Moje włosy: cieniutkie, niepodatne na układanie, proste jak druty, w dobrej kondycji i zadbane, ale maltretowane codziennym myciem i układaniem, gdyż są cienkie i oklapnięte ale umiem osiągnąć całkiem porządną fryzurę (za sprawą lokówek, wałków i termoloków).
Idealnej pianki poszukuję od nastu lat. Myślę, że nie ma pianki której bym nie miała. I do dziś mogę śmiało powiedzieć, jeśli cuda to tylko z pianka Paul Mitchell fioletową.
Co innego jeśli ktoś ma ładne włosy, dużo ich, czy są grube, czy podatne na układanie. Ale jeśli ktoś ma mało włosów, w dodatku cienkich, prostych, a zarazem fryzura jest ważna i ma sprecyzowaną wizję, która i tak nie wypala to śmiem twierdzić, że nie warto zawracać sobie głowę piankami, nawet tymi drogimi.
Przed ta pianką miałam Bumble & Bumble, ta pianka miała być ostatnią do testowania. Po latach testów stwierdzam, że kończę inwestować w pianki. Ta pianka mocno mnie w tym utwierdziła. Nie robi kompletnie nic nadzwyczajnego, czego nie zrobiły by przyzwoite profesjonalne pianki za ułamek ceny, jak Wella, Goldwell,a Paul Mitchell bije ją na głowę.
Nie jest zła i nie ma zbyt wielu minusów; nie skleja, nie robi kasku itp ale jak mówię jest przeciętna do bólu. Biorąc pod uwagę cenę i niby renomę KERASTASE, mówię NIE.
Pianka ma przyjemny subtelny zapach, nie skleja włosów. Nie wywiązuje się z obietnic, po których posiadaczki cienkich włosów jak moje wiele sobie obiecują; na minus:
-nie nadaje objętości
-nie utrwala fryzury an długo
Ostatnio mam proste włosy, nie wycieniowane i zarówno z pianką jak i bez włosy wyglądają tak samo, nawet lepiej bez pianki, bo są bardziej lejące a mniej oblepione.
Dlatego ta pianka jest przełomowa, bo uświadomiła mi, że nie warto dalej szukać idealnego kosmetyku do układania, bo takiego nie ma.
Nie wątpię, że porządne włosy mogą mieć niesamowity efekt po tej piance, ale dla cienkich i na prawdę potrzebujących i zdesperowanych włosów Graalem raczej nie będzie.
Używam tego produktu od: pół roku
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego