszcze 2 miesiace temu kiedy tak płakałam sobie sama jak on nie ma dla mnie czasu, okazuje mi mniej takiej zwyczajnej partnerskiej czułości, że jak mnie w końcu zostawi (bo jakoś dziwnie przeczuwałam, że zmierzamy ku przepaści...), to świat się zawali, życie skończy, koniec totalny. Owszem, pierwsze dni, a zwłaszcza pierwszy dzień (sobota 3 maja) były okropne i nie mogłam praktycznie jeść. I płacz, dużo płaczu. W pracy uśmiechnięta, a w domu czarna rozpacz. Potem znajomi zaczęli mnie wyciągać z tego, zaczęłam wychodzić, chodzić na zumbę, kupować ubrania, golić nogi

Generalnie dźwignęłam się i nie jest ze mną źle. Chyba moja duża "świadomość emocjonalna" zadziałała, że zaczęłam sobie wiele rzeczy tłumaczyć, wyjaśniać sama sobie. I pomogło forum.

Zaczęłam dostrzegać te jego wady... Pewnie gdyby to dalej trwało, ja dalej pogrążałabym się w tym dziwnym stanie "weekendowego związku" i jego braku czasu. I o tej porze bym siedziała i płakała sobie czemu nie możemy gdzieś sobie wyjść we wtorkowy wieczór (a bo on jeszcze w pracy, a potem musi się uczyć - i co pewnie bym rozumiała i nic nie mówiła). Tylko to by dalej już nie poszło, bym tak przy nim trwała, a on w końcu może by skończył te studia i sobie wyjechał do USA (takie snuł plany... - i zaraz widząc moją minę dodawał, że przecież ze mną. A nie mówi celowo "my", bo nie chce za mnie tak decydować.... ahaa^^).

Taka myśl mi przyszła, że chyba na studia dzienne jest określony wiek - chodzi mi o taki etap życiowy. Że to jest fajne jak ma się te 19-24/25 lat, bo potem w tym wieku 27 l. trudno zaczynać takie studia (co innego kończyć już czy być w połowie). Bo to taki wiek kiedy już zaczyna się pomału inny etap - takie usamodzielnianie się, dorabianie się, budowanie związku, zakładanie rodziny/myślenie o niej, rozwijanie zawodowe, poważna praca itp.

I właśnie, jak jedna z Was trafnie zauważyła - co to za tłumaczenie, po ok. 3-4 m-cach związku, że motylki odleciały, hormony opadły? czyli już koniec i mogiła emocjonalno-uczuciowa? właśnie ja tego nie rozumiałam, bo u mnie to było coraz silniejsze,takie dojrzalsze, a ten z takimi tekstami... Pamiętam jak kiedyś już się żegnaliśmy, jeszcze siedzieliśmy u niego w samochodzie i ja coś zażartowałam i zapytałam go czy pamięta jak kiedyś całowaliśmy się w tym samochodzie przez 19 minut (non stop, oddychanie nosem, nie mogliśmy się oderwać od siebie wtedy) i może byśmy to kiedyś powtórzyli (śmiałam się), a on wtedy całkowicie poważnie odpowiedział, że "no tak, teraz to już tak nie będzie, bo już to nie to, jak chcesz znowu tak mieć to musisz sobie kogoś innego znaleźć, ale żebym o tym nie wiedział". Normalnie szczęka mi opadła. I oczywiście łzy mi poleciały. On mi wtedy znowu te głupoty o tym, że on już nie ma takiej ochoty, jak to do niczego nie prowadzi (jak było kiedyś) i to uczucie już jest na innym etapie, poważniejsze. Eeeeee?
Zrobiło mi się przykro po prostu.

W sumie zdaję sobie sprawę, że mogłam popełniać błędy. Każdy je popełnia. Chciałam żeby ten związek był fajny, chociaż nie do końca wiedziałam z racji braku doświadczenia jak taki związek po tych kilku miesiacach powinien wyglądać... i tak się zastanawiałam czy nie przesadzam, że może to normalne, że tak się dzieje w związkach po tych 4 m-cach? chociaż potem patrząc na zdjęcia znajomych par jak będąc w związku 2 lata byli na romatycznym weekendzie na Mazurach, jak się dalej tulą/całują w miejscach publicznych, jak sobie słodzą nawzajem, spędzają czas więcej niż raz w tygodniu i coś sobie razem planują - to już byłam totalnie zdezorientowana.... o co w tym wszystkim chodzi, że skoro tak ładnie jest u innych z większym stażem, to czemu u mnie ta iskra się wypala po zaledwie kilku miesiącach (i oczywiście szukałam winy w sobie!).

Smutna_dziewczyna84 - jeśli chodzi o moją potrzebę bycia kochaną... - to zawsze odczuwałam taki brak. Już smucił mnie fakt, że tyle czasu byłam sama i nic, chociaż z drugiej strony sama ten stan stwarzałam. Zdawałam sobie sprawę, że się podobam, miałam mnóstwo kolegów... z reguły w związkach - co dawało mi taki kokon bezpieczeństwa, wiedziałam, że uważają mnie za ładną (nie kokietowałam, nie flirtowałam z zajętymi, nigdy), ale nikt się nie zbliży za bardzo, bo nie zostawi swojej dziewczyny, a ja czułam się bezpieczna, bo mnie nie zaboli, nikt się pozna mnie tak na 100%, bo to "moje" i jeszcze jak mnie za bardzo pozna to ucieknie, bo okażę się nie za "wystarczająca". Wiem, dziwne i pokrętne. Z reguły tak bylo, że jak zaczęłam się z kimś spotykać, to... sparzałam się od razu. I bolało. Domyśliłam się, że jak zaangażuję się bardziej i tak zostanę potraktowana to będzie dużo bardziej bolało. I sobie tak bezpiecznie, asekuracyjnie żyłam. Kilku mi powiedziało, że jestem taka niedostępna i utrzymuję za duży dystans (stwierdzali tak po 2. randce). A ja na serio nie potrafiłam inaczej, nie potrafiłam tego zmienić. Dopiero teraz z perspektywy czasu wiem co to za ćwoki byli ja po prostu potrzebowałam więcej czasu na takie oswojenie się. A ON? On też to zauważył, ale nie poddał się jak reszta. Podobał mi się ten jego upór, walczenie o mnie i chęci. No i tak wyszło. Traktowałam go też jako przyjaciela, bo mówiłam mu o wielu rzeczach.
Zawsze odczuwałam potrzebę akceptacji i bycia lubianą. Jako nastolatka miałam paskudny trądzik i widziałam jak chłopcy patrzą na mnie z obrzydzeniem. Byłam bardzo wycofana. Do tej pory, mimo,że lubię spędzać czas ze znajomi, wychodzić z nimi, lubię sobie pobyć po prostu sama (trochę natura samotnika) i już. Jak wyładniałam, to zaczęło to być "ciekawe" w pozytywnym znaczeniu dla innych (dziwna zależność...). W każdym razie mój (były)luby miał tak samo, tyle, że on bardziej niepotrzebujących do szcześcia znajomych.
Moja silna potrzeba bycia akceptowaną wyciągnęłam też z domu. Mimo, że miałam/mam dalej kochanych rodziców (jestem jedynaczką), niczego mi nigdy nie brakowało (kwestie materialne), to zawsze były pytania o oceny i jak inni (porównywanie), duma, że się bardzo dobrze uczę, ale jak 3 to już było gadanie... albo, że inne dzieci są takie kochane, myślące o rodzicach itp. A ja niby tylko o sobie generalnie jest ok, wspierają mnie po "rozstaniu", mogę na nich liczyć, chociaż gdy byłam dużo młodsza i potrzebowałam więcej uwagi to byli bardzo zapracowani i robili kariery... Wiem, że te moje problemy też wynikają z tego rodzinnego gruntu.

Ktoś tu napisał o psychopacie - generalnie jest to osoba, która nie odczuwa uczuć, empatii. On sam stwierdził, że ma wiele cech psychopatycznych (w sensie empatia, uczucia itp.), ale na pewno nim nie jest, bo mnie kocha (ahaaa...) i robił sobie jakieś testy kiedyś (od dawna interesował się tą nieszczęsną psychologią).

Jak zwykle się rozpisałam i już nie pamiętam o czym pisałam na początku :P
Cały czas myślę jak to rozwiązać, teraz już myślę "na chłodno" i jest mi łatwiej coś planować. Napiszę maila z pytaniem o zwrot książek. I napiszę, że skoro tyle milczy i nic - to jest to jednoznaczne. I zarazem smutne, bo był ostatnią osobą, którą bym o to posądziła. Jak nie odpisze, to pojadę do niego...

---------- Dopisano o 22:16 ---------- Poprzedni post napisano o 21:49 ----------

Cytat:
Napisane przez Nat Hol Pokaż wiadomość
Jak się chce ( komuś zależy na drugiej osobie ) to zawsze znajdzie czas, mój mąż jak zaczynaliśmy się spotykać miał dwie prace, pomagał ojcu w firmie, chodził na kurs rosyjskiego, na studia zaoczne i prawie zawsze przychodził do mnie koło 23, rozmawialiśmy 2 czy 3 godziny i szliśmy spać, wstawał o 5 ( jeśli musiał na przykład coś zrobić na dany dzień ), czasem o 6, jechał gdzie musiał, w co drugi weekend miał zjazdy, ale kiedy nie miał spędzaliśmy całe dwa dni razem. Fakt, widziałam, że jest zmęczony, że za dużo ma na głowie, czasem sama mówiłam mu żeby nie przyjeżdżał, żeby się wyspał, ale z mojej rady skorzystała może ze dwa razy, mówił, że woli się nie wyspać ze mną niż wyspać samemu.

Zatem można, ja nie musiałam zabiegać o spotkanie, nie był nieczuły, niemiły, choć czasem zasypiał na stojąco

Dodatkowo nie uważam, że jakkolwiek osaczałaś tż, normalne, że chciałaś się z nim spotykać, sama masz swoje zajęcia, więc nie wymagałaś, by był na każde zawołanie, ale aby dawał Ci, to co w związku powinno być normą - poczucie ważności, bezpieczeństwa, jakąś czułość, miłe słowo.
Więc nie powinnaś mieć jakiś wyrzutów sumienia to on zachował się nieodpowiedzialnie, dziecinnie i po prostu beznadziejnie.

dzięki też wychodzę z takiego samego założenia...
na początku było tak, że widzieliśmy się w sobotę i niedzielę, wszystkie wolne dni (typu 11.11), w tygodniu zawsze środa (bo kończył wcześniej) i czasami wieczorami w inne dni. Później "nasza środa" zniknęła, bo napchał na wieczór pracę. Były dni, że ja bylam taka zmęczona swoją pracą i studiami, że wręcz usypiałam, ale byłam szczęśliwa, że jestem z nim.
Czasami mógł (mógł, po prostu mógł, aż takich strat finansowych by nie poniósł) i odwołał swoją pracę i spędził czas ze mną (tak, teraz wychodzę na egoistkę). Czasami nawet mu żartowałam, żeby odwołał te swoje zajęcia (które prowadził prywatnie) i przyjechał do mnie, to zapłacę mu za ten czas (tak jak za pracę).
Chyba takim poważniejszym pęknięciem u mnie było jak w sobotę wielkanocną był wolny (tylko jedno zlecenie,które miało trwać max. 1,5h i skończyć się do 13) i miał do mnie po południu przyjechać (chyba o 16). A ten o 15:30 dzwoni (ja już wyszykowana czekałam), że on na 16 jednak do tej pracy pojedzie... i się mnie pyta czy ma jechać do pracy czy przyjechać do mnie. Odpowiedziałam mu, że sam powinien to wiedzieć co jest dla niego ważniejsze w danej chwili i nie będę mu mówiła co ma zrobić, niech sam podejmie decyzje (mówiłam to spokojnie, może dosyć chłodno, chociaż wewnątrz cała się gotowałam). Wtedy zaczął gadać, że znowu wychodzi na takiego okropnego, paskudnego, nieczułego drania, że pewnie myślę o nim jako o podłym palancie, że on się nie wyrabia, nie ma dla siebie w ogóle czasu, że on ode mnie nie wymaga rezygnacji z pracy czy studiów, że on nie chce z niczego rezygnować itp. Wtedy się popłakałam :/ Co mu się nie spodobało, bo mogłam inaczej zareagować, bo on nienawidzi gdy płaczę przez niego - mogłam powiedzieć coś w stylu, że "jeśli musisz to idź do pracy, ale mi smutno bo czekałam na ciebie i wcale mnie to nie cieszy" (wg niego TAK miałam powiedzieć...) i mu wygarnęłam po co mnie pyta skoro sam już podjął decyzję, że woli tę pracę (przecież to wiadome było skoro o to mnie pytał, gdyby sam zdecydował - nie pytałby i przyjechał do mnie). I wtedy mu powiedziałam żeby sobie już darował przyjazd do mnie. Bo strata czasu dla niego, a on (ton jakby płakał albo coś podobnego), że on odwoła tę pracę i przyjedzie. I się rozłączył. Oddzwoniłam i mu powiedziałam żeby zrobił co chce, niech idzie do pracy i nie ma do mnie pretensji później, a potem niech przyjedzie. Łudziłam się, że przyjedzie od razu... guzik poszedł do tej pracy i zanim przyjechał była 19. I potem był taki kochany, tulił, całował w czoło... i obiecywał, że się poprawi. Powiedział jeszcze, że czasowo jestem na 3. miejscu... po pracy i studiach (ale w sercu niby nr 1 jestem/byłam).

Edytowane przez guerlainkowa
Czas edycji: 2014-06-03 o 21:21
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 21:43   #81
Nat Hol
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2011-07
Lokalizacja: Poznań
Wiadomości: 229
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

To, że się popłakałaś to nie jest nic niezwykłego, po prostu było Ci smutno, przykro, ot taki emocjonalny incydent Wcale nie jakiś straszny, świadczył jedynie o tym, że Tobie zależało i tyle. Jemu się nie spodobała Twoja reakcja - trudno.

Zresztą, ja mimo wszystko myślę, że on się jakoś do Ciebie odezwie, ale podobnie jak większość osób, które się tu wypowiadały uważam, że zwyczajnie na Ciebie nie zasługuje, albo inaczej - Ty zasługujesz na lepszy związek. Z poczuciem bezpieczeństwa, spokoju a nie obawą, że pewnego dnia znowu zamilknie kiedy Ty będziesz go potrzebowała, a to byłoby dość prawdopodobne, ponieważ jest egocentrykiem.
__________________
(...)Marzyła wtedy, że "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie",dokładnie pamiętała tę radość, gdy uznała, że tak właśnie jest i tę nadzieję, że tak zostanie.
http://koherencja.bloog.pl/?smoybbtticaid=612f02

Edytowane przez Nat Hol
Czas edycji: 2014-06-03 o 21:44
Nat Hol jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-03, 22:18   #82
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez Nat Hol Pokaż wiadomość
To, że się popłakałaś to nie jest nic niezwykłego, po prostu było Ci smutno, przykro, ot taki emocjonalny incydent Wcale nie jakiś straszny, świadczył jedynie o tym, że Tobie zależało i tyle. Jemu się nie spodobała Twoja reakcja - trudno.

Zresztą, ja mimo wszystko myślę, że on się jakoś do Ciebie odezwie, ale podobnie jak większość osób, które się tu wypowiadały uważam, że zwyczajnie na Ciebie nie zasługuje, albo inaczej - Ty zasługujesz na lepszy związek. Z poczuciem bezpieczeństwa, spokoju a nie obawą, że pewnego dnia znowu zamilknie kiedy Ty będziesz go potrzebowała, a to byłoby dość prawdopodobne, ponieważ jest egocentrykiem.

W sumie dziwnie się między nami zaczęło dziać, a pretensje miałam głównie i tak do... siebie. Bo skoro coś nie tak - automatycznie przyjmowałam, że to moja wina. Muszę nad tym popracować.
I mam nadzieję, że się odezwie, że wyjaśni, przeprosi (!), będzie żałował. A wtedy ja sobie pomyślę a na serio to i tak wszystko przepadło... I tak sobie myślę gdzie on lepszą niż ja spotka?! (jak wszystko było takie wspaniałe powtarzał mi, że nie może uwierzyć, że taka dziewczyna jak ja - "z dużo wyższej ligi" się nim zainteresowała...)

Niefajna sytuacja.
Powinien być paragraf na takie karygodne zachowanie facetów!
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-04, 14:45   #83
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość
Dziękuję Ci właśnie uświadomiłam sobie, że minął równy miesiąc od tego feralnego dnia. I jak? przeżyłam, czuję się coraz lepiej, sporo przemyślałam, wyciągnęłam wiele wniosków... przede wszystkim to, że świat się nie skończył, życie toczy się dalej. Jeszcze 2 miesiace temu kiedy tak płakałam sobie sama jak on nie ma dla mnie czasu, okazuje mi mniej takiej zwyczajnej partnerskiej czułości, że jak mnie w końcu zostawi (bo jakoś dziwnie przeczuwałam, że zmierzamy ku przepaści...), to świat się zawali, życie skończy, koniec totalny. Owszem, pierwsze dni, a zwłaszcza pierwszy dzień (sobota 3 maja) były okropne i nie mogłam praktycznie jeść. I płacz, dużo płaczu. W pracy uśmiechnięta, a w domu czarna rozpacz. Potem znajomi zaczęli mnie wyciągać z tego, zaczęłam wychodzić, chodzić na zumbę, kupować ubrania, golić nogi

Generalnie dźwignęłam się i nie jest ze mną źle. Chyba moja duża "świadomość emocjonalna" zadziałała, że zaczęłam sobie wiele rzeczy tłumaczyć, wyjaśniać sama sobie. I pomogło forum.

Zaczęłam dostrzegać te jego wady... Pewnie gdyby to dalej trwało, ja dalej pogrążałabym się w tym dziwnym stanie "weekendowego związku" i jego braku czasu. I o tej porze bym siedziała i płakała sobie czemu nie możemy gdzieś sobie wyjść we wtorkowy wieczór (a bo on jeszcze w pracy, a potem musi się uczyć - i co pewnie bym rozumiała i nic nie mówiła). Tylko to by dalej już nie poszło, bym tak przy nim trwała, a on w końcu może by skończył te studia i sobie wyjechał do USA (takie snuł plany... - i zaraz widząc moją minę dodawał, że przecież ze mną. A nie mówi celowo "my", bo nie chce za mnie tak decydować.... ahaa^^).

Taka myśl mi przyszła, że chyba na studia dzienne jest określony wiek - chodzi mi o taki etap życiowy. Że to jest fajne jak ma się te 19-24/25 lat, bo potem w tym wieku 27 l. trudno zaczynać takie studia (co innego kończyć już czy być w połowie). Bo to taki wiek kiedy już zaczyna się pomału inny etap - takie usamodzielnianie się, dorabianie się, budowanie związku, zakładanie rodziny/myślenie o niej, rozwijanie zawodowe, poważna praca itp.

I właśnie, jak jedna z Was trafnie zauważyła - co to za tłumaczenie, po ok. 3-4 m-cach związku, że motylki odleciały, hormony opadły? czyli już koniec i mogiła emocjonalno-uczuciowa? właśnie ja tego nie rozumiałam, bo u mnie to było coraz silniejsze,takie dojrzalsze, a ten z takimi tekstami... Pamiętam jak kiedyś już się żegnaliśmy, jeszcze siedzieliśmy u niego w samochodzie i ja coś zażartowałam i zapytałam go czy pamięta jak kiedyś całowaliśmy się w tym samochodzie przez 19 minut (non stop, oddychanie nosem, nie mogliśmy się oderwać od siebie wtedy) i może byśmy to kiedyś powtórzyli (śmiałam się), a on wtedy całkowicie poważnie odpowiedział, że "no tak, teraz to już tak nie będzie, bo już to nie to, jak chcesz znowu tak mieć to musisz sobie kogoś innego znaleźć, ale żebym o tym nie wiedział". Normalnie szczęka mi opadła. I oczywiście łzy mi poleciały. On mi wtedy znowu te głupoty o tym, że on już nie ma takiej ochoty, jak to do niczego nie prowadzi (jak było kiedyś) i to uczucie już jest na innym etapie, poważniejsze. Eeeeee?
Zrobiło mi się przykro po prostu.

W sumie zdaję sobie sprawę, że mogłam popełniać błędy. Każdy je popełnia. Chciałam żeby ten związek był fajny, chociaż nie do końca wiedziałam z racji braku doświadczenia jak taki związek po tych kilku miesiacach powinien wyglądać... i tak się zastanawiałam czy nie przesadzam, że może to normalne, że tak się dzieje w związkach po tych 4 m-cach? chociaż potem patrząc na zdjęcia znajomych par jak będąc w związku 2 lata byli na romatycznym weekendzie na Mazurach, jak się dalej tulą/całują w miejscach publicznych, jak sobie słodzą nawzajem, spędzają czas więcej niż raz w tygodniu i coś sobie razem planują - to już byłam totalnie zdezorientowana.... o co w tym wszystkim chodzi, że skoro tak ładnie jest u innych z większym stażem, to czemu u mnie ta iskra się wypala po zaledwie kilku miesiącach (i oczywiście szukałam winy w sobie!).

Smutna_dziewczyna84 - jeśli chodzi o moją potrzebę bycia kochaną... - to zawsze odczuwałam taki brak. Już smucił mnie fakt, że tyle czasu byłam sama i nic, chociaż z drugiej strony sama ten stan stwarzałam. Zdawałam sobie sprawę, że się podobam, miałam mnóstwo kolegów... z reguły w związkach - co dawało mi taki kokon bezpieczeństwa, wiedziałam, że uważają mnie za ładną (nie kokietowałam, nie flirtowałam z zajętymi, nigdy), ale nikt się nie zbliży za bardzo, bo nie zostawi swojej dziewczyny, a ja czułam się bezpieczna, bo mnie nie zaboli, nikt się pozna mnie tak na 100%, bo to "moje" i jeszcze jak mnie za bardzo pozna to ucieknie, bo okażę się nie za "wystarczająca". Wiem, dziwne i pokrętne. Z reguły tak bylo, że jak zaczęłam się z kimś spotykać, to... sparzałam się od razu. I bolało. Domyśliłam się, że jak zaangażuję się bardziej i tak zostanę potraktowana to będzie dużo bardziej bolało. I sobie tak bezpiecznie, asekuracyjnie żyłam. Kilku mi powiedziało, że jestem taka niedostępna i utrzymuję za duży dystans (stwierdzali tak po 2. randce). A ja na serio nie potrafiłam inaczej, nie potrafiłam tego zmienić. Dopiero teraz z perspektywy czasu wiem co to za ćwoki byli ja po prostu potrzebowałam więcej czasu na takie oswojenie się. A ON? On też to zauważył, ale nie poddał się jak reszta. Podobał mi się ten jego upór, walczenie o mnie i chęci. No i tak wyszło. Traktowałam go też jako przyjaciela, bo mówiłam mu o wielu rzeczach.
Zawsze odczuwałam potrzebę akceptacji i bycia lubianą. Jako nastolatka miałam paskudny trądzik i widziałam jak chłopcy patrzą na mnie z obrzydzeniem. Byłam bardzo wycofana. Do tej pory, mimo,że lubię spędzać czas ze znajomi, wychodzić z nimi, lubię sobie pobyć po prostu sama (trochę natura samotnika) i już. Jak wyładniałam, to zaczęło to być "ciekawe" w pozytywnym znaczeniu dla innych (dziwna zależność...). W każdym razie mój (były)luby miał tak samo, tyle, że on bardziej niepotrzebujących do szcześcia znajomych.
Moja silna potrzeba bycia akceptowaną wyciągnęłam też z domu. Mimo, że miałam/mam dalej kochanych rodziców (jestem jedynaczką), niczego mi nigdy nie brakowało (kwestie materialne), to zawsze były pytania o oceny i jak inni (porównywanie), duma, że się bardzo dobrze uczę, ale jak 3 to już było gadanie... albo, że inne dzieci są takie kochane, myślące o rodzicach itp. A ja niby tylko o sobie generalnie jest ok, wspierają mnie po "rozstaniu", mogę na nich liczyć, chociaż gdy byłam dużo młodsza i potrzebowałam więcej uwagi to byli bardzo zapracowani i robili kariery... Wiem, że te moje problemy też wynikają z tego rodzinnego gruntu.

Ktoś tu napisał o psychopacie - generalnie jest to osoba, która nie odczuwa uczuć, empatii. On sam stwierdził, że ma wiele cech psychopatycznych (w sensie empatia, uczucia itp.), ale na pewno nim nie jest, bo mnie kocha (ahaaa...) i robił sobie jakieś testy kiedyś (od dawna interesował się tą nieszczęsną psychologią).

Jak zwykle się rozpisałam i już nie pamiętam o czym pisałam na początku :P
Cały czas myślę jak to rozwiązać, teraz już myślę "na chłodno" i jest mi łatwiej coś planować. Napiszę maila z pytaniem o zwrot książek. I napiszę, że skoro tyle milczy i nic - to jest to jednoznaczne. I zarazem smutne, bo był ostatnią osobą, którą bym o to posądziła. Jak nie odpisze, to pojadę do niego...

---------- Dopisano o 22:16 ---------- Poprzedni post napisano o 21:49 ----------




dzięki też wychodzę z takiego samego założenia...
na początku było tak, że widzieliśmy się w sobotę i niedzielę, wszystkie wolne dni (typu 11.11), w tygodniu zawsze środa (bo kończył wcześniej) i czasami wieczorami w inne dni. Później "nasza środa" zniknęła, bo napchał na wieczór pracę. Były dni, że ja bylam taka zmęczona swoją pracą i studiami, że wręcz usypiałam, ale byłam szczęśliwa, że jestem z nim.
Czasami mógł (mógł, po prostu mógł, aż takich strat finansowych by nie poniósł) i odwołał swoją pracę i spędził czas ze mną (tak, teraz wychodzę na egoistkę). Czasami nawet mu żartowałam, żeby odwołał te swoje zajęcia (które prowadził prywatnie) i przyjechał do mnie, to zapłacę mu za ten czas (tak jak za pracę).
Chyba takim poważniejszym pęknięciem u mnie było jak w sobotę wielkanocną był wolny (tylko jedno zlecenie,które miało trwać max. 1,5h i skończyć się do 13) i miał do mnie po południu przyjechać (chyba o 16). A ten o 15:30 dzwoni (ja już wyszykowana czekałam), że on na 16 jednak do tej pracy pojedzie... i się mnie pyta czy ma jechać do pracy czy przyjechać do mnie. Odpowiedziałam mu, że sam powinien to wiedzieć co jest dla niego ważniejsze w danej chwili i nie będę mu mówiła co ma zrobić, niech sam podejmie decyzje (mówiłam to spokojnie, może dosyć chłodno, chociaż wewnątrz cała się gotowałam). Wtedy zaczął gadać, że znowu wychodzi na takiego okropnego, paskudnego, nieczułego drania, że pewnie myślę o nim jako o podłym palancie, że on się nie wyrabia, nie ma dla siebie w ogóle czasu, że on ode mnie nie wymaga rezygnacji z pracy czy studiów, że on nie chce z niczego rezygnować itp. Wtedy się popłakałam :/ Co mu się nie spodobało, bo mogłam inaczej zareagować, bo on nienawidzi gdy płaczę przez niego - mogłam powiedzieć coś w stylu, że "jeśli musisz to idź do pracy, ale mi smutno bo czekałam na ciebie i wcale mnie to nie cieszy" (wg niego TAK miałam powiedzieć...) i mu wygarnęłam po co mnie pyta skoro sam już podjął decyzję, że woli tę pracę (przecież to wiadome było skoro o to mnie pytał, gdyby sam zdecydował - nie pytałby i przyjechał do mnie). I wtedy mu powiedziałam żeby sobie już darował przyjazd do mnie. Bo strata czasu dla niego, a on (ton jakby płakał albo coś podobnego), że on odwoła tę pracę i przyjedzie. I się rozłączył. Oddzwoniłam i mu powiedziałam żeby zrobił co chce, niech idzie do pracy i nie ma do mnie pretensji później, a potem niech przyjedzie. Łudziłam się, że przyjedzie od razu... guzik poszedł do tej pracy i zanim przyjechał była 19. I potem był taki kochany, tulił, całował w czoło... i obiecywał, że się poprawi. Powiedział jeszcze, że czasowo jestem na 3. miejscu... po pracy i studiach (ale w sercu niby nr 1 jestem/byłam).
Nie rozumiem zupełnie po co się tak biczujesz i tak bardzo chcesz wziąć winę na siebie. Nie robiłaś niczego złego. Zachowywałaś się naturalnie - jak każda zakochana kobieta. On zresztą też. Na początku przecież równie mocno potrzebowała od Ciebie tej bliskości i czułości. Tyle tylko, że w nim uczucia zaczęły topnieć, a w Tobie się umacniać, więc czułaś ten dysonans pomiędzy tym co było kiedyś, a jest teraz.
Teksty typu: "motylków już nie ma", "całować się namiętnie nie będziemy", "jesteś na 3 miejscu" nie dość, że po czterech miesiącach zwiąku są absolutnie niedorzeczne, to przede wszystkim świadczą o tym, że Twój chłopak jest totalnym palantem. Kto normalny, do cholery, serwuje takie teksty?
Jasne, ja nawet jestem w stanie uwierzyć, że faza fascynacji i zauroczenia może trwać jedynie 4 miesiące, ale wtedy płynnie przechodzi się albo do fazy głebszego uczucia (bez tych wszystkich motylków i potrzeby kontaktowania się z tą drugą stroną non stop) albo do fazy wycofania (po prostu zauroczenie minęło i przyszła pustka). Twojego TZ dopadła ta druga opcja i nie mam w tym absolutnie Twojej winy. Zrozum to - nie zrobiłaś nic złego. Kochałaś go i bardzo chciałaś z nim być, udowadniałaś to na każdym kroku. Niczym go nie zraniłaś. Nie doszło do żadnej przykrej sytuacji, po której on musiałby się wycofać. Po prostu to nie ten facet.

Tak, masz rację, taka iskra nie powinna się wypalać tak szybko i nagle. Te wszystkie pary, które widzisz, zachowują się normalnie i naturalnie. Nie reglamentuję sobie czułości, wspólnego czasu, seksu, bliskości. Nadal potrzebują jej bardzo dużo. To, że związek wchodzi w bardziej stabliny i dojrzały etap nie znaczy, że "teraz to się będziemy całować krócej, bo tak". Nie, to się tak nie objawia. Ludzie po prostu potrzebuję więcej przestrzeni dla siebie i swoich pasji, ale nadal stawiają ukochaną/ego na pierwszym miejscu. I Ty tak robiłaś --> Ty budowałaś dojrzały, fajny, ciekawy związek. Nie masz sobie niczego do zarzucenia.

Możesz się zastanawiać jakie błędy popełniłaś, ale wiedz, że nie ma związków idealnych i kryształowych. Kazdy czasem powie o jedno słowo za dużo, albo zachowa się niefajnie. Trzeba się po prostu nauczyć takie przykre sytuacje minimalizować. Uczyć się na błedach krótko mówiąc. Ale w dobrym związku, w którym dwie osoby się kochają, na takie "incydenciki" ludzie przymykają oko, bo jak jest miłość to jest też zrozumienie dla gorszego nastroju, albo spadku formy. I nie ma co nad tym debatować.

Nie skupiaj się nad takimi myślami typu: "A może gdybym wtedy się nie rozpałakała, to...", "a może gdybym tak nie naciskała, to...". Zachowywałaś się normalnie, mówiłaś wprost o swoich potrzebach. Byłaś sobą i to jest najważniejsze. Wolałabyś tłamsić w sobie rozżalenie i okłamywać samą siebie, że tej blikości aż tyle nie potrzebujesz? Byłabyś stanie dźwignąć taki kamień w gardle przez najbliższe miesiące czy lata? Tak, w związku trzeba iść na ustępstwa, kompromisy, dbać czasami bardziej o tą drugą stronę niż o siebie, ale to wszystko musi dziać się za Twoją zgodą, z przyjemności, bez zatracania swoich podstawowych potrzeb. A Ty się ewidentnie męczyłaś, cierpiałaś, byłaś nieszczęśliwa. Czy naprawdę na to zasłużyłaś? Nie. I nie trzeba mieć doświadczenia w związkach żeby wiedzieć, że relacja z facetem ma Cię uskrzydlać zamiast ciągnąć w dół.

Reasumując - zastanów się nad tym czego chcesz w związku, a czego nie jesteś w stanie absolutnie zaakceptować. Pomyśl o tym dlaczego tak bardzo się zaangażowałaś w związek z kimś, kto na Ciebie nie zasługuje. To mnie w całym tym temacie martwi najbardziej. Życzę Ci żebyś już na takich dupków nie trafiała, ale tak się może zdarzyć. Czy jesteś gotować spalać się tak w każdej relacji, która Ci nie wyjdzie? Nie szkoda Ci siebie, swojego czasu, dobrego nastroju? Już wiesz skąd się to bierze - nie akceptujesz siebie i potrzebujesz kogoś z zewnątrz żeby zapewnił Cię o Twojej wyjątkowści, a to zła droga. Nawet nie wiesz jak bardzo. Jest na tym świecie tylko jedna osoba, która może Cię w pełni i bezwarunkowo pokachać. Wiesz kto to taki? Co zamierzasz z tym zrobić?

Sorry za taki psychologiczno-egzaltowany ton, ale może w ten sposób dotrze

Jesteś mądrą dziewczynką, to mocno bije z Twoich postów. Szybko wyciągasz wnisoki. Mądre wnisoki. Tylko, że to może być za mało, bo świadomość swoich słabości to jedno. Trzeba jeszcze zrobić tak żeby te wady zmienić i nie wchodzić w kolejnej relacji w zły schemat.

I to jest nauka z tego pseudozwiązku. Wyciągnij z tego jak najwięcej, póki jesteś z tym na gorąco i widzisz swoje słabości z bliska.

smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując

Najlepsze Promocje i WyprzedaĹźe

REKLAMA
Stary 2014-06-05, 00:13   #84
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez smutna_dziewczyna84 Pokaż wiadomość
Nie rozumiem zupełnie po co się tak biczujesz i tak bardzo chcesz wziąć winę na siebie. Nie robiłaś niczego złego. Zachowywałaś się naturalnie - jak każda zakochana kobieta. On zresztą też. Na początku przecież równie mocno potrzebowała od Ciebie tej bliskości i czułości. Tyle tylko, że w nim uczucia zaczęły topnieć, a w Tobie się umacniać, więc czułaś ten dysonans pomiędzy tym co było kiedyś, a jest teraz.
Teksty typu: "motylków już nie ma", "całować się namiętnie nie będziemy", "jesteś na 3 miejscu" nie dość, że po czterech miesiącach zwiąku są absolutnie niedorzeczne, to przede wszystkim świadczą o tym, że Twój chłopak jest totalnym palantem. Kto normalny, do cholery, serwuje takie teksty?
Jasne, ja nawet jestem w stanie uwierzyć, że faza fascynacji i zauroczenia może trwać jedynie 4 miesiące, ale wtedy płynnie przechodzi się albo do fazy głebszego uczucia (bez tych wszystkich motylków i potrzeby kontaktowania się z tą drugą stroną non stop) albo do fazy wycofania (po prostu zauroczenie minęło i przyszła pustka). Twojego TZ dopadła ta druga opcja i nie mam w tym absolutnie Twojej winy. Zrozum to - nie zrobiłaś nic złego. Kochałaś go i bardzo chciałaś z nim być, udowadniałaś to na każdym kroku. Niczym go nie zraniłaś. Nie doszło do żadnej przykrej sytuacji, po której on musiałby się wycofać. Po prostu to nie ten facet.

Tak, masz rację, taka iskra nie powinna się wypalać tak szybko i nagle. Te wszystkie pary, które widzisz, zachowują się normalnie i naturalnie. Nie reglamentuję sobie czułości, wspólnego czasu, seksu, bliskości. Nadal potrzebują jej bardzo dużo. To, że związek wchodzi w bardziej stabliny i dojrzały etap nie znaczy, że "teraz to się będziemy całować krócej, bo tak". Nie, to się tak nie objawia. Ludzie po prostu potrzebuję więcej przestrzeni dla siebie i swoich pasji, ale nadal stawiają ukochaną/ego na pierwszym miejscu. I Ty tak robiłaś --> Ty budowałaś dojrzały, fajny, ciekawy związek. Nie masz sobie niczego do zarzucenia.

Możesz się zastanawiać jakie błędy popełniłaś, ale wiedz, że nie ma związków idealnych i kryształowych. Kazdy czasem powie o jedno słowo za dużo, albo zachowa się niefajnie. Trzeba się po prostu nauczyć takie przykre sytuacje minimalizować. Uczyć się na błedach krótko mówiąc. Ale w dobrym związku, w którym dwie osoby się kochają, na takie "incydenciki" ludzie przymykają oko, bo jak jest miłość to jest też zrozumienie dla gorszego nastroju, albo spadku formy. I nie ma co nad tym debatować.

Nie skupiaj się nad takimi myślami typu: "A może gdybym wtedy się nie rozpałakała, to...", "a może gdybym tak nie naciskała, to...". Zachowywałaś się normalnie, mówiłaś wprost o swoich potrzebach. Byłaś sobą i to jest najważniejsze. Wolałabyś tłamsić w sobie rozżalenie i okłamywać samą siebie, że tej blikości aż tyle nie potrzebujesz? Byłabyś stanie dźwignąć taki kamień w gardle przez najbliższe miesiące czy lata? Tak, w związku trzeba iść na ustępstwa, kompromisy, dbać czasami bardziej o tą drugą stronę niż o siebie, ale to wszystko musi dziać się za Twoją zgodą, z przyjemności, bez zatracania swoich podstawowych potrzeb. A Ty się ewidentnie męczyłaś, cierpiałaś, byłaś nieszczęśliwa. Czy naprawdę na to zasłużyłaś? Nie. I nie trzeba mieć doświadczenia w związkach żeby wiedzieć, że relacja z facetem ma Cię uskrzydlać zamiast ciągnąć w dół.

Reasumując - zastanów się nad tym czego chcesz w związku, a czego nie jesteś w stanie absolutnie zaakceptować. Pomyśl o tym dlaczego tak bardzo się zaangażowałaś w związek z kimś, kto na Ciebie nie zasługuje. To mnie w całym tym temacie martwi najbardziej. Życzę Ci żebyś już na takich dupków nie trafiała, ale tak się może zdarzyć. Czy jesteś gotować spalać się tak w każdej relacji, która Ci nie wyjdzie? Nie szkoda Ci siebie, swojego czasu, dobrego nastroju? Już wiesz skąd się to bierze - nie akceptujesz siebie i potrzebujesz kogoś z zewnątrz żeby zapewnił Cię o Twojej wyjątkowści, a to zła droga. Nawet nie wiesz jak bardzo. Jest na tym świecie tylko jedna osoba, która może Cię w pełni i bezwarunkowo pokachać. Wiesz kto to taki? Co zamierzasz z tym zrobić?

Sorry za taki psychologiczno-egzaltowany ton, ale może w ten sposób dotrze

Jesteś mądrą dziewczynką, to mocno bije z Twoich postów. Szybko wyciągasz wnisoki. Mądre wnisoki. Tylko, że to może być za mało, bo świadomość swoich słabości to jedno. Trzeba jeszcze zrobić tak żeby te wady zmienić i nie wchodzić w kolejnej relacji w zły schemat.

I to jest nauka z tego pseudozwiązku. Wyciągnij z tego jak najwięcej, póki jesteś z tym na gorąco i widzisz swoje słabości z bliska.

Dotarło :p I tak, masz rację - samobiczowanie i nie rozumiem sama siebie czemu winy dopatruje się właśnie w sobie, skoro obecna sytuacja jest z winy jego...
Myślę już w miarę racjonalnie. Jedynie co jakiś czas uporczywie pojawia się myśl "dlaczego?" i co nim tak naprawdę kierowało robiąc tak, że przestał się odzywać. Czemu tak nagle, czemu akurat wtedy, czy jakoś to "przeżył" czy po prostu wrócił do porządku dziennego z większą ilością czasu na ukochaną pracę i studia.

I tak, zaczęła się pojawiać z jego strony ta emocjonalna pustka. Tylko czemu jemu się odwidziało, przestał być taki kochany jak wcześniej, a u mnie wręcz przeciwnie?:/ Pytanie retoryczne chyba.
Największe zgrzyty pojawiły się właśnie pod koniec marca. Mój pies choruje, był w bardzo cięzkim stanie - chore serce. Ma prawie 16 lat. I wtedy bardzo to przeżywałam... i oczywiście opowiadałam mojemu lubemu o tym, że chyba będzie go trzeba uśpić, że męczy się i mi przykro, bo jednak tyle lat razem... a jego reakcja było tylko suchym "aha", "rozumiem"... pamiętam, że mu powiedziałam że mógłby okazać mi trochę empatii, jakoś wesprzeć (zwłaszcza, że wcześniej nie potrzebowałam tego), a on, że przecież nie będzie płakał ze mną, że jakos mnie rozumie, bo tyle lat z tym psem, ale on nie umie tak "na siłę" być empatyczny, bo co mi to da, co mi da że jemu będzie przykro. I gadka, że owszem, ludzie inni tak mówią innym ludziom, ale tylko dla samego powiedzenia i wcale tak nie czują. W dodatku wszelakie rozmowy na ten temat były przez telefon, więc nie musiał mnie tulić czy ocierać łzy. Mógł mi coś powiedzieć wspierającego, jedno słowo, a tu gadka, że on taki jest, nie przywiązuje się tak do zwierząt... Owszem, mógłby tak powiedzieć smutnej koleżance, ale nie swojej partnerce :/ potem pisał smsy, że przeprasza, że mnie zasmucił i tylko pogorszył moje samopoczucie. Znowu obietnica, że będzie się starał. Wtedy mu odpisałam, że mi wystarczy poczucie, że "ze mną jest", że mogę liczyć na jego wsparcie, nic więcej. I zapytałam czy będzie ze mną gdy zdarzy się coś poważniejszego, gdy będę go potrzebowała - odparł,że tak. Że będzie zawsze. Ahaaaa Chociaż potem pytał się co jakiś czas jak pies... nawet ostatniego dnia przez wielką ciszą o to pytał. A pies, o dziwo, ma się całkiem dobrze Nie chodziło mi o to żeby ze mną nad tym psem płakał, odrobinę emocjonalnego wsparcia oczekiwałam od niego - to chyba normalne w związku...

Jeszcze mi się przypomniało, że będąc ze sobą może 1,5 m-ca, wyjechalam na 4 dni ze znajomi (paczka jeszcze ze studiów - ja, kolega i koleżanka) na wyjazd za granicę. Samolot i hotel mieliśmy już zabookowany 3 m-ce wcześniej, czyli zanim poznałam TŻ. Nawet o tej wyprawie (i generalnie o takich weekendowych wyjazdach zagranicznych) opowiedziałam mu już na pierwszej randce. I potem im bliżej wyjazdu, tym on bardziej smutny się robił (tj. było ok, ale takie fazy łapał). Pisał smętne smsy, chyba był też zazdrosny o kolegę (którego znam kilka lat i nigdy nic i nawet nigdy o tym nie pomyślałam). Mieliśmy kilka poważnych rozmów na temat mojego wyjazdu, że przecież nie odwołam, a zaplanowałam to zanim go poznałam. A ten dalej mi smęcił, coś tam gadał, że moglibyśmy razem my gdzieś pojechać, spędzić ten czas razem, bo mamy go tak mało (dla mnie byłoby i tak za wcześnie na wyjazd z nim wtedy), a on ma wolniejszy weekend wtedy akurat itp. Ale nie chce mnie ograniczać i tak dalej... generalnie przeżywał mój 4 dniowy wyjazd strasznie! A, zapowiedział, że już do tego miasta nie pojedzie ze mną, bo będę miała swoje wcześniejsze wspomnienia ze znajomi, a nie z nim. W dniu wyjazdu, lot miałam po południu, on mi napisał rano smsa czy pogadamy za jakiś czas - a ja,że ok, chętnie. Pół godziny później dzwoni i mówi,że jest pod moim domem... (samochodem jest ok. 20-25 min.) A on, że chciał mnie zobaczyć na chwilkę chociaż i przywiózł mi moje ulubione ciastka... jakie to było miłe! że mu się chcialo tak i w ogóle... podczas mojego wyjazdu dzwonił, pisał, generalnie szalał z tęsknoty. A w dniu kiedy wróciłam, wieczorem późnym wieczorem zadzwonił i znowu prosi żebym wyszła na chwilkę, bo przyjechał - wychodzę a ten z ogroooooomnym bukietem róż (takie bukiety dostawałam bez okazji często, potem od marca tendencja spadkowa).
Może i jestem głupia (że mam takie dziwne myśli), ale trudno mi pojąć, że tak mu się nagle odwidziało i przeszło :/

On często mówił, że on musi iść na ustępstwa... gadał tak nawet jak mówiłam mu żeby nie planował tej naszej wspólnej przyszłości dalszej - zaręczyny i ta cała reszta. Wtedy ja przerażona prosiłam aby się wstrzymał, nie planował tak, bo przecież niewiadomo i przede wszystkim ja nie jestem gotowa na takie coś... bo musimy się poznać jeszcze itp. A jego reakcja była, w stylu że "ok, kochanie, wiem... ja zawsze muszę chodzić na ustępstwa i kompromisy". A, i wiecie, że ja mu hmm wierzyłam?:p bałam się, wybije mu z głowy to tempo, ale myślałam, że fajnie, że on tak o mnie poważnie myśli...
Teraz z perspektywy czasu wiem, że takie deklaracje to dziecinada i wielkie niedojrzalstwo z jego strony mówić tak po krótkim stosunkowo czasie trwania związku.
Skończyło się na tym, że ja musiałam chodzić na te ustępstwa... i nawet nie zauważyłam kiedy to się stało. Bo ja dostosowywałam się do niego, do jego czasu. Chciałam iść na spacer, ale przyjechał późno - ok, to nie ma spaceru, będzie film, bo on woli. On musi się uczyć, więc ok, nie idziemy do kina, na spacer, na wystawę, zakupy. Rzeczywiście, gdyby to tak miało trwać miesiącami, latami... źle by się to dla mnie skończyło.

Gdy zaczęliśmy się widzieć głównie w weekendy (czasami od święta jeszcze raz w tyg. na 2-3h), zauważyłam u siebie tendencje do... planowania tego weekendu - że chciałabym zrobić to i tamto z nim, pójść tu i tam... ale kończyło się rozczarowaniem. Co można było zaplanować, zrobić coś fajnego gdy on przyjeżdżał ok. 18 w sobotę, wyjeżdżał o 11/12 w niedzielę i nie za bardzo mu się chciało wychodzić? owszem, wspolne gotowanie, filmy - wszystko super. Ale... fajnie byłoby spędzić razem niedzielne popołudnie (jaki dawno temu) i pobyć razem, odpocząć po i przed ciężkim tygodniem. Generalnie wszystkie wyjścia wymyślałam ja ostatnio... Były miłe chwile i dzięki niemu, ale coraz więcej takich zgrzytów wychodziło w takich banalnych rzeczach typu wparcie, bezpieczeństwo, zapewnienie o miłości i że mu zależy (w całym tym braku czasu).

Przykre było jak z jego strony nie widziałam tych chęci co kiedyś, tej iskry w oczach, tych jego silnych uścisków, czułych słów (takie zwykłe "kochanie" po prostu, nie żadne "żabki", "dziubki" :P). Dobrze, że to się chyba skończyło - pogrążałabym się coraz bardziej, doszukiwała w sobie winy, czuła się niekochana i rosłaby frustracja. A miłość ma uszczęśliwiać i dawać siłę, a nie ją zabierać. Prawda?

Boli, że nie podjął żadnej próby naprawy tego, tak się starał, walczył na początku, a teraz kiedy mógłby na tym tylko zyskać, zostawił bez walki... Gdyby on chciał i coś zrobił, udałoby się. Właśnie, tryb przypuszczający.
A on to zrobił w najbardziej podły sposób - obojętność, niepewność i cisza.

Poradzę sobie, wiem to. Już jest dobrze, będzie lepiej tylko. Jeszcze mu powiem wszystko, doprowadzę do konfrontacji. I nie będzie to żadna desperacja, tylko doprowadzenie sprawy do końca, tak jak to robią dorośli, dojrzali i odpowiedzialni ludzie. W żaden związek obecnie nie mam zamiaru się pakować, mam jakiś uraz do facetów teraz :/ Jestem zmęczona.

Może i niepotrzebnie tak to wszystko piszę, wałkuję temat - ale mi to pomaga bardzo. Wyrzucam to z siebie, zaczynam widzieć jak on się zachowywał, wasze komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że to nie ze mną było coś nie tak

---------- Dopisano o 01:13 ---------- Poprzedni post napisano Wczoraj o 23:24 ----------

Co za TCHÓRZ! Wiedziałam, że nim już jest, ale teraz przeszedł samego siebie... weszłam na swój profil na fb i status związku, który miałam ukryty tylko dla siebie zmienił się na "w związku z ..." na "w związku". Skasował i wpisał w listę dalszych znajomych, bo praktycznie nie mam wglądu do jego profilu (a wcześniej byłam jako bliższy znajomy i widziałam wszystko).
Sama chciałam właśnie to skasować (naiwnie myślałam, ze jak to zrobię, to coś w nim ruszy i wyjaśni), to mnie ubiegł:/ Wcześniej wyświetlał mi się związek z nim, czyli miał wpisane. Dzisiaj musiał wykasować. Boże, 28-letni facet! Tchórz. Facet bez jaj. Przyszły psycholog... zabawne, chociaż pewnie nie skończy tych studiów - znając jego zapał.
Najgorsze jest to, że nigdy bym go nie posądzała o takie zachowanie... obiecywał, że on taki nie jest. Już nie płaczę nawet, przyjęłam to do wiadomości, wcześniej pogodziłam się z tą myślą, ale... boli. Najbardziej właśnie jego zachowanie teraz.

Edytowane przez guerlainkowa
Czas edycji: 2014-06-05 o 00:26
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 06:03   #85
Mimiko
BAN stały
 
Zarejestrowany: 2012-06
Wiadomości: 4 421
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Mam wrażenie, że twój smutek powoli zamienia się w gniew na tego faceta, że okazał się tchórzem i nie powiedział wprost, że uczucie się wypaliło tylko zamilkł, a teraz odstawia jakieś dziecinady z fb. Ja bym napisała do niego, co o tym myślę i wygarnęła mu wszystko.

Dobrze, że już tak nie rozpaczasz i powiem Ci, że masz sto procent racji w tym, że w dobrym związku ochota na czułość i potrzeba spędzania czasu z partnerem nie maleje wraz ze stażem. Dziewczyny Ci już dobrze napisały, że nie powinnaś winy doszukiwać się w sobie, z mojej perspektywy zachowywałaś się zupełnie normalnie. Jestem ze swoim chłopakiem już ponad 7 lat (licealna miłość ) i nie wyobrażam sobie, żeby mi powiedział, że teraz już się nie będziemy namiętnie całować. A skoro twój były oświadczył tak już po kilku miesiącach znajomości to znaczy, że z nim nie byłabyś szczęśliwa.
Mimiko jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 11:34   #86
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Gniew ze smutkiem. Nie rozumiem, po prostu mi się w głowie nie mieści jak tak można się paskudnie zachować... Mam do niego ogromny żal, bo człowiek, któremu zaufałam i dałam mu to co mogłam, potraktował mnie w ten sposób. Nie on. A on zachował się jak człowiek bez cienia honoru i cywilnej odwagi.
Smutne jest to, że wiedząc o jego nie za fajnym dzieciństwie, wychowywaniu się bez ojca (przeżywał to, miał żal do ojca, że odszedł gdy była mały... a sam jak się zachował?!), przyjaciołach, którzy się od niego odwrócili itp. - chciałam mu dać to ciepło i stworzyć coś fajnego. No tak, za bardzo empatyczna byłam najwidoczniej.

Czuję też w jakimś stopniu żal do... siebie. Że tak mu zaufałam, starałam się w sumie po nic, wzajemność zaczęła coraz bardziej się kurczyć. Nawet gdybyśmy byli dalej razem, to pewnie byloby coraz gorzej... prawda? on stawałby się coraz bardziej oschły i oddalajacy się, zasłaniający się brakiem czasu (a potem w wakacje brakiem pieniędzy), a ja stawałabym się coraz bardziej sfrustrowana i nieszczęśliwa... I wiecie co? raz na jakiś czas pojawia mi się myśl, że może "za dobrze mi było" - ktoś tak może pomysleć z boku tj. że miałam dobrze, zaczęłam mieć pretensje i fochy o niewiadomo co, że przesadzałam... a on bidulek się pogubił. A z drugiej strony opisałam wszystko jak było i moje uczucia do niego... i napisałyście mi, że on zachowywał się tak, że widać, że coraz mniej mu zależało już... Pogubiona jestem. Boli mnie najbardziej fakt, że jemu się tak odwidziało i zamiast porozmawiać, coś zrobić, wyjaśnić, przeprosić... on usunął status na fb, nie odzywa się, kłopotu nie ma. Coś się popsuło, to postanowił mnie tak sobie po prostu wyrzucić ze swojego życia.
Chciałam mu coś napisać w nocy, pisałam i kasowałam... ale powstrzymalam się. Emocje takie jak gniew to zły doradca i kompan pisania takich maili...


No, a teraz się boję, że wszyscy faceci tacy są. Rozkochają, naobiecują i pa!
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 20:31   #87
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość
Gniew ze smutkiem. Nie rozumiem, po prostu mi się w głowie nie mieści jak tak można się paskudnie zachować... Mam do niego ogromny żal, bo człowiek, któremu zaufałam i dałam mu to co mogłam, potraktował mnie w ten sposób. Nie on. A on zachował się jak człowiek bez cienia honoru i cywilnej odwagi.
Smutne jest to, że wiedząc o jego nie za fajnym dzieciństwie, wychowywaniu się bez ojca (przeżywał to, miał żal do ojca, że odszedł gdy była mały... a sam jak się zachował?!), przyjaciołach, którzy się od niego odwrócili itp. - chciałam mu dać to ciepło i stworzyć coś fajnego. No tak, za bardzo empatyczna byłam najwidoczniej.

Czuję też w jakimś stopniu żal do... siebie. Że tak mu zaufałam, starałam się w sumie po nic, wzajemność zaczęła coraz bardziej się kurczyć. Nawet gdybyśmy byli dalej razem, to pewnie byloby coraz gorzej... prawda? on stawałby się coraz bardziej oschły i oddalajacy się, zasłaniający się brakiem czasu (a potem w wakacje brakiem pieniędzy), a ja stawałabym się coraz bardziej sfrustrowana i nieszczęśliwa... I wiecie co? raz na jakiś czas pojawia mi się myśl, że może "za dobrze mi było" - ktoś tak może pomysleć z boku tj. że miałam dobrze, zaczęłam mieć pretensje i fochy o niewiadomo co, że przesadzałam... a on bidulek się pogubił. A z drugiej strony opisałam wszystko jak było i moje uczucia do niego... i napisałyście mi, że on zachowywał się tak, że widać, że coraz mniej mu zależało już... Pogubiona jestem. Boli mnie najbardziej fakt, że jemu się tak odwidziało i zamiast porozmawiać, coś zrobić, wyjaśnić, przeprosić... on usunął status na fb, nie odzywa się, kłopotu nie ma. Coś się popsuło, to postanowił mnie tak sobie po prostu wyrzucić ze swojego życia.
Chciałam mu coś napisać w nocy, pisałam i kasowałam... ale powstrzymalam się. Emocje takie jak gniew to zły doradca i kompan pisania takich maili...


No, a teraz się boję, że wszyscy faceci tacy są. Rozkochają, naobiecują i pa!
Nie. Nie wszyscy faceci tacy są. Są też tacy, ktorzy kochają, są troskliwi, czuli, dbający o swoją partnerkę i rozmawiaćy kiedy pojawi się jakiś problem.

I napiszę to raz jeszcze - nie oczekiwalas za dużo. Ba, myślę nawet, że oczekiwalas za malo. Myślę, że ja jeszcze ostrzej probowalabym wyciagnac jakies informacje kiedy widzialabym ewidentnie, ze zaczyna sie psuc. A Ty wkrecalas sobie, ze za duzo wymagasz i za duzo chcesz. I znow - nie ma w tym nic zlego. Zakochana kobieta zwykle bierze winę na siebie. Ale tylko ta niepewna siebie. Ta, ktora jest zakochana, ale jednoczesnie kocha siebie i szanuje swoje potrzeby stawia sprawe na ostrzu noza i oczkuje konkretnych wyjasnien jak tylko widzi, ze cos zaczyna ja mocno uwierać. Ale już o tym pisałam.

Tak, czulabys sie w tej relacji coraz gorzej, bo tak jest kiedy tylko jednej stronie zalezy. I nie ma sie tu co wiecej zastanawiać. On sie po prostu odkochal. I mial do tego swiete prawo. Popatrz logicznie - gdyby u kazdego zauroczenie przechodzilo w glebokie uczucie to na swiecie nie byloby singli i wszyscy byliby szczesliwi. Wystarczy wlaczyc wizaz. Tu trzy razy dziennie pojawiaja sie takie historie jak Twoja Dlatego z uporem maniaka ciagle to powtarzam - wyciagnij z tego lekcje. Na przyszlosc nie ufaj tak szybko deklaracjom skladanym po 3 miesiacach znajomosci, zostawiaj sobie zawsze ten margines, ze moze sie nie udac i teraz najwazniejsze - DBAJ o siebie w zwiazku i zawsze pamietaj o swoich potrzebach. To nie zasze Ty musisz sie dostosowywac, a jesli to robisz, to zastanow sie w imię czego. Bo na pewno nie tego, zeby za wszelką cenę utrzymać toksyczny związek, w ktrym czujesz, że coś zżera Cię od środka. I jak on mówi, że jesteś dla niego teraz na 3 miejscu, to nie placz tylko powiedz: "Jest mi przykro i źle, że tak mówisz, bo chcę czuć się dla Ciebie najważniejsza. Zastanów się nad tym czy jesteś w stanie dać mi tą ważność, na którą uważam, że zasługuję". To jasny komunikat, na który on może odpowiedzieć. Płaczem niczego nie wskórasz, a tylko pokażesz, że boisz się powiedzieć co czujesz.

Twój były miał tez prawo zachowywac sie jak ch.uj (zaraz dostane bana), skoro nim jest Przykro mi, że musisz przez to przechodzić, bo ewidentnie na to nie zaslugujesz, ale takich sytuacji w życiu czasem po prostu nie da się uniknąć. pewnie każda z nas ma co najmniej jedną tego typu historię. Ale takie po prostu jest życie - żeby nas trochę przeorać, ulepić na nowo, pokazać gdzie są w nas górki, a gdzie dołki, ale wciąż wierzę, że to wszytko po to, żeby na samiuśkim końcu dostać coś cudownego i móc powiedzieć sobie: "teraz wiem po co to wszystko. warto bylo pewne zeby przejsc zeby moc dojść do tego punktu"

i tyle.
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 20:37   #88
guerlainkowa
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 152
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Napisałam mu maila niedawno. Zaczęłam pisać go wczoraj w nocy, ale gniew to zły doradca, więc pisałam, kasowałam, pisałam i kasowałam... na spokojnie już napisałam go niedawno. Napisałam mu, że skoro tyle czasu się nie odzywa i ta dziecinada na facebooku są jednoznaczne. I że to przykre, że zachowuje się w ten sposób mimo, że zarzekał się, że on nigdy w ten sposób. Dodałam, że nic od niego nie chce, jedynie rozmowy, bo nie tylko on był w tym związku, ja również i w związku z tym należy mi się wyjaśnienie całej sytuacji. I chciałabym odzyskać moje książki, a ja mam jakieś jego rzeczy u siebie.

Ciekawe czy w ogóle odpisze. Kurczę, nie pojmuję jak tak można się zachowywać jak można zafundować komuś taką agonię emocjonalna?! czy on w ogóle może spojrzeć w lustro na siebie?:/
Nie wiem, nic nie wiem. Uspokoiłam się, to zaczęłam sobie znowu coś wkręcać, że to z mojej winy... a on zaczął się oddalać, odkochiwać, nie miałam już na to wpływu chyba... nie? i to jak zachował się... bez względu na to jaka bym była to powinien ze mną porozmawiać bo dorośli ludzie rozmawiają, rozwiązują problemy, mówią co im nie pasuje i wymyślają jak to zmienić, pomagając sobie nawzajem...
guerlainkowa jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 20:54   #89
smutna_dziewczyna84
Raczkowanie
 
Zarejestrowany: 2014-05
Wiadomości: 36
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Cytat:
Napisane przez guerlainkowa Pokaż wiadomość
Napisałam mu maila niedawno. Zaczęłam pisać go wczoraj w nocy, ale gniew to zły doradca, więc pisałam, kasowałam, pisałam i kasowałam... na spokojnie już napisałam go niedawno. Napisałam mu, że skoro tyle czasu się nie odzywa i ta dziecinada na facebooku są jednoznaczne. I że to przykre, że zachowuje się w ten sposób mimo, że zarzekał się, że on nigdy w ten sposób. Dodałam, że nic od niego nie chce, jedynie rozmowy, bo nie tylko on był w tym związku, ja również i w związku z tym należy mi się wyjaśnienie całej sytuacji. I chciałabym odzyskać moje książki, a ja mam jakieś jego rzeczy u siebie.

Ciekawe czy w ogóle odpisze. Kurczę, nie pojmuję jak tak można się zachowywać jak można zafundować komuś taką agonię emocjonalna?! czy on w ogóle może spojrzeć w lustro na siebie?:/
Nie wiem, nic nie wiem. Uspokoiłam się, to zaczęłam sobie znowu coś wkręcać, że to z mojej winy... a on zaczął się oddalać, odkochiwać, nie miałam już na to wpływu chyba... nie? i to jak zachował się... bez względu na to jaka bym była to powinien ze mną porozmawiać bo dorośli ludzie rozmawiają, rozwiązują problemy, mówią co im nie pasuje i wymyślają jak to zmienić, pomagając sobie nawzajem...
Dobrze, że napisałaś. Nawet jeśli się nie odezwie. Dałaś mu szansę. Wyrzuciłas to z siebie.

NIE MA W TYM ŻADNEJ TWOJEJ WINY. Oczywiscie, na pewno popelnilas jakies bledy. To na pewno. Ale nie zrobilas niczego co mogloby negatywnie wplynac na jego uczucia. To sie zadzialo poza Tobą i poza nim.

Tak, dorośli ludzie rozmawiają, nawet jesli takie rozmowy sa bardzo trudne. Tak, dorosli ludzie nie znikają zwlaszcza kiedy z druga osobą łaczyłe je tak wielkie emocje i padly tak ważne słowa. Tak, dorośli ludzie nie odstawiaja takich dziecinad na fejsbuku --> tak zachowują się niedojrzałe dupki, które nie liczą się z uczuciami innych ludzi.

Popatrz z kim chciałaś się związać. Masz tu wszystko czarno na białym. Jakby się zachował gdyby w Waszej relacji przyszedł prawdziwy kryzys? No jak myślisz?
Wiem, że masz masę cudownych wspomnień, ale czy one mają jakiekolwiek znaczenie kiedy on na koniec, w kryzysowej sytuacji ucieka?

Mówi się, że jak do kilkudziesięciolitrowego baniaka z najlepszym i najdroższym winem, które przechwuje się od dziesiątek lat wleje się choć jeden kieliszek taniego, słabego i kiepskiego wina to jest on w stanie zepsuć smak wina w całym baniaku. On tych kieliszków wlał już kilka. Zniszczył to co było między Wami najpiękniejsze. W końcu to zrozumiesz.

Spotkasz jeszcze kogos kto naprawdę na Ciebie zasłuży. Zobaczysz.

Edytowane przez smutna_dziewczyna84
Czas edycji: 2014-06-05 o 20:56
smutna_dziewczyna84 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Stary 2014-06-05, 21:01   #90
Lexie
Przyjaciel wizaz.pl
 
Avatar Lexie
 
Zarejestrowany: 2004-06
Lokalizacja: Warszawa
Wiadomości: 33 873
Dot.: Przerwa w związku/zerwanie przez milczenie... ta niepewność mnie dobija... pomó

Czytając Twoje posty czuję się jakbym czytała siebie z czasów mojej pierwszej wielkiej miłości, czy zauroczenia poważnego. Też trwało to stosunkowo krótko, skończyło się niefajnie, facet mnie bardzo rozczarował i zawiódł.
Wspominasz dużo, też to robiłam i pewnie zamęczałam przyjaciółki śmiertelnie tym tematem Też początkowo nie mogłam jeść, płakałam, spałam bardzo dużo, śnił mi się, ogólnie był dramat i załamanie nerwowe level hard.

Też miałam silną potrzebę jakoś to wyjaśnić, kołatała się we mnie nadzieja że może jeszcze jakoś się to da naprawić, chciałam porozmawiać, zrozumieć, bo nie rozumiałam.
Ale w końcu ten smutek przeszedł w gniew, a kiedy już przeszedł - nie pozwoliłam temu procesowi się cofnąć, tylko ten gniew podsycałam, aż byłam w stanie sama to definitywnie zakończyć, zerwać wszelkie kontakty. Gniew jest dobry, znacznie lepszy niż smutek i depresja, dodaje siły i energii.

Do mnie się ten pan jeszcze odezwał parę lat później, na moje urodziny, niby-anonimowo, ale się domyśliłam i się przyznał Już dawno byłam w innym związku. Rzucił mi takim tekstem, że on mi mówił, że o nim zapomnę, a on o mnie nie, bo on mnie będzie przecież zawsze kochał mimo wszystko, tylko na odległość - tak mnie tym wnerwił, że mu napisałam bardzo dobitnie co sądzę o nim i jego gadkach, i że życzę sobie żeby więcej się do mnie nie odzywał i nie interesował moim życiem.

Więc polecam gniew, polecam branie spraw we własne ręce zamiast proszenia o wyjaśnienia - czasem trzeba się pogodzić z tym, że wyjaśnienia nie będzie, że nie wszystko da się zrozumieć. Ja po dziś dzień nie całkiem rozumiem, no ale trudno - to było dawno, życie się toczy dalej
Lexie jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując
Odpowiedz

Nowe wątki na forum Intymnie


Ten wątek obecnie przeglądają: 1 (0 użytkowników i 1 gości)
 

Zasady wysyłania wiadomości
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć i plików
Nie możesz edytować swoich postów

BB code is Włączono
Emotikonki: Włączono
Kod [IMG]: Włączono
Kod HTML: Wyłączono

Gorące linki


Data ostatniego posta: 2014-06-29 11:37:28


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 19:11.






© 2000 - 2025 Wizaz.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.