Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

St. Moriz, Instant Self Tanning Mousse (Samoopalacz w musie)

St. Moriz, Instant Self Tanning Mousse (Samoopalacz w musie)

Średnia ocena użytkowników: 4,1 /5

Pojemność 200 ml
Cena 20,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

St. Moriz, Instant Self Tanning Mousse to samoopalacz w formie lekkiego musu dla każdego rodzaju skóry, dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych - Medium lub Dark. Bardzo łatwy w aplikacji, najlepiej przy użyciu rękawicy do nakładania samoopalaczy.

Instant Self Tanning Mousse St. Moriz daje natychmiastowy efekt opalonej skóry, który po wzięciu prysznica (dopiero po kilku godzinach!) nieco blednie osiągając trwały, naturalnie wyglądający złocisty odcień. Nałożony na wypilingowaną i nawilżoną skórę, nie pozostawia smug oraz zacieków.

Po aplikacji Instant Self Tanning Mousse St. Moriz można się od razu ubrać bez ryzyka pobrudzenia ubrań lub starcia produktu. Opakowanie jest wygodne, pompka się nie zacina ani nie zapowietrza. Atutem jest też niska cena produktu oraz brak nieprzyjemnego zapachu typowego dla samoopalaczy.

Recenzje 61

Średnia ocena użytkowników: 4,1 /5
Wydajność:
Zgodność z opisem producenta:
Stosunek jakości do ceny:
Opakowanie:
Zapach:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: jedno opakowanie

Kiedy masz nogi białe jak ściana i masz tego dość...

...kup sobie ten samoopalacz. Nie pożałujesz.

Jestem takim trochę freakiem - mam jasną cerę, opalam się szybko (mimo używania filtrów - jestem #teamochronacałyrok) i na złoto (z piegami na twarzy), ale mam problem z nogami - te nie opalają się wcale. Wcale!Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale jednak latem, przy szortach i krótkich spódnicach czy sukienkach, wygląda to komicznie - bo góra elegancko słońcem muśnięta a nogi jak doklejone z zupełnie innego obrazka - jasne, wręcz białe, nawet sinawe, bo skórę mam tam cienką i przezroczystą. Od lat, w sytuacjach, gdy muszę tym moim nogom nadać trochę koloru, wspomagam się kosmetykami sztucznie opalającymi. Bo ja nie jestem amatorką leżenia plackiem na słońcu. Cały mój kolor to zasługa pieszego przemieszczania się po mieście, jazdy na rolkach i rowerze w pełnym słońcu itp. Czyli taka no, codzienna opalenizna nabyta tak, że po prostu po tym słońcu chodzę. A wystarcza mi naprawdę odrobina słońca - już od wczesnej wiosny zmagam się z przypalonym nosem i płatkami uszu ;) No takie dziwadło.

Ale do meritum. Wspieram się samoopalaczami, balsamami brązującymi czy balsamami, które nadają zmywalny kolor. Doskonale pamiętam moje pierwsze próby z samoopalaczem matki, było to może w szóstej klasie podstawówki a moje nogi nigdy wcześniej i nigdy później nie wyglądały tak źle ;) Przez te marne doświadczenia długo nie używałam samoopalaczy, bo się zwyczajnie bałam - smrodu i krzywdy, którą mogłabym sobie wyrządzić nieumiejętnym nałożeniem kosmetyku.
Moje podejście zmieniło się w chwili, w której poznałam rękawice do samoopalaczy i samoopalacze w piankach. Temu, kto te ustrojstwa wymyślił należy się nagroda, bez kitu.

Tyle słowem wstępu (nieco przydługiego, przyznaję ;)).

Ta pianka to moje pierwsze podejście do St.Moriz. Pierwsze i jakże udane! To była miłość od pierwszego użycia. Tylko muszę zaznaczyć, że ja tego kosmetyku używam tylko i wyłącznie z rękawicą, nie nakładałam pianki nigdy dłońmi i trzeba to wziąć pod uwagę czytając tę recenzję.
Pianka nakłada się bajecznie, cudownie się wchłania i absolutnie przepięknie opala. Nakładam zawsze tylko jedna warstwę kosmetyku, opalenizna jest wtedy delikatna, złocista, bardzo naturalna. Takie typowe muśnięcie słońcem, tylko no, chemicznym ;) Skóra wygląda zdrowo, efekt jest maksymalnie naturalny, żadna pomarańcza nie wybija ani od razu, ani po jakimś czasie. No dosłownie jakbym wróciła z krótkiego pobytu nad morzem, gdzie skóra została wymuskana wiatrem i słońcem i słonym powietrzem.

Tego szukałam całe moje życie. Lekkiej, nienachalnej opalenizny, która krzyczy "byłam na urlopie i świetnie się bawiłam spacerując po plaży!". Naturalnego, delikatnego koloru który sprawia, że moje nogi w końcu są moje a nie doklejone z innego obrazka.

Piankę St.Moriz poznałam i pokochałam w zeszłym roku. Od tej pory te letnie miesiące spędzamy we dwoje, praktycznie się nie rozstając. Dopiero jesienią, gdy krótkie sukienki parują się z grubymi rajstopami ja odkładam ten kosmetyk do półki.

Ustrojstwo to jest niesamowicie wydajne. Jedno opakowanie spokojnie wystarcza mi na całe lato używania co kilka dni. Opalenizna jest w miarę trwała, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że używam minimalnych ilości i to w jednej warstwie, więc no nie czarujmy się, skóra nie będzie opalona przez tydzień czy 10 dni. Ale dla mnie i tych kilka dni to sporo, a sama aplikacja jest totalnie bezproblemowa i przyjemna (nie pomyślałabym, że kiedykolwiek nazwę nakładanie samoopalacza przyjemnością :D).

Polecam to cudo wszystkim dookoła. Tobie też, Wizażanko. Bo warto. Ten efekt *.* To jest miłość od pierwszego użycia. Najlepszy samoopalacz ever. Naprawdę.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Jest super

U mnie sprawdził się ten samoopalacz. Nie mam do niego większych zastrzeżeń, dobrze wypełnia swoją rolę. Odcień opalenizny jest bardzo ładny, nie ma pomarańczowej barwy, konsystencja w musie pozwala na łatwe rozprowadzenie produktu na ciele, a sam efekt końcowy jest bez smug. Aplikowałam ten samoopalacz rękawicą, sama czynność jest przy tym łatwiejsza i ma się wtedy pewność, że nie będzie brzydkich śladów lub zacieków odbiegających od całości. Zapach produktu jest subtelny i przyjemny. Po zastosowaniu produktu odczekałam ok. 15-20 min i wzięłam prysznic. Opalenizna była bardzo ładnie wykończona i nie zostały żadne brązowe plamy na ręczniku. Tego samego dnia nie zauważyłam, aby była brudna odzież, więc samoopalacz zdał egzamin. Odcień opalenizny bardzo mi się podoba, owszem jest delikatny, ale dzięki temu skóra wygląda naturalnie, a nie jak "skwarka". Efekt utrzymał się tydzień, więc jest nieźle.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Hit. Nawet bez przygotowania się uda...

Byłam kiedyś po drugiej zmianie, na szybko, bez peelingu i depilacji. Ryzykuje. I co? Ładny efekt. Daje taki zimny brąz. Nie pomarańcz. Pisze tutaj o medium. Wydajny. Lekki. Barwiący. Oczywiście z rękawicą tylko i wylacznie. Mnie nic nie brudzi. Poscieli ani pizamki. Trzeba pracowac szybko i sprawnie ale to najlepsze co mialam
Również do twarzy. Trzyma ok 5,6 dni. Ulubieniec. Perelka :) nie szukam dalej, za 20zl nie znajde

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Nie polecam

Mam bardzo jasną karnację, wręcz przeźroczystą. Nic mi nie daje opalanie się na słońcu czy w solarium, więc od ok. 10 lat, głównie latem, stosuję samoopalacze i kilka już przerobiłam. Nigdy jednak nie używałam musu.

Zaznaczę również, że mam dość suchą skórę na całym ciele i niestety rozszerzone pory (na dekolcie, plecach, nogach). Jeżeli ktoś ma podobny problem, to stanowczo odradzam zakup tego produktu!

Zakupiłam duże opakowanie, które zawiera aż 300 ml musu. Jestem już po 4 aplikacjach i ledwo co go ubyło. Butelka z pompką jest bardzo wygodna, wszystko działa, jak należy. Do kompletu zamówiłam również dedykowaną rękawicę tej samej firmy (St. Moriz, Tan Applicator Mitt).

Wzięłam odcień DARK, bo zależało mi na dość mocnej opaleniźnie. Niestety po fakcie przeczytałam gdzieś w internecie, że ta wersja jest bardziej pomarańczowa, a tego nikt nie lubi. Przypuszczam, że pomarańcz ma za zadanie podbić kolor ciemniejszym karnacjom, więc dla naprawdę bladych polecam zacząć od wersji MEDIUM.

Przed aplikacją zachowuję się standardowo - 1 dzień przed depilacja i porządne nawilżenie, a tego samego dnia tylko peeling i zabezpieczenie miejsc (olejkiem, wazeliną) typu łokcie, kolana, kostki.

Za pierwszym razem nałożyłam 2 warstwy w odstępie 6 godzin (oczywiście umyłam się pomiędzy aplikacjami), jedną za dnia, drugą na noc.
Co mi się podoba szczególnie to, to że widać gdzie go nakładamy, bo samoopalacz ma w sobie barwnik, który później zwyczajnie się zmywa.
Sama aplikacja niestety trudna... Mus schnie w mgnieniu oka, więc trzeba szybko go rozsmarować.
Efekt jak dla mnie był szokujący. Mocna opalenizna, co prawda dość pomarańczowa, ale miejscami również czerwono-brązowa, więc jak dla mnie wyglądało to nawet naturalnie...niestety do czasu.
Oczywiście zapach niemiłosierny, ale ja mam tak zawsze, że za pierwszym razem śmierdzi strasznie, a później już się tak tego nie czuje. Zawsze zmywam samoopalacz rano i nakładam jakiś balsam/olejek o pięknym zapachu, więc jestem już przyzwyczajona.
Niestety po umyciu schodzi cały ten barwnik i opalenizna jest jednak bardziej pomarańczowa.

...ale nie to jest najgorsze....
Jest to pierwszy samoopalacz, który podkreślił mi wszystkie pory, jakie mam... Nawet tam, gdzie normalnie ich nie widać. No dramat jakiś. Myślałam, że może to ze mną jest cos nie tak, ale znalazłam kilka opinii w internecie i niestety nie jestem jedyną.
Mało tego...
Po pierwszej aplikacji było nawet, nawet... w sensie miałam kropki na całym ciele, ale "opalenizna" była równomierna. Czar prysł, gdy tylko nałożyłam go kolejne dwa razy. Nagle mam pełno zacieków i plam (jak już wspomniałam, od lat stosuję samoopalacze, więc wiem jak przygotować skórę). Dodatkowo produkt wysusza. Tu też myślałam, że moja wina i zaś zajrzałam do internetu, gdzie się dowiedziałam, że to nie ja mam pecha, to po prostu beznadziejny produkt.

Szczerze mówiąc, jestem w szoku, że ma on tutaj aż tyle pozytywnych opinii. Nie wiem, jak to dziewczyny robicie, ale u mnie się on nie sprawdził. Owszem, jest on tani (ok. 20 zł w drogeriach internetowych), ale jak dla mnie nie jest wart ani grosza. Szukam dalej.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Wybawienie dla bladziochów

Moja skóra nie opala się. Mam naprawdę jasną karnację, moje nogi mają tak jasny kolor, że nie spotkałam jeszcze osoby bledszej ode mnie. Próbowałam już różnych metod - opalanie na słońcu (na przeróżne sposoby z różnymi kosmetykami), opalanie na solarium - kolor skóry zmieniał się na czerwony, po czym czerwony znikał, a ja byłam nadal blada jak ściana. Okazało się, że po prostu taka moja uroda i niestety naturalnie, a nawet na solarium nie opalę się wcale. Jest to trochę uciążliwe, szczególnie latem dlatego z dużą dozą niepewności postanowiłam wypróbować samoopalacza w musie od St. Moriz - jest to mój pierwszy samoopalacz, wcześniej używałam balsamu brązującego, który u mnie wyglądał tragicznie.

Mus zamknięty jest w podłużnej, plastikowej butelce mieszczącej 200ml produktu. Butelka ma biały kolor i brązowo - beżowe napisy na etykiecie. Produkt dozuje się za pomocą pompki, która dodatkowo zabezpieczona jest przeźroczystą zatyczką.

Mój odcień to Medium.
Mus, a tak w zasadzie puszysta, bardzo lekka pianka ma kolor ciemnej czekolady, co jest naprawdę fajne, ponieważ podczas nakładania od razu widzimy gdzie nałożyliśmy już produkt. Zapach produktu jest naprawdę ładny, pachnie baaardzo podobnie do kremu Nivea. Do samoopalacza od razu zakupiłam rękawicę od tego samego producenta i to była dobra decyzja, ponieważ myślę, że ciężko jest rozprowadzić produkt równomiernie dłonią.

Aplikuję samoopalacz rękawicą - mam wtedy pewność, że nie zrobię sobie nieestetycznie wyglądających smug. Wyciskam jedną - dwie pompki produktu na daną partię ciała. Jedna noga to u mnie zazwyczaj ok. 4 pompki.
Po dokładnej aplikacji czekam ok. 6h do zmycia (lub po prostu kładę się spać, a produkt zmywam rano) i w tym czasie ubieram luźne, ciemne ciuchy. Za pierwszym razem kiedy położyłam się spać bez zmycia produktu - moje beżowe prześcieradło nabrało trochę pomarańczowego kolor, dlatego najlepiej pościelić sobie takie prześcieradło, którego nie będzie nam szkoda.

Po umyciu moja skóra ma piękny, złocisty odcień. Niestety są miejsca w których ten kolor jednak wpada w delikatny pomarańcz i są to właśnie te miejsca które smaruję balsamem- kostki, dłonie, stopy, łokcie i kolana (koniecznie trzeba nawilżyć te miejsca przed użyciem). Moja skóra jest w tych miejscach szczególnie sucha, dlatego wychodzi mi taki kolor. Opalenizna utrzymuje się u mnie ok. 5 dni i jeśli chodzi o jej zmywanie się - zmywa się ładnie, bez smug.

Samoopalacz stosuję miesiąc i nie zauważyłam, żeby dodatkowo przesuszył moją skórę. Zaczęłam używać go również na twarzy i również nie czuję przesuszenia czy zapchania skóry.

Produkt jest naprawdę wydajny, mimo użycia go 6 razy w miesiącu to jest go wciąż naprawdę dużo.

Do recenzji dodaję zdjęcie po moim pierwszym użyciu produktu. Zrobiłam to nierównomiernie (człowiek uczy się na błędach) i na prawej stopie możecie zobaczyć mój prawdziwy odcień skóry na nogach (zaznaczony kółeczkiem). Dla mnie różnica jest kolosalna.

Cóż mogę powiedzieć - jestem zachwycona tym produktem, mam na razie problem z lekkim pomarańczem na kostkach, dłoniach, stopach, łokciach i kolanach, bo mam naprawdę suchą skórę w tych miejscach. Myślę, że jeśli będę ją lepiej i częściej nawilżać to efekt będzie fajniejszy i zapomnę o tej delikatnej pomarańczy.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: jedno opakowanie

dobry

Samoopalacz godny polecenia. Cena jak najbardziej na plus. Odejmuje jedna gwiazdkę za szybkie zmywanie się - efekt jest widoczny max do 4 dni. Najlepiej jest „zrobić” sobie opaleniznę tym produktem dzień wcześniej, 2 dni wcześniej, nie tego samego dnia- wtedy efekt jest najładniejszy i wyglada najbardziej naturalnie. Mimo mojej bardzo jasnej cery, nie wyglądam po nim jak pomarańczowa. Używam również na twarz, nie zapycha. Polecam.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: tydzień

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

:)

Kupiłam samoopalacz (wersja medium) zachęcona dobrymi opiniami :) Nie mam za bardzo czasu, aby nabrać opalenizny w naturalny sposób, więc samoopalacz to dla mnie świetna alternatywa. Zazwyczaj używałam samoopalaczy w kremie, ale mus prawdę mówiąc zwrócił moją uwagę. Fajnie się rozprowadza, ale trzeba pilnować tego, aby wszystko co nałożymy od razu rozsmarować- mus bardzo szybko się wchłania (co jest dodatkowo ogromnym plusem) i potem ciężko rozsmarować na ciele ewentualne smugi. Efekt widać praktycznie od razu a z czasem jeszcze bardziej przybiera na sile. Na ostateczny efekt trzeba poczekać kilka godzin. Opalenizna jest naturalna, nie jest żółta ani brązowa. Dla mojej dość jasnej karnacji i jasnych blond włosów odcień medium nawet powiedziałabym że jest odrobinkę za ciemny. Na internecie czytałam, że samoopalacz ten należy aplikować co 3-5 dni dla średniej opalenizny. No ja niestety po 2 myciach widzę różnicę i to, że kolor już się znacznie wypłukał. Jest on w znacznym stopniu mniejszy, ale nadal widoczny na skórze. Przy pierwszych 2 myciach widać znaczne wyblakniecie koloru, potem opalenizna schodzi dużo wolniej. Ogromnym plusem jest to, że samoopalacz w ogóle nie plami ubrań i przyjemnie pachnie. Sam mus pachnie pospolitym mydłem w kostce a nałożony na skórę pozostawia właśnie taki lekko wyczuwalny zapach, a nie jak standardowe samoopalacze zapach zupy jarzynowej.
Niestety zauważyłam pewną wadę, kiedy stosujemy go w miarę regularnie wszystko jest okej. Ostatnio jednak na jakiś tydzień zaprzestałam smarowania i widzę na skórze widoczne plamy, które spowodowane są tym, że w jednym miejscu samoopalacz wyciera się szybciej niż w drugim. Niestety to jest dla mnie ogromny minus, ponieważ różnice są widoczne.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: jedno opakowanie

Może dla bladziochow,..

Uwielbiam efekt skory muśniętej słońcem, nie opalając się. Dlatego branże samoopalaczy mam przetestowana wszerz i wzdłuż- używam ich niemal cały rok,

St. Moritz używałam kilkukrotnie, zarówno w kolorze medium jak i dark. Na pewno jest lepszy niż jego siostra w płynie (tamta formularza to jakiś dramat). Niemniej- szału nie ma i nie wiem zupełnie skąd zachwyty.

Efekt utrzymuje się bardzo krótko. Na drugi dzień po aplikacji zauważam niemal całkowite wytarcie produktu. Kolor ładny, oliwkowy; ale niestety- bardzo delikatny. Pościel po aplikacji nieubrudzona. Charakterystyczny zapach samoopalacza obecny, także dla dziewczyn, które szukają neutralnego produktu- nie ryzykujcie :).
Proste rozprowadzanie- ja używałam go z rękawica tej samej firmy, która mam do dziś i z powodzeniem używam do innych Marek.
Na pewno in plus cena.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: jedno opakowanie

Mega pojemny ;)

Samoopalacz St Moriz medium ma bardzo dużą pojemność. W dodatku jest na prawdę bardzo wydajny. Jeśli chodzi o postać to ma formę lekkiej pianki. Podczas aplikacji dokładnie widzimy posmarowane miejsce na ciele, ponieważ samoopalacz posiada brązowy kolor. Ma bardzo intensywny zapach, dość sztuczny. Co do aplikacji to nie powoduje uczucia lepkości - idealnie się wchłania. Nadaje piękny, brązowy kolor - łatwo jest stopniować samemu opaleniznę. Utrzymuję się do 5-6 dni w zależności od stopnia nawilżenia skóry. Kończę właśnie pierwsze opakowanie.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: kilka opakowań

Świetny w dobrej cenie

Zawsze stosowałam balsamy brazujace oraz samoopalacze. Nie lubię solarium ani opalać się wiec muszę szukać opalenizny gdzieś indziej. Balsamy są zazwyczaj śmierdzące i efekt jest mało zadowalający. Samoopalacze które są świetne niestety kosztują dużo.
Fajna alternatywą jest Śr.Moriz. cena jest bardzo atrakcyjna, każdy może sobie na niego pozwolić.
Konsystencja pianki, musu jest świetna. Fajnie się rozprowadza i nie jest tłusta. Szybko aplikujemy i nie musimy czekać aż się wchłonie. Jest brązowego koloru wiec widać gdzie i w jakiej ilości się nakłada. A to jest duży plus, bo nie zrobimy sobie smug. Ja jestem bladziochem i mam kolor medium. Jest idealny, kolor letniej opalenizny. Nie ma pomarańczka w kolorze. Kolejna rzecz - zapach. Jest delikatny po nałożeniu już go nie czuć.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Ulubieniec

Jeśli chodzi o produkty do opalania to ostatnio jest mój ulubieniec. Od lat stosowałam samoopalacz w piance od Avon. Ale postanowiłam wypróbować coś nowego i nie żałuję. Ma wiele plusów. Co bardzo mi odpowiada. Stosuje go raz w tygodniu bo tyle utrzymuje się efekt. Podczas smarowania widać gdzie go nakładamy bo ma ciemny odcień. Nie pozostawia smug, ma ładny zapach--w przeciwieństwie do innych samoopalaczy, jest wydajny i co najważniejsze szybko się wchłania, nie klei się. Uwielbiam go ;)

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: jedno opakowanie

Najlepszy samoopalacz!!!

Nie znam lepszego samoopalacza. Wszystko w tym produkcie jest ok.
Po pierwsze kolor opalenizny- nie ma mowy o jakimś pomarańczu! Kolor jest raczej oliwkowy, podczas aplikacji momentami może wydawać się ziemisty, natomiast po spłukaniu kolor jest świetny.
Po drugie zapach- jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny, bardziej czuć go podczas nakładania musu, na skórze jest bardzo mało wyczuwalny.
Po trzecie konsystencja- jest to mus, raczej pianka. Nie dochodzi do żadnego spływania produktu, aplikacja jest łatwa, nie sposób zrobić sobie plamy, gdyż dokładnie widzimy gdzie produkt już został nałożony a gdzie nie. Oczywiście konieczna jest do tego specjalna rękawica. Polecam tą z St. Moriz!
PO czwarte trwałość- produkt jest bardzo trwały i ładnie się "zmywa", a w zasadzie ściera, gdyż znika razem z naszym naskórkiem.

Jeżeli chodzi o minusy- to zauważyłam jeden. Chodzi o to, że przy dłuższym stosowaniu, skóra jakby się przyzwyczaja do produktu i efekt nie jest już tak bardzo widoczny. Jest raczej delikatny. Nie do końca wiem z czego to wynika?

Najaktywniejsze recenzentki
  1. 1

    14
    produktów

    8
    recenzji

    499
    pochwał

    10,00

  2. 2

    2
    produktów

    8
    recenzji

    376
    pochwał

    7,57

  3. 3

    1
    produktów

    10
    recenzji

    348
    pochwał

    7,14

Zobacz cały ranking