Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

The Skin House, Wrinkle Snail System Cream (Odżywczy krem ze śluzem ślimaka)

The Skin House, Wrinkle Snail System Cream (Odżywczy krem ze śluzem ślimaka)

Średnia ocena użytkowników: 4,8 /5

Zobacz oferty

douglas.pl
zamknij×
Szczegółowa ocena
Średnia ocena: 3.43/5
  • Szybkość realizacji zamówienia

  • Poziom obsługi klienta

  • Jakość zapakowania przesyłki

  • Polecił(a) bym ten sklep znajomym

REKLAMA
Pojemność 100 ml
Cena 120,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Nutrition Moisture Cream zawiera 92% ekstrakt ze śluzu ślimaka oraz certyfikowane ECOCERTem ekstrakty z ziół, kolagen, roślinne komórki macierzyste, skwalan, oraz ekstrakt z aloesu, adenozynę i zielona herbatę. Krem przywraca elastyczność skórze, odżywia ją, rozjaśnia i wygładza. Nadaje się do wszystkich rodzajów skóry.
Certyfikaty: FDA, GMP, MSDS.

Cechy produktu

Rodzaj
uniwersalne
Opakowanie
w słoiczku
Konsystencja
krem
Pojemność
50 – 100ml
Pokaż wszystkie Schowaj

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 6

Średnia ocena użytkowników: 4,8 /5
Wydajność:
Zgodność z opisem producenta:
Stosunek jakości do ceny:
Opakowanie:
Zapach:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: próbka

Wykorzystała: jedna próbka

Gdzie kupić to cudo ?

Drogie Panie nie wiem gdzie kupić ten produkt... Przewertowałam internet, ale żadnych informacji gdzie znajde to cudo znaleźć nie mogę ...Proszę o pomoc ! Pozdrawiam

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Cudny...

jest przecudny... bardzo wyrównuje koloryt skóry, zmiękcza ją. Kosmetyk jest tani jak na taki efekt za który w gabinetach kosmetycznych trzeba by było zapłacić kilka tysi...
więc polecam jak najbardziej!!!

Używam tego produktu od: 3msc
Ilość zużytych opakowań: w trakcie 1

4 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

wygładzający ratunek

Krem dostałam w prezencie od sąsiadki jakiś rok temu. Bardzo mi się spodobał, więc używam go dosyć sporadycznie z uwagi na wysoką ceną i małą wydajność. Cena ponad 100 zł za krem to jednak dosyć drogo jak na mój budżet, więc ograniczam się, chociaż chętnie chciałoby się smarować nim częściej :D
Oprócz tego używam też równolegle innych kremów. Ten stosuję raczej punktowo na miejsca, w których pojawiają się zmarszczki, blizny, nierówności.

Ślimaczek działa przyjemnie na wszystkie te miejsca, sprawiając, że są one widocznie wygładzone i prawie niezauważalne. Regularne stosowanie przez ok. rok tego kremu zmniejsza widoczność niepożądanych zmian. Polecam, skóra jest delikatnie rozjaśniona i odżywiona.


Używam tego produktu od: roku
Ilość zużytych opakowań: 1 niecał

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Klej do paszczy

Krem ślimaczył się do mnie pocztą grubo ponad miesiąc, już zdążyłam utracić wszelką nadzieję, pogodzić się z jego zaginięciem w pocztowej akcji, już kilkakroć wyzwałam sobie od idiotek za próbę przyoszczędzenia na przesyłce rejestrowanej kiedy to niespodziewanie odnalezione w skrzynce awizo oznajmiło, że krem jest i czeka na mnie.

Podobno długie oczekiwanie i konieczność powstrzymywania swej ciekawości dobrze wróży rodzącemu się właśnie związkowi. Prawidło to podziałało w każdym razie w mojej relacji ze ślimaczym kremem The Skin House. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia zanim bowiem cieszyć się można efektami stosowania(o których za chwilę) trzeba preparat nałożyć na skórę. A to wcale nie jest proste zadanie.

Krem się ciągnie. Jak guma arabska albo gęsty kisiel, spływa z palców lepkimi, elastycznymi nitkami. Próba użycia dołączonej do kosmetyku szpatułki skończyła się wysmarowaniem ślimaczym preparatem szpatułki i połowy łazienki z ominięciem twarzy. Szpatułkę więc wyrzuciłam i poczęłam używać palców. Nabieram trochę z pudełka na dwa palce a później manewrując nimi jak widelcem podczas jedzenia spaghetti nawijam ciągliwe pasma kremu aż zerwą i stracą łączność z kremem w opakowaniu. Nakładam tak wydobyty kosmetyk na twarz. Wydaje się Wam to czynnością banalnie łatwą? Nic podobnego. Najpierw trudno było krem nabrać na palce teraz trudno skłonić go by palce opuścił. Preparat trudno się rozsmarowuje, chętnie oblepia rzęsty, brwi, zakleja usta, tworzy na twarzy smugi.
Jest lepki, upiornie lepki. Biada niezwiązanym włosom, kociej sierści, biada poduszkom albo mającemu nadzieję na wieczorną bliskość Ukochanemu. Przed użyciem ślimaczego kremu włosy trzeba starannie związać, Kotom i Miłemu zapowiedzieć półgodzinny szlaban na pieszczoty i nie marzyć nawet o spaniu zanim krem nie zastygnie. Bo Wrinkle Snail System Cream raczej zastyga niż się wchłania, cała noc czuć go na twarzy rano zaś, podczas zmywania zwilżona twarz jest dziwnie śliska, podobne wrażenia mam po zabiegu dermarollerem podczas zmywania z twarzy zostawionej na noc grubej warstwy kwasu hialuronowego.

Gdy w końcu uda się go zaaplikować na lico ślimaczy krem poczyna piec. Przynajmniej moją wrażliwą skórę. Piecze, podszczypuje, mrowi, doznania te są wyraźnie wyczuwalne ale nie nieprzyjemne. Uspokaja się po jakiejś pół godzinie, zastyga no i wreszczcie można iść spać.
A rano jasno widać po jakiego licha żeśmy się tak wieczorem męczyły.
Skóra jest nawilżona. Pojaśniała. Wygładzona. Krem ściąga pory, ujednolica koloryt. Drobne urazy, zaczerwieniania, przesuszenia goją się podczas snu. Normalizuje się wydzielanie sebum. No, nie aż do tego stopnia by z mojej łojotokowej skóry uczynić normalną ale i tak jestem zadowolona. Za wieczorne katusze i rozpacz cera odwdzięcza się sowicie.
Ślimaczy krem stosuje naprzemiennie z kosmetykiem z retinolem w stężeniu 0,5%. Mam wrażenie że oba kosmetyki posiadają podobną moc regenerującą i odżywczą choć inny jest mechanizm ich działania.

Wrinkle Snail System Cream jest kosmetykiem wydajnym gdy już się opanuje jego obsługę i zrezygnuje z mazania nim całej łazienki. Stosuję co drugi dzień wcale go sobie nie żałując na twarz, szyję i dekolt od miesiąca, mam jeszcze grubo ponad połowę słoiczka.
Od czasu do czasu używam go na moim Mężczyźnie, który długo nie mógł zrozumień dlaczego ma zakaz dotykania mnie dlatego że się czymś nasmarowałam. Przyglądał się raz moim rozpaczliwym i desperackim wysiłkom umieszczenia kremu na twarzy i zażądał by i Jego pomazać. Jednorazowa aplikacja wystarczyła by wszystko pojął, teraz odnosi się do moich zmagań z tym kosmetykiem z trwożnym i pełnym szacunku dystansem. Wrinkle Snail System Cream znany jest zaś w naszym związku jako "klej do paszczy".

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

JESTEŚ LEKIEM NA CAŁE ZŁO...

Kiedy po półtorarocznej przerwie zaczęłam znowu palić na mojej twarzy zagościło ZŁO w najgorszej postaci:((( Rozpoczęły się kłopoty z cerą na skalę godną nastolatki w okresie dojrzewania - pory zanieczyszczone i rozszerzone, nadprodukcja sebum, zaskórniki, mnóstwo czerwonych krost i wyprysków wszelkiego typu. Jak zawsze ratunku szukałam w kosmetykach z Korei i jak się okazało bardzo słusznie. Ślimaczy krem ze Skin House spełnił pokładane w nim nadzieje.
Czytałam recenzję mojej znakomitej Poprzedniczki i nauczona jej doświadczeniem czekając na przesyłkę zaopatrzyłam się w pędzel do nakładania maseczek, aby uniknąć babrania się ze ślimaczym glutem;P
Rzeczywiście aplikacja kremu na twarz wymaga nie lada wyczynów, dużej dozy wytrwałości i cierpliwości. Po kilku próbach odkryłam, że najlepszym sposobem jego nakładania jest: zamoczyć pędzel do maseczek w kremie, a następnie obracać nim tak jak widelcem/łyżką przy nawijaniu nań spagetti. Nie wyobrażam sobie nakładania go przy użyciu palców. Właśnie ta upierdliwość w ulokowaniu kremu na twarzy jest jedynym mankamentem kremu, czasem gdy jestem zmęczona, hciałabym po prostu wklepać krem i wskoczyć do łóżka, ale przy Skin House nie jest to możliwe. Nie odejmuję jednak gwiazdki, bo zdawałam sobie z tego sprawę, zaakceptowałam to przed zakupem.
Nakładam niezbyt dużo kremu, raczej taką ilość jak przy nakładaniu maseczek typu sleeping pack, ponieważ przy większej ilości kremu nieodmiennie przyklejam się do poduszki.
Teraz czas na efekty: ZŁO ZOSTAŁO ZWALCZONE!!!!!
Na chwilę obecną:
- twarz po zmyciu kremu rano jest promienna, gładka i świeża
- ilość zaskórników zredukowana o 80%,
- żadnych krostek w okolicach brwi, brody i wszędzie tam gdzie nękały mnie najbardziej,
- żadnych zaczerwienień,
- pory może nie pozamykane, ale znacznie, widocznie zmniejszone.
Krem odżywia i regeneruje skórę, spełnia obietnice producenta. Gwoli poprawności kronikarskiej muszę dodać, że ZŁO zwalczałam także przy użyciu świetnej szczoteczki do oczyszczania twarzy Tosowoong 4D Spin Pore Brush, oraz serum do cery tłustej i z rozszerzonymi porami Tosowoong, zmieniłam także radykalnie dietę. Ale wszystko zapoczątkował ślimak ze Skin House i każdego ranka z radością uśmiecham się do lustra widząc efekty jego działania.

Używam tego produktu od: 1,5 miesiąca
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Żołnierze! Najważniejsza k**** jest... ZAPRAWA!!

Ślimak…
Zwierzątko raczej nielubiane, owiane złą sławą kapuścianego szkodnika, obrzydlejskie ze względu na swój sposób i prędkość chodzenia i pozostawiające po sobie…ŚLAD….
No właśnie…Reakcja na ślimaka: bleeee, fuj, a idź mi z tym, co za ohyda…
I znów do akcji muszą wkroczyć Koreany.
Coś w tej Azji jest. Tam ludzie nie mają problemów z używaniem jadu żmii, smarowaniem się ślimaczą wydzieliną czy nakładaniu maseczek z kupy słowika. Chyba wychodzą z założenia, że produkt ma działać a to, z czego jest zrobiony…
No właśnie! Działać:]
Ten krem…klej... stał się głównodowodzącym mojej postantybiotykowej ofensywy. Jeśli krem BB był kałasznikowem, ampułka ślimacza CKMem, to Uzdrowiciel Ślimaczy był Grubą Bertą tych działań. Nie było innej opcji. Moja skóra wyglądała jak świat po apokalipsie, z trudem usiłujący awansować na epokę kamienia łupanego. W ruch poszła ciężka maszyneria:] Jak walczyć, to tylko ze wszystkimi jednostkami na polu:]
Krem jest duży. Ma 100ml co w naszych warunkach jest pojemnością zawrotną. Koreany są bardziej hojne od nas: zaleca się nałożenie dużej ilości kremu. Ja sobie nie żałuję, ale…o tem potem. No więc duuużo. Krem ma ładne, solidne opakowanie: ciemny brązowy plastik ze złota nakrętką w białym ascetycznym kartoniku. Jest biały i bardzo ładnie pachnie. Dołączona łopatka. Moja skończyła w koszu, ale to dlatego, że wciąż mi z rąk wypadała:] Niech żyje zgrabność :D
Nakładamy krem na koniec, na noc. No i…
No cóż… Należy być odpornym a nawet odporniejsiejszym i przedkładać moc owego specyfiku nad jego warunki techniczne. Bo krem to w istocie…klej…glut. A tak! I ów klej najpierw trzeba wydobyć z pudełka, co wcale nie jest proste, bo jeśli zanurzy się palce i wyjdzie z pokoju, to za nami pozostanie w powietrzu wcale nie cienka linka łącząca nas wciąż z pudełkiem. Kisiel to przy tym małe miki. Tak…to dopiero elastyczność. Ja sobie znalazłam na to sposób: zanurzam dwa paluchy i potem kręcę nimi jak rowerkiem, żeby… przerwać połączenie z pudełkiem. I chlast na pyszczek. Rozsmarowywanie na twarzy nie jest już takim problemem, ale nie jest wskazane jeździć po twarzy chaotycznie, bo zrobimy sobie kokon na oczach. Tak… wiem jak to brzmi. Dodam jedynie, że podczas moich pierwszych prób czułam się jak Wiewiór z Epoki Lodowcowej.
Kiedy już przebrniemy przez fazę śmiechu, oburzenia, głębokiego poirytowania, desperacji a wreszcie dogłębnego odprężenia (że się udało posadzić to na twarzy i nie zemdleć), należy poczekać aż dziad zaschnie. Generalnie daje odczucie przyjemnego liftingu, ale jeśli się od razu położymy, to poduszka się przyklei do twarzy. Jeśli nie poczekam aż zaschnie, to rano moje okularki do spania muszę… odrywać. Tak! To krem! Nie potajemny killer!:)
Skoro już podjęłam takie ciężkie wysiłki, to czy chociaż było warto? No ba…:]
Otóż krem poprawia stan cery i to widać z dnia na dzień: pory zamknęły się. Nie domknęły, nie zmniejszyły. ZAMKNĘŁY SIĘ ZUPEŁNIE. Nie mam już lekkiego ciasta w okolicy nosa, które miałam zawsze i sądziłam, że już tak będzie.
No to już nie mam.
Cera jest napięta, zmarszczki wyprasowane, nawet moja mała lwia. Skóra jest mięciutka, nawilżona i w identycznym kolorycie na całej powierzchni. Strupki, suche skórki… a co to takiego? Twarz regeneruje się szybko. Nawet bardzo szybko. No ale w końcu lwią część kremu stanowi ślimaczy glutek. A ma przecież właściwości regenerujące i odżywcze. Twarz nie wygląda na wypoczętą, ale JEST wypoczęta, delikatna, makijaż można mocno ograniczyć, bo nie będzie czego zasłaniać. Krem nie zapycha, nie podrażnia a stosuję również pod oczy, nie powoduje przetłuszczania się skóry. Rano zmywam gąbką Misshy i to w zupełności wystarczy.
Nie jest to w żadnym wypadku krem pod makijaż. Niet. Li-tylko na noc. Jak się komuś uda na tym rozprowadzić podkład to osobiście zgłoszę do Nagrody Skobla:)
Słowo o składzie: chyba radość jedynie może wzbudzić fakt, że na PIERWSZYM miejscu w składzie jest ślimaczy glutek a oprócz niego wyciągi z żeńszenia, i innych dobroci. Nie mam mu nic do zarzucenia.

Didaskalia:
Zawsze bawi mnie, kiedy sprzedawczyni chce mi wcisnąć boski, jedyny taki, najlepszy i cudowny (dopisać inne przymiotniki) krem z ....(niech będzie) kwasem hialuronowym a na moje pytanie, na którym miejscu w składzie jest ów kwas ( bo jak na 10-tym to żal mi tych JEDYNYCH 99 złotych) dostaję odpowiedź: na to: na 23...
Fajnie im (ekspedientkom) powietrze schodzi z twarzy:] Jestem zła. Wiem:]

Ten krem to faktycznie lekarstwo na zaniedbania, ratunek po kataklizmie jakim są kuracje antybiotykami, sposób na zrzucenie skóry po zimie i przygotowanie jej na wakacyjne podsmażanki:]

Z pewnością kupię ten krem ponownie. Używam go razem z ampułką Mizona, też ślimaczą, ale nawet sam krem daje doskonałe rezultaty. Jak mówiłam, artylerią się bombarduje a nie głaszcze:]

Jeśli nie zraża Was sposób aplikacji, nie macie odruchów wymiotnych na myśl o używaniu śluzu to używanie ślimaka stanie się przyjemnością. A przecież nikt nie każe kłaść sobie ślimaków na twarz.
Ooo…a ciekawe jakby to było….:]

ŚLI – MAK! KLEJ O.K.!!

Dla zainteresowanych skład:

Snail Secretion Filtrate, Water, Butylene Glycol, Dipropylene Glycol, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryth-2, Orbignya Oleifera Seed Oil, Hydrogenated Polydecene, Panax Ginseng Callus Culture Extract, Bambusa Vulgaris Callus Culture Extract, Aloe Barbadensis Callus Culture Extract, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Peonia Albiflora roqt Extract, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Leontopodium Alpinum Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Buddeja Davidii Extract, PEG-90M, Betaine, Glyceryl Stearate/PEG-100 Stearate, Polysorbate 60, Adenosine, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Imidazolidinyl Urea, Xanthan Gum, Triethanolamine, Rosa Canina (Rosehip) Oil, Fragrance

Używam tego produktu od: siódmy tydzień
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego a kolejne czekają

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    0
    produktów

    9
    recenzji

    682
    pochwał

    10,00

  2. 2

    4
    produktów

    53
    recenzji

    520
    pochwał

    9,61

  3. 3

    52
    produktów

    19
    recenzji

    512
    pochwał

    8,39

Zobacz cały ranking