Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Być może, Paris EDP

Być może, Paris EDP

Średnia ocena użytkowników: 3 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 10 ml
Cena 3,65 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Sztandarowy produkt polskiej sztuki perfumeryjnej.
Szyprowe, słynne i bardzo już stare perfumy niegdysiejszej Polleny-Urody. Oprócz "paryskiej", występowały jeszcze w trzech wersjach: "London", "Rzym" i "Jamaica".

Kategoria: szyprowe.

Recenzje 30

Średnia ocena użytkowników: 3 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj
33% jesień/zima 67% wiosna/lato

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: jedno opakowanie

Zapach kojarzy mi się z dojrzałą kobietą, ale nie można powiedzieć, że jest brzydki

Zapach ten dostałam od babci. Długo nie potrafiłam się do niego przekonać. Minęło kilka lat nim go zużyłam mimo małego flakonika. Mój partner go nie lubi, twierdzi że zapach jest tandetny i pachnę staro. Ja jednak lubię czasami dla odmiany poczuć na sobie coś innego :) Im bardziej kontrowersyjny zapach tym bardziej mnie intryguje, nie lubię tych zwykłych, grzecznych perfum - nudzą mnie.
Flakonik jest szklany, solidny - już wiele razy mi spadł i przetrwał w stanie idealnym. Nakrętka szczelna, nie przecieka, nie odkręca się sama.
Jeśli chodzi o zapach czuję tam nuty szyprowe, trochę kwiatowych i mydlane.
Używałam na większe wyjścia z rodziną. Był na tyle wyczuwalny, że często najbliżsi wyczuwali go witając się ze mną. Mam wrażenie, że bardzo długo był intensywny, a później nawet jak słabł to uważny nos potrafiłby go wyczuć.
Ktoś mógłby ten zapach wyśmiać, ale myślę że do wszystkiego trzeba dojrzeć. Wiadomo też, że każdy z nas ma inny gust. Jeśli nie boisz się tego typu zapachów, to warto spróbować :) Nie jest to mój ulubieniec i nie kupię ponownie, jednak nie żałuję że go używałam, zawsze to jakieś doświadczenie

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: próbka

Wykorzystała: jedna próbka

Nie dla mnie.

Paris jest ulubionym zapachem mojej mamy i już chyba zawsze będzie kojarzyć mi się właśnie z nią. Jednak sama osobiście nie sięgnęłabym po niego nigdy, bo jest dla mnie zbyt drażniący, wręcz krótko mówiąc śmierdzi. Szybko się ulatnia, buteleczka jest niepraktyczna i niewygodna. Trudno z nią o odpowiednie dozowanie.
Myślę, że lubienie bądź nielubienie tych perfum to tylko kwestia gustu. W mój niestety nie trafiły.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

PRLowska wiosna w rozkwicie

Ten uroczy flakonik pamiętam z czasów wczesnego dzieciństwa, takiego naprawdę wczesnego dla mnie(rocznik '96), bo to była końcówka lat 90tych-Disco Relax na Polsacie, i takie czekoladowe cukierki w szeleszczących kolorowych papierkach-wierzcie mi, tak ja szybko zapominam co miałam na sobie poprzedniego dnia i po co weszłam do sklepu, tak świetnie pamiętam różne migawki z tamtych lat.
I w tamtych czasach, w szufladzie meblościanki w dużym pokoju zawsze gościł malutki flakonik w kształcie wiolonczeli, który mnie zachwycał swoją klasą i prostotą, pachnący kwiatami i mamą. Bo moja mama zawsze go używała, jeszcze w czasach panieństwa, czyli lata 80te w małej wiosce zabitej dechami-w czasach gdzie kupowanie wszystkiego innego niż jedzenie i artykuły pierwszej potrzeby to było święto, poprzedzone długim wyczekiwaniem i staraniami.
Wtedy Być Może pachniały dla mnie takim ciepłem i bliskością, tą miłą kobiecością. Zapewne na to wpływał fakt, że w tamtych czasach małe dziewczynki zachwycały chyba każde perfumy, nawet siermiężne Kobako czy raczkujące na początku tego tysiąclecia wody z Avonu :)
Oczywiście wtedy nie znałam ich nazwy, to był tylko mały, bezimienny flakonik z ładną zawartością, której nie umiałam opisać, bo jako kilkulatka nie znałam jeszcze takich słów jak jaśmin czy szypr.

Mijały lata, o Być Może się zapomniało, praktyczna meblościanka została zastąpiona kompletem eleganckich i modnych mebli salonowych, weszliśmy w bogate czasy konsumpcjonizmu i morza różnorakich perfum oraz możliwości wyboru, a ja dorosłam i poznałam mnóstwo zapachów, wyrobiłam gust. Jedynie moja mama nadal została wierna swoim przekonaniom i używa zapachów kwiatowych.
Jako, że czasy dzieciństwa kojarzą mi się z piękną beztroską(-Jak będziesz dorosła to zatęsknisz za szkołą!-tę mantrę którą mi wtedy ciągle wciskano teraz boleśnie zrozumiałam) to małą szklaną wiolonczelę nadal miałam w pamięci i gdy ujrzałam Być Może w małym tanim sklepiku z kosmetykami i tekstyliami to od razu kupiłam dwa flakoniki-jeden dla siebie, drugi dla mamy.
Mama jest zachwycona.
A ja?
Być Może to zapach naprawdę ładny i udany, choć do niego:
a) trzeba dojrzeć
b) trzeba mieć sympatię i sentyment
c) trzeba po prostu lubić takie zapachy
d) trzeba mieć dobre okazje do jego noszenia
(zakreśl sobie wybraną odpowiedź)
Być Może to jest naprawdę przemiły i udany kwiatowy szypr. Ja lubię ogólne takie kwiatowe dynamity, lubię zapach majowej wiosny i rozgrzanych słońcem kwiatów. Więc lubię też Być Może-to ciepłe i słodkawe wariacje na temat jaśminu, do tego troszkę paczuli i drzewa sandałowego. Jednak całość w ogóle mnie nie mdli, nie pachnie ,,staro"(taki problem mam z klasyczną Panią Walewską), bo ma w sobie taką świeżą nutę, jednak to nie jest świeżość morza czy cytrusów-to taka świeżość w stylu retro, bardzo klasyczna i elegancka, ale nie tak staroświecka jak wyżej wspomniana Walewska.
Parametry naprawdę dobre-długo się utrzymują i są wyczuwalne.
Flakonik nadal mnie zachwyca.

Ja do Być Może potrzebuję dobrego powodu by je nosić i jakoś jeszcze nie mam odwagi nosić ich poza gronem ludzi, którzy mnie znają. Być Może po prostu nie czuję się do nich dojrzała i gotowa, Być Może jednak naprawdę pasują bardziej pewnym siebie dojrzałym kobietom.
Na pewno Być Może :)
Ja cieszę się, że mam w posiadaniu taką śliczną szklaną wiolonczelę z urokliwą retro wiosną w środku.

Swoją drogą-wiecie za ile je kupiłam w tym małym sklepiku?
3,50 zł za buteleczkę oryginalnych Być Może.
Nie żebym stawiała je na równi z Chanel czy nawet bardziej wyszukanymi wodami z drogerii, ale 3,50 zł za kawał udanej i nostalgicznej historii(która ma mnóstwo fanek) to taki słaby żart. Albo dobra promocja. Wierzę, że to drugie :D

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

jeżeli masz dystans do siebie i świata, jeżeli lubisz się śmiać- to wypróbuj

Recenzje tego zapachu czytałam niedawno na Wizażu. Olśniło mnie- ja nie tylko to znam. Ja to w domu mam! Jakiś czas temu dostałam te perfumy w prezencie od dziesięcioletniego dziecka znajomych. Poszperałam w szufladzie, znalazłam, powąchałam i ...powróciły wspomnienia...

To zapach, który pamiętam z domu rodziców, który jako nastoletnia pannica podbierałam mamie. Powąchałam- no, trochę to wygląda tak, jakby przyszły twórca czarnej Pani Walewskiej dopiero uczył się komponować perfumy. Nie ma tu tej finezji i ciekawego rozwijania się nut, jakie występuje chociażby w młodszych paniach czy też pannach Walewskich. W Być może ..czujemy mydło, (chyba) paczulę i jaśmin. Zapach nie odrzuca, ale w porównaniu z Walewskimi brak mu tego subtelnego, ciekawego przenikania i rozwijania się nut.

Dlaczego więc daję czwórkę? Bo nie jest to zapach gorszy niż wiele tanich zamienników, które można kupić w hipermarketach czy drogeriach , którymi na ulicach pachnie całkiem sporo kobiet. Uważam też, że gdyby producent nie nadał mu tak niefortunnej nazwy, zapach byłby odbieramy lepiej i nie kojarzyłby się aż tak bardzo z siermiężnym PRL. Peut etre- same przyznacie, że przetłumaczenie Być może... na język francuski brzmi o wiele lepiej ( absolwentki filologii romańskiej niech wybaczą mi brak " daszka" nad "e" przy słowie "etre", ale piszę tę recenzję z telefonu i nie wiem, gdzie to " e" z daszkiem znaleźć). W każdym razie " Peut etre" zamiast " Być może" brzmiałoby o wiele lepiej tak jak o wiele lepiej brzmi " La vie est belle" niż "życie jest piękne". Ja francuskiego zaczęłam uczyć się w 1991 roku i nie byłam pierwszym rocznikiem w liceum, który uczył się tego pięknego języka:). Myślę więc, że za czasów powstania Być może ...język francuski był na tyle popularny, by nadać tym perfumom bardziej fortunną nazwę...

Flakonik malutki, zgrabniutki-dla mnie spoko.

Czy polecam? Napiszę tak- jeżeli nie cierpisz na nadmiar gotówki, a chcesz intrygować zapachem, na wieczór wypróbuj raczej Czarną Walewską od Miraculum, a do pracy wybierz wersję różową, białą, rubinową lub złotą- w tamtych zapachach znajdziesz bowiem finezję, której Być może.... niestety brakuje. Jeżeli masz jednak w sobie dużo luzu, dystansu do siebie i świata oraz poczucia humoru, to idąc na zimowy spacer do parku możesz wypróbować te mydlano- jaśminowe nuty. Być może stwierdzisz, że Być może nie są być może aż takie siermiężne :)

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Miłe wspomnienia,warto czasem sięgnąć po nie.

Miłe wspomnienia,warto czasem sięgnąć po nie.Tak po wspomnienia jak po malutki flakonik kuszący świeżą i zmysłową nutą.
Perfumy Być może..powstały jeszcze w latach 70 , podobnie jak Pani Walewska, Brutal i wiele innych.Można je było kupić w kioskach ruchu.
Jako nastolatka szalałam na ich punkcie,po prostu byłam w nich zakochana.
Były nie drogie i można było szaleć.
Intensywny, długotrwały zapach kusił świeżą i zmysłową nutą.
Kompozycja pozwala poczuć niezwykłą atmosferę i to by czuć się ,piękną i atrakcyjną .Wystarczy parę kropli by poczuć się tą wyjątkową osobą.
Może to nie były perfumy marki Christian Dior ale w tych czasach i dla nastoletniej panienki to właśnie były te jedyne ulubione.
Właśnie kojarzą mi się z latami młodości ,pięknymi wspomnieniami.
Dlatego od czasu sięgam po te wspomnienia zawarte w małym flakoniku tak zgrabnym mieszczącym się w zamkniętej dłoni

Zapach intensywny utrzymujący się dłuższy czas aczkolwiek za krótko.
Być może...Paris to zapach kwiatowy,gdzie rządzi bergamotka i brzoskwinia oraz drzewo sandałowe i ambra.Z kolei nutką serca jest paczula i jaśmin.
Polecam je wypróbować, nie zaszkodzi za taką cenę spróbować coś innego.
A może zostaną miłe wspomnienia jak u mnie .

Cały ten aromat zamknięty jest w malutkim jakże stosownym flakoniku .
Mimo małej pojemności zapach jest wydajny i utrzymuje się przez jakiś czas.


ZALETY:
-intensywny, przyjemny zapach
- ładny mały flakonik
-zapach dosyć trwały aczkolwiek krótki
-przystępna cena

2 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Perfumy siermiężnych czasów - "być moze" miał to być PRL-owski chanel No. 5

Ten zapach większość z nas zna, a przynajmniej pamięta butelkę, która stała na komódce u babci czy cioci. Ja swoje pierwsze Być Moze kupiłam w kiosku ruchu i był to prezent dla mojej babci pod choinkę, która kochała tez Panią Waleską :) Nawiasem ten zapach zakupiłam tez dla babci, ale to juz w prawdziwej drogerii, w większym mieście. I byłam dumna z zakupu takich bardziej "dystyngowanych" perfum.
Wracając jednak do zapachu, który powstał w siermiężnych czasach jako odpowiedz PRL-u na zapotrzebowanie na paryski styl u nas. Nasze mamy i babcie marzyły wówczas o prawdziwej modzie prosto z europejskich stolic. To były czasu gdzie Chanel no. 5 to, tylko na obrazku w kolorowych czasopismach mozna było oglądać - jak sie je zdobyło cudem :) Tak właśnie powstało nasze rodzime PRL-owskie wydanie Chanel no5, nazwane Być Moze, a powinno raczej brzmieć : Być moze jest to Chanel no 5, mające być odpowiedzią na szaleństwa szyprowo-aldehydowe za żelazna kurtyną. I znów pojawia sie kolejne "Być Może" hmmm bo być może miał, to być udany mariaż aldehydów z szyprem przyodzianym kwiatami, a wyszedł taki lekki mezalians w wydaniu ekonomicznym i iście siermiężnym. Na tamten czas podobał się, a teraz mam po prostu do tego zapachu sentyment, bo kojarzy mi sie z dzieciństwem i babciom. Sam zapach zaś mi nie śmierdzi i nie szokuje. Dla mnie jest to mydelko przyjemne pachnące kwiatami, ale pospolite mydełko dokładnie z okresu PRL-u. Moze dlatego nie mogę się zgodzić, ze jest to esencjonalny i prawdziwy szypr ! Oj nie, dla mnie jest to właśnie takie tanie mydełko marki pollena obsypane kwiatem. Fakt aldehydy tu wyczuwam, ale do klasycznego szypru, to tutaj jest daleko. Jest przyjemnie czysto i mydlanie, a w tle są płaskie kwiaty, ale nic sie tam nie dzieje, nie ma ciężkości, nie ma pudru, nie ma słodyczy, nic mnie nie rozgrzewa. Nic nie wodzi na pokusznie i nic nie intryguje. Wręcz przeciwnie widzę siebie : jak stoję w łazience zaraz po kąpieli, a obok leży najtańsze i najbardziej popularne, acz lekko kwiatowe mydło z okresu PRL-u . I to wrażenie mnie nie opuszcza, tak bardzo kojarzy mi sie ten zapach z kostka mydła z tamtego okresu, ze mam wrażenie, iż skład mydła z tej epoki zamknięto własnie w tym małym flakonie, który dostałam od mojej babci kilka lat temu na Boże Narodzenie. I choć babcia już odeszła, to flakonik został ze mną. Nie używam, nie noszę, ale trzymam jako relikt. :-)

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Wehikuł czasu :)

Używała go moja mama, babcia i chyba wszystkie ciotki :) Kiedyś był w każdym kiosku, obecnie najczęściej zamawiam go przez Internet.

Kojarzy mi się z dzieciństwem, jest bardzo specyficzny i staromodny, ale mam zawsze w domu jedną buteleczkę żeby móc użyć jej od czasu do czasu.

Zapach jest dość przyjemny, odrobinę ciężki, trwały a flakonik bardzo poręczny.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Mój

Zapach dosyć ciężki, ale elegancki. Bardziej pasuje na wieczory. Malutka buteleczka wbrew pozorom starcza na długo, zapach utrzymuję się na skórze kilka godzin, według mnie trochę za krótko.
Czasem używam ich na dzień. Są taniutkie. Polecam je wypróbować :)

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Toż to klasyk!

Paryż...ach, ten Paryż...
Gdy wącham ten klasyczny wariant legendarnych perfum, od razu przypominam sobie moją babcię, która je bardzo lubiła. Pamiętam, że miała je jeszcze w innym designie, ale w identycznym flakonie. Zapewne zostały one babci jeszcze za czasów PRL-u, bo to wtedy robiły one taką furorę. Przez wiele lat można było zdobyć tylko wariant Paris, dopiero później weszły na rynek inne (Londyn, Nowy Jork, Rzym, Tokio). Teraz można wybierać wśród kilku zapachów z Paryżem na czele, który zresztą częściej się widuje w kioskach. Mam je wszystkie, także najnowszą wersję "Summer In Paris". Ale jeżeli chodzi o Paryż, to w zasadzie on jest najbardziej rozpoznawalny, starsze pokolenia od razu go rozpoznają.
Klasyk, co się zowie!

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: jedno opakowanie

Być może... kiedyś.

Paryż?
Wbrew pozorom wcale nie lekki i romantyczny tylko duszny i ciężki.
Staromodny.
Jawią mi się przed oczami dorożki i kobiety w długich powłóczystych sukniach z parasolkami.
Eleganccy mężczyźni w melonikach zapraszają swoje damy na teatralne przedstawienie.
Czuć kurz zasłon, zapach wydeptanych desek scenicznych, specyficzną woń kobiecej części widowni, włosów pachnących szyprem, upiętych w wysokie koki.
Atmosfera się zagęszcza. Publiczność szaleje. Owacje na stojąco. Bisy.
Damy odjeżdżają do domów wraz ze swoimi kawalerami, a wieczorem odwieszają ciężkie suknie, do szaf, mocno pachnących terpentyną.

Zapach bardzo intensywny. Przeszłości, która nie chce odejść.

Szypr na specjalne okazje. Na pewno nie na co dzień.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

hmm....

Sporo tu, jak widzę, sentymentalnych westchnień.
No cóż... Ja należę do pokolenia, które epokę słusznie minioną zna jedynie z opowieści tudzież z filmów Bareji.
Z Być Może... zetknęłam się po raz pierwszy w łazience mojej babci. To było dość dawno, ale pamiętam, że zaskoczyła mnie nazwa. Rozbawiła wręcz. Oczywiście w dalszej kolejności musiałam powąchać to cudo.
Nie nastąpiło żadne rozczarowanie, bo nie spodziewałam się Bóg wie czego, ani też nie opuściłam z krzykiem łazienki.
Moje pierwsze skojarzenie: Ależ to pachnie jak gorzała!
Podtrzymuję tę opinię do dziś i nic na to nie poradzę.
Nigdy nie próbowałam używać tego zapachu.
Często widywałam opakowania w okolicznych kioskach. Raz też natknęłam się na krótką wzmiankę o nim w zbiorze satyrycznych esejów Waligórskiego. :)

Nie mam nic do Być Może..., rozumiem sentymenty, nie rozumiem jednak, jak przy obecnych standardach można używać tych perfum na poważnie.
Jako że celem każdej kosmetycznej recenzji jest ocena produktu samego w sobie, jestem zmuszona przyznać 1,5 gwiazdki, choćby za samą trwałość. Bo trwały to on jest, za***iście... ;)
Ktoś poniżej napisał, że to "perfumy z duszą".
Dusić to one duszą - bez dwóch zdań...


Używam tego produktu od: - - -
Ilość zużytych opakowań: - - -

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Niestety, nie dla mnie szypry

Przeglądając fora zapachowe, przypomniałam sobie o Być Może. Kiedyś, jako mała dziewuszka, kupiłam takie perfumki pod choinkę mojej mamie (akurat jak na kieszeń ośmiolatki). Tym prezentem była chyba wersja New York, ewentualnie London. Wracając do Paris, kiedy przypomniałam sobie o Być Może, postanowiłam zakupić i przetestować. W kiosku była tylko wersja Paris, więc radośnie wydałam 6,20 zł i jeszcze po drodze do domu zaaplikowałam sobie perfumki na nadgarstek. Przez 2 czy 3 dni wmawiałam sobie, że to ładny zapach, że się do niego przyzwyczaję, że będę go używać na bardziej oficjalne okazje (bo taki kobiecy, klasyczny, elegancki). W końcu przestałam sobie wmawiać, dla mnie Paris po prostu śmierdzi, taką łodygą słonecznika (nie lubię tego zapachu) z domieszką kwiatów i paczuli. Postanowiłam oddać mamie, by przypomniała sobie młodość, ale ona - miłośniczka eleganckich, ale delikatnych zapachów - powiedziała, że Paris nigdy nie używała i że jej niestety też się nie podoba. Widać, nie dla nas szypry.

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    0
    produktów

    12
    recenzji

    899
    pochwał

    10,00

  2. 2

    4
    produktów

    62
    recenzji

    703
    pochwał

    9,53

  3. 3

    53
    produktów

    29
    recenzji

    697
    pochwał

    8,67

Zobacz cały ranking