Tyle pięknych, wręcz poetyckich opinii powstało na temat "Wisha", że aż nie wiem, czy moja cokolwiek wniesie... Czy warto pisać i powielać to, co zostało już napisane?
Warto!
Lubię te perfumy, chociaż nie wydaje mi się, by były do końca "moje"... A szkoda - bo uwielbiam mroczne, ciężkie, duszne, ekscentryczne zapachy, które zahaczają o unisex i "Wish" doskonale wpisałby się w ten typ. Oceniłam te perfumy na 3+ bo są rzeczywiście interesujące i bardzo ładne, ale jednak coś mi w nich nie gra w taki sposób, by były ze mną spójne. Nie zrozumcie mnie źle - nie irytują mnie, nie męczą - nie w tym rzecz! Po prostu czegoś brakuje lub jest w nim czegoś nadmiar. Piszę to na podstawie kilku próbek, a biorąc pod uwagę kaprysy tego zapachu, na które tyle Wizażanek się uskarża, nie wykluczam, że któregoś razu za nimi przepadnę. Na razie jest tak na 'trzy plus'.
O ludzie, jaki ten flakon jest piękny! <3
Ostry diamentowy szlif i szmaragdowy kolor płynu nadają temu flakonikowi tyle uroku, a moją wyobraźnię sprowadzają na oblodzoną ścieżkę skojarzeń. Przypomina mi ostrą bryłkę lodu. Tak! Wyglądają jak sopel. Zdecydowanie to jeden z najpiękniejszych buteleczek perfum, jakie w życiu widziałam - wszystko tu gra. Chopard swoje "Wishe" zamyka w tej samej jubilerskiej buteleczce w kształcie diamentu i wszystkie wyglądają obłędnie, jednak ten klasyczny podoba mi się najbardziej ze względu na pasujący do kształtu kolor - mroźny szafirowy błękit. Cudownie się to prezentuje! Nawet nie śmiem narzekać na to, że buteleczka nie ma jak ustać, tylko leży przechylona. Na nic nie będę narzekać! 5/5 bez zbędnego gadania.
Jeśli chodzi o zapach, to tutaj jest gorzej... Nie jest źle, odrzucająco, ale zachwytów też nie będzie. Skojarzenia z "Angelem" Muglera są jak najbardziej zasadne... Zarówno sam zapach, jak i cała otoczka wokół niego, jest podobna. Może to będzie dla was zaskoczeniem, ale "Wish" bardziej mi się podoba! :P Dlaczego? Dlatego, że "Wish" jest bardziej oryginalny i lepiej się w nim czuję. Na mojej skórze prezentuje się słodko i wibrująco, ale czuć w nim kwasek, który choć nie jest nachalny i wprawdzie wprowadza w tę kompozycję coś naprawdę ciekawego, to jednak - według mnie - niestety nieco zaburza symfonię zapachu... Za to wrażenie odpowiada nuta głowy. PSIK! I co czujemy? Gruby, gęsto pleciony warkocz z czarnej porzeczki (kwaskowatość), gruszka (słodycz), akacja (słodycz) i agrest (kwaskowatość). Ta faza potrafi człowieka zauroczyć i zaskoczyć... Jest to bardzo zmyślna głowa. Zauważcie, że jedynym stricte słodkim owocem jest gruszka - czarna porzeczka i agrest są kwaskowate, choć także dysponują pewną dozą słodyczy. Kwiat akacji jest słodki, ale odrobinkę metaliczny - jak jaśmin. Ciekawie... Ciekawie...
Za chwilę wskakuje nam śmiała paczula i przykrywa całość specyficzną warstwą 'kurzu'... Wówczas akacja chowa swoją słodycz na rzecz metaliczności. Tutaj robi się ciężej i mniej przyjemnie. Magnolii tu nie czuję. Jest za to jaśmin, który wchodzi w paradę akacji (ciężko mi odróżnić co w danym momencie dominuje - są tak to siebie podobne i mają zbliżoną siłę rażenia). Osmantus ma cierpko-herbatkowy zapach i mi osobiście przypomina trochę bergamotkę... I szczerze mówiąc, tego tu też nie odnajduję... (ale może i lepiej, bo ciężko mi sobie wyobrazić bergamotkowe nuty w towarzystwie aż tak intensywnej, wręcz dominującej czarnej porzeczki... z drugiej zaś strony, uważam, że dobrze komponowałyby się z agrestem, gruszką i poszczególnymi kwiatami). Przy opisywaniu zapachu, zawsze największy problem sprawia mi wyłapywanie podstawy... ale nie tym razem... nie tym razem... ;) Wanilię i karmel czuję wyraźnie już po kilku minutach od pierwszego psiku. Bób tonka wchodzi nieco później - mniej więcej równo z paczulą. Wtedy te perfumy przybierają męskiego charakteru i... "angelowego". Oj, baza jest mocno "anielska"... Bardzo mocno. Kadzidło płonie wolno - wchodzi małymi krokami, pulsująco, nieśmiało, niezdecydowanie... ale jedno jest pewne - intensywne jest i głębokie! Co mam na myśli mówiąc, że jest takie nieśmiałe? Czy w tym miejscu nie zaprzeczam sama sobie? Absolutnie nie! Chodzi o to, że czuć je po chwili coraz wyraźniej - tak jakby jego obecność narastała. Za chwilę gdzieś znika, potem znowu się pojawia... Bardzo mi się podoba, jak pracuje na mojej skórze! Zresztą jestem wielką fanką kadzideł w perfumach - nie męczą mnie, nie przytłaczają, cudownie ze mną współgrają. Nie do końca jednak umiem nosić paczulę czy fasolkę tonkę... Bywają wyjątki - ale nie w tym przypadku. No coś mi tutaj nie leży tak jak powinno... Coś mnie gniecie... Coś jakoś nie do końca mi wygodnie w tym duecie... Czarna porzeczka też jest wymagająca i chociaż lubię jej aromat, to musi być czymś równoważony, a mam wrażenie, że w "Wishu", pod wpływem tonki, paczuli, jaśminu ona cierpnie. Czasami przybiera wręcz podton zjęczenia. Nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, ale momentami tracę pewność siebie wyczuwając kwaśno-piwniczną woń... Na szczęście kadzidło i delikatna wanilia przychodzi mi z pomocą. Karmel też by to robił, ALE!
Po pierwsze - trochę się ociąga, jest powolny, flegmatyczny, rozlazły, ciągnący się jak... - no właśnie! - KARMEL! ;)
A po drugie - ma swoje kaprysy i raz wypada słodko, jak w tym przypadku należy, a czasem jak w "Angelu", czyli gorzko, jakby za długo stał na ogniu i przypalał garnek. I chociaż gorzki karmel potrafi być bardzo... 'słodki' ;) - znaczy się pożądany - tak w towarzystwie tych komponentów - karmelowa gorycz działa na niekorzyść całego zapachu. Jakoś tak dziwnie został podany i rozrabia sobie.
Dla kogo jest to zapach?
Nie wiem. Sami musicie ustalić na podstawie tego, co próbowałam zamieścić w opisie. Bez najmniejszej wątpliwości musi to być osoba, która ma dużą tolerancję na perfumiarskie wybryki - raz słodko, raz gorzko, raz kwaśno, raz cierpko... Myślisz, że pasują Ci takie warunki? (bo pamiętaj, że to Chopard je stawia, a nie Ty... ;)) To próbuj. Nie są to aż tak ogoniaste perfumy jak wyżej wspomniany "Angel" (w tym przypadku wychodzi to na plus), ale na pewno są również bardzo trwałe i wyczuwalne. "Wish" na spryskanym nadgarstku będzie siedział mimo to, że użyjesz mydła przeciw niemu. Jeśli chodzi o trwałość, to jest nie do zdarcia! (a przynajmniej nie za pierwszym razem). Myślę, że z całej rodziny "Wishów" ten tutaj jest najtrwalszy (drugie miejsce zajmuje ten złoty, a trzecie - różowy).
Ja tam będę jeszcze testować, bo ten zapach zdołał mnie sobą zainteresować jak mało który zapach, ale... popadać w zachwyt nie będę, bo [póki co] jest nam nie po drodze. Możliwe, że coś zaskoczy. Fajnie by było, bo to bez wątpienia jeden z najbardziej oryginalnych zapachów w przyzwoitej cenie. Jest charakterystyczny, nie do pomylenia (chyba że z "Angelem" na pewnym etapie rozwoju... różni się jednak niuansami, większą delikatnością i mniejszą siłą rażenia), jak najbardziej godny uwagi, interesujący i ma w sobie jakiś niszowy kunszt. Polecam próby o różnej porze dnia i roku, bo to jeden z tych zapachów, z którym ewidentnie trzeba kombinować... ;) No więc kombinujemy, eksperymentujemy i bawmy się! :D