Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Karl Lagerfeld, Sun Moon Stars

Karl Lagerfeld, Sun Moon Stars

Średnia ocena użytkowników: 3,8 /5

Kategoria
Pojemność 50 ml
Cena 200,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Sun Moon Stars marki Karl Lagerfeld to orientalno - kwiatowe perfumy dla kobiet. Sun Moon Stars został wydany w 1994 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Sophia Grojsman. Nutami głowy są ananas, frezja, brzoskwinia, lilia wodna, bergamotka i róża; nutami serca są goździk (roślina), kwiat pomarańczy, orchidea, korzeń irysa, jaśmin, heliotrop, konwalia i narcyz; nutami bazy są drzewo sandałowe, Żywica bursztynowa, piżmo, wanilia i cedr.

Cechy produktu

Rekomendacja
na wieczór
Pojemność
50 - 100ml
Pokaż wszystkie Schowaj

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 100

Średnia ocena użytkowników: 3,8 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj
50% jesień/zima 50% wiosna/lato

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Day/Night

Karl Lagerfeld Sun Moon Stars. Zapach raczej na wieczór, dość ciężki. Buteleczka naprawdę ładna, elegancka. Raczej należy do rzadkości żeby perfumy były w niebieskim szkle. Zapach na jakieś większe, wieczorowe wyjścia. ????głowa: cytrusy,mandarynka ❤serce: lotos, jaśmin, kwiat pomarańczy ???? baza: piżmo,bursztyn

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: tydzień

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Dla babci

Zapach jest bardzo mocny i duszący, trzeba mieć umiar w psikaniu, wystarczy tylko raz. Zapach od samego początku nie przypadł mi do gustu, jak dla mnie perfumy są za mocne. Nie pasują do mnie, a ból głowy od tego zapachu jest dla mnie najlepszym na to dowodem. Zapach jest trwały i długo pachną nim ubrania, jak dla mnie za długo. Perfumy podarowałam babci, jej się podobały, cóż kwestia gustu.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: jedno opakowanie

DziwadłoDla mnie ten zapach to dziwoląg! Jest po prostu dziwny - kompozycja zapachowa jest niespotykana a nuty ciekawe ale na mnie ten zapach pachnie sztucznie, mdło i jest płaski i jednokierunkowy. Nie wiem czy to za sprawą ananasa czy też lilii, ale na

Dla mnie ten zapach to dziwoląg! Jest po prostu dziwny - kompozycja zapachowa jest niespotykana a nuty ciekawe ale na mnie ten zapach pachnie sztucznie, mdło i jest płaski i jednokierunkowy. Nie wiem czy to za sprawą ananasa czy też lilii, ale na początku czuję ostry, zimny, słonawy zapach który przeplata się ze słodkawą i mdłą nutą - jak smak wody z cukrem. Brzoskwini, wanilii i róży kompletnie nie czuję, za to jaśmin i kwiat pomarańczy wychodzą na prowadzenie. Zapach jest dla mnie trochę plastikowy i sztuczny, na siłę udziwniony - wodny, wilgotny, chemiczny i absolutnie nie ma nic wspólnego z orientem. Kojarzy mi się z zapachem i smakiem rozpuszczalnych w wodzie musujących suplementów. Był dla mnie męczący i nieobliczalny. Próbowałam kilka razy się do niego przekonać, ale nie mogliśmy się dogadać, może nie taka skóra, może nieodpowiednia pora roku, coś nie zagrało. Szybko się go pozbyłam i to bez większego żalu - kompletnie nie moja bajka.

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Chłodny metal

Ciężko będzie go opisać. Pełna lista nut jest bardzo długa, jest tam m.in. goździk, lotos, róża, brzoskwinia, orchidea, jaśmin, konwalia, ambra, cedr, wanilia, tralala. Ja stawiam, że na pierwszy plan najbardziej wysuwa się brzoskwinia i wanilia, akurat tak się dziwnie składa, że ani jednego, ani drugiego w perfumach nie lubię. Ten zapach mnie nie męczy, a wręcz wwą***ę się w niego za każdym razem, gdy go noszę. Dla mnie ta wanilia paradoksalnie pachnie... mroźnie i metalicznie. Nie mam pojęcia jak kombinacja kwiatowych, owocowych nut na ciepłej bazie może wiać chłodem.
Podoba mi się jego dwoista natura, ten kontrast ciepło-zimno. Nie ciągnie się jak ogon, atakuje dopiero wtedy, gdy podejdzie się bliżej. Wydaje się być przyjazny, niegroźny, jednak trzyma na dystans. Za to go lubię. Nie jest oczywisty, ma w sobie coś z tych zwyczajnych, wszystkim znanych lat 90-tych, a jednak gdzieś jest ukryty pazur.
Daję mu 4 gwiazdki, bo nie jest to absolutny faworyt, ale zadatki ma. Opinie są jednak jak widać bardzo skrajne, zatem przed kupnem testy obowiązkowe. Nie sądzę by była to miłość od pierwszego powąchania, trzeba pozwolić mu się rozwinąć, dać się omotać. Nie mogę nawet powiedzieć, że albo się go kocha albo nienawidzi. Jemu się po prostu ulegnie albo nie.

Używam tego produktu od: ponad roku
Ilość zużytych opakowań: w trakcie setki

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

A ja lubię, oj lubię...

Lubię zapachy niebanalne. Nieoczywiste. Nie za słodkie, nie za kobiece, nie za subtelne...
Dlatego Sun Moon Stars mi podchodzi.
W pięknej, naprawdę dekoracyjnej buteleczce zamknięty jest zapach... dziwaczny - to chyba dobre określenie. Trochę słodki, ale nietypową, gorzką słodyczą, trochę ostry, trochę mroczny. Niby chłodny, ale na mojej skórze rozwija się ciepło. Dosyć trwały.
Nie jest to może mój zapach idealny (nic nie jest w stanie do tej pory przebić Nebliny z Yves Rocher), ale lubię go bardzo, więc do niego wracam, szczególnie zimą. Dodatkowym plusem jest dla mnie fakt, że bardzo miło mi się kojarzy - z takim późniejszym dzieciństwem. Miałam pewnie koło 12 czy 13 lat (więc było to 20 lat temu...), kiedy ciotka z Niemiec podsyłała mi próbki różnych perfum i wód toaletowych. Wśród nich znalazło się kiedyś Sun Moon Stars i pamiętam, że już wtedy mi się spodobało :-) Zatem ten zapach to dosyć urocze wspomnienia.
Trudno mi polecać, bądź nie polecać zapachu, bo to kwestia gustu. Jednak myślę, że warto mu się przyjrzeć, czy raczej "przywąchać". Jak widać ma także zwolenników :-)


Używam tego produktu od: ok. półtora roku - z przerwami
Ilość zużytych opakowań: zaczęte drugie

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Zapach śmierci, ciemności i gwiazd

Równo rok temu przeżyłam jakąś dziwną fascynację tym zapachem. Natknęłam się przypadkiem na jego opis w internecie i dosłownie przepadłam na widok buteleczki. Uwielbiam "nosić" zimą zapachy tajemnicze, chłodne, kojarzące się z lasem, otoczką czarów i dziwnych eliksirów. Zdjęcie flakona od razu uruchomiło moją wyobraźnię, dodatkowo motyw gwiazd, księżyca i ten piękny granatowy kolor zrobiły swoje.
Tak się (nie?)szczęśliwie trafiło, że w internetowej ofercie Rossmanna można było zamówić 30tkę za ok. 50 zł. Chciałam najpierw obadać tester, ale niestety zapach ten stał na półce w towarzystwie wszystkich Cacharelów, Obsession CK i reszty ekipy beztesterowej. Fascynacja cisnęła ostro, więc bez namysłu kliknęłam w ciemno.

Zacznę od flakonu - na zdjęciach wyglądał na matowe szkło ze złotą, błyszczącą zatyczką. W rzeczywistości, zatyczka jest matowa, flakon granatowy, ze szkła przezroczystego. Jest ciekawy, przyciągał wszystkie spojrzenia odwiedzających mnie. Myślę, że dobrze oddaje charakter zapachu.

Teraz najgorsze, czyli co w tym flakonie właściwie się znajduje. Przeczytałam wiele opisów nut zapachowych, przewijały się owoce, piżmo, ambra, kwiat pomarańczy. Mniej więcej miałam w głowie obraz tego, jaki to będzie zapach. Wyobrażałam sobie CK Obsession Night z odrobiną goryczy gorzkiego kwiatu pomarańczy Hugo Bossa Orange. Zapach chłodny, wieczorowy, ale nie aż taki kiler jak Poisony Diora.

Pierwsza aplikacja i myślałam, że zapakuję tą butelkę i odniosę im ją z powrotem.
Ciężkie, duszne, jakby zatęchłe.
Odurzająca mieszanka.
Czekała i czekałam aż straci trochę mocy. Zaczęłam co raz wwąchiwać się w nadgarstek.
Jedna z wizażanek bardzo trafnie określiła Sun, Moon, Stars jako "oleistą, metaliczną różę". Strzał w 10tkę.
Czuję różę, ale nie jest to świeży, ścięty kwiat. Nie jest to też ta typowa, babcina róża z kostki mydła toaletowego. Róża oblana czymś lepkim, tłustym, mój nos poprostu oszalał, bo w życiu nie byłam w stanie wyobrazić sobie takiego połączenia i tak dziwnego porównania.
W tym zapachu nie ma ani odrobiny słońca - gwiazdy i księżyc jak najbardziej. Pierwszy raz spotykam się z tak specyficzną, metaliczną nutą. Wąchając swoją skórę mam przed oczami coś srebrnego, metal, jakąś stal. Coś naprawdę dziwnego, bo w życiu bym nie przypuszczała, że można zamknąć w butelce tak dziwne nuty.

Całość jest niestety smutna w odbiorze. Ten zapach jest dla mnie zapachem śmierci - kojarzy mi się z ziemią, na której leżą gnijące liście. Co jakiś czas do liści dołącza martwy, czarny kruk. A wszystko to w towarzystwie tego zimnego księżyca i gwiazd na tle granatowego nieba.

Karl Lagerfeld już na pierwszy rzut oka jest postacią specyficzną, więc nie spodziewałam się, że stworzy kolejny, banalny ulepek na bazie magnolii i piżma, ale aż tak skrajnych doznań przyznam, że się nie spodziewałam. Kompletnie nie wiedziałam do czego "nosić" te perfumy. Żadna okazja, żaden strój nie wydawał mi się adekwatny i ten smutny zapach tylko gryzłby się z resztą. Jak na ironię, pierwszy raz użyłam je, gdy poszłam na pogrzeb... Potem zaczęły już totalnie nastrajać mnie dołująco, więc przestałam ich używać.

Czuję się w nich totalnie niekobieco, bez życia, dziwnie. Nie pasują do mnie, do mojego stylu ubierania i do usposobienia. O dziwo, otoczenie bardzo zwracało na nie uwagę. Mój facet uważa, że są ok, mnóstwo koleżanek komplementowało i z zaciekawieniem pytało co to za zapach. Tylko dlatego dałam im szansę, daję więc 3*, może dzięki temu ktoś znajdzie "swój" zapach.

Używam tego produktu od: niecały rok
Ilość zużytych opakowań: jedno 30 ml

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

ojej o Boże bardzo mi sie podobał

Pamiętam te perfumy z tego, że miała je kiedyś moja mama. Uwilbiałam ich zapach. A dziś przeglądałam listę perfum i wpadła mi w oczy śliczna znajoma granatowa buteleczka. Zapach był intensywny i dobrze się trzymał. Pamiętam go w sumie jak przez mgłę, ale pamiętam też, że gdy mamy nie było w domu lekko się nimi psiukałam.

Używam tego produktu od: używała go wiele lat temu moja mama
Ilość zużytych opakowań: jedno

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

trauma

wpadł mi dziś w oko na półce w sklepie. uspokojona pozytywnymi opiniami poszłam się "popsikać". i to była najgorsza rzecz, która mi się dziś przydarzyła. katastrofa. piszę całkiem subiektywnie - nie podoba mi się nic. kompletnie nic. nawet ta butelka niby ładna. ten zapach to dramat. już wiem, dlaczego nazywa się Sun Moon Stars - od mokrej, stęchłej, śmierdzącej ziemi. nie wiem, polanej nawozami sztucznymi, czy innymi chemikaliami. na ziemi tej leżą spleśniałe cząstki zdechłych kotów i różnych ptaków, rozdeptane dżdżownice i ślimaki. no cóż. to jest zapach antykobiecy. gdybym chciała zemścić się na nielubianej koleżance, psiknęłabym ją tym oto odorem. to jest okropne. doprawdy nie rozumiem, gdzie tu jest jakieś piękno, czas, klasa? tzw. zapach jest jednostajny. cały czas czuć martwicę i chemię. jaka brzoskwinia? jaka wanilia? jakie kwiaty? która kobieta chce tak pachnieć? ja na pewno nie. nie ma sensu dyskutować o gustach, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić. myślałam że równie super "zapachu" Anais Anais, nic już nie przebije. a jednak.

pół gwiazdki tylko , że muszę coś dać.

Używam tego produktu od: psiknięcie w sklepie
Ilość zużytych opakowań: nigdy i nic.

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Zabawa w ciepło-zimno

Wyrazisty zapach z kategorii „nie-wiem-z-której-strony-go-ugryźć”. Czuć, że ma już swoje lata - w tym roku stuknęła mu okrągła dwudziestka – co absolutnie nie jest wadą. Czuć, że stworzyła go ta sama osoba, co Eternity – Sophia Grojsman (podobieństwo między tymi zapachami jest niemałe, z tym, że Eternity to perfumy bardziej „gładkie”, ułożone, grzeczne, kwiatowe – Sun Moon Stars jest tą z dwóch córek pani Sophii, która woli iść własną drogą, jest mniej grzeczną z dwóch siostrzyczek.
Zacznę może od flakonu - bardzo mi się podoba, gdyby jeszcze korek nie był ze złotego plastiku, a z metalu, byłby cudeńkiem.
Mnóstwo składników w przypadku Sun Moon Stars oznacza mnóstwo wrażeń – ostatnie, co można powiedzieć o tym zapachu to to, że jest nudny. Przez długi czas nie mogłam rozgryźć tego zapachu – a mam go od dwóch miesięcy, flakonik z braku testera kupiłam w ciemno, zachęcona: 1) śmiesznie niską ceną 2) opiniami, że to zapach nieco dziwaczny – lubię takie perfumowe cudaki. Dalej czuję, że nie rozgryzłam tych perfum do końca, ale – jak dla mnie – kluczem do ich zrozumienia jest nazwa (skądinąd piękna).
Używanie Sun Moon Stars to zabawa w ciepło-zimno. Bo zapach generalnie jest cieplutki, taki trochę orientalny – soczyste, kapiące od soku brzoskwinie, słodka wanilia, drzewo sandałowe, ambra, goździk, róża, heliotrop, drzewo sandałowe, czuję też wyraźnie niewymieniony wśród nut zapachowych cynamon. Ciepło, miło, słonecznie. Sun. Druga strona zapachu jest zupełnie inna i pojawia się znienacka, na zasadzie ciepło-ciepło-ciepło-BUCH-już nie ciepło. Czuć nutkę lodowatego metalu – efekt podobny do tego wyczuwanego przeze mnie w Angelu, choć bez słynnego „trupa”. Myślę, że za ten chłód może odpowiadać ananas, choć chwilami wyczuwam też kwaśną do bólu zębów cytrynę. Kiedy pojawi się ta nutka, bo nie jest ona obecna przez cały czas, robi się jakoś niepokojąco, znika miły orient i słodkie bezpieczeństwo. Moon. Srebrny glob. Srebro, w przeciwieństwie do złota, kojarzy się zdecydowanie nie ciepło. Ta zimna nuta, podobnie jak w Angelu, kojarzy mi się z jakimś sztyletem, z czymś złym.
Czuję w Sun Moon Stars też wyraźnie krem Nivea, tak jak i w Eternity – pewnie to piżmo. On jest takim „pomostem” między tą słodko-ciepłą stroną zapachu a drugą, lodowato wręcz zimną. Zapach kremu Nivea jest dla mnie taki ciepło-zimny, bo z jednej strony jest taki „czystościowy”, niespecjalnie otulający, a z drugiej kojarzy się tak znajomo, bezpiecznie. Tak jak gwiazdy. Słońce też jest gwiazdą, ale daje ogrom ciepła, zaś te gwiazdy, które widzimy na nocnym niebie nie są ciepłe, przynależą do nocy, choć rozświetlają jej ciemność.
Sun Moon Stars to olfaktoryczna pochwała nie tylko ciał niebieskich, ale i świata jako całości, mimo wszystko miłego, ciepłego i bezpiecznego, chociaż czasem, przeważnie znienacka, daje o sobie znać ta mroczna, niepokojąca, zła strona ludzkiej natury.
Nie do końca czuję, że ten zapach jest „mój”, choć fajnie komponuje się z letnią pogodą, w dzień chwaląc upalne słońce, wieczorami – gwiazdy i księżyc rozświetlające parny mrok. Ciekawe, jak sprawdzi się zimą.

Używam tego produktu od: dwóch miesięcy
Ilość zużytych opakowań: 100 ml w trakcie

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Tu marka ma klasę. Mistrz Karl.

Romantyczny kwiatowy.... moje pierwsze skojarzenia, mam odlewkę z próbki, zaledwie 0,5ml edt, ciepły zapach, naładowany solidnie składnikami

Czego tu nie ma... Mnóstwo kwiatów, trochę nut drzewnych, wanilia... Wow. Dużo tego, lata 90te takie miały style, składników ogrom. Ale jednak nie pachnie typowym miodem, gęstym jak perfumy tych lat, jest całkiem przyjemny.
Taki ciepły, romantyczny wieczór. Dobrze posłodzony. Jak się ustosunkować... Hm... Fajnie że mogłam go poznać. Nazwa pasuje, trwałość do 7 godzin, jest bardzo dobrze jak na edt. Jednak flakonu nie zapragnę. Wypróbujcie kto może. Warto choćby dla porównania, lata 90te obok Red Door\\\'a i obok CK ONE zupełnie innego cytrusowego, pod koniec lat 90tych zapowiadał nowe czasy, powstał taki oto romantyczny Sun Moon Stars. Ciepły.

Jakoś też przychodzi mi na myśl, gdzieś w roku 97 chyba, wyszły spod Oriflamu 3 różne perfumy... Utrzymane w trochę podobnej tonacji, 1 moon, drugi był star a trzeci chyba suń, tak więc pytanie brzmi drogi oriflamie, czy po sukcesie skopiowałeś dobry chwyt i zamiast mieć swój pomysł poszedłeś na podrobienie?
Tak myślę, i co... Nie opłacało się, na rynku Lagerfeld nadal ma swoje perfumy a te 3 Oriflamowe dawno już nie produkują.
Tu marka ma klasę. Mistrz Karl.

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Trochę słodki, trochę świeży

Nazwa intrygująca, podobnie jak sam flakon. Co do zawartości, na mnie to głównie piżmo z metaliczną, chłodną nutą, która nadaje mu taki metaliczny błysk i sprawia, że zapach jest głęboki i słodkawy, ale w pewien sposób odświeżony. Pod koniec piżmo delikatnieje, pojawia się cytrusowe wykończenie. Trwałość umiarkowana, intensywność ciut poniżej średniej. Zapach ciekawy, ale nie wyjątkowy. Na pewno nie na wieczór.

Używam tego produktu od: kilka dni
Ilość zużytych opakowań: duża próbka

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

zaskakujący! trudny do sklasyfikowania. może orient na wesoło? noc na słodko ?

Pierwsze wrażenie to zdumienie. Co to jest? U mnie automatyczne skojarzenie z zapachem lakieru do paznokci lub zmywacza. Ostra woń zamaskowana kwiatowo, ale kwiaty to bardzo egzotyczne, pachnące silnie i słodko, choć to słodycz niezwykle rzadko spotykana w perfumach, ciężka, ale w jakiś sposób żywiołowa, a nawet... wesoła. Nie jest początek komfortowy. Raz pod spodem, innym razem na wierzchu są i inne zapachy, które nie tyle tę słodycz równoważą, co zakłócają. Jakaś chemia, egzotyczne owoce, nieznany w Polsce słodki napar. Zapach dziwny, chyba rzeczywiście orientalny, ale to taki orient dla nastolatek, orientalne signoriny, madmoiselle i miss. Niby zapach ciemny, ale jak słusznie informuje nazwa, jednak gęsto przetykany punktami świetlnymi, ciągle coś tam wesoło błyska. Nie ma nic wspólnego z takimi zapachami jak Midnight Poison czy Crystal Noir, które są poważne i gęste, bardzo kobiece. To jest nocna igraszka, kolonijna szalona zielona noc niekoniecznie dla idealnie grzecznych dzieci ;) Ale jednak noc, czyli nie ma tu przejrzystości i lekkości. To nie jest łatwy zapach, ale coś w sobie ma. Pierwszego dnia mnie odrzucił, ale potem miałam ochotę go sobie poanalizować. W jakiś sposób przyciąga, choć nie uroczy w sposób oczywisty.

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    4
    produktów

    113
    recenzji

    547
    pochwał

    10,00

  2. 2

    5
    produktów

    70
    recenzji

    661
    pochwał

    9,84

  3. 3

    85
    produktów

    23
    recenzji

    712
    pochwał

    9,27

Zobacz cały ranking