Kupi ponownieTak
Liczba zużytych opakowańkilka opakowań
Od kiedy używasz produktukilka miesięcy
Gdzie został kupiony produktW drogerii tradycyjnej
Mam cienkie, mocno kręcone włosy, które przez większość życia były dla mnie źródłem frustracji. Szczerze mówiąc, nie lubiłam ich chyba od czasów podstawówki. Przez lata regularnie je prostowałam, bo każda próba noszenia naturalnego skrętu kończyła się podobnie - zamiast pięknych loków miałam na głowie spuszoną plątaninę drobnych loczków, które żyły własnym życiem.
Od zawsze marzyły mi się większe, gładkie, błyszczące fale i loki, takie jak na zdjęciach czy filmach instruktażowych. Ostatnio postanowiłam w końcu zawalczyć o ten efekt i zaczęłam zgłębiać temat stylizacji włosów kręconych. Trafiłam na tutoriale pokazujące tzw. wymuszanie skrętu - gdzie przy pomocy szczotki lub palców formuje się większe pasma włosów zawinięte w grubsze spirale.
W świecie włosów kręconych najczęściej poleca się stylizację żelem. Faktycznie, efekt potrafił być przepiękny - niemal dokładnie taki, o jakim marzyłam. Pod warunkiem jednak, że żel został nałożony na bardzo mokre włosy, a włosy wysuszone absolutnie do końca. Problem w tym, że moje włosy przy takiej stylizacji były ciężkie i płaskie u nasady. Samo suszenie trwało wieczność, szczególnie że mikroplopping całkowicie niszczył u mnie wcześniej uformowane spirale. Co gorsza, nawet po bardzo długim suszeniu często okazywało się, że wewnątrz grubszych pasm zostało jeszcze trochę wilgoci, przez co wystarczyło rozgnieść cast olejkiem i po chwili pojawiał się nieestetyczny puch. Po kilku takich maratonach byłam już naprawdę zrozpaczona.
I wtedy pojawił się pomysł na piankę Wella Wellaflex 2nd Day Volume Extra Strong Hold Mousse.
Najczęściej widziałam ją jako dodatek do żelu, stosowany głównie dla zwiększenia objętości u nasady. U mnie jednak sprawdziła się jako główny produkt stylizujący i, ku mojemu zaskoczeniu, daje u mnie lepsze efekty niż sam żel.
Moja rutyna wygląda następująco: myję włosy szamponem, następnie nakładam dobrą maskę nawilżająco-wygładzającą na kilka minut, z którą dokładnie rozczesuję włosy i delikatnie wgniatam produkt. Po spłukaniu zawijam włosy w ręcznik na około 5 minut. Na tak lekko wilgotne włosy nakładam piankę Wella - przy długości do łopatek używam ilości wielkości dużej brzoskwini. Staram się równomiernie rozprowadzić ją na całej długości dłońmi głową w dół zwracając szczególną uwagę na końcówki.
Następnie (już głową do góry po rozczesaniu) przy pomocy szczotki Denman stylizuję włosy w większe spirale. Na całej głowie tworzę około 20 większych pasm. Potem suszę włosy suszarką z dyfuzorem (nie dotykając nim włosów) na średniej temperaturze i średnim nawiewie.
Największe zaskoczenie? Czas suszenia. Włosy są całkowicie suche już po około 20 minutach. Powstaje wyraźny cast, bardzo podobny do tego po żelu, ale pasma są zdecydowanie lżejsze. Po rozgnieceniu olejkiem zostają piękne miękkie fale i duże loki.
Efekt naprawdę mnie zachwycił. Włosy są gładkie, błyszczące, lekkie i zachowują kształt dużych fal dokładnie taki, jaki chciałam uzyskać. Oczywiście czasem pojawi się gdzieś pojedynczy puszek, ale nie przeszkadza mi to, bo całość wygląda naturalnie. Co najważniejsze, fryzura utrzymuje się aż do kolejnego mycia, czyli u mnie około trzech dni. Na noc zaplatam włosy w luźny warkocz i rano nadal wyglądają bardzo dobrze.
Jeśli tak jak ja macie cienkie, podatne na puszenie włosy i marzycie o większych, bardziej uporządkowanych lokach lub falach, warto dać tej piance szansę. Dla mnie okazała się produktem, który wreszcie pozwolił osiągnąć efekt, którego bezskutecznie szukałam przez lata i to bez większego wysiłku jak przy klasycznej metodzie stylizacji loków.
- Wydajność
- Zgodność z opisem producenta
- Stosunek jakości do ceny
- Opakowanie
- Zapach