Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Le Labo, Rose 31 EDP

Le Labo, Rose 31 EDP

Średnia ocena użytkowników: 4 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 462,00 zł
Pojemność 100 ml
Cena 704,00 zł
Pojemność 500 ml
Cena 2 240,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Producent deklaruje, że jest to jeden z niewielu dostępnych na współczesnym rynku zapach z różą w roli głównej dla mężczyzny. Cel był jasny jasny: przetworzenie zapachu najznamienitszej róży z Grasse - symbolu kobiecej zmysłowości w kompozycję, z którą mogliby utożsamiać się przebojowi i asertywni panowie.
Do wyraźnie wyczuwanego przy aplikacji tej wody perfumowanej akordu różanego szybko dołączają nuty drzewne i przyprawowe: kumin, olibanum, cedr, ambra. W bazie znajduje się: drewno agarowe, wetiwer, a także nuty zwierzęce, co nadaje zapachowi charakteru mistycznego i lekko niepokojącego.

Nuty zapachowe: róża z Grasse, kmin, pieprz, goździki, gałka muszkatołowa, olibanum, cedr, ambra, gwajak, oud, labdanum, wetiwer, nuty zwierzęce

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 2

Średnia ocena użytkowników: 4 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Róza nie jest różą, nie jest różą, nie jest różą

Kto rozpoznał Gertrude Stein w tytule, temu medal, ale nie o literaturze będzie.

Producent deklaruje, że jest to jeden z niewielu dostępnych na współczesnym rynku zapach z różą w roli głównej dla mężczyzny.

Ja byłam przekonana, że chociaż mężczyzną nie jestem, to jest to jedyny zapach (poza Bitter Rose Broken Spear) z różą w roli głównej dla mnie.

Próbowałam różę oswoić długo... i nie udało się.

Bo choć bywało tak, że była randka pierwsza, potem druga- i teoretycznie rozmawiało się przyjemnie, a rozsądek podpowiadał, że warto kontynuować znajomość, to serce mówiło wyraźnie, że kandydat jest jednak troszkę za stary, nieco zbyt czerwony na twarzy, rzadko dopuszcza mnie do głosu, panoszy się przy stoliku,ma loczki,wąsik i pachnie lekko kwaskowato.

Tak było z kilkoma testowanymi przeze mnie różami. Nie napiszę "z większością", bo większości w ogóle na randki w postaci testów całościowych nie byłam w stanie zaprosić.

Z Rose 31 było inaczej. Od pierwszego momentu naszego spotkania pragnęłam, żeby ono trwało i trwało w nieskończoność. A gdyby miałoby być przerwane- żeby kontynuować je w różnych okolicznościach. I tak było-zabrałam Rose 31 na obiad do rodziców, na łyżwy, na siłownię, na zakupy i do łóżka. Biegałyśmy razem po skostniałym od szrony parku. Byłyśmy nierozłączne. Wszystko zmierzało do nieuchronnego happy-endu.

Bo Rose 31 była taką partnerką, jakiej potrzebowałam- zdecydowaną i delikatną jednocześnie. Otwarcie jest zaskakująco pełne pieprzu, którego gwałtowność szybko się wycisza, choć pieprzowa poświata pozostaje. Jest też i bukiet delikatnych, dymnych, podsuszonych róż, w towarzystwie kminu, który odpowiada za swoistą "cielesność" zapachu, bardzo wyraźną, ale nie przesadną. Nuta potu, z którą kumin niektórym się kojarzy, jest równie łagodna, co w nieodżałowanym i niezapomnianym Kingdom McQueena. Ten akord cielesny, pełen naturalnego piękna, wzmocniony jest przez popieliste, równie cielesne, słonawe w tym zestawieniu labdanum. Subtelność kolejnego akordu jest niezwykła- to kwiatowe wręcz w swojej wymowie olibanum, posypane niewielką ilością gałki muszkatołowej i szczyptą innej korzennej przyprawy, której nie potrafię nazwać. Bukiet róż leży na drewnianym stole- gwajak, mahoń i cedr otaczają różę swoją solidną ramą. Stół nie jest jednak grubo ciosany-to wykwintny mebel, zdobiony intarsją. Nie wiem, jak to się stało, ale ktoś kiedyś rozlał na blat odrobinę esencji agarowej... Bogactwo następujących po sobie akordów i ich złożenie jest rzadko spotykane.

Piękne.

Wszystko zmierzało do happy endu,którego jednak nie będzie. Partner lub partnerka bogata, wrażliwa, zmysłowa, mająca mnóstwo czasu? Zna ktoś? Nie? Nie jestem zdziwiona.

Rose 31 nie ma dla mnie czasu.
Dwie godziny osiadania tej wspaniałej mieszaniny na skórze, plus dwie godziny bliskoskórnego, zbyt bliskoskórnego, wspólnego bytowania to trochę zbyt mało. To zdecydowanie zbyt mało, choć dla piękna kompozycji warto ją poznać.

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Róża dla zdobywcy

Róża....tak – na samym początku jest królowa kwiatów, mami wszelkie delikatne stworzenia, przyzywa do siebie, by za chwileczkę zamienić się w wygłodniałą rosiczkę, rosnącą na piaszczystej, od dawna pozbawionej wody glebie. Nie bez kozery róża ta dedykowana jest mężczyznom – zdobywcom, a pewnie nie jedna pani, która za nic ma rozmemłane i wyeksploatowane na tysiąc i jeden sposobów „kfiatuszki” da się uwieść Le Labo Rose, a może nawet przypisze sobie tę kompozycję jako swój „signature-scent” (?).

Rozpylając LLR mam wrażenie, że zostaję pochłonięta przez burzę piaskową, jestem w centrum niesamowitego żywiołu, który jakimś sposobem wygarnął także mnóstwo przypraw z kuchennej szafki i miesza je ze sobą w ilościach, których żadna potrawa przyjąć by nie mogła. Dostaję w twarz ziarnkami piasku z pieprzem i gałką muszkatołową – ta niespodziewana chłosta wyciska z oczu łzy. I jest trochę tak jak po zaciągnięciu się dobrą tabaką: mechanizmy obronne organizmu włączają się przy jednoczesnym odczuciu wszechogarniającego odprężenia. Z jednej strony – nieodparte przyciąganie, z drugiej – coś jednak każe się trzymać na baczności.

Zdarzyło się komuś z Was z zamkniętymi oczyma dotykać chropowatą strukturę papieru ściernego? Trochę łaskocze, ale nie trudno o małe zadraśnięcie... Właśnie takie obrazy: rosiczka, burza piaskowo-przyprawa, papier ścierny olfaktorycznie maluje mi LLR. Jak chyba wszystkie kompozycje Le Labo – i ta to prawdziwy perfumeryjny majstersztyk! Zapach utrzymuje się naprawdę długo, a i do jakości składników nie można się przyczepić. Jednak na co dzień nosić bym nie mogła, bo choć obcowanie z niebezpieczeństwem jest niezwykle pociągające, to na przegranej pozycji (w przezwyciężaniu owego niebezpieczeństwa) stawia mnie suta okrasa ROSE kuminem i dodatkowo nutami animalistycznymi... Mam wrażenie, że ośrodek LLR (język rosiczki - gdyby go miała; epicentrum trąby powietrzno-piaskowo-przyprawowej; największy zadzior papieru ściernego) osadza się w woni naładowanego męskim pierwiastkiem potu. Nie czuję tu zapachu strachu ani tego, co każe wycofać się, by przetrwać... Wręcz przeciwnie - krystalizuje się w nim to, co mogłoby sygnować mężczyznę-zdobywcę: mobilizacja, gotowość do działania, a także pewna doza egocentryzmu i bezczelności. Z tego powodu ja w tą różę ubierać się raczej nie będę – i nie dlatego, że nie bywam bezczelna, ale dlatego, ponieważ nie zwykłam wyrażać tego tak dosłownie;)


Używam tego produktu od: 1 miesiąca
Ilość zużytych opakowań: odlewka 5 ml

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    4
    produktów

    216
    recenzji

    371
    pochwał

    10,00

  2. 2

    0
    produktów

    39
    recenzji

    765
    pochwał

    8,64

  3. 3

    1
    produktów

    145
    recenzji

    443
    pochwał

    8,60

Zobacz cały ranking