Nie ma to jak klasyczny wyjazdowy dramat każdej kobiety: wszystko spakowane, krem z filtrem, okulary, ładowarka, nawet zapas gumek do włosów, a tusz do rzęs? Oczywiście został w domu. Kiedy więc wpadłam do Rossmanna na dworcu w Gdyni, wyglądałam jak bohaterka filmu akcji w ostatniej scenie, zdeterminowana, zmęczona i z jednym celem: znaleźć tusz, zanim odjedzie pociąg na Hel.Wchodzę, patrzę, a tam stoi on: Eveline Variete Full Volume Ultra Length Extra Black. W czarnym, eleganckim opakowaniu ze złotym motywem maski, jakby szeptał: Zaufaj mi, zrobię z Twoich rzęs coś wyjątkowego. No i jeszcze promocja 23 złote! W tamtym momencie to brzmiało jak przeznaczenie. Za taką cenę nawet gdyby tylko wyglądał ładnie na toaletce, uznałabym, że było warto. Zachęcona wcześniejszym romansem z tuszem Wonder Match tej samej marki, postanowiłam spróbować czegoś nowego. I nie żałuję, choć nie jest to miłość od pierwszego pociągnięcia, to zdecydowanie związek, w którym warto zostać na dłużej. Tusz faktycznie robi to, co obiecuje, cudownie wydłuża rzęsy, przez co wyglądają, jakby miały własny plan lotów. Każda rzęsa staje się widoczna, rozdzielona, elegancka i tak czarna, że aż się zastanawiasz, czy to aby nie efekt jakiegoś filtrującego czaru. Nie pogrubia może w sposób spektakularny , nie ma tu efektu wow, mam wachlarze jak u transa, ale daje taki naturalny, lekko teatralny look, idealny na co dzień, zwłaszcza jeśli lubisz, gdy Twoje rzęsy wyglądają schludnie, ale nieprzesadnie. Szczoteczka to małe cudo: silikonowa, zgrabna i precyzyjna. Dotrze wszędzie, nawet tam, gdzie nie spodziewasz się, że masz rzęsy. Idealna do malowania kącików i dolnych rzęs bez ryzyka, że nagle zamienisz się w pandę. A jeśli już o pandach mowa, to pod koniec dnia tusz potrafi się trochę osypać, ale to nic dramatycznego w stylu millenials wraca z imprezy o 4 rano. Raczej lekko zmęczony, ale wciąż schludny look. Największy plus? Wydajność. Mam go już trzy miesiące, używam regularnie, a on dalej żyje jak młody bóg. Nie zasycha, nie zmienia konsystencji, nie zamienia się w suchą, kruszącą się tragedię. To naprawdę rzadkość wśród tuszów drogeryjnych, które często kończą żywot szybciej niż twoja motywacja do ćwiczeń po Nowym Roku.Podsumowując Eveline Variete Full Volume Ultra Length Extra Black to taki tusz, który wpadł w moje ręce przypadkiem, a został z wyboru. Nie jest może ideałem (trochę się osypuje, pogrubia mało spektakularnie), ale nadrabia urokiem, trwałością i efektem, który sprawia, że Twoje oczy wyglądają po prostu pięknie. Więc jeśli kiedyś zapomnisz tuszu w drodze na Hel, nie panikuj, wystarczy wpaść do “Rosska” na dworcu, złapać Variete na promce i masz gwarancję, że nawet z bagażem w ręku i kawą z automatu w drugiej dłoni, Twoje rzęsy będą wyglądały jak z reklamy.
Zalety:
- Świetnie wydłuża rzęsy – efekt długich, eleganckich, dobrze rozdzielonych rzęs bez sklejenia.
- Naturalny, estetyczny wygląd – rzęsy wyglądają ładnie i schludnie, nieprzerysowane.
- Precyzyjna szczoteczka silikonowa – łatwo dociera do każdej rzęsy, także w kącikach.
- Nie zasycha szybko – po trzech miesiącach nadal ma dobrą konsystencję.
- Wydajny – długo się utrzymuje i nie marnuje.
- Eleganckie opakowanie – czarne ze złotym motywem maski, wygląda luksusowo.
- Dobra cena – szczególnie w promocji (23 złote to naprawdę dobry deal).
- Łatwo dostępny – można kupić w każdym Rossku
Wady:
- Trochę się osypuje pod koniec dnia – nie dramatycznie, ale zauważalnie.
- Nie daje mocnego efektu pogrubienia – bardziej wydłuża niż dodaje objętości.
- Nie jest wodoodporny
- Wydajność
- Zgodność z opisem producenta
- Trwałość
- Stosunek jakości do ceny
- Opakowanie