Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Yumi, Nawilżający balsam do ciała `Aloe Arbuz`

Yumi, Nawilżający balsam do ciała `Aloe Arbuz`

Średnia ocena użytkowników: 5 /5

Zobacz oferty

jokasklep.pl
zamknij×
Szczegółowa ocena
Średnia ocena: 4.65/5
  • Szybkość realizacji zamówienia

  • Poziom obsługi klienta

  • Jakość zapakowania przesyłki

  • Polecił(a) bym ten sklep znajomym

ezebra
zamknij×
Szczegółowa ocena
Średnia ocena: 4.91/5
  • Szybkość realizacji zamówienia

  • Poziom obsługi klienta

  • Jakość zapakowania przesyłki

  • Polecił(a) bym ten sklep znajomym

Kategoria
Marka
Pojemność 300 ml
Cena 24,99 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Balsam do ciała Aloe Fresh to połączenie soku z aloesu ze składnikami, które wzmacniają jego nawilżające działanie. Bogaty i naturalny skład nawilży najbardziej wymagającą skórę – suchą i podrażnioną. Aloes przyniesie ulgę i nawilży, a masło shea zregeneruje, łagodząc podrażnienia. Roślinny kolagen zawarty w aloesie i naturalne oleje: migdałowy i kokosowy odżywią i odmłodzą skórę. Ich działanie wzmocni witamina E, zwana eliksirem młodości. Mocznik głęboko nawilży, a alantoina zregeneruje skórę, pozostawiając ją jedwabiście gładką i zadbaną. Przyjemny, owocowy zapach arbuza długo utrzymuje się na ciele.

Recenzje 23

Średnia ocena użytkowników: 5 /5
Wydajność:
Zgodność z opisem producenta:
Stosunek jakości do ceny:
Opakowanie:
Zapach:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: jedno opakowanie

Polecam

Jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Ma przyjemną średnio gęsto konsystencję, która pozwala na odpowiednie rozsmarowanie produktu. Dość szybko się wchłania, pozostawiają skórę miękką i pachnącą. Zapach arbuza jest świetny i orzeźwiający. Opakowanie solidne, jedynie przy końcu ciężko pompką wydobyć resztki produktu.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Kocham!

Ten balsam jest rewelacyjny. Idealny na ciepłe wakacyjne dni. Uwielbiam efekt jaki daje, orzeźwienie i nawilżenie. Lubię go użyć po całym dniu, przynosi ulgę i ukojenie. Jest bardzo fajny, szybko się wchłania i nie pozostawia plam na ubraniach. Ja go używam po kąpieli. Ma fajne opakowanie, wygodne z pompką. Zapach - mistrzostwo!!! Uwielbiam. Dobrze nawilża i odżywia ciało.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: kilka opakowań

Mój zielony ulubieniec!

Kocham tego skrzata ! Ten balsam koi moje zmysły. Przecudownie pachnie świeżością arbuza , świetnie się wchłania i idealnie nawilża skórę całego ciała.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Świetny!

To mój ulubiony produkt z serii Yumi. Pachnie obłędnie, jest wydajny, bardzo dobrze nawilża skórę, szybko się wchłania, ma dobry skład. Często można dostać go w Lidlu, więc duży plus za dostępność.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: 2 tygodnie

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Yumi jest Yummy!!! : D❤️

Poszłam do Lidla po bluzkę i majtki, a wyszłam z szamponem, żelem pod prysznic i dwoma balsamami do ciała.

Standard.

Moich produktów nie było, zastałam tylko krajobraz po bitwie, więc przed wyjściem zahaczyłam jeszcze o Niesamowitą Półkę, z produktami Szczególnymi: Eko, Bio, Naturalnymi i często Certyfikowanymi. Lidl ładnie się wpasował w panujące obecnie "trendy". Ja już przy okazji mojej pierwszej recenzji Tutaj - ANTYregenerującego szamponu do włosów blond od Sylveco - wspominałam, że dla mnie to nie jest żaden trend czy jakaś moda, lecz wspaniała filozofia Życia i Postępowania, z którą czuję się Nieziemsko Cudownie, jakbym nieustannie unosiła się na puchatym, bialutkim, kłębiastym i mięciutkim obłoczku, składającym się z już "obłupanych" z czekolady pianek Ptasiego Mleczka. W sensie metaforycznym oczywiście, bo gdybym miała to wszystko zjeść, to pewnie nie uniosłabym się zbyt daleko.

Mam tu na myśli przede wszystkim (ale nie tylko) Vegan i Cruelty Free.

Nie jesteśmy sami i to naprawdę Wielkie skurwy... z naszej strony, żeby głupi balsam - jakiś KOSMETYK - kosztował tyle bólu, zadawał krzywdę i powodował tak niewyobrażalne cierpienie tylu niewinnych i bezbronnych ISTNIEŃ. Płacimy za ich powolną w męczarniach śmierć...


NIE JESTEŚ TEGO WARTA!!!!!


Zwykle to, czego nie widzimy (lub czego po prostu nie chcemy widzieć - udajemy, że nie widzimy - bo jest to dla wygodniejsze i przyjemniejsze: ot tak, nie trzeba nic robić, nie trzeba się niczym przejmować) kompletnie nam zwisa. Nie obchodzi nas to. Ale nie oznacza to, że jeśli nie zwracamy na coś uwagi, to tego nie ma. Odsyłam do mojej recenzji dwufazowego kremu pod oczy od avon, w której ZWRÓCIŁAM UWAGĘ na testy na Zwierzętach. Jak to wielki koncern zabawia się w niemieckich "lekarzy" z czasów drugiej wojny, na terenie Pięknej Unii, która to już dawno zakazała takich testów na swoim żałosnym terenie. Ta... Jasne.
Nie będę podstawiała żadnych linków pod nos, samemu też wreszcie trzeba ruszyć dupę i coś zrobić. Należy zrzucić tę pelerynę-niewitkę i może zamiast ślicznych kotków jeżdżących na odkurzaczu, tym razem obejrzeć co z tymi kotkami robią ci socjopaci w białych fartuchach; jak traktują Nasze Ukochane Azorki w imię naszej ulubionej kredki do oczu.

Nie można być takim bezdusznym ignorantem.

Dlatego fajnie, że Lidl oferuje Bardzo Ciekawe przykłady kosmetyków, które spełniają wszystkie kryteria i warunki, którymi kieruję się na co dzień, a które powinny być ważne dla wszystkich ludzi i obowiązkowe dla wszystkich producentów.

Chciałabym, żeby stały się one normą i standardem, poniżej którego nie schodzi absolutnie nikt.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie robi tego kierując się głosem płynącym prosto z Serducha, z potrzeby tworzenia Czegoś Pięknego, tylko raczej z obecnego zapotrzebowania rynku, ale i tak doceniam gest.
Podobnie gdy ktoś wyznaje zasadę: "Mam gdzieś ekologię. Stosuję, bo modne". Dobrze, ja MAM GDZIEŚ intencje. Obchodzą mnie fakty.
Także Biedronka nieźle działa na tym polu. Chociaż skupiła się głównie na jedzeniu. Ale to dobrze, bo inaczej musiałabym jeść te wszystkie śmietanki, masełka, musy i sorbety z Rossmanna : )
Lidl również prezentuje świetną ofertę żywieniową. Bardzo ciekawą i zróżnicowaną.

Chociaż Oczywiście, jak pisałam przy okazji recenzji kremu pod oczy Nacomi, nie można bezmyślnie patrzeć przez jakieś dziwnie oklepane pryzmaty, że "bez cukru" to rzeczywiście jest bez cukru, a "vege" naprawdę jest dla wegan.

Ostatnio oglądałam w Biedronce parówki wegańskie. Marka GoVege, z przodu napis "Odpowiednie dla Wegan", a z tyłu aromat dymu wędzarniczego. No, marchewek się nie wędzi.
Nie, żartuję : p Chodzi oczywiście o proces frakcjonowania i oczyszczania skondensowanego dymu, by nadać smak (?), a na pewno zapach mięsa. Mnie się to nie podoba, bo "co to za wegetarianin, co wpier*ala schabowe?" Kazik mógłby tu w tym momencie wpaść z awanturą i miałby zupełną rację. Zresztą, nie ruszyłabym czegoś, z czego usunęli wcześniej substancje smoliste i rakotwórcze. No, Dziękuję Bardzo. Ale łaska. Zjadłabyś kanapkę, na którą narobił wcześniej Twój Pies? Z której usunął ktoś te substancje niepokojące i bakteriotwórcze? >>Ktoś<<, nawet nie Ty. Nie miałaś do tego wglądu, nie miałaś żadnego wpływu na przebieg tego procesu. Ty masz to tylko zjeść. No i zapłacić najpierw. NAJPIERW, bo potem może być już z tym trudno : / Poza tym czytałam, że proces ten muszą przeprowadzać osoby odpowiednio do tej roli przygotowane, wykwalifikowane, bo jeśli zabierze się do tego ktoś niedoświadczony, to... Łuu, lepiej nie myśleć. Ale "Spokojnie...", relax. Według Parlamentu Europejskiego stosowanie aromatu dymu wędzarniczego jest bezpieczne dla zdrowia, bo dostarcza TYLKO Niewielkiej ilości substancji rakotwórczych. A, więc "...to tylko awaria". Oj, jakiś producent chipsów musiał mieć chody w ParLamento te 18 lat temu (!) [kiedy to rozporządzonko wyszło z... głów autorów i ujrzało światło dzienne].
Ja jako wegetarianka nie szukam jakichś niemięsnych zamienników, mięsa bez mięsa. Pewnego dnia powiedziałam sobie po prostu: "Dosyć! Przecież to chore." I od tamtej pory, od tamtej chwili bardzo dobrze mi się żyję : ) To tylko Sześć Pięknych, lecz krótkich lat - wolałabym Całe Życie : ), ale czasu już nie cofnę, a lepiej jest patrzeć przed Siebie. Na to mam wpływ. Zresztą, tak usprawiedliwiając się troszeczkę (ale tylko trochę), to nigdy nie były jakieś rytualne mordy, tylko rosół i Ten Niedzielny Obiad.
Jednak jeżeli ktoś boi się radykalnych zmian i idzie po najmniejszej linii oporu, to Serdecznie Polecam takie produkty; szynki bez mięsa, parówki sojowe i inne miłe TofuNiespodzianki - ciekawe i intrygujące Zaskoczenia : )
Jest ich naprawdę szeroka paleta barw, wiem, bo siostra-wegetarianka je kupuje. I zajmuje miejsce w lodówce...
Mnie osobiście nie ciągnie do takich spraw, nigdy nie odczuwałam tęsknoty za Kiełbasą Swojską czy innymi "specjałami". Jednak - bo zawsze jest jakieś } jednak { - zawsze lubiłam jeść kanapki na gorąco, ale nie takie, jak tam opisane powyżej : p, więc gdy zobaczyłam wege burgery w sklepie, spojrzałam na nie cieplejszym wzrokiem : ) Choć ta nazwa - "burgery" - całkiem mi nie odpowiada. Kotlety. Wcale nie lepiej. No, ale są to takie małe, niewinne i miłosierne kotleciki. Pamiętam jak się zdziwiłam, gdy wyjęłam z pudełka torebkę piasku : D Myślałam, że już zrobili dla mnie te kotlety, a tu nie... Nie, nie, nie, trzeba samemu sobie ulepić : ) I dobrze. Zgodnie z tym, o czym mówiłam/pisałam wcześniej. Trzeba Działać. A nie tylko biernie się przyglądać.
Przy okazji któregoś z kolejnych już moich "wypieków", gdy ugniatałam sobie na dłoni małe kóleczko palcem wskazującym drugiej dłoni, brat śmiał się ze mnie, w jaki sposób ugniatam te "klekoty" : )

Także, reasumując:

WEGE JEST WDECHE. : )


W Lidlu rzucili już na szalę zgrzewę 40stu rolek papieru toaletowego. Mhh... U la la. Jest moc. Ostatnio wyciskałam na bary 32 rolki w Biedronce. Myślałam, że więcej nie można, a tu proszę : ) Nieźle się prześcigają w tym wyścigu szczurów. Prawdziwy Wyścig Zbrojeń. XXI wieku : )
No, to na pewno plus "pandemii", że nie musisz latać co dwa dni po osiem rolek do sklepu, tylko możesz swobodnie robić to co miesiąc : )
Do PR-owców też los się uśmiechnął i puścił oczko, bo aktorów, którzy kiedyś odmawiali im udziału w reklamach, teraz mogą zakontraktować sobie za 1/3 tego, co im kiedyś obiecywali.
Teraz nas nimi maltretując : (

Czekam jeszcze tylko na Jandę...

Także ulgę stanowił fakt, że ksiądz nie nawiedzał nas w tym roku : ) Od razu pomyślałam sobie, że jeżeli tym razem nie będzie machał tą miotełką i nie pomoczy ścian, to będzie to wreszcie naprawdę Dobry Rok.
Ale gdyby był to Ojciec Karras, nie miałabym Absolutnie NIC przeciwko temu... : )

Półka w Lidlu Mieniła Się wszystkimi kolorami Tęczy i Radości. Uginała się pod ciężarem balsamów i żeli pod prysznic Aloe Amore Pomidore od Yumi ( Wiesław Michnikowski by się ucieszył : ) ), które wypełniały ją po brzegi.
Markę Yumi znam, czytałam o niej, ale jeszcze nigdy nie miałam okazji jej używać. Aż do teraz : )
Wybrałam dla siebie po odcieniu z każdej barwy, a co! : D. I tak przywędrował ze mną do domu w bawełnianej torbie (a jakże : D) aloesowy balsam do ciała Aloe Arbuz Intensywne nawilżenie + odświeżenie, aloesowy balsam Aloe Winogrono Intensywne nawilżenie + wygładzenie oraz Aloe Borówka pod prysznic Intensywne nawilżenie + odmłodzenie. W ofercie dostępny był również Źółty balsam Aloe Ananas, który ma za zadanie nas także odżywić oraz Zielony, czyli na pewno Aloesowo - Aloesowy : ) Tak. Aloe Fresh Intensywne nawilżenie. Taka wersja podstawowa : ) Bez żadnych ekstra dodatków. Jednak nie spodobały mi się ich zapachy i one nie znalazły swojego miejsca w torebce : (
Ale widzę, że Wielkie Radomskie Umysły myślą podobnie, bo gdy wróciłam do Lidla trzy dni później, zostały już tylko one : D
W sumie to się ucieszyłam, bo znam siebie. Nie postrzymałabym się. Wzięłabym Absolutnie Wszystko, co mi się spodobało, co mi wpadło w moje Błękitne oko, rozszerzając źrenicę : ), lecz z drugiej strony nie chciałam wynosić całego sklepu ze sobą na plecach. (Tak się akurat złożyło, że zapłaciłam tyle, ile miałam do wydania z założenia przychodząc do sklepu. Ciekawy przypadek.)
Właściwie, że są to dwa balsamy i tylko jeden żel zobaczyłam dopiero w domu. Byłam taka podekscytowana, rozpromieniona i oszołomiona tymi produktami, że nie zauważyłam, że Yumik tylko na Jednym opakowaniu trzyma tę słuchawkę od prysznica : D Do tej pory nie wiem jak to zrobiłam. Muszę chyba zacząć bardziej skupiać się na tym, co robię : D Trochę mnie to jednak zasmuciło, bo nie znoszę nakładać balsamu na ciało. Nie lubię, nie chce mi się - może ładniej napiszę o sobie - nie mam do tego Serca. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie odrosłam zbyt wiele od ziemi i tego smarowania nie ma tak dużo. Ale jednak...
Ten produkt to Magia!!!
I tu, w tym miejscu, obiema rękami podpisuję się pod recenzją Imogen95. Aż się zdziwiłam, że Dziewczyna nie dostała od nas żadnego uśmiechu, kciuka w górę czy poklepania po plecach. Dostała więc Buziaka ode mnie : ) - Moją Pierwszą Podarowaną Pochwałę Tutaj.

Yumi to polska marka specjalizująca się w kosmetykach na bazie Aloesu. To on stanowi ich kanwę. Na jego podstawie oparta jest Filozofia i Pomysł na firmę. Ponadto kieruje się bardzo Pięknymi Ideałami, o których możesz przeczytać na ich stronie internetowej, która przedstawi Ci także Dziesięć Powodów, dla których Twoje Serce może zabije dla niej mocniej.

Moje produkty są w opakowaniu w tubie o pojemności 200ml - tak wolę : ) Chciałam je Tu nawet dodać, bo jednak inne opakowanie, inna pojemność to także inne odczucia i inne wrażenia użytkowania. Choć, ok, no dobrze, zgadzam się - w środku jest to samo. I tego samego zdania jest też Wizaż, ale byłabym wdzięczna gdyby powiedział mi o tym wcześniej - "Hej, sprawdź czy dodawany element nie jest zbieżny z już dodanym : *", a nie pozwalał mi Trzy razy wypisywać te wszystkie pierdoły po kolei. Ale ok. Niech tak będzie. Moja nauczka na przyszłość. Choć napisałam Piękny opis naszego Arbuzowego Adonisa, nie tylko przepisałam z tyłu, ale, cóż, Nie Moja STRATA : p

Ale, jak Édith Piaf, nie żałuję. Zrobiłam przy okazji ładne i przyjemne dla oka : ) zdjęcia, więc pochwalę się nimi w ramach moich Recenzji : )

W sklepie przytuliłam do siebie mocniej także interesujący szampon od phBio, który przyciągnął mnie do siebie siłą magnesu - obrazkiem Rumianku na etykiecie. Miałam już kiedyś szampon z rumiankiem i bardzo mile go wspominam. Dobrze zadziałał na moich włosach. Były miękkie i miały taką niesamowitą objętość : ) Fajnie unosiły się od nasady. Niestety nie był w stałej ofercie sklepu. Rzucili go ot tak sobie, a potem zabrali. Szukałam go później, ale nie mogłam znaleźć go nigdzie indziej... Dlatego ucieszyłam się, gdy spotkałam Ten produkt na swojej drodze : ) Już go Tutaj dodałam, nie bez perypetii, ale jednak. Jestem też już po kilku umyciach i moje wrażenia są, jakby to powiedział Shrek, "całkiem, całkiem". Także niedługo będę się odzywać w tej sprawie : ) Ale już teraz zachęcam do zapoznania się z nim. Zostawiłam kilka ciekawych i naprawdę przydatnych informacji dotyczących certyfikatów, jakimi ten kosmetyk może się poszczycić. Są bardzo restrykcyjne i rozległe, jeśli chodzi o szereg kryteriów, jakie trzeba spełnić, by je uzyskać, więc gdy zauważymy taki znaczek na danym produkcie, będziemy miały przed sobą całe spektrum możliwości jego działania, ukaże nam się cała gama barw faktów dotyczących tego kosmetyku. Od użytych w nim składników, przez sposób wytwarzania do efektywności przedstawienia informacji na jego etykiecie. Zatem Serdecznie Polecam : ) Bardzo solidny włoski produkt. A lubimy to, co włoskie : p My mamy ich w naszym Hymnie, oni śpiewają o nas w swojej... szóstej zwrotce, ale zawsze.
Także jest połączenie duchowe : )
Trochę mi przykro, że moderacja ucięła nieco mojego tekstu, mojego opisu. Ja wiem, że wszystkie treści nie mogą się zmieścić, że nie dla wszystkich starczy miejsca. Jednak reklamami to nas zasypują tak, że nie można oddychać. Wiem, że są priorytety, rzeczy ważne i ważniejsze, ale trzeba to wszystko wypośrodkować.
Bez obaw. Nic straconego. Wszystko co wyczytałam, czego się dowiedziałam i co chciałam przekazać na temat tego produktu, przedstawię w swojej recenzji.
Już niedługo : )

Balsam do ciała Aloe Arbuz Intensywne Nawilżenie + Odświeżenie. To bardzo Ciekawy produkt. Jest w 100% Wegański, zawiera 99% soku z liści aloesu, a jego skład jest w ponad 97% pochodzenia naturalnego. Wszystko ładnie. Chociaż wiem, że te niecałe 3% mogą mnie, i równie dobrze, trzy razy zabić. Bowiem skład ten zawiera również kilku typków spod Ciemnej Gwiazdy, ale ja pisałam już Tutaj, że po używaniu kosmetyków w pełni naturalnych, mam ich już serdecznie dosyć, bo one nie działają, a ich stosowanie jest uciążliwe i po prostu wkurza. Mycie włosów przypomina nakładanie szamponu bez użycia wody, a kąpiele są "smutne" i niesatysfakcjonujące. Żele kompletnie się nie pienią i myjesz się praktycznie w samej wodzie. A myłyście się kiedyś w samej wodzie? To wszystko jest tak niebywale szorstkie - i wcale nie będę tu używać cudzysłowia. Nie muskasz z przyjemnością delikatnie gładkiej skóry, tylko jeździsz jak wywrotką po okopach, wycierając dodatkowo nos w papier ścierny. To jak myć się mydłem w kostce. O, Chryste. Po jednej jedynej takiej zabawie w mojej karierze, podrażnienia i RANY(!) po depilacji pamiętam do dzisiaj. Jakby podziabał mnie kosą ślepy Norman Bates. No albo jego matka. To już nie ma znaczenia.
Ja, gdy mam po swojej stronie Vegan i Cruelty Free, to dla mnie nie ma już piekła, moja Dusza może sobie swobodnie hulać w najlepsze. Dlatego nie obchodzą mnie żadne phenoxyethanole, disodium edty-sredty - wszystkie te Owoce Zakazane po Japoniach i innych Australiach. Bo co najgorszego może się stać? Najwyżej nie dostąpię tego zaszczytu i nie dożyję starości. Oh, dear. Nie poczuję na własnej skórze tego zwycięstwa kiedy raz na kwartał będę w stanie sama wstać z łóżka, by się wysikać. Wstać, bo wysikać się sama, pewnie nie wysikam. Za to poczułabym co innego. A jeśli nie zabiją mnie składy kosmetyków, to zabije mnie zatrute powietrze, kierowca przejeżdżający na Moim zielonym świetle, bo ma tę swoją zieloną strzałkę >: / albo cena pomidorów w supermarkecie. ( 17,99zł za kilogram!?! Serio!? Powariowaliście!? 3,44zł za takiego małego pomidorka? No, mało się nie przewróciłam i nie nakryłam się nogami przy kasie w Biedronce. A i tak odkroję tylko kawałek, a potem wyrzucę go takiego zapleśniałego trzy dni później. Zresztą, te pomidory nawet koło pomidorów nigdy nie leżały...)

Czyli rakotwórcze disodium edta - tak, ale rakotwórczy aromat dymu wędzarniczego już nie? No tak, bo jednak używając takich kosmetyków bezwiednie przez całe życie, od samego jego początku przez bardzo długie lata, nic mi się nie stało. Nie wyrosła mi druga głowa ani żaden wielki guz na szyi, przyciągający wzrok mało subtelnych i niedelikatnych gapiów. Z drugiej strony wystarczy tylko wyjść na ulicę, by zobaczyć jak wygląda świat pokolenia Ludzi z McDonalda.
Może jednak te parabeny nie są wcale aż takie złe?
Kiedy wybuchł ten cały boom przeciwko nim i zaczęły pojawiać się reklamy "0% Paraben", "Paraben Free", mniej więcej w tym samym czasie przeczytałam artykuł, który podnosił tę kwestię. Że kosmetyk i tak TRZEBA zakonserwować, a Ten środek jest już dobrze przebadany (tak, tylko ciekawe jak?), znany i powszechnie stosowany.
Więc o co tu tak naprawdę chodzi?
WSZYSTKO co ludzie Ci mówią ( i piszą!!!) nie tylko "przez dwa podziel", jak radzi Ci Kayah, ale także zmiel na papkę i spuść w kiblu. Prawda to tylko wielokrotnie powtórzone kłamstwo, a rację ma ten, kto głośniej krzyczy. I ma więcej hajsu na reklamę.

To jak z "Wojną Światów". W 1938 roku Orson Welles prowadził słuchowisko radiowe. W formie komunikatu informował, że o to na Ziemię zstąpili Marsjanie. Oczywiście nikogo to nie obeszło. Ale za to nigdy nie posiadająca nawet kręgu z kręgosłupa moralności, prasa, która traciła wtedy popularność na rzecz radia właśnie, zwęszyła w tym swój interes. I tak, na swoich żałosnych, jak Unia, i dyshonorowych kartach własnej historii, zaczęła donosić jakiż to zamęt i chaos zapanował wtedy przez to na ulicach. Jak to ludzie wybiegali z domu w samym ręczniku, wsiadali do samochodu i jechali na drugi koniec kraju do ukochanej osoby. Tak... Przypominam, że Ameryka swoimi granicami sięga wód chwilę przed Islandią (bardzo profesjonalny geograficznie zwrot) do połowy Krainy Putina. Zatem, na pewno musieli zmarznąć.
I w takiej wersji wydarzeń ( "Faktów", "Wiadomości" czy innego serwisu informacyjnego - jak kto woli. Ja nie wnikam. I tak to Wszystko to, jak mówi moja Mama, jeden kij*, tylko w innym opakowaniu.) ta historia żyje do dzisiaj.
Jeśli kogoś interesuję jak to NIE-wyglądało, to polecam 7. odcinek 5. sezonu bardzo dobrego, choć nieco infantylnego serialu Dowody Zbrodni. Oglądałam go jako dziecko z moją Mamą. Nie zliczę ile razy płakałyśmy podczas sekwencji kończących każdą opowieść. Serial trzyma w napięciu i nie puszcza : ) A ile kwestii porusza!!!! Od problemów mniejszości, przez trudną sytuację Kobiet do błędów Systemu. Szczerze Polecam : )
A odcinek nosi -oczywiście- tytuł "World's End".

*Parafrazowałam : )


Trzeba uważać na każdym kroku i grać Fair.


Ten balsam jest po prostu Fenomenalny! : D
Wchłania się w sekundę. On się Wchłania! I to w Sekundę!!
ON SIĘ WCHŁANIA W SEKUNDĘ!!!! ❤️❤️❤️ Nie musisz się niczym przejmować. Możesz od razu śmigać w ciuchach : * Niezwykle ułatwia nam codzienną pielęgnację Naszego Ukochanego Ciała : ) Jest o tyle Niesamowity, że po nałożeniu zdaje się być całkowicie niewyczuwalny. Przy czym, otula nas swoim orzeźwiającym zapachem, i to na długo, zapewniając ten przyjemny efekt gładkiej skóry. Tekst jak z tyłu opakowania, ale Prawdziwy!!! : D A ile razy już zdarzyło Ci się, że etykieta Cię okłamała? I to prosto w twarz. Niefajne uczucie. Zawód i niezadowolenie. Ale, ale Ten kosmetyk niesie ze sobą wiele Radości i Uśmiechu. Tak dla odmiany : ) Zapachem przywodzi na myśl tę gumę balonową z osiedlowego sklepu, w kształcie malutkiej piłki do rugby. I w barwach arbuza oczywiście : )
Działa według tego, co obiecuje. Bardzo Pozytywnie mnie zaskoczył. Za co Wielkie Dzięki!

Ja nie lubię balsamów do ciała, a w tym jestem Zakochana : ) ❤️

Jest Bezpieczny, działa, a firma go produkująca ma coś ważnego do powiedzenia. Jestem bardzo zadowolona i z ogromną Przyjemnością daję mu Pięć Prześlicznych, no nie wiolonczelistek, ale równie Pięknych Gwiazdek : ) Prześliczna wiolonczelistka jest tylko jedna : )

Relację tę, to sprawozdanie, tę autobiografię : D dedykuję Wspaniałej Recenzentce-Weterance. Wiolu435, to dla Ciebie ❤️ Pozdrawiam Cię Serdecznie. Buziaki dla Dzieciaków.

Mój Hit.
A Yumik to twarz i maskotka marki : )
3MajCię się CIEPŁO na tę Majówkę! : D
Całusy i Buziaki.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Fajny!

Kupiłam na promocji w drogerii Natura. Wcześniej nie znałam tej marki, ale przepadłam od razu, w końcu aloes.Opakowanie - śliczne :) Zapach? Hmm tu mam jedno jedyne ale, ponieważ na początku wydawał mi się okropnie sztuczny i drażniący, jednak po kilku użyciach mi się spodobał. Myślę, że jest to super balsam na lato. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania i całkiem dobrze nawilża. Jest bardzo wydajny i ma niską cenę. Polecam

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Jeśli nie znosisz balsamowania- kup ten produkt!

Całym sercem nie znoszę balsamów do ciała. Niezwykle irytowało mnie uczucie tłustej, klejącej się skóry wiele godzin po smarowaniu czy konieczność zakładania ubrań na lepkie ciało. Z tego powodu tego typu specyfików używałam rzadko, jednak nie ma co ukrywać- skóra czasem prosi o nawilżenie i ochronę. I tu z pomocą przyszedł mi balsam Yumi Aloe Arbuz. Kosmetyk ma przyjemną konsystencję średnio gęstego kremu. Wchłania się bardzo szybko, dzięki czemu nie tego dyskomfortu i lepkości. Ale mimo tego, że balsam wydaje się lekki, bardzo dobrze nawilża (a nie tylko natłuszcza!), zmiękcza i wygładza skórę. Co również ważne- nie jest to chwilowy efekt, który zaniknie po paru godzinach od aplikacji, jak to ma miejsce w przypadku niektórych kosmetyków.
Zdarza się, że moja skóra kaprysi, jednak Yumi Aloe Arbuz w żaden sposób jej nie podrażnił ani nie uczulił. Do tego wreszcie mam balsam, który mogę stosować od razu po goleniu się :)
Nie sposób nie wspomnieć także o zapachu- kojarzy mi się z gumą balonową- aż przyjemnie się smarować :)
Opakowanie jest poręczne i urocze, cena w stosunku do jakości: bardzo dobra. Ponieważ używam go stosunkowo niedługo, na pewno wrócę do recenzji, aby ocenić jeszcze wydajność :)
Polecam z całego serca- zwłaszcza tym kobietom, które nie znoszą tłustych i wolno wchłaniających się balsamów, kremów i olejów :)

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Cudowny balsam o pięknym zapachu

Kupiłam bez zastanowienia się w Lidlu. Skusiła mnie fajna butelka i zapach arbuzowy i super, że się skusiłam. To pachnie tak obłędnie, że chciałbym się polizać, naprawdę. Dobrze działa, spełnia wszystkie kryteria jakie powinien mieć balsam. Na pewno będę go długo używać. Super też, że ma pompkę, łatwo się go nakłada, kosmetyk nawilża, można go używać zaraz po goleniu- nie szczypie.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Arbuzowe, aloesowe szaleństwo

Kupiłam ten balsam, ponieważ nigdy wcześniej nie slyszalam o marce YUMI a uwielbiam sprawdzać i testować nowości. Przekonało mnie również to, że ten balsam ma pompkę i jest łatwiejszy jeśli chodzi o użycie.

Balsam pachnie przecudownie, zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji i stosunkowo długo utrzymuje się na ciele po aplikacji. Także czuć aloesowy arbuzik naprawdę bardzo długo

Opakowanie wygodne w formie buteleczki z pompką, dzięki czemu łatwo wydobyć produkt i jego niewielka ilość wystarcza by wetrzeć w nawet całe ciało ????

Konsystencja średnio gęsta bardzo łatwa w aplikacji. Szybko się wchłania nie pozostawiając tłustego filmu na skórze.

Balsam delikatnie nawilża skórę i sprawia, że jest miękka i bardziej wygładzona. Nie powoduje żadnych alergii. Uwielbiam go stosować tuż po kąpieli. Dzięki temu balsamowi moja skóra nie jest już taka przesuszona. Balsam zawiera aloes więc koi skórę i chroni przed podrażnieniami.

Jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno nie raz go jeszcze zakupie ????

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Mam, używam i na pewno będę jeszcze z niego korzystać w przyszłości!

Mam, używam i na pewno będę jeszcze z niego korzystać w przyszłości! Kupiłam z polecenia znajomej i jestem zadowolona :)

+ ładny, świeży zapach,
+ wydajny
+ nie podrażnia
+ dobrze nawilża skórę

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: 2 tygodnie

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Dla wielbicieli arbuza hit!

Jesli ktoś kocha zapach arbuza, jak ja, to musi mieć ten produkt :) To jest totalny hit, który pachnie tak apetycznie, że nic tylko go zjeść :) Dodatkowo swietnie nawilża i daje efekt odświeżenia :) Uwielbiam go :)

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Arbuzowy zawrót głowy ❤️

Nie będę ukrywała, że oczywiście do zakupu zachęciła mnie szata graficzna. Cóż, typowa kobieta ;)

OPAKOWANIE, CENA ⬇️
Ostatnio wykończyłam wszystkie swoje balsamy i gdy byłam w drogerii rzucił mi się w oczy ten balsam. Wcześniej nie słyszałam o marce Yumi i jest to mój pierwszy produkt od nich. Opakowanie jest po prostu przeurocze! Zielone i różowo-pudrowe kolory a do tego ten aloesowo-arbuzowy ludzik. Czy to nie jest słodkie? ❤️
Poza tym dużym plusem jest dla mnie fakt, iż buteleczka ma pompkę i to jeszcze bardziej zachęciło mnie do zakupu. Nie wiem czy to jakaś nowa marka czy po prostu słabo dostępna, ale wcześniej jakoś nigdy jej nie widziałam. Kosztował sporo jak na balsam, bo jakoś ponad 20 złotych, ale bardzo chciałam go przetestować. Zwłaszcza, gdy zobaczyłam, że w składzie ma aloes. Latem uwielbiam stosować kosmetyki z aloesem.

CO OBIECUJE PRODUCENT? ⬇️
Przede wszystkim ✔️ nawilżenie
Oprócz tego:
✔️ Ukojenie, przyniesienie ulgi
✔️ Regenerację
✔️Łagodzenie podrażnień
✔️ Odzywienie

KONSYSTENCJA I UŻYCIE⬇️
Formuła jest dosyć treściwa. Nie spływa oraz bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. Przy tym jest lekka i w miarę szybko się wchłania, nie pozostawiając przy tym efektu tłustego filmu. Zapach jest bardzo przyjemny. Jako fanka arbuza po prostu się od niego uzależniłam!
Produkt stosuję po każdej kąpieli. Czasami też przed wyjściem, np. na odkryte nogi i ręce.

EFEKTY ⬇️
Skóra przede wszystkim jest porządnie nawilżona. Dawno nie miałam takiego dobrego balsamu. Jestem pewna, że kupię go ponownie. Skóra wygląda na zdrowszą i zdecydowanie bardziej odżywioną. Efekt jest również długotrwały, bo utrzymuje się kilka godzin. Uwielbiam go i zdecydowanie polecam ❤️

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    7
    produktów

    33
    recenzji

    214
    pochwał

    10,00

  2. 2

    3
    produktów

    16
    recenzji

    229
    pochwał

    8,80

  3. 3

    0
    produktów

    46
    recenzji

    131
    pochwał

    8,50

Zobacz cały ranking