Nic nie robi, niestety.
Mezoroller kupiłam, bo byłam ciekawa, czy taki do domowego użytku, z krótszymi igłami da jakiekolwiek efekty. Nie spodziewałam się efektów jak po profesjonalnym zabiegu, ale sądziłam, że będą choć w połowie tak zachwycające.
Niestety, ale zawiodłam się.
Zaczynając od początku: mezoroller ma postać plastikowego, przezroczystego, podłużnego uchwytu z maleńką główną usianą mnóstwem drobnych i krótkich igiełek. Z nalepki, która znajduje się na rollerze wiemy, że ich długość to zaledwie 0,2 mm - najodpowiedniejsza i najbezpieczniejsza do użytku w domowym zaciszu. Długość powyżej 0,5 mm jest przeznaczona do użytku profesjonalnego.
Roller znajduje się w plastikowym etui, które pełni funkcję ochronno-higieniczną. Roller należy przed oraz po użyciu zdezynfekować, dla zachowania bezpieczeństwa.
Nie stosujemy go w okolice oczu ani ust, możemy za to nakłuwać nim czoło, policzki, brodę, nos (jak ktoś potrafi, ja mam chyba dwie lewe ręce), a także szyję oraz dekolt. Nie należy go dociskać zbyt mocno, aby nie uszkodzić skóry, wystarczy delikatny masaż.
Stosowałam go wraz z serum z nanopeptydami tej samej marki, z serum z komórkami macierzystymi Bielenda Professional oraz ANR EL.
W pigułce: nakłuwanie pobudza skórę do odbudowy włókien kolagenowych i tworzenia nowych, do tego intensyfikuje działanie produktów pielęgnacyjnych- najlepiej, jeśli jest to lekkie serum. W efekcie skóra staje się jędrna oraz zbita, koloryt wyrównuje się, znikają drobne zmarszczki, poprawia się owal twarzy, pory stają się niewidoczne, zaś dzięki zwiększonemu działaniu pielęgnacji nawilżenie oraz odżywienie jest wręcz imponujące.
W praktyce wygląda to nieco....inaczej.
Nie powiem, mam suchą i wrażliwą skórę, dlatego też wybrałam tak krótkie igiełki. Tyle, że masując nim skórę na cztery strony świata nie poczułam prawie nic. No przepraszam, może jedynie w okolicy czoła, coś tam mnie pomiziało, po 5 minutowym masażu się zaczerwieniło, no ale to tyle. Sera wchłaniały się lepiej, dla ukojenia stosowałam po zabiegu naturalny żel aloesowy.
Rollera używałam 2 razy w tygodniu, najpierw przez okres 3 miesięcy, potem po przerwie- przez 7 tygodni. W końcu dałam sobie spokój, bo prawdę powiedziawszy, nie widziałam żadnych efektów.
Nie zwiększyła się elastyczność, cera nie była jak nowa, idealna, ot, taka, jaką dawało mi samodzielne stosowanie serum. Nie odnotowałam żadnych efektów obiecanych przez producenta, równie dobrze mogłabym nie używać rollera wcale, choć wtedy byłoby lepiej, bo bez zaczerwienienia skóry.
Po mezoterapii w gabinecie byłam czerwona jak burak, ale za to miałam doskonałe efekty i cerę jak z okładki, a tutaj nie ma mowy o regeneracji, odnowie ani o poprawie stanu skóry (bo niby jak, skoro gęba jest ciągle czerwona?). Krótko mówiąc, nie spełnia obietnic producenta, nie widziałam efektów nawet podczas długotrwałego stosowania, z różnymi produktami pielęgnacyjnymi.
Nadmienię jeszcze, że identyczny roller kupiłam dla mojej przyjaciółki, która jest ode mnie starsza i niestety zmaga się już z pierwszymi oznakami starzenia. Jej zdanie było identyczne - on nic nie robi, zmarszczki nie spłyciły się ani odrobinę, cera była nadal zmęczona i szara, pory widoczne.
Obecnie nadaje się chyba tylko do wyrzucenia, bo jestem prawie pewna, że igły się stępiły (wypróbowany dziś, nie czuć kompletnie nakłuwania, nawet mi się lico nie zaczerwieniło).
Cóż, szkoda pieniędzy na ten roller, nic nie robi. Przymierzam się obecnie do testów rollera z Yonelle, ma dobre opinie i chyba w niego zainwestuję.
Niestety, ale nie polecam.
- Trwałość / wykonanie
- Zgodność z opisem producenta
- Stosunek jakości do ceny
- Design produktu